„Jesteś mi wszystkim: kochankiem i bratem, śmiercią i życiem, istnieniem, słabością i siłą…” – pisał w 1958 roku Jarosław Iwaszkiewicz do miłości swojego życia, Jerzego Błeszyńskiego, który zmarł rok później na gruźlicę. 

Miłość do Jerzego, jego choroba, skomplikowane życie rodzinne stanowiły inspirację dla Jarosława Iwaszkiewicza. Bez niego nie czytalibyśmy dzisiaj choćby „Kochanków z Marony”. Poznali się w 1953 roku, mieszkali po sąsiedzku, Jurek został wysłany do znanego pisarza, aby poprosić go o odczyt o kongresie wiedeńskim, ale to jeszcze niczego nie zapowiadało. Dopiero rok 1955 przyniósł pogłębienie relacji, nazwanie uczuć. Nie było niemal dnia bez listu, bez telefonu. Iwaszkiewicz wręcz obsesyjnie poddał się najpierw namiętności, później już miłości. Pisał do ukochanego nawet po jego śmierci, próbując w ten sposób przepracować żałobę, pogodzić się ze stratą, czegoś, co pojawiło się niespodziewanie w dość późnym już okresie życia i przyniosło nowe emocje, powody do pisania. Z listów możemy wyczytać te emocje, poznać pisarza w momentach uniesienia, tkliwości i zazdrości.

1 listy Iwaszkiewicz Beszynski

Kadr z filmu  „Kochankowie z Marony”

25 XI [19]57

Drogi mój i jedyny!

Od trzech dni nic o Tobie nie wiem. To jest zupełnie niemożliwe. Taka straszna pogoda dzisiaj, dużo chodziłem po Warszawie i lało na mnie, ale jakoś dobrze się czułem i w niezłym humorze. Ale myślę o Tobie, jak Ty to znosisz, jak się czujesz w tej mgle, czy nie podniosła Ci się temperatura, czy nie przeziębiłeś się? Okropnie mi przykro, że nic o Tobie nie wiem. Wczoraj była niedziela – jak wiadomo najnudniejszy dzień tygodnia – i wszystko się układało tak głupio i bez sensu. Ciągle myślałem o poprzedniej niedzieli, o naszej kolacji i o powrocie parkiem. Wtedy ta wóda jednak mi zaszkodziła, nie tak wóda oczywiście co alasz. Do dziś dnia mój żołądek nie może dojść do równowagi po tym. Ty też zdaje się chorowałeś na skutek tego picia? Naprawdę, Jerzy, powinniśmy być mądrzejsi i poważniejsi. Ty masz dwadzieścia pięć lat – wiek powagi. Ja to już przechodzę do drugiego dzieciństwa, czyli trzeciej młodości – i już jest wszystko jedno, co robię.

Zadzwonisz jutro? Zadzwoń, synu, możemy pojechać razem do Warszawy – albo osobno. „Wszystko jak chcesz”. Doktora brali w tych dniach na dwa lata do wojska, nie masz pojęcia, jak rozpaczał, ale ostatecznie się zwolnił i namawiał, aby z nim pójść na wódkę. Ale ja wolałbym z Tobą.

Do widzenia, kochany, dzisiaj list głupiutki. Uważaj go tylko za dowód, że o Tobie myślałem dziś także. Ściskam dłoń.

R

 

5 XII [19]57

czwartek wieczorem, po powrocie z Podkowy

Mój najdroższy! Miałem taką leciutką, przed samym sobą skrywaną nadzieję, że pojedziesz ze mną… to znaczy przyjedziesz do mnie do Poznania. W podróży można udawać, że się jest za granicą – i robić przedstawienie dla samego siebie. A tu znowu nic. Cały tydzień – i znowu widzieć Ciebie tak strasznie zapracowanego, nie jedzącego po całych dniach, marnie wyglądającego i w ciągłym pośpiechu jak zagnany zwierzak. Martwisz mnie bardziej, niż to sobie wyobrażasz. Tak bym chciał, abyś prowadził normalne życie, abyś się dobrze ubierał, abyś miał spokój w domu i jadł co dzień przynajmniej ranne śniadanie. Ach, Boże, Boże, jak trudno jest mieć wpływ na innego człowieka.

Zresztą i sam się człowiek zmienia: spostrzegam, że jestem coraz to inny w każdym z tych listów, że opada moja fala, jestem coraz bardziej płaski. Ale w tych okropnych warunkach życiowych, kiedy tak rzadko mogę rozmawiać z Tobą – a o niektórych rzeczach tylko wśród ciemnych pni podkówskiego parku – mimo woli (poddaję się błotnistej i czarnej, potwornej, pogodzie naszego grudnia – i nie niebiesko jest mi na duszy.

Do widzenia, do widzenia, do widzenia. Gadałbym noc całą

Roman

 

[27 III 1958], czwartek

tegoż wieczora zaraz po Twoim wyjściu

Jestem świnia i dureń! W kuchni była przygotowana herbata i kolacja (różne dobre rzeczy), a mnie nie przyszło do głowy, aby Ci poczęstować! To zgubny wpływ obyczajów lilpopowskich na ukraińską gościnność. Byłem wściekły i chciałem Ciebie gonić, ale już było za późno, pewnie już siedziałeś w taksówce i jechałeś… dokąd?

 

[28 III 1958], piątek rano

Stawisko

Jestem bardzo cierpiący na ten krzyż, boli jak cholera, w kolejce myślałem, że zemdleję. Zatelefonuj błagam, bo nie wiem, czy się prędko zobaczymy.

Proszę Cię raz jeszcze, zastanów się nad sprawą leczenia i sanatorium. Moja żona słusznie zauważyła, że miejsce, w którym mieszkasz obecnie (niskie, błotniste, nad wodą) jest bardzo dla Ciebie szkodliwe. Jeżeli do tego dodasz jazdy motocyklem do Brwinowa – to pomyśl, jak musisz sobie zaszkodzić. Ja nie mam siły perswazji, niestety – i nie mam na Ciebie żadnego wpływu.

Ale chciałbym Cię przekonać: Póki będę mógł, będę Ci wydatnie pomagał – kochanie. Z tym oczywiście, że nie wiadomo jak długo będę mógł… Bo trochę się lękam, że mnie teraz zechcą uderzyć finansowo. Taka nastała polityka – ale zawsze możesz liczyć. Pomyśl kochany, zastanów się. Ściskam Cię, Roman

[dopisek na boku, lewy margines]: Tak jestem zbolały, że do krawca nie zaszedłem – przepraszam Cię bardzo.

 

sobota wieczorem

[28 marca 1959]

Jaruniu drogi! Siedziałem dziś cały wieczór przy radiu, słuchając starych piosenek. Nie masz pojęcia, jak się wzruszyłem – i jedno przyszło mi do głowy. My nie mamy naszej piosenki, która by nam przypominała coś – żal mi się tego zrobiło. A może pojechać na parę dni do Sopotu na poszukiwanie naszej piosenki? Jak myślisz? Dwa dni wystarczy… Tak mi się raptem zachciało atmosfery dancingu, zabawy, wódki i kobiet. Jurciu, Ty nawet nie masz pojęcia, jak ja bez przerwy o Tobie myślę… To przerażające. Całuję Cię – jak dziś

Twój Józef

2 listy Iwaszkiewicz Beszynski

Korzystałam z książki Anny Król „Wszystko jak chcesz: o miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego”, Wilk & Król Oficyna Wydawnicza, 2017

Fot. materiały prasowe, wikipedia.org 

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data