Markus Groh jest uważany za jednego z najwybitniejszych współczesnych pianistów. Jego kariera zaczęła się dynamicznie rozwijać, gdy jako pierwszy Niemiec w historii wygrał prestiżowy Konkurs Muzyczny Królowej Elżbiety Belgijskiej. Dziś gra recitale na całym świecie oraz uczy młodych pianistów w Berlinie. My rozmawialiśmy z Grohem o jego karierze i o emocjach, które może wywołać koncert fortepianowy.

Ważne jest, żeby przestrzegać arkusza z nutami, co do joty, czy w muzyce zawsze znajdzie się jakieś miejsce na innowację albo personalizację?

Oczywiście wszystko zależy od nas, zwłaszcza, jeśli chodzi o muzykę romantyczną, którą gram. Cechuje ją pewna elastyczność. To niemożliwe, aby w nutach znalazły się wszystkie wskazówki, co do tego, jak należy zagrać utwór. Trudno mówić o tradycji, zwłaszcza gdy będąc Niemcem, grasz Chopina w Warszawie, ale oczywiście istnieją pewne tradycje, których może ludzie przestrzegają. Często widzą też na własne oczy, że nie ma sensu iść tą utartą drogą. W nutach czasem można zobaczyć coś, czego inni ludzie nie widzieli – przypadek albo związek tempa z dźwiękiem, wtedy nuty mogą być źródłem inspiracji. Romantyczna muzyka potrzebuje elastyczności i ważne jest, żeby w każdym fortepianie i każdej hali odnaleźć specyficzny dźwięk dla konkretnego utworu.


Otrzymujesz wiele pochwał, jesteś uważany za jednego z najlepszych współczesnych pianistów. Sukces i uznanie są zachęcające czy może działają obciążająco?

Myślę, że kiedy jesteś młody, chcesz odnosić sukcesy, bo one dają siłę i pewnego rodzaju zabezpieczenie. Po całym włożonym zaangażowaniu i czasie spędzonym na pracy, chcesz wiedzieć, że to właściwa droga. Kiedy jesteś młodszy, bardziej zależy ci na opiniach, zwłaszcza gdy są one negatywne albo wpływają na twoją osobę. Kogokolwiek nie zapytasz, każdy może zacytować co najmniej jedną negatywną opinię na swój temat. Z drugiej strony pamiętam sytuację, kiedy Arturo Benedetti Michelangeli wszedł raz na scenę, a ludzie klaskali i płakali zanim jeszcze cokolwiek zrobił. Przypuszczam, że coś takiego może być sporym obciążeniem. W każdym razie jestem szczęśliwy, że 20 lat po tym, jak wygrałem konkurs Królowej Elżbiety, wciąż jestem obecny na scenie i gram koncerty bez konieczności podpisywania dużych kontraktów płytowych. W pewnym sensie jest to dobra rzecz i publiczność czasami jest zaskoczona, że gram tak dużo.


Wspominasz o konkursie Królowej Elżbiety Belgijskiej. Byłeś pierwszym Niemcem, który kiedykolwiek go wygrał. Jakie to było uczucie?

To była bardzo wzruszająca chwila i pamiętam ją dokładnie. Na tydzień przed wynikami przed domami wywieszano flagi Belgii. Zastanawiałem się, co to za święto, i wtedy ktoś powiedział, że bardzo szczególne – rocznica końca II wojny światowej. Flagi były wywieszane na znak klęski Niemców. Tydzień później zostałem pierwszym niemieckim laureatem tego konkursu, dokładnie 50 lat po zakończeniu II wojny światowej. Byłem szczęśliwy, że taki wspaniały człowiek i muzyk jak Menahem Pressler, który był w jury i którego własny uczeń zdobył drugą nagrodę, był jednym z pierwszych ludzi, którzy pogratulowali mi w języku niemieckim: Jestem tak szczęśliwy, że zdobyłeś pierwszą nagrodę, że jesteś pierwszym Niemcem, który ją wygrał. Tak bardzo na to zasługujesz. To był dla mnie bardzo wzruszający moment. W tym czasie w Belgii wokół konkursu zrobił się wielki szum medialny. Obie stacje telewizyjne transmitowały na żywo finał. Dwa kanały krajowe nadawały konkurencyjnie jednego dnia. Kiedy wygrałem konkurs, prawie każdy rozpoznawał mnie na ulicy i nawet przez chwilę pomyślałem, że jestem sławny. Dopiero później się okazało, że tak naprawdę poza krajami Beneluksu nikt mnie nie rozpoznawał.

markusgroh1

Grasz już od lat. Presja maleje czy wzrasta za każdym razem, gdy siadasz przed fortepianem?

Z biegiem lat coraz większym wyzwaniem są dla mnie recitale grane solo. Kiedy jesteś młody i dopiero zaczynasz, jesteś dumny, że grasz recitale i zwykle grasz ich wtedy więcej. Jednocześnie jesteś bardziej zdenerwowany, kiedy masz zagrać z orkiestrą po raz pierwszy. Nadal pamiętam mój pierwszy raz z orkiestrą, miałem dopiero dwadzieścia kilka lat i grałem koncert fortepianowy nr 1 Brahmsa. Jednak kiedy z orkiestrą grasz już po raz dwudziesty, trzydziesty czy pięćdziesiąty, możesz przewidzieć potencjalne trudności czy określić, czego nie powinien robić dyrygent. Dla przykładu mogę przywołać moment, gdy grałem z Londyńską Orkiestrą Symfoniczną – kiedy już znaliśmy kawałek, mogliśmy się komunikować samą muzyką. Tymczasem przy dawaniu recitali najtrudniejsze jest to, by za każdym razem grać na bardzo wysokim poziomie i wtedy presja jest większa.


Współczesna muzyka jest dla ciebie atrakcyjna w porównaniu do muzyki klasycznej?

Tak, ale problem tkwi w tym, że kiedy masz do czynienia w większości z tradycyjnym repertuarem i grasz koncerty, potrzeba czasu, aby poznać nową muzykę. Miałem więcej czasu, kiedy byłem bardzo młody. Podam tutaj taki przykład: podczas konkursu w Brukseli masz tylko tydzień, żeby nauczyć się zupełnie nowego koncertu fortepianowego. Na koniec tygodnia grasz nowy koncert na żywo w telewizji i wtedy odgrywasz inny, klasyczny, romantyczny koncert fortepianowy.

Zawsze podobała mi się muzyka współczesna. Grałem niektóre klasyki z lat 20., ale generalnie nie miałem wystarczająco dużo czasu, żeby bardzo dobrze się ich nauczyć. A teraz mam swoich studentów, którzy grają współczesne kawałki i ci młodzi ludzie robią to w doskonały sposób. Jestem zainteresowany tym, co ludzie komponują i czasem na naszym festiwalu niedaleko Berlina mają miejsce premiery utworów Charlotte Seither lub Moritza Eggerta.


Czy Internet i marketing dla ciebie, czyli interpretatora muzyki klasycznej, są równie ważne jak dla współczesnych gwiazd pop?

Może jestem trochę staroświecki. Nie jestem aż tak aktywny w mediach społecznościowych, jak powinienem być. Wrzucam kila postów raz na jakiś czas, pomaga mi w tym moja żona, bo nie jestem w sumie osobą skomputeryzowaną. Kiedyś robiłem to częściej. Miałem bardzo szczególne doświadczenie, to było w 2010 roku, kiedy byłem w trasie. Jechaliśmy z Niemiec do Polski, a następnie z powrotem do Niemiec na konnym powozie wraz z historycznym fortepianem Steinway Numer 1 z 1837 roku. Byliśmy bez telefonów, odcięci od mediów i to był jeden z najbardziej interesujących i wymagających tygodni mojego życia. Podróżowaliśmy z Berlina przez kilka miast, dając koncerty aż do Szczecina, a następnie z powrotem wracaliśmy do Berlina. Myślę, że rzeczywisty świat jest bardziej interesujący od tego cyfrowego, choć świat cyfrowy też jest inspirujący i niezbędny do komunikowania się. Niestety myślę, że kanał YouTube stał się bardzo ważny. Nawet niektórzy aplikujący uczniowie wysyłają mi e-mail ze swoimi nagraniami, które trwają po 5 lub 10 sekund. Jeśli jest to zły film, nie jestem już zainteresowany. Coraz mniej czasu przeznaczamy na poznawanie nowych ludzi i zdobywanie informacji. W Internecie można znaleźć wszystko, ale bardzo trudno dowiedzieć się, co jest ważne.


Czego bardziej się obawiasz: popełnienia błędu podczas gry czy obojętności swojej publiczności?

To pewnie zależy od ilości błędów, które się popełnia, od tego jak duży jest błąd lub od poziomu obojętności. Oczywiście obojętność nigdy nie jest dobra, ponieważ sugeruje ona, że muzyk nie wyraża siebie; że to, co zrobił było nudne. I w związku z tym jest prawdopodobnie znacznie gorsza niż, powiedzmy, jedna pomyłka. Nigdy nie zdarzyło mi się totalnie pogubić, grając, ale na pewno nie jest to miłe uczucie. Pewnego razu Swiatosław Richter zatrzymał się w trakcie wykonywania Das Wohltemperierte Klavier w Moskwie, a następnie wrócił do nut. Było to związane z tym, że w pamięci miał pomyłkę w jednej z fug. Od tamtej pory nigdy nie grał już bez partytury. Później dawał wielkie koncerty, na których grał z nut. Może powinniśmy również pod tym kątem pomyśleć o wielkich czasach romantycznej muzyki fortepianowej? Na przykład, kiedy Liszt odwiedził Berlin dał 15 różnych koncertów, a nieco ponad połowę z nich grał z nut, a tylko resztę bez. Może nie powinniśmy tak obsesyjnie wszystkiego w utworze zapamiętywać.

markusgroh2

Wspomniałeś wcześniej, że masz swoich uczniów. Jak zostałeś profesorem?

Zostałem profesorem, kiedy miałem 29 lat, w Hanowerze, w bardzo dobrej szkole z bardzo wysokim poziomem kształcenia w zakresie fortepianu. Jednak zdałem sobie sprawę, że jest dla mnie zbyt wcześnie. Dwa lata później na świat przyszedł mój pierwszy syn i to było zbyt wiele. Zostawiłem więc to stanowisko i objąłem je ponownie w 2010 roku. Mówi się, że można zostać profesorem w wieku 45 lat, jeśli naprawdę ma się coś do powiedzenia jako pianista, a nie wcześniej. Teraz mam 46 lat, więc mam o czym mówić. Teraz widzę, jak wiele osób ubiega się na stanowisko profesora w Berlinie i to jest naprawdę niesamowite. Niektóre osoby otrzymały pierwsze nagrody w najważniejszych konkursach i mają kontrakty nagraniowe. Oczywiście jest coraz trudniej utrzymać ciągłość w karierze.

Nauczanie daje możliwość nauki dla samego siebie. Są na przykład utwory, których jeszcze nie znasz i które możesz poznać, kiedy musisz zwerbalizować informacje o nich, nauczać ich. Masz też lepsze wyobrażenie o tym, jak utwór nie powinien być wykonywany.

 

Jaki jest najważniejszy atrybut pianisty?

Wiele aspektów jest ważnych, ale myślę, że trzeba pozwolić na to by, dźwięk fortepianu brzmiał jak wiele innych instrumentów bądź jak ludzki głos albo jak coś nie z tej ziemi. Mieszać dźwięki aż pomyślisz: tak właśnie powinno być. To bardzo rzadkie, żeby rozumieć muzykę i wydobywać z niej najpiękniejsze dźwięki.

 

Jakie jest twoje największe wyzwanie na przyszłość?

Dalsze doskonalenie się, a może też opublikowanie większej ilości płyt i nagrań lub filmów, z których będę zadowolony i które będą mieć znaczenie nie tylko na rynku. Chciałbym, żeby tych nagrań można było słuchać po 10 lub 15 latach.

markysgroh3

Lepiej jest słuchać interpretacji fortepianowej na żywo czy nagrania mogą mieć taką samą jakość i przekazywać te same emocje?

Nagrania mogą dać ci wiele pomysłów, jak grać utwór. To trochę jak czytanie książek. Można czerpać inspirację od innych wielkich pianistów i myślę, że jest to konieczne. Gdy jesteś bardzo młody, możesz naśladować swoje ulubione nagrania, ale kiedy dorastasz już nie powinieneś. Nie robisz wtedy nic kreatywnego. Komponowanie jest znacznie bardziej twórcze, a interpretacja jest tylko krokiem w tył, czymś mniejszym. Jeśli po prostu skopiujesz interpretację, kompozycja jest wtedy dość uboga. W każdym razie słuchanie nagrań jest bardzo ważne dla młodych ludzi, zwłaszcza dla ucha. Jednak to zupełnie inna sprawa, kiedy naprawdę doświadczasz tej chwili tworzenia dźwięku i towarzyszy ci to napięcie. Wciąż pamiętam kilka momentów z koncertów orkiestrowych i spektakli operowych, wciąż pamiętam to specyficzne napięcie lub wrażenie, które zostało stworzone przez artystę. Tego nie można znaleźć w nagraniach lub można znaleźć bardzo rzadko, dlatego że nagranie zawsze można powtórzyć, stwierdzić, że skoro ten fragment był tak piękny, trzeba go zagrać jeszcze raz. W nagraniu nie ma tej niezwykłości, którą można odnaleźć podczas koncertów na żywo.

 

Nagranie jest na swój sposób czymś przeciwko naturze muzyki, bo w końcu muzyka jest ściśle związana z czasem, ulega zmianom. Grany utwór nie przypomina obrazu, który można podziwiać po kilku godzinach.

Jednym z moich ulubionych pianistów jest obecnie znany na całym świecie Polak Krystian Zimerman. Nie publikował nagrań przez bardzo długi czas właśnie z tego powodu. On nie zrobił nagrań solowych w ciągu ostatnich lat, ponieważ nie był pewien co do ich natury. Oczywiście ma na koncie wspaniałe nagrania, ale miał problemy z ideą zawarcia jednej interpretacji muzyki na CD. Mogę sobie wyobrazić, że kiedy jest się takim filozofem jak on, można dojść do punktu, w którym myśli się o naturze muzyki i stwierdzić, że jest bardziej nakierowana na konkretną chwilę. Można o tym pamiętać i powiedzieć: to była magiczna chwila, choć nie wiem, dlaczego była tak magiczna.

Tłumaczenie: Monika Tatara

pleng 

 

Markus Groh is considered one of the finest pianist in the world nowadays. After winning the prestigious Queen Elisabeth Competititon in Brussels in 1995, the first German to do so, his career took a new dimension. Today he combines his recitals all over the world with a teaching position in Berlin. He talked with us about his career, success and the emotions a piano concert can transmit.

 

Is it important to follow the music sheet to the letter, or there’s always some room for innovation or personalization?

Of course the score is our source, but, especially with the romantic music that I’m playing, there is some flexibility. It’s impossible to notate everything that should be done exactly in the score in romantic music. It’s difficult to talk about tradition especially when you play Chopin in Warsaw as a German person, but of course there are certain traditions which maybe people have followed and for yourself it doesn’t make sense to go that way, so when you look at the score there’s a possibility to find new things. So, it’s not only seeing the score and making everything that’s written there, but sometimes you see something that other people haven’t seen, or a coincidence or a certain relationship of tempo or sound, and then the score can be a source of inspiration too. Romantic music needs some flexibility and it’s important in each piano and each hall to find the specific sound for each piece.

 

You’ve got so many praises and good reviews and you’ve been named as one of the best pianists nowadays. Success and recognition is encouraging or it can act as a burden?

I think that the younger you are, the nicer it is to have success, because it gives you strength and some kind of security, after the commitment and all the time you’ve spent working this is the right way to go. Also, the younger you are, the more dependent you are on reviews, especially when they are negative or they affect you as a person. Wherever you ask, everyone can quote at least one line of a very unfair review.
On the other hand, the only time I remember to feel sorry for people going on stage was when Arturo Benedetti Michelangeli once entered the stage and people were clapping and crying before he had even done anything, and I guess this can be quite a burden.
Anyway, I’m happy that, 20 years after I won the Queen Elisabeth Competition, I’m still around and playing concerts without ever having a big recording contract. So this is, somehow, a good thing, and the audience sometimes is surprised that I play so much.

 

You’ve mentioned this competition, the ‘Queen Elisabeth’. You were the first German ever to win it, how did it feel?

It was a very moving thing and I remember it very well. One week before the results they had the Belgium flags outside the houses and I was wondering if it was some kind of holiday. Someone told that it was a very special holiday, the end of the Second World War, to mark the defeat of the Germans. So one week after that I was the first German to win this competition, exactly 50 years after the end of the Second World War. And I was happy that a wonderful human being and musician as Menahem Pressler, who was in the jury and whose own student won the second prize, was one of the first people to congratulate me, in German: I’m so happy for you, that you are the first prize, and the first German to win this. You deserve it so much. It was a very moving moment for me.
At that time this was a big media hype there in Belgium. Both state televisions were there recording and broadcasting live the finals. The first and second national channels broadcasting this competition for one week. So after I won this competition almost everyone recognised me on the street, and sometimes I thought Oh, I’m famous. And only later you realize that this is just a media event and actually outside the Benelux countries no one recognises you.

 

After so many years of playing, pressure goes away or it increases every time you get in front of the piano?

Over the years I find more challenging to play solo recitals, because when you start you are very proud to play full recitals, and that’s usually what you do more when you are young, and you are more worried when you play with an orchestra for the first time. I still remember my first time with an orchestra, I was in my early twenties and I played the Piano Concerto No. 1 by Brahms. But after you played maybe twenty, thirty or fifty times, then you can predict the difficulties with the orchestra or maybe what the conductor shouldn’t do, and since that moment it’s actually much easier to play with an orchestra you have played with. I can recall certain moments with the London Symphony Orchestra for example, they know the piece and you can communicate through the music. I would say is more challenging in recitals to play really every moment on an extremely high level, and the pressure is probably higher.

 

Is modern music attractive to you comparing it to classical music?

Yes, but the problem is that when you are more into the traditional repertoire, and you play concerts, it takes time to learn new music. I had more time when I was really young. For instance in the Brussels competition you have one week to learn a completely new piano concerto, and you play this in the final week, with a live performance in TV and then you play another classical romantic piano concerto.
I was always interested. I played some classics the 20th century, but I always had to postpone a project to play them because I really didn’t have time to learn it very well, but now I have students of mine playing more modern pieces, and this young people play this in a great way. But I’m interested in what people compose and sometimes in our own music festival close to Berlin we have premiered a few pieces of Charlotte Seither or Moritz Eggert.

 markysgroh4

Is Internet and marketing as important to you, a classical music interpreter, as it can be for a modern pop star?

Maybe I’m a little bit old fashioned. I’m not that active in the social media, as I should be. I post a few things, and my wife helps me with that, but I’m not a total digital person. I did this more often before. I had a very special experience when it was 2010, and I did a concept tour. We travelled from Germany to Poland and then back to Germany in a horse carriage, with a historic piano, a Steinway Number 1 from 1837, and we went without mobile phone, without any media, and I had one of the most interesting, demanding and fulfilling weeks of my life. We travel from Berlin through some cities, giving concerts until Szczecin and then back to Berlin. So I think that the real world is more interesting than the digital world, but the digital world is inspiring and necessary to communicate, of course. Unfortunately, I think that the Youtube channel has become very important. Even some students, when they want to apply, they send me an email so I can take a look at their videos, and after 5 or 10 seconds, if it’s a bad video I’m not interested anymore. The time we spend to meet people or to see or to get information is getting quicker and quicker. Everything is out there and it’s very difficult to find out what’s important.

 

What would you fear more: making a mistake while you play or indifference in your audience?

It probably depends on the amount of mistakes, how big the mistake is, or the level of indifference. Of course, indifference is something that is never good, because this means that nobody had to say something about you, that it was boring. And this is probably much worse than, let’s say, one mistake.
But if you are totally lost, something that never happened to me so far, it’s not a nice feeling at all. Sviatoslav Richter once stopped during the performance of the Well Tampered Clavier in Moscow, and then came back with the score. And since then he never played without the score. This was one of the reasons, because he had a memory slip in one of the fugues. He gave great concerts afterwards, with a score. Maybe we should also think about the big times of romantic piano music, we have Liszt for example, he visited Berlin, he gave 15 different recitals, and little more than half of them he played with the score, and the rest without, so maybe we shouldn’t be so obsessed about playing everything by heart.

 

You mentioned before that you have some students. How did you become a professor?

I became a professor when I was 29 years old, in Hannover, in a really good school with a very high level of piano education. But I realised it was too early, two years later I had my first son, and it was too much, so I stopped this position and took it again in 2010, with 40 years. They say that is recommended to start teaching at 45 if you really have something to say as a pianist, not earlier. Now I’m 46 so I can talk about it.
Then, one and a half years ago I changed from Hannover to Berlin, at the University of Arts, and I see now how many people are applying for some positions to be professors in Berlin, and it’s really amazing, some people with first prizes in major competitions, with recording contracts. Obviously it’s getting more and more difficult to have a continuous career.

Teaching is something that gives you also a good possibility to learn for yourself. For example, pieces you haven’t studied yet, and you want to study, you can have a much clear picture when you have taught, when you have to verbalize things about the piece. And you also have a better picture about how a piece shouldn’t be done.

 

What’s the most important attribute for a pianist?

Everything is important, but I think to let the piano sound in a way that it can sound like many different instruments or like a human voice or like something that is not from this earth, and to mix the sound in a way that is so specific for this moment that you think: Yes, that’s how it should be. This is very rare, understanding from music and having the ability to bring out the most beautiful sound, like an expression that is beyond sound itself.

 

What’s your biggest challenge for the future?

To continue to improve, and maybe to publish a little more CDs and recordings or videos which I’m happy with, and which have the importance to stay longer, not only on the market, but also that you can listen to it after 10 or 15 years.

 

Is it better to listen to a piano interpretation live, or can recordings have the same quality and transmit the same emotions?

Recordings can give you ideas about how to play a piece, it’s like reading a book. You can get inspiration from other great pianists, and I think that’s necessary. When you are very young you can imitate your favourite recording, but when you grow up you shouldn’t just imitate people, that’s not very creative. Composing is much more creative, while interpretation is just a step less. If you just copy an interpretation of a composition it’s quite poor. Anyway, listening to recordings is very important for young people, especially for the ear, but it’s very different to really experience the moment of creating the sound and to have this tension.

I can still recall a few moments of orchestra concerts or opera performances and I still remember this specific tension or expression that was created by the artist, and this is something that you rarely find in recordings, because you can repeat it and say “Oh, this was so beautiful, let’s play it again”. But the singularity of the moment is not there, in a recording.

 

This contradiction goes against the nature of music, because music has always to do with time. It’s always transforming, not like a paint. You can see a picture and you can still admire it after a few hours.

A very famous Polish pianist, one of my favourite pianists actually, Krystian Zimerman, hasn’t published recordings for a very long time, because of this very reason. He hasn’t done solo recordings in the past years because he was not sure about the nature. He has terrific recordings, of course, but he had problems with the idea of putting one interpretation and the music to a CD. I can imagine that when you are such a philosopher, as he is, that you come to a point where you think about the nature of music and you think maybe it’s more about this moment. You can remember this and say: This was a magic moment and I don’t know why it was so magical.

markysgroh5

Fot. Marcos Rodriguez Velo dla enter the ROOM

Wybór Enter The Room

Instagram enter The Room

object(stdClass)#910 (3) { ["error_type"]=> string(23) "OAuthRateLimitException" ["code"]=> int(429) ["error_message"]=> string(179) "You have exceeded the maximum number of requests per hour. You have performed a total of 1026 requests in the last hour. Our general maximum limit is set at 500 requests per hour." }

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items