Jak to w końcu jest z tą solą? Nagłówki krzyczą: nie jedz! Biała śmierć. Jednak okazuje się, że to eliminacja soli w diecie jest niebezpieczna. 

Nadciśnienie. Uszkodzenia wątroby. Choroby cywilizacyjne. To wszystko grozi tym, którzy przesadzają z solą. Sól jednak nie jest synonimem białej śmierci – przede wszystkim jest artykułem spożywczym, przyprawą i konserwantem. Stosuje się ją od wieków, choćby do przewożenia towarów, jak było m.in. w przypadku Królestwa Duńskiego. W XVII wieku Islandia należąca do Korony duńskiej transportowała statkami ryby pokryte grubą warstwą soli, która nie pozwalała im się popsuć. Ale do Islandii jeszcze wrócimy.

Pytanie brzmi: jeść sól czy nie jeść? I jak zwykle mamy do czynienia z dwoma obozami. Wiele polskich marek, wbrew narodowemu dobru, jakim jest kopalnia w Wieliczce, propaguje kuchnię wolną od soli. Zastępuje się ją ziołami, różnymi technikami obróbki jedzenia. Słusznie? Jest to kwestia sporna, tym bardziej, że choć przez ostatnie lata lekarze grzmieli i odradzali spożywanie soli, teraz mają ze swoim restrykcyjnym podejściem nie lada problem. Pojawiły się bowiem badania, które zaprzeczają wszystkim dotychczasowym tezom. Uczeni z amerykańskiego uniwersytetu w Emory przez 10 lat badali osoby o średniej wieku ponad 70 lat. Każda z nich miała zdrowe serce. W tym samym czasie ochotnicy spożywali do 1 łyżeczki soli dziennie. „The New York Times” donosił, że lekarze finalnie nie zdiagnozowali żadnej choroby, która miałaby być charakterystyczna dla spożywających przyprawę. Wyniki opublikowano w prestiżowym magazynie „JAMA Internal Medicine”. Był 2015 rok. Rok później po raz kolejny potwierdzono tę teorię.

Pytanie brzmi: jeść sól czy nie jeść? I jak zwykle mamy do czynienia z dwoma obozami. Przekonani pytają: jaką sól wybrać?

Nie bez kozery w edukację na skalę światową zaangażował się Salt Institute, północnoamerykański związek non-profit. Dlaczego? Ludzi znów trzeba przekonać do soli.

Przekonani pytają: jaką więc sól wybrać? Część twierdzi: himalajską. Podobno jest najczystsza na świecie. I najzdrowsza ze wszystkich dostępnych na rynku. Trudno jednak to ocenić, bo konkuruje z nią kilka równie interesujących produktów.

Sól himalajską zbiera się w Pakistanie. Tamtejsze złoża powstały przez wysuszenie mórz. Jest to sól krystaliczna, co oznacza, że mikroelementy lepiej są wchłaniane przez organizm, a także podlegają szybkiemu metabolizmowi. Poza tym sól ta ma aż 84 minerały, potrzebne do właściwego funkcjonowania organizmu.

Podobne właściwości ma sól morska. Odpowiedź na pytanie, którą wybrać warto jednak zostawić najlepszym szefom kuchni na świecie i fachowcom branżowym.

Maldon to płatki soli morskiej, które poleca m.in. Ferran Adria czy Jamie Oliver, a także autorytet kulinarny, Nigel Slater. To sól naturalna, produkowana nieprzerwanie od 130 lat. Do jej produkcji zaangażowani są ludzie i ich ręce – maszyny stanowią niewielką jej część. Tekstura płatków pozwala na doskonałe wykończenie każdego dania. Czysta sól smakuje morzem. I przede wszystkim jest naturalna, a jej historię tworzy od czterech pokoleń rodzina Osborne’ów. Już w 1900 roku Maldon pojawił się w Harrodsie, a zamówienia na sól przychodziły z najlepszych delikatesów w kraju. Pierwszy eksport miał miejsce w 1955 roku – destynacją okazała się Szwecja. Potem sól trafiła na stół królewski i do najlepszych restauracji na świecie. W ofercie, oprócz klasycznych płatków soli, Maldon ma również sól wędzoną i mocno przyprawioną pieprzem ziarnistym. Jak powstaje? Woda morska jest podgrzewana do momentu, gdy wytrącają się z niej płatki soli.

Z morza czerpie sól także założyciel islandzkiej marki Saltverk, Björn Steinar Jónsson. Jego produkcja jest zrównoważona, świadoma trendów w ekologii i bazuje na XVII-wiecznej technice, z której korzystali Islandczycy. 30-letni Jónsson, kilka lat temu, podczas jednego z posiedzeń w bibliotece, odnalazł stare notatki, z rysunkami maszyn, jakich jego przodkowie używali do produkcji soli, aby móc transportować ryby do Danii. Decyzja była szybka: zróbmy to. Tym sposobem Jónsson przywrócił tradycję produkcji soli na Islandię.

Sól wędzona dymem z palonego drewna brzozy skomponuje się ze słodyczą lodów waniliowych i czekolady, tak samo jak z makaronem z oliwą, czosnkiem i pomidorami. 

Saltverk powstaje w 100% dzięki odnawialnym źródłom energii. Podobnie, jak w przypadku Maldon, sól napływa do płaskich kadzi, w których wytrąca się w formie płatków. Różnica polega na tym, że Saltverk podgrzewa geotermalna energia, bez wykorzystania węgla. Poza tym wodę czerpie się z najczystszego miejsca w Islandii, na zachodzie wyspy, na półwyspie Reykjanes.

Saltverk to sól wykończeniowa, co oznacza, że przyprawia się nią danie tuż przed podaniem. Kilka jej typów dopasuje się do słodkich i słonych potraw. Sól wędzona dymem z palonego drewna brzozy skomponuje się ze słodyczą lodów waniliowych i czekolady, tak samo jak z makaronem z oliwą, czosnkiem i pomidorami. Oprócz wędzonej, jest też sól klasyczna, o aromacie lukrecji i czarna, tzw. Lava Salt oraz sól z charakterystycznym dla Islandii tymiankiem arktycznym. Saltverk polecają m.in. Peter Svenningsen, René Redzepi i Matt Orlando.

Sól jest jedną z podstaw zbilansowanej diety. Nie wolno z nią przesadzać (zatrzymanie w organizmie wody), ale nie wolno również pozbawiać organizmu kontaktu z przyprawą. Stosowana w odpowiedni sposób będzie stanowić doskonałe wykończenie posiłku, który nie powinien być mdły. Dbajmy o zmysł smaku, bo dzięki niemu możemy doświadczyć jednej z największych przyjemności w życiu. I żyć w zdrowiu. Długo i szczęśliwie. 

1 Saltverk salt iceland

Fot. materiały prasowe

Wybór Enter The Room

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data