Finał 16. edycji konkursu Artystyczna Podróż Hestii zapisze się w historii – po raz pierwszy dwoje twórców zajęło pierwsze miejsce ex aequo. Wybrane prace reprezentują różne media, ale wszystkie – bez wątpienia – na wyróżnienie zasłużyły. Rozmawiam z laureatami i laureatkami o wrażeniach, rynku sztuki i ekonomicznym aspekcie pracy twórczej.

AGNIESZKA MASTALERZ

Laureatka Nagrody Specjalnej Prezesa Piotra M. Śliwickiego, studentka Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie

1

Jak się czujesz jako laureatka 16. edycji konkursu Artystyczna Podróż Hestii? Zwłaszcza, że otrzymałaś nagrodę specjalną – zlecenie na artystyczną koncepcję Raportu Rocznego firmy ERGO Hestia.

Mówiąc szczerze, nie spodziewałam się otrzymania tej nagrody. Zgłaszając się do konkursu, myślałam raczej o wyjeździe niż o konkretnym zadaniu, które zostanie mi zlecone. W tej chwili  jednak trudno mi cokolwiek powiedzieć, bo nie rozpoczęłam jeszcze współpracy z Hestią. Na początku byłam sceptyczna, teraz staram się myśleć pozytywnie.

 

Masz już, chociaż wstępny, pomysł na realizację tej nagrody?

Bardzo się cieszę, że nie musi to być oprawa graficzna tradycyjnego, drukowanego raportu. Mimo że w pracy prezentowanej na wystawie w Muzeum nad Wisłą użyłam termografii, to kiedy dzisiaj bardzo luźno myślę o realizacji zlecenia, wydaje mi się, że mógłby to być performans.

 

To jest zadanie na granicy pracy artystycznej, praca zleceniowa. Realizowałaś wcześniej takie rzeczy?

Nigdy wcześniej nie realizowałam podobnej pracy artystycznej na zlecenie, dlatego czasem pojawiają się wątpliwości. Muszę się nad tym dokładnie zastanowić. Dla mnie rezultat konkursu okazał się być wyzwaniem. Cieszę się, że będę mogła wejść w struktury firmy, doświadczyć jej od środka. Nie ma we mnie jednak zgody na stanie się jednym z jej elementów.

 

Jak wyglądała twoja prezentacja przed jury?

Przedstawiłam wybrane prace. Wszystko trwało bardzo krótko, trochę niewystarczająco, żeby dać się całkowicie poznać. Natomiast to, co uważam za atut, to konieczność skondensowania myśli – o czymkolwiek mówiliśmy, musiało być to czytelne dla osób z zewnątrz. W moim przypadku, przygotowanie prezentacji było analizą dotychczasowych działań i zastanowieniem się nad kolejnymi realizacjami.

 

Opowiedz mi o procesie powstawania twojej pracy.

Wyszłam od dosłownych, ale niewidocznych śladów, które zostawiamy w konkretnych przestrzeniach. Postawiłam sobie pytanie, w jaki sposób zwizualizować emocje, które nacechowują dane miejsca? Dochodzenie do ostatecznego efektu trwało ponad rok. Cieszę się, że ostatecznie skupiłam się na architekturze jako uosobieniu aparatu władzy. Jednocześnie uważam, że uniwersalność przekazu przyniosłoby wyjście poza Warszawę i przedstawienie innych wpływowych budynków, jak chociażby siedzib korporacji.

 

Był klucz doboru obiektów?

Przed realizacją termogramów konsultowałam się z historykami i varsavianistami. Wiedziałam, że nie mogę skupiać się wyłącznie na napiętnowanych miejscach, które obecnie nie pełnią już pierwotnej funkcji. Zależało mi na uwzględnieniu tych wpływowych dzisiaj.

 

Jak wygląda twój proces twórczy, jak pracujesz – zarówno nad tym, jak i innymi projektami?

Poświęcam czas podstawie teoretycznej. Czytam i rozmawiam – ze specjalistami w konkretnych dziedzinach i z przyjaciółmi, którzy też tworzą. Ale kiedy zaczynam konkretyzować cel, najważniejsze jest dla mnie odosobnienie. W końcu, w przypadku pracy nad cyklem „(Bez tytułu) Remote control”, zrobiłam mnóstwo termogramów-szkiców – używałam innego modelu kamery, fotografowałam z odmiennej perspektywy, brałam pod uwagę kolor.

 

Jak rysuje ci się kwestia przyszłości po akademii – od szkoły do instytucjonalnego, oficjalnego obiektu? I czy trafienie do instytucjonalnego obiegu jest konieczne, czy są inne drogi?

Nie jest konieczne. Wejście w konkretne struktury lub związanie się z jedną galerią od razu po akademii może nie pozwolić na dystans i ugruntowanie własnych potrzeb. Na etapie studiów mamy możliwość próbowania. A wcześniej nie da się połączyć wszystkich działań na ASP z działaniem wyłącznie dla siebie. Trzeba być pracowitym, zdeterminowanym i dbać o swój rozwój; mieć świadomość, że akademia jest dla studentów.

 

Jaki jest twój stosunek do akademii?

Po doświadczeniu uniwersyteckim potrzebowałam środowiska, które ukształtowałoby mnie też praktycznie. Nie muszę zgadzać się z różnymi postawami, ale to wciąż instytucja, która daje mi możliwość rozwoju i wspiera mnie finansowo. Mam bezpośredni kontakt z cenionymi artystami, przebywam wśród rówieśników mających podobne wartości. Dzięki stypendiom mogę poświęcać czas wyłącznie pracy twórczej.

 

Chciałam właśnie zapytać o aspekt ekonomiczny pracy twórczej. Jakie są perspektywy i możliwości pracy w zawodzie twórczym?

Do niedawna pracowałam w studiu graficznym. Używałam narzędzi, z których korzystałam później w prywatnych działaniach. Teraz uważam, że poświęcałam temu zbyt dużo czasu. Chcę postawić na jedną kartę. Z dzisiejszej perspektywy jestem zdeterminowana, aby pozostać niezależną.

 

Na koniec zapytam o twoje podejście do samego terminu „artysta”. Czy używanie go w stosunku do młodych twórców jest czy nie jest problematyczne?

Do niedawna krępowało mnie pytanie „Jesteś artystką?”. Zastanawiało mnie też, że znajomi w moim wieku lub młodsi określali się mianem artystów. Teraz uważam, że jeśli chce się łączyć przyszłość z twórczością, mówienie o sobie w ten sposób nie jest niczym wstydliwym. Powoli dojrzewam, żeby odpowiadać twierdząco.

 

JÓZEF GAŁĄZKA

I miejsce ex aequo, student Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie

3 

Jak się czujesz jako laureat 16. edycji konkursu Artystyczna Podróż Hestii?

Byłem zaskoczony tym, że praca dostała się do finału, a później otrzymała główną nagrodę. Nie była specjalnie wykalkulowana ani tworzona w trybie wystawowym. To był mój dyplom licencjacki na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Po zrobieniu dyplomu praca przeleżała chwilę w garażu, aż wysłałem ją na konkurs APH. Myślę, że szczerość i osobista opowieść mogła urzec jury.

 

Bo to jest dość osobista praca i chciałam zapytać, dlaczego postanowiłeś wyjąć ją z garażu i wysłać na konkurs.

Dużo osób mówiło mi, że ta praca ma uniwersalny wymiar, odbiorcy dostrzegają w niej swoje historie. Ten osobisty wątek jest stonowany i nie jest nachalny. Każdy może tam zobaczyć coś swojego. Często zdarza się, że funkcjonuje w rodzinie taka postać.

 

Jak przebiegała prezentacja przed jury?

To był freestyle. Zapomniałem wysłać prezentację, musiałem dosłać ją zrobioną praktycznie na kolanie. Pokazałem prace, z którymi najbardziej się utożsamiam – bardzo różnorodne. Dostrzeżono w tym spójność, wspólny mianownik.

Spotkałem się z taką opinią, że rozmowa miała zweryfikować twórczość, bo trudno ocenić ją po jednej pracy – czasem zdarzy się po prostu pojedynczy wyskok. Jury chciało zobaczyć, co za tym stoi, czy to, co opowiadamy w swoich pracach pokrywa się z tym, co nas pasjonuje.

 

Masz już plany wykorzystania nagrody?

Wystawa ma być połączona z rezydencją w Nowym Jorku, więc nie chcę wyprzedzać faktów. Może uda mi się zrobić coś tam, zebrać inspiracje do stworzenia wystawy.

 

Masz już plan na medium, z którego będziesz korzystał? To będą instalacje?

Tak, myślę o tradycyjnych formach, ale może już we współpracy z ludźmi, których spotkam w Nowym Jorku.

 

Opowiedz mi o pracy konkursowej, interesuje mnie najbardziej proces powstawania.

Moja praca zrodziła się z tego, że mam dziadka, który wszystkich zadziwia swoją pomysłowością i buduje dużo rzeczy. Zawsze myślałem, że warto byłoby zrobić o tym film dokumentalny. Odkładałem to, aż pojawił się temat dyplomu. I tak od słowa do słowa rozwinęło się to do całej formy, którą widzieliśmy na wystawie, czyli rzeźby, instalacji i filmu. Rzeźby powstały na bazie zdjęć z domowego archiwum. Kompozycja z dziadkiem idącym po belkach została zaczerpnięta z fotografii, na której dziadek naprawiał dach na swojej działce, szedł po krokwiach, na tle nieba. Portret był już zaplanowaną sesją zdjęciową, ale na bazie pozy uchwyconej na rodzinnych zdjęciach. A później tradycyjnie – glina, gips.

Rodzina cieszyła się, że to, co wszystkim chodziło po głowie, zostanie zrealizowane i w jakiś sposób się zarchiwizuje. U dziadka w warsztacie jest wszystko w procesie, nie ma tam stałości. Warto to dokumentować, bo nie wiadomo, kiedy przyjdzie nowa zmiana.

2 hestia artystyczna podr hestii 

A jak wygląda twój proces twórczy lub mówiąc prościej – jak pracujesz?

Nad rzeźbami pracuję bardzo tradycyjnie. Zaczynam od szkiców, rysunków, później powstają szkice rzeźbiarskie i na podstawie tego pierwsze realizacje. Tak było przy pracy o dziadku. Ale ostatni rok to były prace w stylu wolnym, które powstawały z jakąś ogólną koncepcją, ale bez gruntownego przygotowania. Pracuję na akademii w Warszawie, gdzie warunki są bardzo dobre. Mało który rzeźbiarz ma takie możliwości w swojej pracowni. Przy powstawaniu rzeźb potrzebna jest też pomoc innych studentów, bo to jest proces grupowy – trzeba pomóc wynieść, przenieść, takie fizyczne zmaganie się z rzeczywistością. Zapisuję również pomysły w formie szkiców czy opisów słownych, to pozwala na szybkie zmaterializowanie myśli. Powstawanie rzeźby nie zawsze może być spontaniczne, na ogół to dłuższy proces.

 

Praca nad rzeźbą to chyba też praca fizyczna.

Ale to jest przyjemne. Zapewnia równowagę pomiędzy np. pracą przy komputerze, staniem przy sztaludze a fizyczną pracą. To jest zdrowe. Chociaż niektóre elementy pracy w pracowni rzeźbiarskiej są niezdrowe. Na przykład opary.

 

Ale pomimo tego, że praca nad rzeźbą wydaje się skrajnie indywidualna, to jednak jest w niej aspekt kolektywny.

Nic nie dzieje się w próżni. Ostatnio miałem przyjemność brać udział w projekcie Pawła Althamera, ponieważ miał pracownię gościnną na wydziale rzeźby. Przez rok robiliśmy zbiorową pracę i to było wspaniałe doświadczenie. Współpracowaliśmy z grupą Nowolipie, rzeźbiliśmy w drewnie – taki powrót do tradycyjnego medium rzeźbiarskiego. To miało uczyć komunikacji, czyli tego, co przydaje się po akademii. Aby nauczyć się współpracy, ponieważ trudno jest później działać indywidualnie.

 

A jak – z perspektywy studenta akademii – rysuje się droga od szkoły do instytucji i galerii?

Niespecjalnie wierzę w to, że jest jakaś recepta. Nie jest też moim celem, żeby za wszelką cenę wgryźć się w instytucjonalny obieg. To jest loteria. Trochę mnie drażni mówienie o tym, że trzeba mieć strategię artystyczną. Kiedy zacząłem te studia, byłem pogodzony z myślą, że to niekoniecznie będzie pierwsza rzecz, którą będę robił w życiu. Teraz ten konkurs jest dla mnie niespodzianką, bo być może pomoże w tym, żebym mógł zajmować się tak zwaną sztuką, ale nie zakładam, żeby to było tylko to. Wydział, który skończyłem w Łodzi, był nastawiony na postprodukcję, animację i myślałem, że to może być rzemiosło, z którego będzie dało się komercyjne utrzymać. Ale w tym momencie bardziej ciągnie mnie do ręcznych, rzemieślniczych prac. Niekoniecznie trzeba być w obiegu, ale jest to kuszące.

 

Jak ustosunkowujesz się do pojęcia artysty? Spotykam się z tym, że dla wielu młodych twórców, na etapie szukania swojej drogi, jest ono problematyczne.

Chyba to pojęcie należy bardziej do starych mistrzów. Czas to musi zweryfikować. To tytułowanie się, czy ktoś jest magistrem sztuki, czy doktorem sztuki, nie ma wpływu na to, co się tworzy. Należy patrzeć na efekty pracy.

 

A jak wygląda ekonomiczna droga młodego twórcy?

Idąc na akademię, nie zakładałem, że zdobędę zawód, który da mi źródło utrzymania, raczej możliwość rozwijania swoich pasji, nie ukrywam, że dzięki wsparciu rodziców, ponieważ przez czas studiów mnie wspomagali. Chociaż miałem też sporo fuch, na których mogłem całkiem nieźle zarobić – scenografie, robienie ilustracji. Można wykorzystywać te talenty komercyjnie. To też jest fach. A dla twórczości autorskiej są stypendia. Nigdy tego nie kalkulowałem, ale zawsze tak było, że jak się oddawałem jakiejś pracy, to się zwracało. Może ten system nie jest idealny, ale jest sporo sytuacji, w których postawy twórcze są doceniane również finansowo. 

 

HORACY MUSZYŃSKI

II miejsce, student Akademii Sztuki w Szczecinie

1 laureat APH artystyczna podroz hestii 

Jak się czujesz jako laureat 16. edycji konkursu Artystyczna Podróż Hestii?

Przede wszystkim to było dla mnie zaskoczenie, że komisja doceniła pracę, która jest humorystyczna, z dowcipem, koncentruje się wokół zjawiska popkulturowego i telewizyjnego. Równolegle nie jest to klasyczny w rozumieniu gatunek sztuk wizualnych. Początkowo była to realizacja, którą traktowałem jako zabawę, jednak z czasem zaczęła nabierać nowych znaczeń. Serial najpierw dostał się do finału, a później został doceniony przez komisję. Był to szok, ale w sensie pozytywnym.

 

Jeździłeś wcześniej z tą pracą na konkursy.

Tak, została nagrodzona na festiwalu Młode Wilki w Szczecinie, dedykowanym młodym artystom w zakresie sztuki audio i wideo. Zastosowanie metody całkowitej rekonstrukcji dźwiękowej na potrzeby obrazu spełniało profil festiwalu. Serial „Miasteczko Kletno” wychodzi od tradycji telewizyjnej. Ważnym elementem pracy jest lektor, który dla telewizji, szczególnie polskiej, jest charakterystycznym elementem i prowadzi nas przez seriale i filmy fabularne. Dziś w każdym domu znajduje się telewizor a nawet kilka. Oglądając pracę, widz ma poczucie, że skądś to zna. Wchodząc do galerii, słysząc lektora, czujemy się trochę bezpieczniej. To był jeden z moich tropów przy tworzeniu tej pracy.

 

Jak przebiegała prezentacja przed jury?

Prezentacja trwa trzy minuty, więc to jest bardzo mało czasu, żeby szczegółowo przedstawić swoją twórczość. W moim przypadku było jeszcze tak, że powstały drobne problemy techniczne, więc zaczęło się od luźnej rozmowy o serialach – co teraz jest godne polecenia, co ostatnio leci na Netflixie, a dopiero później przeszliśmy do właściwej prezentacji.

 

A nie odbierasz tego krótkiego wystąpienia jako festiwalu osobowości?

Myślę, że prezentacja jest ważnym elementem. Trochę się zgadzam, to może być festiwal osobowości, ale nie musi. Osoby, które są introwertyczne, pokazując swoją intymność w pracach, także urzekają komisję. Nie chodzi tylko o to, żeby wejść i zrobić show, ale pokazać, jakim się jest, bo właśnie to interesuje jury. Twórczość jest prawdziwa, jeśli człowiek jest szczery w tym, co robi. Wiele konkursów nie daje możliwości obrony tego, co się przygotowało. Tutaj ta forma rozmowy jest bardzo ciekawym aspektem.

 

Masz już plany wykorzystania nagrody?

Ponieważ lecę do Walencji, stwierdziłem, że to najwyższa pora, aby nauczyć się nowego języka, zatem mam zamiar zapisać się na kurs hiszpańskiego. Dziś jeszcze nie mam konkretnych planów, co będę tam robić. Wiem, że wszystko okaże się na miejscu. Na pewno ten miesięczny pobyt wpłynie na to, co zrobię później. Czy to będą materiały filmowe? Pewnie tak. Wokół tego medium najczęściej działam.

 

Opowiedz mi o pracy konkursowej, interesuje mnie najbardziej proces jej powstawania.

Moja praca powstała naturalnie. Od dziecka biegam z kamerą na VHS-y, którą dostałem w wieku czterech lat. To jest mój artefakt, który wszędzie ze sobą zabieram – szczególnie na wyjazdy. Dwa lata temu pojechaliśmy na trzydniowy plener do Kletna na Śląsku. Dokumentowałem i nagrywałem wszystko, co się tam działo. Któregoś dnia na oknie usiadł ptak, prawie identyczny jak ten z „Twin Peaks”. Od tej pory wszystko kojarzyło mi się z tym serialem. Tak powstał pomysł na tę realizację. Wkrótce zauważyłem, że dźwięk kompletnie się nie nadaje, więc stwierdziłem, że przemontuję to po swojemu, stworzę własne dialogi, dodam lektora. Tak powstała fabuła. Mój kolega Kacper Kapela, świetny grafik 3D, pomagał mi przy efektach specjalnych. Do tego dołożył się Mikołaj Tkacz z muzyką, którą skomponował w duchu „Twin Peaks”, ale po swojemu. Serial powstawał przez rok, wychodziły kolejne odcinki, w pewnym momencie wszystko się zamknęło: mamy pięć odcinków. Pojawiła się myśl, aby wydać to na DVD i udało się. Jeszcze przypadkiem zeszło się to z premierą trzeciego sezonu „Twin Peaks”.

3 hestia artystyczna podr hestii 

A jak wygląda twój proces twórczy lub mówiąc prościej – jak pracujesz?

Raczej unikam dużego planu filmowego. Medium, którym najczęściej się posługuję, to wideo połączone ze sztuką performatywną. Jest to widoczne na przykład w sposobie, w jaki angażuję aktorów: zrobiłem taki projekt, w którym wynająłem na tydzień aktora, żeby zagrał mnie w rzeczywistym życiu. To jest moje podejście do filmu. Film to łapanie rzeczy na bieżąco, filtrowanie i wypuszczenie materiału. Bardzo dużo dają mi usłyszane rozmowy, zawsze gdzieś je zapisuję, długo, długo układam i z tego powstaje skrypt, scenariusz. I jeszcze jedno, coś co bardzo lubię – montowanie. Zamykam się w mojej pracowni, zaczynam wydobywać nowe kształty i nadawać nowe konteksty. Jest to świetna zabawa.

 

A jak – z perspektywy studenta akademii – rysuje się droga od szkoły do instytucji i galerii? Słowem – jak wygląda według ciebie życie po akademii?

Słyszałem różne plotki… Jeszcze tego nie wiem, ponieważ wciąż jestem studentem, ale uważam, że nie można myśleć tylko konkursowo – że to konkursy zapewnią karierę. To nie jest prawda. Mam kolegów, którzy wygrywali konkursy, a obecnie wrócili do domu i pracują na etatach. Siła jest we wspólnotowym działaniu. Jeśli ma się ludzi, z którymi pracowało się na studiach, dlaczego nie robić tego dalej, po ukończeniu szkoły? Można stworzyć razem grupę artystyczną, dobrą zbiorową wystawę. Praca w grupie jest ważnym elementem. Droga polega na działaniu, angażowaniu się, tworzeniu rzeczy, które wychodzą poza funkcje sztuki, na granicy światów. Ja może robię to w sposób dowcipny, to moja energia, wiem że trzeba iść w stronę tworzenia języka, który będzie zrozumiały dla szerszego grona odbiorców. Myśleć w sposób zaangażowany. W Szczecinie, w ramach pracowni Filmu Krytycznego, robiliśmy kino plenerowe. Zorganizowaliśmy projekcje, pokazywaliśmy nasze filmy, przyszli mieszkańcy pobliskich kamienic i w taki sposób realizacje, które powstały na akademii, wyszły poza nią. Musimy pamiętać, że żyjemy w społeczności i robić coś, aby do tej społeczności dotrzeć.

 

Jak ustosunkowujesz się do pojęcia artysta? Spotykam się z tym, że dla wielu młodych artystów, na etapie drogi, jest ono problematyczne.

Dla mnie nazywanie siebie artystą jest trudne. Jest to coś, co stawia na jakiś dziwny, archaiczny piedestał. Zdecydowanie wolę określenie twórca. Moim zdaniem sztuka to więcej niż granice instytucji. Wyraźnie przekracza je, wchodząc w zaskakujące strefy i nowe konteksty. Przekracza granice i tym samym potrzebuje nowych określeń. Jeżeli do dwudziestoparoletniej osoby ktoś zwraca się per artysta, to moim zdaniem jeszcze nie czas na to.

 

A jak wygląda ekonomiczna droga młodego twórcy?

Myślę, że największy problem jest taki, że wiele osób uważa, że praca twórcza nie wymaga zapłaty. Ktoś zaprasza cię do stworzenia strony wizualnej festiwalu i w nagrodę możesz wejść na ten festiwal za darmo albo dostać zniżki. Przedsiębiorcy wykorzystują sytuację, w której ktoś jest mało znany i nie proponują mu pełnych stawek. Ale też wielu młodych twórców się temu poddaje. I to jest kolejny problem – bezwiednie napędzają takie praktyki. Zawsze znajdzie się ktoś, kto wierzy, że wpisanie tej realizacji w CV otworzy mu dalszą drogę. Kilka razy można to zrobić, ale w pewnym momencie człowiek łapie się na tym, że to dziesiąta praca, a pracodawcy dalej to wykorzystują. To jest taka sama umiejętność jak zarządzanie czy bycie ekonomistą. Umiejętności twórcze to skarb i taki sam fach.

 

KATARZYNA SZYMKIEWICZ

I miejsce ex aequo, studentka Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie

2 

Zacznę od podstawowego pytania – jak się czujesz jako laureatka 16. edycji konkursu Artystyczna Podróż Hestii?

Czuję większe niż do tej pory zainteresowanie tym, co robię i bardzo mnie to cieszy. Praca konkursowa wymagała ode mnie odtworzenia jej na miejscu i na tym przede wszystkim skupiłam energię. Dodatkowo miałam szansę przyglądać się procesowi montażu wystawy. Wszystko to spowodowało, że zapomniałam o tym, że biorę udział w konkursie. Dopiero w momencie odczytywania wyniku doszło to do mnie, potęgując zaskoczenie. Finał APH traktowałam jako możliwość pokazania mojej pracy szerszej publiczności, okazję wypowiedzenia się przed profesjonalnym jury. Wygrana to ogromne wyróżnienie i szansa rozwoju.

 

Jak w twoim przypadku przebiegała prezentacja przed jury?

Pamiętam swoje zdenerwowanie, towarzyszyła temu jednak ekscytacja. Wszystko działo się bardzo szybko. Starałam się jak najlepiej przedstawić to, co robię, w tak krótkim czasie. Ograniczenie czasowe sprawiało trochę dyskomfortu. Miałam wrażenie, że krótki czas może być przeszkodą w prezentacji sztuki, której towarzyszy wiele kontrastów. Okazało się jednak, że zdenerwowanie było niepotrzebne.

 

Masz już pomysł, jak wykorzystasz swoją nagrodę? Konkretne plany dotyczące jej realizacji?

W tej chwili jestem pochłonięta pracą nad moją indywidualną wystawą, której wernisaż odbędzie się 22 lipca w Galerii Henryk w Krakowie. Następnie czeka mnie montaż pracy dyplomowej w Gdańsku. O wyjeździe zacznę myśleć po tych wydarzeniach. W Nowym Jorku będę po raz pierwszy w życiu. Ryzyko nieznanego jest bardzo pociągające. Z jednej strony miesiąc nie wydaje się być krótkim okresem, z drugiej mam świadomość jak szybko mija czas w nowym miejscu. Myślę, że nastawię się raczej na poszukanie nowych doświadczeń, inspiracji, odkrywanie miasta, nawiązywanie kontaktów, by po powrocie wypadkową tych przeżyć przekuć na działania w pracowni.

 

Opowiedz mi o swojej pracy konkursowej – interesuje mnie przede wszystkim proces powstawania.

Prezentowana na konkursie praca, Układ 250/132, jest swego rodzaju stop-klatką z procesu twórczego. Miejscem postoju. Moje kompozycje nie są ostatecznie skończone. Składają się z elementów, które konstruuję i łączę ze sobą. Nakładam je warstwowo, przez powtórzenia, często używam tego samego elementu dla kilku prac. To elementy wielorazowego użytku. Funkcjonują jak butelki zwrotne. Zabiegi te dają mi nieograniczoną możliwość wyboru, tak jak niepoliczalnie dużo wariantów stwarza mi tworzenie pracy lub ekspozycji poprzez dekonstrukcję pracy lub ekspozycji zaistniałej wcześniej. Dodając materiał lub ulepszając pierwotną formę, powstaje nowe.

Układ 250/132 w pierwszej wersji zgłoszonej do konkursu składał się z czterech elementów, które „wyrastały” ze ściany. Dwa z nich skonstruowałam na potrzeby danej kompozycji, w trakcie montażu. Pozostałe miały już swoje życie, składając się na poprzednią pracę.

Odtwarzając kompozycję w Muzeum nad Wisłą, pojawił się dodatkowy, piąty element, a dwa z nich zmieniły kolor. Ciepły odcień płyty, na której miały zawisnąć, zdeterminował zmianę całej kolorystyki płaszczyzn i linii malowanych bezpośrednio na niej. Ostatecznie praca przeszła niewielką transformację.

Układ, który zakwalifikował się do konkursu, powstał w grudniu ubiegłego roku. Od tego czasu moje myślenie ewoluowało. Kompozycje rozrosły się, jeszcze mocniej wyszły w przestrzeń, w relacje z otoczeniem. Z pasywnej białej ściany zaczęły funkcjonować na podłodze, suficie czy przedmiotach. Przestrzeń determinuje moje kompozycje.

 

Chciałabym zapytać o proces twórczy. Jak pracujesz, przygotowujesz się do projektu?

Staram się pracować bez przygotowywania szkiców wstępnych, bezpośrednio na żywym organizmie, impulsywnie. Nie produkuję gotowej rzeczy. Czasem kształty elementów wyrysowuję bezpośrednio na ścianach.

Najczęściej pracuję nocami, łatwiej uzyskać mi spokój, koncentrację. Rysowanie i malowanie bezpośrednio na ścianie zmusza mnie do częstego ich „odnawiania”. W związku z tym wynajmowanie własnej pracowni jest konieczne.

Jak już wspominałam, często odwracam kierunek i pracuję na pracy już zaistniałej. Z wybranego elementu zdejmuję płótno, rozwarstwiam warstwy, przycinam tekturę. Formuję w nowe. Obrabiany nabywa nowe cechy. Moment niszczenia może stać się momentem odkrywczym. Chaos powoli słabnie z biegiem pracy. Zaczynam porządkować, układać materiał. Lekkość materiału, z którego są zbudowane elementy, pozwala mi na swobodne przemieszczanie ich w przestrzeni pracowni, sprawdzanie oddziaływania względem siebie. Poszukiwanie przypomina grę, a logiką, według której buduję formy, a później łączę ze sobą, jest potrzeba równowagi.

 

Czym różni się udział w APH od wcześniejszych artystycznych wyzwań?

Nie czuję wielkiej różnicy, dlatego że do każdego zadania podchodzę z podobnym nastawieniem. Staram się we wszystko, co robię, angażować najlepiej jak umiem. Może udział w APH o tyle odróżnia się od moich wcześniejszych działań artystycznych, że finał konkursu zbiegł się z czasem końca moich studiów i w pewnym sensie dał początek nowemu etapowi w moim życiu, który muszę przejść.

 

Jaka jest droga od akademii do galerii i instytucji sztuki? Jest jakaś recepta na to, aby się do nich dostać pracą podczas studiów, czy mówimy o zamkniętym obiegu, do którego trzeba się „przebić”, mocno wyróżnić?

Nie znam na to recepty. Moja współpraca z krakowską Galerią Henryk zaczęła się około roku temu. Propozycja współpracy pojawiła się po jednej z wystaw zbiorowych, w której brałam udział. Sama, podczas studiów, nigdy nie czułam presji, nacisku na współpracę z galerią. Rynek sztuki nie był w centrum mojego zainteresowania. Najważniejsze było doświadczenie, poznawanie i przekuwanie tego na własną pracę twórczą.

 

A jak to jest z określaniem siebie mianem artysty? Spotkałam się z tym, że wielu młodych twórców ma z tym problem. Jest tak, że „studiuję na akademii, więc jestem artystą”, „zrobiłem pierwszą wystawę, więc jestem artystą”, czy to przychodzi samo? Czy może to pojęcie nie jest w ogóle problematyczne?

Na pewno jest problematyczne, skoro wciąż pada o nie pytanie. To trudne do zdefiniowana, pojęcie artysty wydaje się być rozciągliwe. Dla mnie kwestia ta jest jednak obojętna.

 

Na koniec jeszcze zapytam: wiążesz swoją ekonomiczną przyszłość ze sztuką czy masz alternatywne drogi, bo zawód artysty jest ekonomicznie dość niepewny?

Już kandydując na studia artystyczne, miałam świadomość, że zawodu, który wybieram, raczej nie powinnam wiązać z korzyściami finansowymi. Bardzo szybko zaczęłam pracować, jeszcze przed studiami. Były to różne zajęcia, jak praca na zmywaku w barach czy naciąganie na krosna płócien Normana Leto. Swoją drogą, półroczna praca w charakterze modelki na ASP doprowadziła mnie do decyzji o zdawaniu na nią po raz trzeci.

Dzięki umiejętnościom zdobytym w trakcie studiów na kierunku grafika Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, od dłuższego czasu podejmuję się zleceń, które ich wymagają. Prowadziłam indywidualne lekcje z rysunku i malarstwa, i grupowe, m.in. w Akademii Inicjatyw Artystycznych w Warszawie. Tworzyłam materiały do reklam telewizyjnych, charakteryzację i animację do filmów. Pracowałam m.in. przy produkcji „Macierz” i „Cargo”Sławomira Shutego i Tomka Bochniaka. Aktualnie pracuję przy animacji do filmu dokumentalnego i raczej to przygodę z animacją będę kontynuować, kiedy potrzebne będzie mi zaplecze finansowe. Od czasu współpracy z dobrą galerią, rzadziej podejmuję zlecenia.

1 hestia artystyczna podr hestii 

Fot. Piotr Litwic 

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items