Girl power na nowo budzi się do życia, rozpycha łokciami zastaną rzeczywistość i wkrada do drugiego obiegu, funkcjonując w opozycji do ustalonych norm i reguł. Co więcej, wychodzi z przepełnionego informacjami internetu. Dziewczyny chwytają za nożyczki, igły, programy graficzne, za słowa i negują mainstreamową kulturę, wykorzystując rękodzieło. W czasie skrajnej technologizacji to między innymi papier odzyskuje siłę sprawczą i staje się ponownie nośnikiem niczym nieskrępowanych myśli o byciu kobiet w świecie.

Korzeni zinów śmiało można doszukiwać się już wraz z rozpowszechnieniem druku – to właśnie wtedy zaczęła rozwijać się na skalę masową prasa, a wraz z nią jej alternatywy. Oficjalne początki datuje się mniej więcej na lata 30. XX wieku. Jest to bezpośrednio związane z fanami science fiction, którzy zaczęli komunikować się między sobą, pisząc listy do magazynów poświęconych fantastyce, a w ostateczności samodzielnie wydawać własne czasopisma i rozpowszechniać je wśród zainteresowanych (jednym z pierwszych takich niezależnych magazynów był „Comet” wydany przez Raymonda Palmera i Dennisa Waltera w Chicago). W roku 1949 powstała pierwsza maszyna ksero. Niecałą dekadę później Allen Ginsberg wybrał format małej książeczki zwanej chapbook, aby ogłosić swój bunt przeciwko chylącemu się ku zagładzie społeczeństwu konsumpcyjnemu. W ślad za nim poszli inni beatnicy. W latach 60. druk offsetowy staniał, zaczęły powstawać pierwsze muzyczne magazyny takie jak „Crawdaddy” Paula Williamsa czy „Mojo Navigator” stworzony przez Grega Shawa i Davida Harrisa.

Prawdziwą rewolucję przyniosła druga połowa lat 70. i eksplozja muzyki punk w Wielkiej Brytanii, później w USA, a zaraz potem na całym świecie. Drugi obieg został zalany zinami – nieoficjalnymi pismami subkultur, młodych artystów, literatów czy radykalnych środowisk politycznych, korzystających z możliwości taniego fotokopiowania i siły twórczej własnych rąk. Zin – skrót z angielskiego słowa „magazine” lub skrót określeń alternatywnych magazynów typu „fanzin”, czyli „fanatic magazine” czy „artzin” oznaczający „artistic magazine”. Sama forma tych niezależnych magazynów (głównie tworzonych wtedy przez mężczyzn) zwiastowała rewolucję: pogarda dla naśladownictwa i estetycznych tradycji, swoboda w tworzeniu, odrzucenie realizmu, żywiołowość, kolaże, fotomontaże i myśl z tyłu głowy, że każdy może być artystą. „Sniffin Glue Zine” z Londynu, „Search and Destroy” z Los Angeles, „Maximum Rock’n’Roll” z San Francisco czy „Punk Magazine” w Nowym Yorku to kilka najsłynniejszych tego typu pism z tamtego czasu, niektóre funkcjonują do dziś. W tym czasie w Polsce królowały ziny takie jak „QQRYQ”, „Garaż”, „Pasażer”).

Celem była wolność tworzenia, wypowiadania się, posiadania odmiennych poglądów, wymiany zdań. Każdy miał chwycić za gitarę i grać, niezależnie od talentu mógł założyć zespół, dawać koncerty, tworzyć własnoręcznie ziny, dzielić się sobą, prowokować, szokować, a w tle słychać było mantrę Do It Yourself. Ziny stanowiły alternatywny sposób formułowania myśli i ich wymiany. Będące zderzeniem słów i obrazów, rozdawane na koncertach bądź rozpowszechniane pocztą obnażały marazm, nudę, idiotyzm szarej wegetacji. Propagowały nonkonformizm, odrzucenie komercji, były pochwałą spontaniczności. Tematyka, którą podejmowały była wykluczona przez media głównego nurtu – muzyka, fantastyka, gry, ekologia, tożsamość, codzienność. Ziny proponowały inną wrażliwość i inną hierarchię wartości. Self-publishing – wydawanie własnym nakładem – stał się radykalnym i politycznym aktem. Publikować znaczyło istnieć.

Pierwsze połączenie dziewczyństwa i zinów to lata 90. – inteligentne i złe dziewczyny wyrażające punkiem i fanzinami swoją frustrację, wyobcowanie i solidarność. Rewolucja ruchu RIOT GRRRL rozpoczęła się w Waszyngtonie w 1991 roku i uderzała w społeczeństwo, które wypierało życiowe doświadczenia kobiet, a akceptowało (chociażby na punkowej scenie) seksizm. Tego samego roku Anita Hill, amerykańska prawniczka, oskarżyła o molestowanie swojego przełożonego (prezesa Sądu Najwyższego), czyniąc widzialnym medialnie problem seksizmu w pracy i otwierając usta setkom kobiet. Na ten rok jest również datowana premiera książki Naomi Wolf „Mit urody” zwracającej uwagę na rodzaj społecznej kontroli dotyczącej wizerunku kobiet. W obliczu tych wszystkich wydarzeń buntownicze ziny aktywistek z RIOT GRRRL miały niezwykłą moc oddziaływania.     

Punk i feminizm stał się wyzwalającym połączeniem. Ziny wypełnione były poradami jak wzmocnić pozycję dziewczyn, czuć się bezpiecznie, tańczyć pogo. Między kolażami znaleźć można było wyznania – dziewczyńskie traumy i dziewczyńskie pociechy, pojawiały się kwestie rasy i analiza kobiecej seksualności. Manifest grupy RIOT GRRRLopublikowany w 1991 roku w „Bikini Kill Zine 2” wybrzmiewał w jednym rytmie z ust wielu rebeliantek. Dziewczyny zaczęły formować własne zespoły, dawać koncerty, tworzyć własnoręcznie ziny, organizować lokalne grupy i budować własne sieci solidarności. Margines kultury w dziewczyńskich sypialniach i papier jako medium pośredniczące w rewolucji.

Ruch wypalił się mniej więcej w 1996 roku. Oprócz gniewnych dziewczyn z RIOT GRRLS funkcjonowało mnóstwo kolektywów, zespołów zrzeszających wokół siebie głodnych bycia sobą. Nazwy niektórych dziewczyńskich zinów z tamtego okresu niezaprzeczalnie odzwierciedlają ich nastroje: „Revolution Rising”, „Fight Like a Girl”, „Girl Germs”, „Upslut”, „The Fuck Your Bean Zine”, „Bitches Brew” czy „Housewife Turned Assassian”. Niektóre pisma przemieniły się w oficjalnie dystrybuowane feministyczne magazyny i istnieją do dziś jak na przykład „BUST” (pierwszy raz wypuszczony jako popkulturowy zin feministyczny w 1993 roku) lub zostały po nich archiwalne numery, które możemy oglądać online jak na przykład „Spare Rib” (1972-1993, ikoniczny magazyn reprezentujący drugą falę feminizmu). Alternatywne magazyny przywróciły głos niezliczonej liczbie kobiet, uczyniły je słyszalnymi, legitymizowały ich spojrzenie na rzeczywistość. Dziewczyny przejęły kontrolę nad swoim wizerunkiem, nadały mu własnych znaczeń, przekazywały zinami treści from girls to girls. Feminizm stał się aktywizmem wyrażanym przez sabotaż oficjalnego obiegu kultury, poprzez tworzenie własnej sztuki, zinów, filmów, muzyki oraz solidarnych społeczności. 

Niezależne czasopisma przechodziły kilka fal walki z systemem. Są idealnym rejestratorem aktualnej chwili, bowiem odzwierciedlają zmiany społeczno-obyczajowe, jednocześnie stając się azylem dla wolności twórczej i intelektualnej. Tematyka, jaką podejmują, może być bardzo różnorodna, a ich dynamika nadaje im efemeryczności. Minęły kolejne dekady od poruszanych wyżej wydarzeń, a wygląda na to, że oficjalne media wciąż nie zaspokajają potrzeb odbiorców. Mimo możliwości dystrybuowania informacji online, możliwości zrzeszania dziewczyn na grupach facebookowych czy nawet opcji wysyłania dziewczyńskiego newslettera raz w tygodniu, jak robi to platforma LennyLetter, można zauważyć ponowny powrót do obiegu papierowch zinów poruszających się po tematyce bliskiej dziewczęcości.

Na nowo ruszyła alternatywna maszyna wymiany myśli wokół kobiet, seksu, menstruacji, tożsamości, wolnego czasu, siostrzeństwa. Dzisiejsze ziny zmieniły swoją estetykę, głównie dzięki rozwojowu technologii druku, obróbki graficznej i dystrybucji treści online, niemniej jednak wciąż można znaleźć te chaotyczne, poszarpane jak nasza kultura, czasem ocierające się o kicz, ale absolutnie prawdziwe i dużo bardziej intymne niż Facebook, Instagram czy tumblr. Właśnie przez fizyczność papieru dziewczyny znów powracają do strefy widoczności i po raz kolejny mają dużo do powiedzenia. Poniżej totalny girl power w papierowej wersji.

 

GOT A GIRL CRUSH 

4 zine zine magazine

Czym jest GOT A GIRL CRUSH?

Megan Wachter: GOT A GIRL CRUSH jest blogiem i zinem stworzonym przez kobiety, o kobietach, dla wszystkich. Założyłyśmy go, aby przedstawiać osiągnięcia kobiet i tym inspirować innych. Blog istnieje od 2009 – od tego momentu niezaleznie publikujemy, wydajemy, poznałyśmy setki kobiet z całego świata. Wychodzimy też poza ekran czy papier, organizując wydarzenia, pop-upy, by spotykać się z naszymi odbiorcami i oddolnie budować bliską sobie społeczność. Tworząc coś pomiędzy magazynem a ozdobną książką, nie coś jednorazowego, GOT GIRL A CRUSH stało się czymś, co można zatrzymać i do czego można powracać.

 

Dlaczego dzisiaj ważne jest bycie dziewczyną tworzącą zin?

Megan Wachter: Zakłócamy rozbitą, tradycyjną narrację większości kobiecych publikacji i opowiadamy historie na styku wieków, ras i doświadczeń kobiet z całego świata. Wierzymy, że druk nie umarł i że wciąż ma większą moc, bardziej intymną niż wymiana linków.

 

GIRLS TO THE FRONT

3 zine zine magazine

Czym jest GIRLS TO THE FRONT?

Ola Kamińska i Agata Wnuk: GIRLS TO THE FRONT to feministyczny projekt dwóch przyjaciółek, obejmujący cykl koncertów i imprez w Warszawie oraz wydawanego co kilka miesięcy zina. Ten drugi element naszej  działalności wynika z inspiracji punkowym ruchem Riot Grrrlz, a także potrzeby stworzenia czegoś materialnego, co zgromadzi dziewczyny i zmotywuje je do działania poza koncertami. GIRLS TO THE FRONT jest papierowym zinem również dlatego, że to kameralna forma, która daje poczucie bezpieczeństwa do dzielenia się własnymi doświadczeniami – w przeciwieństwie do  internetu, który bywa często źródłem lęków i niepokoju. Wydaje się nam, że gazetka przekazywana z rąk do rąk może być czymś trwalszym i bardziej angażującym emocjonalnie od kolejnego linku w karcie przeglądarki.

 

Dlaczego ważne jest bycie dziewczyną tworzącą zin dzisiaj?

Ola Kamińska i Agata Wnuk: Pierwsze ziny Riot Grrlz mają dziś ponad 25 lat, a dziewczyny w Polsce i na świecie walczą wciąż o te same prawa. Ale nie możemy się poddawać. Zin jest przestrzenią, gdzie możemy zabrać głos, wymieniać się poglądami i doświadczeniami. Dlatego zawsze podkreślamy – u nas nie musicie przejmować się, że nie macie doświadczenia w pisaniu czy nie wiadomo jak merytorycznej wiedzy. Liczą się wasze osobiste odczucia, bo niezależnie od tego, kim jesteście i co robicie, jako dziewczyny zmagamy się z tymi samymi problemami.

 

ACHEY BREAKY HEART ZINE 

 1

Czym jest ACHEY BREAKY HEART ZINE?

Sophie Holmes: Achey Breaky Heart Zine jest zinem, który eksploruje problem zerwań, związków, miłości i miłości własnej z feministycznego punktu widzenia. Postrzegam ABH jako platformę zachęcającą do bardziej intymnego, szczerego dialogu. Jako kobiety jesteśmy uczone postrzegania siebie przez pryzmat relacji z mężczyznami – w życiu i/lub w miłości. Wstydzimy się bycia samotną, jesteśmy często wręcz zadręczone myślą o małżeństwie czy dzieciach. Często nie możemy po prostu  czuć się tak, jak naprawdę czujemy – być po prostu złą lub smutną, mieć złamane serce, być singielką lub zwyczajnie być z kimś szczęśliwą bez nieustannego poczucia społecznej presji, by realizować kolejny cel „przykładnej kobiety”. Achey Breaky Heart jest przestrzenią, gdzie możesz wyrazić swoje emocje, podzielić się swoją historią, stratą, traumą, jak również celebrować bycie kobietą i kochać siebie.

 

Dlaczego ważne jest bycie dziewczyną tworzącą zin dzisiaj?

Sophie Holmes: To absolutnie ważne! Ziny są formą dzielenia się pomysłami, opiniami, uczuciami, które są pomijane w głównym nurcie medialnym. W związku z prawicowymi nastrojami w panującymi aktualnie w polityce, naszym obowiązkiem jest wzajemne wsparcie, tworzenie przestrzeni, która łączy kobiety, pozwala im wybrzmiewać, radzić sobie z życiowymi doświadczeniami. Świadomość, że nie jesteś sama z tym, co czujesz, daje pewność siebie do przezwyciężania trudności. Chciałabym, aby kobiety czuły, że mają prawo do głosu, mówienia o swoich emocjach,  do odczuwania złości lub smutku.

 

DZIEWCZYŃSTWO 

1 zine zine magazine

Czym jest DZIEWCZYŃSTWO?

Ula Lucińska: Projekt wyniknął z  długich rozmów pięciu dziewczyn. W każdym środowisku próbuje się zdefiniować, czym jest „dziewczyństwo" i naprawdę ciężko jest się dobrze czuć w którejś z tych definicji. Ogłosiłyśmy open call do zina, gdzie poza rzuceniem hasła nie nakładałyśmy ani sobie, ani uczestnikom żadnych konkretnych ram tematycznych czy wizualnych. Chciałyśmy stworzyć całkowicie swobodną platformę do autorskiej wypowiedzi. Dzięki temu udało nam się dotrzeć do  dziewczyn i chłopaków o różnych wrażliwościach i różnym postrzeganiu rzeczywistości.

 

Dlaczego ważne jest bycie dziewczyną tworzącą zin dzisiaj?

Ula Lucińska: Dla nas zin był formą, która pozwoliła na działanie rozwijające się swoim tempem i trochę niezależne od nas  dopiero po otrzymaniu zgłoszeń mogłyśmy kolektywnie zdecydować o formie zina. Jest on więc całością stworzoną z indywidualnych wypowiedzi różnych osób. Super, że powstaje coraz więcej dziewczyńskich zinów mamy wrażenie, że taka oddolna droga prowadzi do mikrorewolucji, które są nam, dziewczynom, obecnie bardzo potrzebne.

 

PERIOD 

5 zine zine magazine

Czym jest PERIOD?

Lena Modigh: Period to zin tworzony tylko przez kobiety, lecz przeznaczony dla wszystkich. Lubię jego fromat, lubię wolność przy tworzeniu oprawy graficznej i wybieraniu treści. Lubię fakt, że wszystko mogę zmienić przy następnym wydaniu. Lubię, że jest drukowany.

 

Dlaczego ważne jest bycie dziewczyną tworzącą zin dzisiaj?

Lena Modigh: To, jak kobiety patrzą na świat, potrafi być zaskakujące i ekscytujące. Jestem dumna, że jestem kobietą, kiedy sama wyznaczam sobie cele i standardy. Uważam, że powinnyśmy dzielić się naszymi myślami, punktami widzenia. Kobiety są bardzo złożone i inspirujące. Lubię też połączenie kobiety i mężczyzny – mam dwóch synów, wspaniałego męża. Tworzę ziny – przestrzeń dla nas i dla nich.

 

GIRLS GOT NOISY 

2

Czym jest GIRLS GOT NOISY?

Ola Pawelec: GIRLS GOT NOISY powstał jako wynik rozkmin, które od jakiegoś czasu wylewały się z mojej głowy. Jako dziewczynę związaną od dawna ze sceną hardcore/punk, zaczęło mnie w końcu poważnie uwierać marginalizowanie na wielu płaszczyznach udziału dziewcząt w tej scenie. Zaczęłam rozmawiać z kolegami z zespołów, co na ten temat myślą i czy w ogóle zdają sobie sprawę z występowania takiego zjawiska. Najbardziej wkurzyły mnie odpowiedzi na pytania dotyczące zabrania dziewczyny na trasę koncertową: tak, pojawiło się między innymi słynne powiedzenie „nie zabiera się drewna do lasu”. Pod wpływem emocji powstał post na Facebooku zaczynający się od pytania „Dlaczego nie warto być dziewczyną członka zespołu?”. Pod nim rozpętała się burzliwa dyskusja. W jednym z komentarzy ktoś rzucił „Zrób o tym zina!”. Pomyślałam, że to całkiem niezły pomysł, ale nie chciałam, aby zin był robiony tylko przeze mnie. Chciałam stworzyć miejsce, gdzie dziewczyny będą mogły wyrazić swoje zdanie w odpowiedniej dla nich formie – tekstu, rysunku, fotografii, grafik, tekstów piosenek. Pierwszy i jedyny numer GGN został stworzony przez 27 wspaniałych Dziewcząt i wszystkie jesteśmy autorkami zina w równym stopniu.

 

Dlaczego ważne jest bycie dziewczyną tworzącą zin dzisiaj?

Ola Pawelec: Przede wszystkim ważne jest teraz bycie dziewczyną nie wstydzącą się głośno mówić o swoich przekonaniach, o tym, czego potrzebuje lub co jej się nie podoba. Ważne jest bycie dziewczyną robiącą to, na co ma ochotę, nie dającą się stłumić, bo „dziewczynie nie wypada”. Jestem mega dumna obserwując, jak w ciągu ostatnich kilku lat dziewczyny zaczęły walczyć o to, żeby było nam lepiej i jestem dumna z chłopaków, którzy nas w tym ogromnie wspierają. Ziny i papier, nawet w dobie rozkwitu technologii, to wciąż według mnie jedno z bardziej atrakcyjnych mediów. Ma to swój klimat. I do tego zapach świeżo kserowanego papieru.

 

SOFTER THAN RAIN

6 zine zine magazine

Czym jest SOFTER THAN RAIN?

Indigo Levin: SOFTER THAN RAIN jest zinem, który stworzyłam na wystawę „Nothing to hide” dla paryskiego konceptu wystawienniczego Sans Titre. To połączenie erotycznej literatury i poezji, pozowanej nagości i pornograficznych wiadomości smsowych. Ideą była dekonstrukcja męskich ideałów kobiecej seksualności poprzez tekst i szczere fotografie. Wybrałam formę zina, ponieważ jest ona bardziej przystępna. Daje również więcej wolności jako mały projekt, a nie książka.

 

Dlaczego ważne jest bycie dziewczyną tworzącą zin dzisiaj?

Indigo Levin: Myślę, że zawsze ważne jest, by być kobietą i działać. Kreatywność i manifestacja swoich idei, chociażby poprzez tworzenie zina, jest jednym z najsilniejszych narzędzi autoekspresji i zabierania głosu.

 

FROM THE ROOT ZINE

2 zine zine magazine

Czym jest FROM THE ROOT ZINE?

Whitney French: FROM THE ROOT ZINE to projekt pełen pasji, odpowiedź na absurdalne struktury wewnątrz kanadyjskich działalności wydawniczych, ale przede wszystkim środowisko ciemnoskórych kobiet, kobiet wszystkich kolorów, lokalsów i kobiet z całego świata, które tworzą sztukę odzwierciedlającą ich prawdę, ich doświadczenia. FTRZ stanowi coś pomiędzy punkowym zinem a niezwykłą podróżą literacką. Ziny potrafią być zabawne, polityczne, ale przede wszystkim są jakąś natychmiastową reakcją, kiedy inne media zawodzą. Siłą tego alternatywnego, drukowanego medium jest nieogranicznony potencjał do osiągania celu, niezależność, artystyczna wolność.

 

Dlaczego ważne jest bycie dziewczyną tworzącą zin dzisiaj?

Whitney French: To jest związane z nagłą potrzebą, by manifest wypływający z FROM THE ROOT ZINE stał się ogólnokrajowym projektem. Ta publikacja jest tylko początkiem dialogu w książkowej formie pomiędzy kobietami wszystkich kolorów. W Kanadzie jest kilka magazynów skupionych na prezentowaniu prac artystów o innym kolorze skóry niż biały. Jest tak wiele nieusłyszanych, niewypowiedzianych, nieułożonych historii zasługujących na chwilę uwagi. Ingerujemy w zapisane już kartki scenariusza przez tworzenia własnego medium, zamiast pozwalać mediom na kreowanie nas.

 

Warto również zwrócić uwagę na:

POLYESTER ZINE

HOT DOG

GIRLS CLUB ZINE 

SISTER ZINE 

BLOODY HELL 

OOMK

ILUMINATI GIRL GANG 

Dziewczyny nie dają za wygraną – jeśli oficjalne media nie spełniają ich oczekiwań, same tworzą miejsca, w których ich głos, emocje, myśli nie są pomijane. Część zinów działa na zasadzie otwartego naboru – każda z nas może przesłać swój tekst/wiersz/kolaż/zdjęcie/grafikę/cokolwiek, co jest dla nas ważne. Nie uciekajmy od swojej wrażliwości, nie pozwólmy zamknąć się w grzecznych ramach wyobrażeń o nas samych. Dziewczyny, papier wzywa, do dzieła!

Fot. zdjęcia publikujemy dzięki uprzejmości autorów zinów

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data