Jak czapla i żuraw. Raz jedno zabiegało, raz drugie. Ich romans toczył się w zasadzie na listowym papierze, bo trudno im się było spotkać, rozmowy telefoniczne nie wychodziły. Trudna, inspirująca powojenna miłość dwójki pisarzy.

To był maj. Rok 1948. Wiedeń. Ingeborg Bachmann była tuż przed 22. urodzinami, studiowała filozofię i marzyła o pisarskiej karierze. Paul Celan lat miał wtedy 27 i był już znanym poetą, Żydem ocalałym z Zagłady. Szybko zostali kochankami, choć wydaje się, że nie tyle ich wzajemne uczucie było tu istotne, co wspólnota intelektualna, która się między nimi narodziła pamiętnego majowego wieczoru. Ich relacja żyła przede wszystkim w listach i wierszach, urywała się i była wznawiana kilka razy. Nie mogli żyć ze sobą, ale też nie potrafili o sobie zapomnieć. Najpierw to Ingeborg przebywająca w Wiedniu zabiegała o promowanie tam ukochanego i jego poezji, dopiero później on spojrzał łaskawym okiem na jej twórczość, czego tak bardzo potrzebowała. Wyczekiwali na swoje listy, planowali spotkania i rozmijali się z powodu spraw zawodowych. Ingeborg miała kochanków, Celan w końcu się ożenił, w dodatku zmagał się z chorobą psychiczną. 

Czasem chciałabym po prostu ruszyć w drogę i dotrzeć do Paryża, poczuć, jak dotykasz moich rąk, jak całej mnie dotykasz kwiatami, i znów nie wiedzieć, skąd przychodzisz i dokąd idziesz. 

1 INGEBORG BACHMANN I PAUL CELAN

Wiedeń, 24 czerwca 1949

Miły Mój,

nawet o tym nie myślałam i dlatego dziś, w przeddzień – w zeszłym roku było przecież tak samo – przyfrunęła Twoja kartka i trafiła mnie w samo serce, tak właśnie jest, kocham Cię, nigdy tego wtedy nie powiedziałam. Znowu czułam mak, głęboko, bardzo głęboko, Twoje czary tak cudownie działały, nie potrafię tego nigdy zapomnieć.

Czasem chciałabym po prostu ruszyć w drogę i dotrzeć do Paryża, poczuć, jak dotykasz moich rąk, jak całej mnie dotykasz kwiatami, i znów nie wiedzieć, skąd przychodzisz i dokąd idziesz. Dla mnie jesteś z Indii albo z jakiegoś jeszcze dalszego, mrocznego, brunatnego kraju, dla mnie jesteś pustynią i morzem, i wszystkim, co jest tajemnicą. Wciąż jeszcze nic o Tobie nie wiem i dlatego często się boję o siebie, nie umiem sobie wyobrazić, że miałbyś robić coś, co my, inni, tu robimy, powinnam mieć dla nas zamek i sprowadzić Cię do siebie, żebyś był w tym zamku moim zaczarowanym władcą, będziemy tam mieć mnóstwo dywanów i muzykę, i odkryjemy miłość.

Często się zastanawiałam, Corona to Twój najpiękniejszy wiersz, najdoskonalsze przeczucie chwili, kiedy wszystko staje się marmurem i jest na zawsze. Ale dla mnie tu nie nastał „czas”. Łaknę czegoś, czego nie dostanę, wszystko jest płaskie i mdłe, martwe i zużyte, nim jeszcze zostało użyte.

W połowie sierpnia będę w Paryżu, tylko na parę dni. Nie pytaj mnie dlaczego, po co, ale bądź dla mnie, przez jeden wieczór, albo dwa, trzy… Zaprowadź mnie nad Sekwanę, będziemy się wpatrywać w wodę, tak długo, aż staniemy się małymi rybkami i znowu się rozpoznamy.

         Ingeborg

 

Paryż, 20 sierpnia, 1949

Droga moja Ingeborg,

przyjedziesz więc dopiero za dwa miesiące – dlaczego? Nie mówisz, nie mówisz też, na jak długo, nie mówisz, czy dostałaś stypendium. Tymczasem możemy przecież, jak proponujesz „wymieniać listy”. Czy Ty wiesz, dlaczego przez ten ostatni rok tak rzadko pisałem? Nie tylko dlatego, że Paryż wtrącił mnie w straszliwe milczenie, z którego nie mogę się wydobyć, ale także dlatego, że nie wiedziałem, co myślisz o tych krótkich tygodniach w Wiedniu. Co mogłem wywnioskować z Twoich pierwszych, pobieżnie skreślonych linijek, Ingeborg?

Może się łudzę, może jest tak, że rozmijamy się akurat wtedy, kiedy tak bardzo chcielibyśmy się spotkać, może wina leży po obu stronach. Tylko czasem powiadam sobie, że moje milczenie jest może bardziej zrozumiałe niż Twoje, bo mrok, który mi je narzuca, jest starszy.

Wiesz: wielkie decyzje trzeba zawsze podejmować samemu. Gdy przyszedł tamten list, w którym pytałaś, czy masz wybrać Paryż, czy Stany Zjednoczone, miałem chęć Ci powiedzieć, jak bardzo bym się cieszył, gdybyś przyjechała. Czy potrafisz zrozumieć, Ingeborg, dlaczego tego nie zrobiłem? Powiedziałem sobie, że gdyby naprawdę zależało Ci trochę (to jest więcej niż trochę) na tym, żeby mieszkać w mieście, w którym i ja mieszkam, nie pytałabyś mnie o radę, przeciwnie

Minął długi rok, rok, w którym z pewnością niejedno Ci się zdarzyło. Ale nie mówisz mi, jak daleko za tym rokiem leży nasz własny maj i czerwiec.

Jak daleko i jak blisko, jesteś, Ingeborg? Powiedz mi, żebym wiedział, czy zamykasz oczy, kiedy Cię teraz całuję.

           Paul

2 INGEBORG BACHMANN I PAUL CELAN

Korzystałam z książki „Czas serca. Ingeborg Bachmann – Paul Celan. Listy, Wydawnictwo a5

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data