Wiedza o naszych emocjach jest równie niezbędna, co elementarz, a jednak z jakiegoś powodu nie trafia do powszechnego obiegu. A skoro trenujemy umysł czy rozciągamy ciało, powinniśmy nauczyć się pracować także z naszymi emocjami – z tego założenia wychodzą Anna Szapert i Paulina Czapska. W cyklu rozmów zdradzą nam, czym jest inteligencja emocjonalna, od czego zależy i jak ją kształtować. A na to ostanie nigdy nie jest za późno. 

Termin „inteligencja emocjonalna” dla wielu brzmi co najmniej enigmatycznie. A przecież odnosi się do kompetencji, które są nam niezbędne każdego dnia. Inteligencja emocjonalna to nic innego, jak zdolność rozumienia emocji swoich i innych ludzi, radzenia sobie z tymi emocjami, wsłuchania się w swoje potrzeby. Anna Szapert i Paulina Czapska łączą coaching i psychoterapię, ale odwołują się również do filozofii, sztuki, literatury czy kina, aby pokazać, że specjalistą od siebie może zostać każdy. Organizowane przez nie „Ćwiczenia z…” cieszą się ogromną popularnością. Do tej pory odbyły się między innymi warsztaty radzenia sobie z czasem, pieniędzmi, snem, ciszą, językiem, władzą czy porażkami. Na początku Annę Szapert i Paulinę Czapską pytamy o to, czy można rozważać inteligencję emocjonalną w odniesieniu do pokolenia, z którego wywodzi się dana osoba, czy jesteśmy bliżej czy też dalej od własnych emocji niż nasi rodzice i dziadkowie nieuzależnieni od życia wirtualnego; jak na naszą emocjonalność wpływa szybki tryb życia nakręcany przez konsumpcjonizm oraz dlaczego powinniśmy o ciele myśleć holistycznie.

 

Czy można rozważać inteligencję emocjonalną w odniesieniu do pokolenia, z którego wywodzi się dana osoba?

Paulina Czapska: Tak i nie. Z jednej strony inteligencja emocjonalna to indywidualna sprawa, z drugiej nabywana jest w procesie socjalizacji. Oznacza to, że sposób, w jaki regulujemy nasze emocje zależy od kontaktów, jakie mamy w rodzinie, szkole – a te w dużej mierze zależą od kultury, obowiązującej mody czy ideologii oraz od zasobów, które nasza rodzina posiada. Dlatego przynależność pokoleniowa może mieć pewien wpływ na naszą emocjonalność.

Anna Szapert: Dzisiaj dużo więcej osób interesuje się też tym, czym w ogóle są emocje i do czego nam służą. W Polsce wciąż pokutuje jednak jeszcze model kartezjański – myślę, więc jestem. Towarzyszy temu przedziwne przekonanie, że najlepiej byłoby emocje po prostu wyłączyć.

Paulina Czapska: Wyłączyć albo zarządzić nimi w pełni, w myśl zasady: czuję to, co myślę.

Anna Szapert: To, co teraz powiem może wydawać się stereotypowe, ale rzeczywiście dostrzegam pewien wpływ pokolenia, z którego ludzie się wywodzą, na ich podejście do emocji. Wydaje mi się, że dzisiejsi 30-latkowie mają dużą świadomość tego, że emocje są istotnym elementem ich codzienności. Tymczasem starsi, szczególnie mężczyźni, mają przekonanie, że powinni się kierować raczej racjonalnymi względami.

Paulina Czapska: Mam w tej sferze inne doświadczenia, zresztą często się z Anią nie zgadzamy i myślę, że właśnie to czyni z nas dobry zespół. Dużo moich klientek –  młodych przedsiębiorczyń, artystek – przychodzi do mnie i mówi: „chciałybyśmy być profesjonalne”. Kiedy zaczynam drążyć temat, okazuje się, że jako profesjonalizm rozumieją pełne opanowanie i unikanie emocjonalności. To mnie zaskakuje, bo zamiast rozwijać swoje predyspozycje i atuty, te dziewczyny postanawiają z nimi walczyć. Wydaje im się, że praca czy działalność naukowa to nie miejsce dla emocji.

Jeśli odcinamy emocje, bo nie chcemy „marnować” na nie czasu, to one i tak do nas wrócą – czasami ze zdwojoną siłą i najprawdopodobniej w najbardziej zaskakującym momencie. 

Profesjonalizm rozumiany jako trzymanie emocji na wodzy to nienajlepsza definicja?

Paulina Czapska: Mam zarówno smutną, jak i wesołą wiadomość: dopóki mamy ciało, mamy też mózg i cały układ nerwowy, więc nie odetniemy się od emocji. Wszystkie decyzje, które podejmujemy, składają się zarówno z racjonalnych, jak i emocjonalnych przesłanek. Tymczasem wciąż szukamy postracjonalizacji. Na przykład nie lubimy szefa działu marketingu i chcemy po prostu podjąć jakąś decyzję, żeby utrzeć mu nosa, ale szukamy racjonalnych argumentów, którymi możemy się podeprzeć. Dobrze jest pamiętać, że często właśnie tak działamy. Ta wiedza jest uwalniająca. Pozwala zacząć akceptować pojawiające się w nas emocje i przyznać, że mają na nas wpływ przed samym sobą, ale i przed innymi.

Anna Szapert: W każdej relacji między dwojgiem ludzi, czy to w życiu prywatnym, czy w pracy, dochodzi do jakiejś interakcji również na poziomie emocjonalnym. Możemy sobie mówić, że tych emocji nie ma, ale to tylko sprawi, że staniemy się wobec nich jeszcze bardziej bezradni. A włączenie sfery emocjonalnej w życie zawodowe jest bardzo cenne! Jeśli na przykład staramy się rozwiązać konflikt, koncentrowanie się tylko i wyłącznie na racjonalnych argumentach nic nam nie da.

Paulina Czapska: Myślę, że dziś jesteśmy zachęcani do tego, by szybko żyć, szybko podejmować decyzje, szybko rozwiązywać konflikty, szybko zażegnywać kryzysy. Tylko jeśli odcinamy emocje, bo nie chcemy „marnować” na nie czasu, to one i tak do nas wrócą – czasami ze zdwojoną siłą i najprawdopodobniej w najbardziej zaskakującym momencie.

Dzieci interesują się swoim ciałem, głaskają je, dotykają; jest to dla nich bardzo naturalne. Dorośli w pewnym momencie zamieszkują w swoich głowach i przestają rejestrować mowę własnego ciała. Potrafią zapomnieć, że przez cały dzień nic nie jedli. Często większą uwagę poświęcają ciału partnera niż swojemu własnemu. 

Zygmunt Bauman pisał, że postnowoczesność to źródło naszych cierpień. Czy rzeczywiście dostrzegacie, że większość problemów osób, które do was przychodzą, bierze się właśnie z tego szybkiego trybu życia nakręcanego przez konsumpcjonizm?

Paulina Czapska: Tak, dlatego robiąc na przykład „Ćwiczenia ze snu”, chcemy przypominać ludziom o podstawowej funkcji snu, czyli właśnie wyzbyciu się bodźców, oczyszczeniu układu nerwowego.  Zauważmy niestety, że coraz więcej osób wychodzi z założenia, że najlepiej ściągnąć sobie aplikację i wyspać się efektywnie. Już samo zestawienie słowa „sen” i „efektywność” wydaje mi się niepokojące i nienaturalne. Z drugiej strony trudno się temu dziwić – dziś premiowani są ci z nas, którzy robią wszystko szybko i dobrze. Żyjemy w kulturze osiągnięć. Edison powiedział, że sen jest wynalazkiem przestarzałym, a Margaret Thatcher w latach 80. stwierdziła, że sen jest dla mięczaków. Dziś powszechność takich przekonań bardzo mocno daje o sobie znać. Zachęcamy dzieci do drzemek w ciągu dnia, ale w życiu człowieka dorosłego nie bardzo już widzimy na to miejsce.

Mam zarówno smutną, jak i wesołą wiadomość: dopóki mamy ciało, mamy też mózg i cały układ nerwowy, więc nie odetniemy się od emocji. 

Kolejni ludzie sukcesu, przyznają w wywiadach, że śpią po 4-5 godzin dziennie. To jest dziś wzorzec. Śpisz zamiast pracować po godzinach albo spotkać się z przyjaciółmi? Jesteś albo leniwy, albo mało ambitny, albo nudny. Ale nie oszukamy organizmu, sen jest nam potrzebny.

Paulina Czapska: Zaczynamy traktować siebie jako część pewnego systemu, pewnej maszyny. Zainteresowanie snem, zdrowym żywieniem albo sportem coraz częściej przybiera formę doskonalenia się za wszelką cenę. Traktowania siebie jako absolutnie plastycznej materii, którą można w dowolny sposób formować. Edwin Bendyk powiedział ostatnio, że jesteśmy już w jakiś sposób cyborgami. Nosząc przy sobie smartfon, będąc permanentnie w kontakcie z innymi, żyjąc w sieci.

Anna Szapert: Paulina opisuje tu coraz bardziej powszechne zjawisko instrumentalizacji różnych działań. Jeden z moich klientów – który odnosi sukcesy na wielu różnych płaszczyznach, jest bardzo spełniony i idealnie wpisuje się w kanon współczesnego człowieka sukcesu – powiedział mi ostatnio, że wszystko, co robi, robi po coś. Idzie na jogę, bo wie, że coś mu to da, idzie biegać, bo wie, że mu to dobrze służy, spotyka się ze znajomymi, bo wie, że relacje muszą istnieć, by człowiek dobrze funkcjonował. Nie myśli o tym, że przyjemnie jest po prostu być tu i teraz. Ważne są tylko cele i efekty.

Paulina Czapska: Ludzie w społeczeństwie osiągnięć, sukcesu i rywalizacji coraz bardziej żyją w swoich głowach, nieustannie wybiegając myślami w przyszłość lub przeszłość. Japońscy naukowcy zbadali, że tylko 20% naszej uważności w ciągu dnia skierowanej jest na tu i teraz – na nasze ciało, myśli, na to, co dzieje się wokół. Pozostałe 80% to podróż albo w przeszłość, albo w przyszłość. Zimbardo  w „Paradoksie czasu” opisał jak zachodnia kultura podsyca i premiuje w nas chęć wybiegania w przyszłość i osiągania kolejnych celów. Myślimy: „dziś nie zjem tego ciastka, na które mam ochotę, by w piątek wcisnąć się w sukienkę”. Albo: „muszę teraz robić karierę, zarabiać pieniądze, robić oszczędności, żeby kiedyś  zrobić sobie wakacje, na których w końcu odpocznę”.

 2 inteligencja emocjonalna wywiad enter the room rozmowa

Ale przecież to nie zawsze złe podejście. Choćby odwołując się do przykładu wspominanego oszczędzania – jeśli nie zaczęlibyśmy odkładać pieniędzy, mogłoby się okazać, że nie pojechalibyśmy nigdzie.

Paulina Czapska: To jest bardzo dobre podejście, o ile tylko nie przesadzimy z takim myśleniem, zapominając o teraźniejszych potrzebach. Automatyzm jest niebezpieczny, ogranicza elastyczność reakcji. Jeśli jestem bardzo zmęczona i mam ochotę obejrzeć mój ulubiony, może niezbyt ambitny serial, a nie zrobię tego, bo będę mieć poczucie, że powinnam pracować do oporu, czytać Husserla, Baumana czy Chomsky’ego, to może jednak coś stracę? Wspomniane przeze mnie badania nad percepcją czasu przeprowadzone przez Zimbardo pokazują, że ludzie czerpiący najwięcej zadowolenia z życia, to tacy, którzy z jednej strony myślą przyszłościowo, ale potrafią też zadbać o swoje potrzeby „tu i teraz”.

Anna Szapert: Nie warto wzbudzać w sobie poczucia winy w związku z tym, że czasem jesteśmy po prostu zmęczeni i chcemy coś odpuścić – pracę, spotkanie ze znajomymi. Niestety za często mamy wrażenie, że jeśli odpoczniemy, zostaniemy w domu, włączymy serial, coś nam ucieknie. A przecież istnieje całe spektrum postaw między byciem hiperskutecznym, niezawodnym jak maszyna a pozwalaniem sobie na totalne nicnierobienie. Trzeba nauczyć się regulować ten suwak i uświadomić sobie, że mamy prawo do różnych zachowań i reakcji, które możemy dopasowywać do naszych bieżących potrzeb. Każdy musi znaleźć swoją własną równowagę. Ludzie chętnie chodzą na skróty, mają nadzieję, że jakiś ekspert albo na przykład przyjaciel powie im, co jest dla nich dobre. Ale nikt nie będzie lepszym ekspertem od ciebie; nikt nie może cię tu wyręczyć. To staram się przekazać osobom, które do mnie przychodzą. Muszą nauczyć się same decydować, co jest dla nich w danym momencie dobre; znaleźć swoją własną receptę.

 

Dlaczego tak łatwo jesteśmy skłonni uwierzyć w to, że ktoś inny zna lepszą receptę na nasze życie od nas?

Paulina Czapska: Taką postawę mogą przejawiać osoby, które jako dzieci nie miały wystarczającego wsparcia w uczeniu się rozpoznawania, nazywania i realizowania swoich potrzeb.

Anna Szapert: Czyli tak zwane grzeczne dzieci, które w Polsce uwielbiamy.

Paulina Czapska: To te wszystkie dzieci, którym rodzice mówili: „załóż sweter, bo zmarzniesz”. Nawet jeśli dziecko odpowiadało: „nie jest mi zimno”, mama, tata czy babcia i tak wiedzieli lepiej. Oczywiście do pewnego momentu rodzic ma obowiązek decydować za dziecko, na przykład wtedy, gdy niemowlak nie może jeszcze sam zakomunikować, czy jest mu ciepło czy zimno. Jednak później rodzic powinien stopniowo usamodzielniać dziecko. W Polsce to mało popularny pogląd. Najchętniej powiedzielibyśmy dzieciom (nawet tym dorosłym!), co mają czuć, co robić, jak mówić, jak wyglądać.

Anna Szapert: Rodzice chcieliby kontrolować emocje dzieci. Mówią na przykład notorycznie: „nie płacz”. A przecież jeśli dziecko płacze, to znaczy, że ma jakiś powód; musi pozbyć się napięcia.

Paulina Czapska: Nasze ciało ma nam naprawdę wiele do powiedzenia. Klienci opowiadają mi na przykład, że nie mogli złapać oddechu, podejrzewali, że mają astmę, a lekarz powiedział im, że ich problemy mają podłoże psychosomatyczne. Szkoda, że tak bardzo rozdzielamy myślenie od czucia. Uważam, że tak, jak warto ćwiczyć mięśnie, rozwijać intelekt, tak warto uczyć się rozpoznawania emocji i wyrażania własnych potrzeb.

 

No właśnie – w holistycznym podejściu do człowieka ważna jest równowaga między umysłem a ciałem. Przeważnie to ciało pierwsze daje nam znać, że coś jest nie tak. Nie możemy zasnąć, nie mamy apetytu czy siły na to, by wstać z łóżka – to wszystko znaki ostrzegawcze. Jak wsłuchać się w ciało, odbierać nawet drobne sygnały płynące do nas z jego strony i zbudować z nim dobry kontakt?

Anna Szapert: Model medyczny, do którego przywykliśmy na tak zwanym Zachodzie, dzieli ciało na odrębne części. Człowiek zaczyna przypominać maszynę – gdy popsuje się jeden trybik, trzeba go naprawić. Tymczasem, żeby w ogóle zacząć szukać kontaktu ze swoim ciałem, trzeba uświadomić sobie, że ciało i umysł są połączone. Ja nie nazywam osób, które do mnie przychodzą pacjentami, bo paradygmat medyczny zakłada, że skoro jesteś pacjentem, to przychodzisz do kogoś, ponieważ jesteś chory. A skoro jesteś chory, trzeba cię leczyć. Ja lubię patrzeć na to w trochę inny sposób. To, co wydarza się z nami na poziomie ciała czy umysłu jest nierozerwalnie związane i przede wszystkim: jest to komunikat, że coś zostało zaburzone w całym systemie, a nie miejscowo. Zawsze kiedy mówię o kontakcie z ciałem, myślę sobie, że z jednej strony to bardzo ważny temat, z drugiej przecież tak codzienny i banalny, że aż ciekawe jest to, że o tym kontakcie z ciałem musimy sobie w ogóle przypominać! Pierwszy krok to właśnie przypomnienie i uświadomienie sobie, że mieszkamy w ciele, że oddychamy, że ciało drga, że cały czas go dotykamy, ustawiamy w jakiejś pozycji. Dzieci interesują się swoim ciałem, głaskają je, dotykają; jest to dla nich bardzo naturalne. Dorośli w pewnym momencie zamieszkują w swoich głowach i przestają rejestrować mowę własnego ciała. Potrafią zapomnieć, że przez cały dzień nic nie jedli. Często większą uwagę poświęcają ciału partnera niż swojemu własnemu. Nasz system wartości i wzorce narzucane przez kulturę nie są dla ciała zbyt łaskawe. Wyjście w środku spotkania, aby coś zjeść albo pójść spać wydaje się skrajnie nieprofesjonalne i dziwaczne, a opowiadanie o podstawowych potrzebach ciała często wstydliwe. Ale przecież żyjemy w naszych ciałach i nie możemy od nich uciec. Sensowniej to chyba zaakceptować niż traktować naszą cielesność jako ułomność; klątwę, którą rzuciła na nas natura.

Tak, jak warto ćwiczyć mięśnie, rozwijać intelekt, tak warto uczyć się rozpoznawania emocji i wyrażania własnych potrzeb. 

Ostatnio panuje moda na tak zwaną filozofię mindfulness, często jednak podawaną w zmacdonaldyzowanej wersji. Wydaje mi się, że dziś skracamy, co tylko możemy i idee zastępujemy sobie hasłami – na przykład popularnym „keep calm”.

Anna Szapert: To prawda, że największe triumfy święci dziś takie fastfoodowe, uproszczone myślenie. Szczerze mówiąc, mam jednak sporo szacunku nawet do takich haseł. W końcu lepsze 5 minut uważności dziennie niż nic. Myślę, że to dobry początek. Dziś coraz więcej mówi się o uważności. Uczenie się jej zaczyna się przecież po prostu od momentu, w którym uznamy, że uważność jest ważna i czemuś służy; że to sposób bycia w świecie na co dzień, cały czas. Zaczyna się od zauważania, że gdy coś się dzieje z moim ciałem, może niekoniecznie trzeba je nakarmić tabletkami. Hasła reklamowe przyprawiają mnie o zgrozę. Jestem przerażona tym, jak bardzo w Polsce promuje się niezdrowe podejście do ciała: boli cię – znieczul to tabletką, jest ci źle – łyknij coś. Nasza lekomania to ta sama strategia ucieczki, co sięganie po alkohol czy narkotyki. Mało kogo interesuje, dlaczego ktoś źle się czuje. Łatwiej jak najszybciej odciąć się od problemu.

Paulina Czapska: Oczywiście jesteśmy zwolenniczkami leczenia się. Jeżeli ktoś na przykład chronicznie nie może spać – a jest to bardzo niebezpieczne i wykańczające dla organizmu –  to tabletka może być ratunkiem, czasem trzeba od niej zacząć. Jednocześnie zachęcamy, żeby ta tabletka nie była ostatecznym rozwiązaniem.

 7 inteligencja emocjonalna wywiad enter the room rozmowa

Co powinno być więc rozwiązaniem?

Anna Szapert: Mój przyjaciel, który jest kardiologiem i psychoterapeutą jednocześnie opowiada mi o tym, że dla jego pacjentom cierpiącym na poważne dolegliwości związane z sercem jedyną dobrą radą jest gruntowna zmiana trybu życia. Tylko że ludziom takie wyjście się nie podoba, bo jest za trudne. Przyzwyczailiśmy się do rozwiązań natychmiastowych, wydaje nam się, że łykniemy odpowiedni lek i będzie po problemie. Gdybyśmy jako kraj inwestowali więcej w higienę emocjonalną, prewencję i edukację, bardzo szybko odciążyłoby to naszą opiekę zdrowotną. Z Pauliną staramy się wypełniać w pewnym sensie lukę systemową, edukacyjną, ponieważ o inteligencji emocjonalnej nie mówi się raczej ani w domu, ani w szkole. Wiedza o naszych emocjach jest równie niezbędna, co elementarz, a jednak z jakiegoś powodu nie trafia do powszechnego obiegu. A gdyby do niego trafiła, odbyłoby się to nie tylko z korzyścią dla jednostek, ale i dla całego systemu. Wciąż słychać o tych samych problemach – jak zniwelować kolejki, jak zreformować służbę zdrowia? A nie myślimy o tym, że może to nasze podejście do ciała wymaga redefinicji. Zapominamy też, że bardzo często ludzie przychodzą do lekarzy przede wszystkim po uwagę. To jest kolejna rzecz, której nam brakuje – zatrzymania się i pobycia z drugim człowiekiem, tego, że ktoś się nami zajmie i zainteresuje. Nie w pośpiechu, nie na skróty.

 

Na początku mówiłyśmy o tym, że właśnie teraz ludzie zaczynają szczególnie interesować się inteligencją emocjonalną. Tylko czy rzeczywiście ludzie z pokolenia Y albo Z mają lepiej wykształconą inteligencję emocjonalną niż ich rodzice i dziadkowie? A może przez to, że żyją mocniej zakorzenieni w świecie wirtualnym, są jednak dalej od swoich emocji?

Paulina Czapska: Nie znam badań na ten temat. Istnieją natomiast badania, które pokazują, że nawet jeżeli jesteśmy bardzo aktywni w sieci, nadal służy nam to przede wszystkim, by utrzymywać kontakty realne.

Anna Szapert: Paulina mówi tutaj o aktywnym korzystaniu z mediów społecznościowych, ale trzeba pamiętać także o ludziach, którzy korzystają z internetu inaczej – uzależniają się na przykład od gier czy seriali. Wtedy mówimy o odcięciu się, takim samym jak ucieczka w używki. Internet oferuje nam inny, alternatywny świat, w którym tak łatwo jest być kimś innym. Myślę jednak, że wszystko to, co funkcjonuje w wirtualnym świecie, jest tylko rozwinięciem naszych potrzeb oraz fascynacji odmienną rzeczywistością. Uciekania od tego, co tu i teraz nie wymyślono przecież w XXI wieku. Zawsze posługiwaliśmy się wyobraźnią, uciekaliśmy z jej pomocą od codzienności. I nie jest to zły mechanizm, ale nadużywany może stać się niebezpieczny.

Paulina Czapska: Wirtualny świat został przecież stworzony przez ludzki umysł i jest w pewien sposób odzwierciedleniem naszego „wewnętrznego oprogramowania”. Może w napięciu zaglądamy na Facebooka i sprawdzamy co chwila, ile mamy lajków, ale nasi rodzice mogli podobnie wyczekiwać momentu aż ktoś ich zauważy, pochwali. Zmienił się sposób komunikacji, ale nie zmieniła się potrzeba.

Nasz system wartości i wzorce narzucane przez kulturę nie są dla ciała zbyt łaskawe. Wyjście w środku spotkania, aby coś zjeść albo pójść spać wydaje się skrajnie nieprofesjonalne i dziwaczne, a opowiadanie o podstawowych potrzebach ciała często wstydliwe. Ale przecież żyjemy w naszych ciałach i nie możemy od nich uciec.  

Czy można mówić, że ten sposób komunikacji jest gorszy, mniej naturalny?

Anna Szapert: Nie można traktować internetu jako źródła wszelkich niekorzystnych zmian w komunikacji. Sieć niesie też przecież za sobą wiele korzyści! Myślę sobie na przykład o tym, że mogę za darmo porozmawiać z mamą na odległość przez Skype’a. Mogę nie tylko usłyszeć jej głos, ale i ją zobaczyć. To pomaga budować i utrzymywać więzi. Dużo moich znajomych terapeutów mówi o tym, jak ważnym narzędziem stał się internet dla Polaków emigrujących. I nie mówię tu tylko o utrzymywaniu kontaktów z rodziną, ale również o tym, że emigranci mogą skorzystać z pomocy coacha czy terapeuty przez Skype’a. Na miejscu, na przykład w Norwegii, mogłoby być to dla nich bardzo drogie, pojawiała się też bariera językowa.

 

Wszystko zależy więc od tego, jak z internetu korzystamy?

Anna Szapert: Pytanie, czy internet jest naszą ucieczką albo może substytutem czegoś? Dziś narzekamy na to, że dzieci są uzależnione od smartfonów i komputerów.  Myślę, że problem jest nie z dziećmi a z rodzicami. Kiedy dziecko dostaje czas i uwagę od rodzica, zawsze wybierze tego żywego człowieka. Trzeba się zastanowić, jaką potrzebę to dziecko realizuje korzystając z komputera? Jak ja, jako rodzic mogłabym go wesprzeć. Może rzeczywistość wokół nas dynamicznie się zmienia, ale podstawowe emocjonalne potrzeby pozostają takie same.

Projekt, który niedawno przygotowywałyśmy dotyczył pokolenia Y – tak zwanych milenialsów. Kiedy przygotowywałyśmy plan naszej pracy ze studentami, usłyszałyśmy, że nasze pomysły są zbyt ambitne; że ci ludzie oczekują tylko szybkich, łatwych zadań. Takie jest przekonanie starszego pokolenia na temat pokolenia Y. Uważajmy na takie przekonania. Jeżeli jestem na przykład nauczycielem i z góry zakładam, że moi uczniowie się nie skoncentrują i są leniwi, na pewno tacy właśnie będą. Wtedy sama pomagam temu się ziścić. Wydaje mi się, że starając się szukać sposobów na pracę z młodszymi ludźmi, bierzemy pod uwagę różnice językowo-percepcyjno-światopoglądowe, ale często zakładamy też, ci młodsi ludzie są również mniej ambitni albo że nie zrozumieją pewnych złożonych treści. A takie założenia są bezsensowne. Może jest to kwestia dostosowania komunikatu, może trzeba sformułować go inaczej? Mam głębokie przekonanie, że tematy, nad którymi z Pauliną pracujemy – warsztaty pracy z pieniędzmi, snem, czasem, ciszą – to tematy, które nie są za ambitne dla nikogo i że można mówić o nich na różnym poziomie. Możemy dotykać teorii filozofów, psychologów czy artystów, trzeba tylko przekazać je w ten sposób, by mogły kogoś zainteresować. Lubię w naszej pracy właśnie to, że sięgamy po uniwersalne zagadnienia, nad którymi ludzie pochylali się od wieków.

Paulina Czapska: To, o czym mówimy, to tak naprawdę sokratejska rzecz. Z tym, że Sokratesowi chodziło o samą stymulację przez rozmowę, a my zachęcamy do pójścia o krok dalej i wprowadzania w swoim życiu zmian, szukania lepszych rozwiązań.

Anna Szapert: Zmienił się język, którym się posługujemy, by opisać różne sprawy, ale ludzie od zawsze wiedzieli, że rozmowa pomaga.

 

*ANNA SZAPERT jest coachem, edukatorką i psychoterapeutką. Od ponad 10 lat wspiera ludzi w zdobywaniu nowych kompetencji i dokonywaniu zmian na poziomie osobistym i zawodowym. Pracuje w języku polskim i angielskim, m.in. prowadzi sesje coachingu językowego umożliwiającego połączenie rozwoju kompetencji językowych oraz rozwoju osobistego. Organizuje i tłumaczy warsztaty zagranicznych coachów i psychoterapeutów. Ukończyła szereg szkoleń coachingowych i psychoterapeutycznych (m.in. certyfikat coacha MLC, artcoacha Norman Bennet).  Jest w trakcie szkolenia licencyjnego Polskiego Towarzystwa Psychologii Procesu i Rocznego Kursu Terapii Gestalt dla Profesjonalistów. 

*PAULINA CZAPSKA jest edukatorką. Od ponad 10 lat wspiera osoby indywidualne i organizacje w poszerzaniu kompetencji zawodowych i osobistych. W pracy wykorzystuje m.in. podejście skoncentrowane na rozwiązaniach (PSR), teorię równoważenia perspektyw czasowych i wiedzę z obszaru neuropsychologii. Jest autorką programów społeczno-kulturalnych i wieloletnią członkinią Zarządu Towarzystwa Inicjatyw Twórczych "ę". Ukończyła Szkołę Coachów przy Erickson International i Wszechnicy UJ oraz Szkołę Trenerów Wszechnicy UJ. Jest w trakcie Rocznego Kursu Terapii Gestalt dla Profesjonalistów oraz kursu I stopnia Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (TSR).  

Dziewczyny działają wspólnie w ramach FUTURE SIMPLE

5 inteligencja emocjonalna wywiad enter the room rozmowa

Fot. Marcos Rodriguez Velo dla enter the ROOM

Wybór Enter The Room

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items