Jak zmieniał się stosunek polskich kobiet do ich seksualności od lat 80. do dziś? Jakie podejście do ciała proponuje nam Agnieszka Smoczyńska w „Córkach Dancingu” i dlaczego jej film to historia inicjacyjna? Dlaczego dziś tak bardzo pociągają nas syreny, wampiry i inne baśniowe stwory i co może mieć to wspólnego z sytuacją polityczną i nastrojami społecznymi? O tym wszystkim rozmawiamy z reżyserką Agnieszką Smoczyńską. 

Ostatnio wszelkie mitologiczne i baśniowe stwory przeżywają, jeśli nie drugą, to przynajmniej kolejną młodość. Pojawiają się w teledyskach, serialach, ale i ambitniejszych produkcjach – np. u Jarmuscha w „Tylko kochankowie przeżyją”, u Any Lily Amirpour w „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” czy w twoich „Córkach Dancingu”. Skąd dziś ta wzmożona potrzeba, by opowiadać o rzeczywistości, odwołując się do archetypów i budując alternatywne światy?

Agnieszka Smoczyńska: Nie wiem, powiedz mi. Ja uczyniłam bohaterkami mojego filmu syreny intuicyjnie; nie myślałam, że teraz jest na to dobry czas. Później Asia Rożen, szefowa programowa Kino Polska, zwróciła mi uwagę, że rzeczywiście tworzenie alternatywnych światów jest dziś w kulturze bardzo powszechne. Jako przykład tej tendencji można wymienić choćby takie seriale, jak „Gra o tron” czy „True Blood”. Te wszystkie produkcje odwołują się właśnie do archetypów w kulturze. Ponoć powodów takiej fascynacji jest kilka. Po pierwsze – potrzeba powrotu do źródeł. Po drugie – infantylizacja kultury. Myślę, że od setek lat opowiadamy baśnie i odwołujemy się do archetypów. Dziś wiele tematów traktujemy bardziej dosłownie, co niekoniecznie oznacza, że je spłycamy. Jeśli spojrzysz na przykład na historię Kopciuszka, przypomnisz sobie animację Disneya z lat 50., ale też film „Pretty woman” z lat 90. Podejrzewam, że dziś ktoś chętnie opowiedziałby tę historię w zupełnie inny sposób, już niekoniecznie w konwencji komedii romantycznej. Kultura popularna zawsze przygarniała bajkowe postaci i straszyła potworami. Dziś coraz więcej twórców chce opowiadać o tych postaciach bez ich infantylizowania. Dobrać się głębiej do tych różnorodnych stworów, szukać prawdziwszej, często mrocznej i nieoczywistej strony tych postaci, odczarować archetypy. Te postaci nie muszą być już przerysowane, słodkie, przystępne czy ładne. Ja na przykład opowiadając o syrenach jako hybrydach, które łączą w sobie zarówno cechy ludzi, jak i potworów, chciałam opowiedzieć o naturze człowieka. Myślę też, że kolejnym powodem, dla którego tak chętnie uciekamy dziś od rzeczywistości jest fakt, że narracja realistyczna jest obecnie narzędziem dla każdego, wystarczy mieć swój kanał na YouTube czy konto w mediach społecznościowych. Jesteśmy z każdej strony bombardowani informacjami, co może przytłaczać. Dlatego chętnie uciekamy od realizmu czy nawet naturalizmu, a pisarze, twórcy filmowi czy teatralni, sięgają po metafory, by nie odtwarzać dosłownie świata, który nas otacza.

5 crki dancingu smoczyska wywiad kino film 

Istnieje też teoria, zgodnie z którą zatapiamy się w nierealistycznych historiach, gdy budzi się w nas wzmożona potrzeba eskapizmu ze względu na polityczne problemy, kryzysy gospodarcze itp. Fantastyczne historie często cieszyły się popularnością właśnie w trudnych momentach historii. Czy dzisiejsze problemy – na przykład wojna w Syrii, terroryzm albo nie tak dawny kryzys ekonomiczny – mogą być powodem takiej ucieczki?

Agnieszka Smoczyńska: Rzeczywiście ludzie nieraz szukali ukojenia w bajkowych opowieściach, a twórcy budowali nierealne światy, które doskonale oddawały te całkiem realne napięcia. To właśnie podczas drugiej wojny światowej Tove Jansson pisała o Muminkach, a Tolkien stworzył „Władcę Pierścieni”. Można zobrazować zło, które siedzi w ludziach, tworząc filmowe czy książkowe potwory. Natomiast wydaje mi się, że nasza dzisiejsza fascynacja światem fantazji w większym stopniu może być spowodowana zmęczeniem technologiczną współczesnością niż chęcią odcięcia się od politycznych zawirowań.

[Za oknem kawiarni zauważmy Joannę Rożen, która pojawia się w idealnym momencie. Jak za dotknięciem magicznej różdżki. W końcu rozmawiamy o baśniowym świecie, więc – choćby chwilowo –   wszystko jest możliwe. Rożen dołącza do naszej rozmowy.]

 

Agnieszka Smoczyńska [zwraca się do Joanny Rożen]: Właśnie o tobie rozmawiałyśmy. Opowiadałam o tym, jak zwróciłaś mi uwagę na to, że odnoszenie się do archetypów jest dziś w kulturze bardzo powszechne. Ola zapytała mnie, dlaczego ta tendencja jest dziś tak mocno obecna i czy może wpływać na to sytuacja polityczna.

Joanna Rożen: Gdy panuje duży chaos i następuje radykalizacja bieżącego życia, a z miesiąca na miesiąc rzeczy, które wydawały ci się niemożliwe, jednak się dzieją, kino, jak i ogólnie kultura, powinny mówić nam, gdzie jest pion. W takich momentach przełomu kultura powinna dawać nam wskazówki, ale również koić nerwy i często robi to, przenosząc nas właśnie w alternatywne światy. Obecnie, ze względu na terroryzm i zaostrzenie społecznych nastrojów, odczuwam silną potrzebę, by kultura łagodziła sytuację. Przeżywaliśmy już radykalizację społeczną przed rokiem 1939, więc powinniśmy być mądrzejsi. Kultura powinna robić, co tylko w jej mocy, by uspokoić ludzi, uśpić demony, które zostały już wywołane, wskazać ludziom właściwy kierunek, uczyć ich tolerancji. Nawet gdy jechałam do Wrocławia pociągiem, trafił nam się w przedziale taki „mały Breivik”. Przebrał się za żołnierza i udawał, że robi zamach na wagon. Myślę, że podobnych zachowań może być w najbliższym czasie więcej.

1 crki dancingu smoczyska wywiad kino film 

Czyli baśniowe przestrogi, podawane w prosty sposób, mogą się dziś przydać?

Joanna Rożen: Zdecydowanie. Zło od zawsze siedzi w ludziach, więc jeśli się niepotrzebnie pogrzebie i wyciągnie je na wierzch, ono z ludzi wychodzi. Dlatego kultura powinna dostarczać w takich trudnych momentach pozytywnych wzorców. 

[Joanna Rożen żegna się z nami i biegnie na kolejny pociąg. Oby tym razem trafiła na wagon bez „małych Breivików”.]

 

Mówiłyśmy już o odnoszeniu się do archetypów i baśni. W „Córkach Dancingu” nawiązywałaś jednak do różnych konwencji gatunkowych – z jednej strony do horrorów, z drugiej do musicali. W twoim filmie można też dopatrzyć się śladów greckiej tragedii. Obchodzisz się z bohaterami dość okrutnie, nie dajesz im szczęśliwych zakończeń. Skąd pomysł, by nawiązać do niepopularnych w Polsce gatunków?

Agnieszka Smoczyńska: „Córki Dancingu” miały bazować na biografii sióstr Wrońskich, które napisały piosenki i muzykę do tego filmu, ale ostatecznie siostry się na to nie zgodziły. Dlatego scenarzysta Robert Bolesto, wpadł na pomysł, by głównymi bohaterkami uczynić syreny, które miały spełniać rolę metafory. Takiej maski ochronnej, za którą mogliśmy się jako twórcy schować i opowiedzieć o czasie naszego dzieciństwa. Gdy zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, jak pokazać syreny, zaczęliśmy docierać do różnych tekstów kulturowych. Pamiętaliśmy z liceum syreny Homera, które śpiewały i pożerały. To syreny narzuciły nam więc gatunki. Bardzo się tych gatunków bałam i zdawałam sobie sprawę z tego, że nie ma w Polsce tradycji robienia horrorów czy musicali, a wręcz każdy mówił mi, że to niemożliwe, by zrobić u nas taki film dobrze. Ja się jednak na te syreny uparłam. Teresa Torańska mówiła kiedyś, że forma jej reportaży narzucana jest przez bohaterów. Ja również pozwoliłam na to, by to syreny narzuciły nam formę.

2 crki dancingu smoczyska wywiad kino film 

Powiedziałaś, że jako twórcy opowiadaliście w filmie o czasach waszego dzieciństwa. Czy w „Córkach Dancingu” znalazło odzwierciedlenie dużo sytuacji, które pamiętasz z własnego okresu dojrzewania?

Agnieszka Smoczyńska: Tak, oczywiście! W filmie znalazło się bardzo wiele elementów, które pamiętam z dzieciństwa i okresu dojrzewania. Kiedy dorastasz, czegokolwiek nie robisz, wydaje ci się, że stawką jest śmierć lub życie. Nie masz doświadczenia, które pozwoliłoby ci się zdystansować. Nie masz żadnego bufora ochronnego przed emocjami. Ponieważ przeżywasz wszystko po raz pierwszy, nie wiesz, jak się zachować. Ja też jako nastolatka nie miałam tego dystansu do życia. Pamiętam, jak wydawało mi się, że chłopak, w którym byłam zakochana był całym moim światem; że jeśli ten chłopak zniknie, zniknie też cały mój świat. Historia przedstawiona w „Córkach Dancingu” to zdecydowania historia inicjacyjna. Dla syren inicjacją jest wszystko – pierwsze kroki, pierwsze wypowiedziane słowa, pierwszy wypalony papieros czy łyk alkoholu, pierwsze spojrzenia na chłopaka, pierwszy nieudany seks z tym wymarzonym chłopakiem, krew podczas tego seksu. Kiedy dorastasz i poddajesz się uczuciu,  to uczucie staje się ważniejsze od ciebie samej. Tak jest z naszą Srebrną. Poświęca siebie i swoją prawdziwą naturę, pozbywa się ogona, który może wydawać się wstydliwy czy nawet obleśny, bo wydaje jej się, że właśnie ten ogon sprawia, że nie jest ona pełnowartościową dziewczyną. Srebrna ucina ogon, by stać się kobietą – taką jakiej chciałby jej wybranek. Wyzbywa się siebie. A to przynosi jej zgubę.

 

Bardzo podobało mi się w twoim filmie to, że inicjacja przebiegała tak brutalnie, wręcz okrutnie. Bo te wszystkie pierwsze miłosne czy seksualne doświadczenia rzeczywiście bywają dla kobiet ekstremalne. Ty mogłaś zauważyć to lepiej jako reżyserka kobieta.

Agnieszka Smoczyńska: Tak, bo inicjacja jest brutalna. Pamiętam te emocje, które towarzyszą pierwszemu uczuciu. Można się w nich zatracić, sprawiają, że stajesz się całkowicie bezbronna. Stworzono wiele pięknych historii o inicjacji, na przykład w „Pierwszym kroku w chmurach” Marka Hłaski. Jednak u Hłaski rzeczywiście bardzo ważny jest chłopak, a dziewczyna zostaje poniżona. Kręcąc „Córki Dancingu” chciałam opowiedzieć o dorastaniu z perspektywy kobiet.

 

Myślę, że „Córki Dancingu” to w ogromnej mierze film o kobiecej seksualności. Z jednej strony odsyła nas on do czasów, w których dzieje się akcja, czyli do PRL-u, do lat 80. Z drugiej strony to obraz uniwersalny, bo jak rozmawiałyśmy, doświadczenia syren możemy z łatwością przyrównać do swoich, niezależnie od tego, ile mamy lat. Jak myślisz, na ile podejście polskich kobiet do ich seksualności zmieniło się od lat 80.?

Agnieszka Smoczyńska: Myślę, że od lat 80. zaszła pod tym względem ogromna zmiana. Dziś dla wielu kobiet seksualność nie jest już czymś wstydliwym. Czesław Miłosz pisał kiedyś o tym, że żyjemy w kraju katolickim i w związku z tym dorastające tu dziewczyny dostają albo bardzo katolickie wychowanie (zgodnie z którym mówi im się, że ich ciało jest grzeszne, że powinny być czyste i niewinne) albo ulegają pornograficznemu podejściu do ciała serwowanemu przez media. Panowała totalna dwubiegowość, absolutny rozszczep. Jeśli pokazywało się nagie ciało, musiało być to prowokujące. Myślę, że dziś kobiety czują, że mają więcej alternatyw. W „Córkach Dancingu” chciałam pokazać właśnie, że nagie ciało nie musi być ani wstydliwe, ani wulgarne; że istnieje przestrzeń między tymi dwoma skrajnościami i jest nią naturalność.

6 crki dancingu smoczyska wywiad kino film 

Ta nagość u syren jest jakby kolejnym kostiumem, częścią ich natury.

Agnieszka Smoczyńska: Tak. Nagie ciało jest piękne i nie musi budzić obscenicznych skojarzeń.

 

Wspominałaś o tym, że żyjemy w kraju katolickim i że narzucane nam przez lata wzorce kazały traktować ciało jako grzeszne. Mówiłyśmy o tym, że podejście do seksualności w ostatnich dekadach zmieniło się na lepsze, ale przecież dziś znów religia zaczyna mocno przenikać do sfery publicznej, która się radykalizuje. Ostatnio pojawił się pomysł całkowitego zakazu aborcji czy ograniczenia dostępu do środków antykoncepcyjnych. Jak to wszystko wpłynie na podejście do ciała dorastających dziś dziewczyn?

Agnieszka Smoczyńska: Myślę, że ta radykalizacja jest bardzo zła. Mam nadzieję, ze nie da się już zrobić tego kroku wstecz w świadomości, choć bardzo wiele zależy tu od konkretnych rodzin, w których wychowują się dziewczyny. Ja też mam córkę w okresie dojrzewania, ma 12 lat. Jak będzie wyglądać rzeczywistość, w której przyjdzie jej dorastać? Martwię się. Jednocześnie świata nie da się cofnąć. Nie żyjemy w średniowieczu. Na szczęście. Choć niektórzy wyraźnie chcą, by średniowiecze wróciło. Myślę, ze ta radykalizacja zaowocuje u dziewczyn buntem. Oby tylko był to bunt przejawiający się w tym, że dziewczyny będą chciały walczyć z narzucanymi im wzorcami, aktywizować się, udzielać społecznie, a nie na przykład naruszając granice intymności, nagrywając się i pokazując swoje nagie ciało w internecie. Oby ten drugi, wulgarny, wyuzdany biegun, o którym wspominałyśmy, nie był dla młodych dziewczyn jedyną ścieżką i formą buntu. Z pewnością mamy dziś przed sobą ogromną pracę do wykonania.

7 crki dancingu smoczyska wywiad kino film

Fot. materiały prasowe

Wybór Enter The Room

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items