Zaslepka www 09.2018

– To było jak uderzenie obuchem w głowę. Prosiłam swoją seksuolog, żeby przyspieszyła procedury. Byłam pewna, że pójdzie szybko. Że niedługo nazwisko w dokumentach będzie zgodne z tym, jak wyglądam i kim jestem. Ale weto prezydenta Dudy wobec ustawy o zgodności płci uświadomiło mi, jak byłam naiwna. Od tamtej pory minęły dwa lata, a ja wciąż nie mogę czuć się w pełni sobą – mówi nam osoba transpłciowa, Ania Maria Szymkowiak. Tak przynajmniej chciałaby się nazywać. Na razie w dowodzie ciągle jest mężczyzną.

Dziwoląg, dewiant, przebieraniec, pederasta. To jedne z lżejszych określeń, jakich wysłuchują na swój temat osoby transpłciowe. Na ulicy, w tramwaju czy w sklepie. Niektórzy przechodnie nawet się zatrzymują. Komentują głośno: „baba czy chłop?”. – Świadczy to o ich całkowitym braku wiedzy – mówi nam Edyta Baker, prezeska Fundacji Trans-Fuzja, pierwszej i największej działającej na rzecz osób transpłciowych w Polsce.

Nie w swoim ciele

Jedynym sposobem na określenie płci człowieka jest jak na razie zajrzenie noworodkowi między nóżki i wpisanie do książeczki na podstawie narządów płciowych „chłopiec” lub „dziewczynka”. Moment ten determinuje całe ich późniejsze życie. Tylko co, jeśli się okaże, że tożsamość jest inna niż płeć biologiczna? Tym właśnie jest transpłciowość. 
– To cały zespół zjawisk polegających na braku akceptacji określonej przy urodzeniu płci. Są w tej grupie osoby transgenderowe, żyjące jako osoby niebinarne, nieokreślające swojej płci, transwestytyczne, mające potrzebę ekspresji tożsamości poprzez funkcjonowanie jako osoba płci odmiennej, oraz transseksualne, dążące do korekty płci na zgodną z tą, którą odczuwają – wylicza Baker. A lekarze są zgodni – kłopoty z identyfikacją płciową to jedno z trudniejszych zagadnień w historii medycyny.

Ania, wcześniej posługującą się pseudonimem Lukrecja Kowalska, źle się czuła w męskim ciele, odkąd pamięta. Już jako kilkulatka zakradała się do szafy mamy i wyciągała z niej kobiece ubrania. Przebierała się w ukryciu, co sprawiało jej dużą przyjemność. – Od kiedy pamiętam, nie lubiłam towarzystwa mężczyzn, wolałam przebywać z kobietami. Nie dlatego, że chciałam je poderwać, odpowiadał mi po prostu ich sposób bycia – opowiada.

Jednak dopiero w wieku 42 lat uświadomiła sobie, kim jest naprawdę. Od tego momentu historia potoczyła się szybko: wybory Miss Trans, wygrana, coraz większa wiedza i świadomość swojej tożsamości. – To jury konkursu zobaczyło we mnie to, czego sama nie byłam wcześniej pewna, kobietę – mówi dziś Szymkowiak. Swoją historię opisała w książce „Lukrecja w ciele Krzyśka”. Wcześniej bowiem Ania miała żonę i syna, po narodzinach którego skupiła się zupełnie na obowiązkach rodzicielskich. Nie myślała o sobie. – Dopiero kiedy dorósł, poczułam, że pora na zmianę w życiu. Żona wprawdzie od początku małżeństwa wiedziała o moim przebieraniu się, jednak gdy powiedziałam jej o chęci korekty płci, nie potraktowała planu poważnie. Myślała, że „wyrosnę”, a to przecież nie był mój wybór.

Transpłciowość? Pewnie zboczenie

Zdaniem Edyty Baker najtrudniej być osobą transpłciową w Polsce ze względu na to, że otoczenie traktuje cię jak kapryśnego dewianta, który znudzony dotychczasowym życiem erotycznym, postanawia je urozmaicić, korygując płeć. – Często słyszę opinię, że transpłciowa kobieta jest tak naprawdę gejem chcącym sypiać z innymi mężczyznami, dlatego by ich zdobyć, przebiera się za kobietę – opowiada prezeska Trans-Fuzji.

Ania Szymkowiak uznaje tego typu myślenie za krzywdzący stereotyp, niemający żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. – Nie wiem, dlaczego w głowach tylu osób pojawia się przekonanie, że transpłciowość wiąże się przede wszystkim z seksualnością. Identyfikacja płciowa nie ma z orientacją seksualną nic wspólnego. Dlaczego ludzie zastanawiają się, co mam między nogami, zamiast myśleć o tym, co się dzieje w mojej głowie. Przecież nikt z nas nie traktuje korekty płci w kategoriach widzimisię czy zabawy – denerwuje się Ania.

Polska poznaje Annę Grodzką

Wiedza Polaków na temat transpłciowości rzeczywiście nie jest duża. Większość z nich zetknęła się ze zjawiskiem dopiero za sprawą posłanki Anny Grodzkiej, która jako pierwsza osoba transseksualna w Europie weszła do świata polityki. – Do czasu ogłoszenia wyników wyborów większość osób z mojego otoczenia, które dowiadywały się, że kandyduję, nie wierzyło, że Ruch Palikota wejdzie do parlamentu. Dla mojego środowiska, które rozumiało bez słów powód mojej decyzji, ale i dla mnie samej, było jasne, że misja, jakiej się podjęłam, będzie ekstremalną jazdą bez trzymanki – mówi Anna Grodzka. Najbliżsi pytali ją wówczas, czy jest gotowa stać się rozpoznawalna jako posłanka. Istniało bowiem ryzyko, że nigdy nie będzie kimś ze swoich marzeń – po prostu kobietą. – Zawsze będę w moim publicznym wizerunku tylko osobą trans. Ale wtedy nie było wątpliwości, że dla osób LGBT robię coś bardzo ważnego.

Kinga Kosińska, autorka głośnej książki o doświadczeniach odkrywania swojej tożsamości płciowej „Brudny róż. Zapiski z życia, którego nie było”, dzieli historię transpłciowości w Polsce na „przed Grodzką” i „po Grodzkiej”. – Wcześniej wiele osób nie miało świadomości, że na świecie są jeszcze inne osoby transpłciowe, informacje w mediach i literatura na ten temat były bardzo ubogie. Pojawienie się w przestrzeni publicznej kobiety po tranzycji dawało wiarę, że jeśli komuś się udało, to ja też mogę – mówi Kosińska.

To właśnie Grodzka założyła kilka lat przed otrzymaniem mandatu poselskiego Fundację Trans-Fuzja, by pomagać osobom będącym w podobnej sytuacji. Wcześniej osoby transpłciowe nie mogły w zasadzie liczyć na czyjekolwiek wsparcie i często zamiast trwania w kłamstwie i samotności wybierały śmierć.

Transfobia zabija

Kinga Kosińska wie na ten temat wiele. Jej „Brudny róż. Zapiski z życia, którego nie było” bez cenzury opisuje brak zrozumienia ze strony rodziny i otoczenia, poczucie osamotnienia i porażki w poszukiwaniu pomocy. – Dawniej osoby transpłciowe musiały diagnozować się same. Możemy się domyślać, jak wyglądała poczta pantoflowa czy „transpłciowy marketing szeptany”. Sama w latach 90. napisałam list do „Tiny” z prośbą o pomoc. Zasugerowano mi pójście do seksuologa. Dopiero tam dowiedziałam się, co się ze mną dzieje – opowiada autorka.

Jednak diagnoza czy nawet korekta płci to za mało, żeby poradzić sobie z towarzyszącym im psychicznym obciążeniem. W poprzednich dekadach osoby transpłciowe przechodziły piekło. Kosińska jest po trzech próbach samobójczych i miesiącach spędzonych w szpitalu psychiatrycznym.

Także statystyki opisujące stan psychiczny osób transpłciowych są porażające. Badania pokazują, że odsetek prób samobójczych wśród osób nieidentyfikujących się ze swoją płcią biologiczną jest najwyższy spośród wszystkich grup i sięga aż 45% osób w wieku 18–44 lat. Połowa z nich pierwszą próbę odebrania sobie życia podejmuje jeszcze przed ukończeniem 20. roku życia. Edyta Baker uważa, że odsetek samobójców może być dużo wyższy. – Policja nie ma żadnej pewności, czy osoba, która targnęła się na swoje życie, a nie pozostawiła listu, nie zrobiła tego właśnie z powodu transfobii, czyli dyskryminacji osób transpłciowych.

Ania Szymkowiak nigdy nie podjęła takiej próby. Mówi, że ma twardą skórę. Ale wie też, że jest w mniejszości, bo miała dużo szczęścia – rodzina i znajomi jej nie odrzucili. – Przywyknąć do myśli, że jestem kobietą, najtrudniej było mojej młodszej siostrze. Całe życie była we mnie zapatrzona jak w obrazek. Udało się nam jednak po wielu rozmowach wypracować szczerą i pełną zrozumienia relację. Nie było to łatwe. Nie wiem, jak poradziłabym sobie ze swoją tożsamością jako dziecko.

Nieprzygotowani na inność

Rzeczywiście, czasem transpłciowe dzieci bywają w jeszcze trudniejszej sytuacji niż dorośli. Wieści napływające ze szkół nie napawają optymizmem. Przygotowany przez Trans-Fuzję raport o sytuacji transpłciowej młodzieży pokazał, że dla wielu nauczycieli coming out ucznia to często pierwszy raz, gdy słyszą o zjawisku, i zupełnie nie wiedzą, jak sobie z nim radzić.

Kłopoty dziecka zaczynają się od życzenia, by zwracać się do niego wybranym (a nie odpowiadającym płci biologicznej) imieniem, i nie kończą – niestety  – na żądaniu wpisania tegoż do dziennika czy na świadectwie. Szkoła często nie wie, jak rozwiązać kwestię dostępu do szatni, pojawia się pytanie, czy chłopiec czujący się dziewczynką powinien przebierać się z koleżankami czy z kolegami. Podobne dylematy dotyczą lekcji WF-u, korzystania z toalet.

– Sytuacja w polskich szkołach jest kiepska, bo brakuje specjalistów, którzy wiedzieliby, co jest konieczne, by zapewnić transpłciowemu dziecku odpowiednie funkcjonowanie. Znamy przypadki, kiedy nauczyciele na wieść o transpłciowości dziecka wzywają do szkoły rodziców i zalecają milczenie lub natychmiastowe posłanie dziecka na obserwację psychiatryczną – opowiada Edyta Baker.

Jej zdaniem mało jest w Polsce lekarzy, psychologów i nauczycieli specjalizujących się w tematyce transpłciowości, a bywa, że jest ona bagatelizowana jeszcze na studiach. – Większość to niestety ignoranci bez pojęcia o osiągnięciach współczesnej nauki. Jak osoby, których edukacja zatrzymała się kilka dekad temu, mogą decydować o leczeniu dziecka z zaburzeniami płci? Wiem także o przypadkach ginekologów, którzy są zdumieni, gdy do gabinetów zgłasza się mężczyzna z pochwą – mówi prezeska Trans-Fuzji.

Prawo, które upokarza

Z uzyskaniem orzeczenia sądu o prawnej zmianie oznaczenia płci metrykalnej też nie jest lepiej. To długa droga, pełna upokorzeń i stresu. Zanim uda się osobom transpłciowym uzyskać zgodę na zmianę dokumentów, miewają one trudności w załatwieniu najdrobniejszych, codziennych spraw. Banki, poczty czy szpitale biorą ich za oszustów. – Kiedyś stojąc w kolejce do lekarza, zostałam wyczytana jako „pan Szymkowiak”. Musiałam znieść na sobie wzrok 20 zdziwionych pacjentów, którzy próbowali zrozumieć, dlaczego, gdy wołają faceta, do gabinetu wchodzi kobieta – przypomina sobie Ania.

Niestety takie sytuacje długo będą się jeszcze zdarzać, bo prawo zupełnie nie stoi po stronie osób transpłciowych. Jeśli chcą po osiągnięciu pełnoletności dokonać zmian danych osobowych, nie ma wyjścia, wciąż muszą w tej sprawie pozwać do sądu swoich rodziców, co sytuuje strony w charakterze przeciwników procesowych. – Bywa również tak, że jeśli rodzice nie żyją, o prawnym uznaniu płci decydują kuratorzy. Zupełnie obce osoby! – oburza się Edyta Baker. Zresztą nie tylko ona. W Polsce od wielu lat mówi się o tym, że to proceder łamiący prawa człowieka.

– Dlatego konieczne jest wprowadzenie łatwo dostępnych procedur uznania płci. Polegająca na wniesieniu powództwa przeciwko członkom rodziny procedura powoduje, że osoby transpłciowe i ich bliscy uczestniczą w obciążającym emocjonalnie procesie. Może to naruszać jedno z podstawowych praw człowieka – prawo do ochrony życia prywatnego. By tak się nie działo, Parlament Europejski, Rada Europy i Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka wzywają Polskę do uproszczenia procesu korekty płci. Osoby transseksualne mają prawo do ludzkiej godności i samostanowienia – wyjaśnia nam Sylwia Spurek, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich.

W innych krajach Europejskich, by dokonać zmian w dokumentach, wystarczy złożyć deklarację tożsamości płciowej, którą podpisuje się u notariusza, czy złożyć do urzędu wniosek o zmianę numeru ewidencyjnego.

Głos trzech milionów

– Osoby transpłciowe są na całym świecie. Były zawsze, są i będą, także w Polsce – mówi Anna Grodzka. Jednak ani w polskim prawie, ani w oficjalnych procedurach medycznych, które są im niezbędne, pojęcie transpłciowości nie występuje. Po prostu nie istniejemy. Oficjalnie. Formalnie. Ale w rzeczywistości – tak. Nie tylko od czasu, kiedy mała grupa osób transpłciowych postanowiła swej transpłciowości nie ukrywać. Niestety,  transpłciowość, z powodu istnienia kulturowego tabu, wypierana jest z prawa, bo wypierana jest z całej społecznej świadomości. A przecież mamy prawo żyć. Mamy prawo być sobą – podkreśla nasza rozmówczyni.

 Dlatego tak ważna była dla osób transpłciowych ustawa o uzgodnieniu płci – mogła zmienić te kuriozalne przepisy. Albo raczej ich brak. Jedną decyzją Andrzej Duda wrzucił do kosza projekt tworzony niemal całą kadencję przez posłankę Annę Grodzką. Nadzieję na poprawę swojej sytuacji straciła wówczas nie tylko Ania Szymkowiak, ale i dziesiątki innych transpłciowych osób. Ile może być ich w Polsce? Tego dokładnie jeszcze nikt nie policzył.

– Sporządzenie tego typu statystyk jest po prostu niemożliwe – mówi prezeska Trans-Fuzji. Zdaniem Edyty Baker osób transpłciowych może być w Polsce nawet 3 miliony. Jak to możliwe? – Oficjalnie możemy bazować jedynie na danych pochodzących ze szpitali, które przeprowadzały zabiegi korekty płci osób transpłciowych, lub na statystykach Ministerstwa Sprawiedliwości, sporządzonych na podstawie procesów sądowych. Ale jeśli dodać do nich transwestytów (a statystyki brytyjskie z lat 90. mówią, że skłonności transwestytyczne może mieć nawet co dziesiąty mężczyzna), i każdą osobę, która nie identyfikuje się ze swoją płcią biologiczną, to liczba 3 milionów nie jest przesadzona – oblicza prezeska Trans-Fuzji.

Poniżyć, zniszczyć, zabić

20 listopada obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pamięci Osób Transpłciowych. Niestety transpłciowi mieszkańcy państw  Bliskiego Wschodu czy Afryki mogą zapomnieć o jakiejkolwiek swobodzie wyrażania swojej odmienności płciowej. Nikt nie liczy się ich z prawami, w krajach tych wciąż dochodzi do motywowanych transfobią morderstw.

Od stycznia 2008 roku na całym świecie odnotowano 2264 przypadki morderstw transfobicznych. A z roku na rok liczba zamordowanych wzrasta. Tylko w ciągu ubiegłych 12 miesięcy zginęło na tym tle aż 295 osób. Z tym że statystki obejmują tylko te przestępstwa, co do których istnieje pewność, że były motywowane nienawiścią do osób transpłciowych i zostały zgłoszone. Realna liczba przypadków śmierci może być jednak dużo wyższa. – Dlatego tak ważne jest reagowanie na transfobiczne zachowania. Spróbujmy pamiętać i rozumieć osoby transpłciowe nie tylko od święta – zachęca Ania Szymkowiak. 

Wywiad ukazał się pierwotnie w trzecim numerze magazynu "G'rls ROOM" (3/2017)

1 transpciowi Paula szewczyk trans

Ilustracja: Aga Bartosz

Instagram enter The Room

object(stdClass)#937 (3) { ["error_type"]=> string(23) "OAuthRateLimitException" ["code"]=> int(429) ["error_message"]=> string(180) "You have exceeded the maximum number of requests per hour. You have performed a total of 27637 requests in the last hour. Our general maximum limit is set at 500 requests per hour." }

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items