Jak powinna wyglądać prokobieca polityka? Czy to, co robi obecny rząd, ma w ogóle z nią coś wspólnego? I jak jest być kobietą w zmaskulinizowanym świecie polityki? Te i inne pytania zadaliśmy Barbarze Wycisk i Katarzynie Paprocie – dziewczynom z partii Razem.

Polki nie od dziś mają pod górkę. Z jednej strony wymaga się od nich, żeby były aktywne zawodowo, bo przecież zajmowanie się dziećmi i domem to według niektórych taka łatwizna, że za pracę uznać jej nijak nie można. Z drugiej, rząd i społeczeństwo chcą, żeby miały dzieci, i to nie jedno, bo jedno mają egoistki. Oczywiście najlepiej urodzone bez znieczulenia, siłami natury i po ślubie, który należy wziąć zaraz po studiach, albo jeszcze w ich trakcie. Gdzie w tym wszystkim miejsce na własne pasje? Co, jeśli Polka wcale nie chce być Matką Polką, a zamiast (albo oprócz tego) woli wziąć sprawy w swoje ręce i zawalczyć o lepsze jutro dla siebie i przyszłych pokoleń?

Kobiet polityczek wciąż jest zdecydowanie za mało. Być może właśnie dlatego polityka prokobieca wygląda tak, jak obecnie. Bo czy można za nią uznać dawanie 500 zł miesięcznie na dziecko tylko rodzinom posiadającym więcej niż jednego potomka, i to wyłącznie tym, które w świetle polskiego prawa uważane są za rodziny? Bo przecież „chłopak, dziewczyna, normalna rodzina”, więc matkom samotnie wychowującym jedno dziecko pieniądze od państwa się nie należą. Potwierdzają to słowa Barbary Wycisk: „W obecnym stanie to nie jest wcale reforma kierowana do kobiet. Jestem wielką zwolenniczką świadczeń na dzieci, ale na wszystkie dzieci, a nie na dzieci od drugiego dziecka czy te z pełnych rodzin.” Wtóruje jej Katarzyna Paprota, która, choć podkreśla emancypacyjny wpływ tego świadczenia powalającego wielu kobietom odejść od przemocowego partnera czy zrezygnować z pracy, w której są wyzyskiwane, również uważa, że pieniądze powinni dostawać wszyscy rodzice. „Budżet państwa by to wytrzymał, jeżeli rząd na serio zająłby się ściąganiem podatków CIT i VAT, realnie uderzył w oszustów podatkowych. Gdyby świadczenie dostawały wszystkie dzieci, osobom pobierającym je przestałoby się przyklejać różne etykietki w stylu „patologii przepijającej 500+”. W momencie, gdy świadczenie pobierają wszyscy, mniej kogokolwiek interesuje, czy zostaje ono przeznaczone na tanie wino marki wino, prosecco czy piwo kraftowe z piwniczki na Warmii” – mówi i przekonuje, że badania wykazują, że większość pieniędzy z 500+ i tak jest przeznaczana na potrzeby dzieci, takie jak książki czy buty.

1 polityczki

Jednak czy te paręset złotych wystarczy, żeby kobiety chciały być matkami? I co zrobić, żeby wiedziały, że bycie matką to nie jedyny sposób na szczęśliwe i satysfakcjonujące życie? Żeby w pracy były cenione i wynagradzane na równi z mężczyznami? Dziewczyny, które zapytałyśmy o zdanie są zgodne – jeśli chcemy, żeby polityka była prokobieca, powinniśmy pozwolić zająć się nią kobietom. Tymczasem wywalczone z trudem parytety zapewniają nam zaledwie 30% miejsc w parlamencie i ten odsetek nie wzrasta. „Nawet w bardzo równościowych organizacjach aktywność kobiet to mniej więcej jedna trzecia udziału w debacie jesteśmy systemowo zniechęcane do aktywności politycznej, nie pomagają też w tym mężczyźni, pozbawieni wątpliwości w swoje kompetencje”  mówi Katarzyna Paprota i dodaje, że Razem jako jedyna partia w wyborach wystawiła pełen „suwak”, czyli naprzemiennie na listach kobiety i mężczyzn, dzięki czemu 20 z 41 pierwszych miejsc na listach zajęły kobiety. „Na każdym szczeblu we władzach mamy parytet – nie ma takiej możliwości, żeby gdzieś w Polsce powstał okręg Razem bez reprezentacji kobiet we władzach. Prowadzimy również od wielu już miesięcy kampanię  Kobiety do polityki” – tłumaczy, a Barbara Wycisk dodaje, że Razem gwarantuje kobietom 50% miejsc we wszystkich organach partyjnych. „Jeśli chcemy mieć w Polsce prokobiecą politykę, to musimy najpierw mieć miejsce dla kobiet w polityce, a do tego z kolei potrzeba, by ci panowie, którzy z Sejmu nie wyszli od 30 lat, zrobili nam trochę miejsca i zaczęli szanować nasz głos i poglądy” – mówi. A im więcej kobiet w polityce, tym większa szansa na obecność takich, które będą skupione na tym, żeby Polkom żyło i pracowało się lepiej. Szansa, bo płeć wcale tego nie gwarantuje: „W tej chwili mimo obecności kobiet polska polityka pomija aspekt kobiecy: nie walczy o lepszy los sfeminizowanych zawodów (jak pielęgniarki czy nauczycielki), nie porusza tematu alimentacji; całkowicie pomija kobiety nieheteronormatywne w ich prawie do równości małżeńskiej i macierzyństwa, nie dba o równouprawnienie przy urlopach rodzicielskich, a prawa reprodukcyjne spisuje pod dyktando katolickich fundamentalistów” – przekonuje Katarzyna Paprota.

Barbara Wycisk tłumaczy natomiast, że nie da się stworzyć dobrej polityki prokobiecej nie robiąc całościowej polityki, która ma na celu eliminowanie ubóstwa, które bardzo często dotyczy właśnie kobiet. „Myślę, że dobra polityka prokobieca to polityka całościowa, a nie tylko uniwersalne wartości, o które należy walczyć, jak prawo do legalnej aborcji, antykoncepcji, badań czy sprawiedliwej opieki zdrowotnej. Jeśli chcemy mieć dobrą politykę prokobiecą, to musimy oprócz intelektualnych wywodów feministek, które bardzo cenię i szanuję, zacząć też myśleć o kobietach z klasy robotniczej, o prawie do żłobków. Myślę, ze dobra polityka prokobieca powinna się zacząć od tego, żeby w każdej gminie były żłobki” – przekonuje.

2 polityczki

Oprócz braku całościowej polityki prokobiecej, wielkim problemem jest też to, że obecny rząd robi wszystko, żeby ograniczyć Polkom prawa reprodukcyjne. Katarzyna Paprota nie ma złudzeń w kwestii przedmiotowego traktowania kobiet przez PiS: „Obecny rząd nienawidzi kobiet. Widzi w nich tylko inkubatory. I nie cofnie się przed niczym, by zakazać aborcji, antykoncepcji, in vitro i edukacji seksualnej". Barbara Wycisk uważa, że sprowadzanie kobiet do podrzędnych ról to praktyka stosowana od lat przez rządy na całym świecie: „Ten, kto chce budować autorytarne rządy, zwykle zaczyna od tego, że ogranicza prawa najsłabszym. Dlatego zaczyna od kobiet i tego, żeby sprowadzić je do mocno uprzedmiotowionej roli. To jest taktyka znana na całym świecie, prawicowe rządy zaczynają od tego, żeby niektórym grupom pokazać, jakie jest ich zdaniem ich właściwe miejsce w społeczeństwie” – mówi. Wynika z tego, że kobiety muszą się zjednoczyć. Akcje takie jak Czarny Protest pokazują dobitnie, że mamy siłę i razem możemy skutecznie walczyć o swoje prawa. Niestety wielu mężczyzn wciąż widzi w nas słabe istoty, które nie są zdolne przemawiać własnym głosem. Dlatego obecność kobiet w polityce jest tak ważna. Co prawda polityczkom nie jest łatwo, ale, jak przekonuje Barbara Wycisk, w Razem starania o dobry program dla kobiet idą w parze z poważnym traktowaniem feminizmu również wewnątrz partii. Parytety i suwaki to mechanizmy, dzięki którym zmienia się cała rzeczywistość polityczna, a kobiety utwierdzają się w przekonaniu o własnej sile i wartości. „Jeśli zrobi się kobietom miejsce na to, żeby działały tak jak chcą i miały własną polityczną agendę, a nie ograniczały się do zajęć organizacyjnych, wypełniania tabelek i organizowania demonstracji, to okazuje się, że mamy fantastyczne dziewczyny, które potrafią się tym wszystkim zająć” – przekonuje. Ale tak wspierająca partia to bańka, po wyjściu z której często przeżywa się szok. „Prócz kolegów z ławy sejmowej, traktujących pobłażliwie pomysły ulęgnięte w uroczych kobiecych główkach, jest cały ocean hejtu z internetu, włącznie z pogróżkami” – mówi Katarzyna Paprota i dodaje, że takiego podejścia nie sposób zmienić w rok czy dwa lata, jest natomiast nadzieja w konsekwentnej edukacji antydyskryminacyjnej od najmłodszych lat i walce z mową nienawiści. „Byłoby też doskonale, gdyby media zaczęły robić miejsce na ławce medialnej dla kobiet: stół pełen facetów dyskutujących o prawach kobiet to widok tyleż częsty, co przecież przekomiczny”  – zwraca uwagę Katarzyna Paprota i trudno się z nią nie zgodzić. Barbara Wycisk wielokrotnie spotkała się z dyskryminacją podczas debat międzypartyjnych, gdzie głos musiała sobie wywalczyć, grożąc opuszczeniem sali. Ale o ile przekonany o swojej wyższości członek Młodej Prawicy może mieć donośny głos, to dzięki odpowiedniej atmosferze w partii Barbara świetnie sobie z nim poradziła. „Nie miałabym takiej siły dwa lata temu, nie miałabym przekonania, ze potrafię brać udział w dyskusji na równych prawach, gdyby nie to, że w Razem doświadczyłam innego traktowania kobiet. To doświadczenie było tak silne, że teraz jeśli ktoś mi to odbiera, to reaguję buntem – przestańcie mi wchodzić w słowo!” – mówi. Barbara Wycisk przytacza też inną sytuację, która dobitnie pokazuje, jakie miejsce na scenie politycznej widzi dla kobiet większość mężczyzn. Jej przemówienie podczas debaty o uchodźcach, w którym broniąc ich wspomniała m.in., że wielu z nas ma w rodzinach bogatą historię przesiedleń, emigracji czy uchodźstwa, i za przykład postawiła swoich pradziadków, ukraińskich Ormian, spotkało się z bardzo dobrym przyjęciem. Niestety, nie wszyscy docenili jej erudycję. „W momencie, kiedy podeszły do mnie trzy bardzo wzruszone starsze panie, żeby podziękować i powiedzieć, że super, że są młodzi, fajni ludzie w polityce, podszedł do mnie również senator Fedorowicz, pogłaskał mnie po włosach i powiedział: „A, ty Ormiaszka, dlatego taka ładna!”. Bo przecież kobieta ma być przede wszystkim atrakcyjna, a jak za mądra i ma swoje zdanie, to tylko kłopot – takie myślenie jest niestety wciąż bardzo aktualne wśród wielu mężczyzn. „To jest kwestia bardzo mocno polityczna, że kiedy pojawiają się kobiety, zwłaszcza młode, które mają coś do powiedzenia, to nawet, jeśli to się spotyka z dobrym odbiorem ze strony publiczności, to ci starsi panowie jakoś nie mogą się z tym pogodzić. Mam wrażenie że pan Fedorowicz miał potrzebę, żeby sprowadzić mnie do takiej roli, w jakiej on chciałby mnie widzieć, bo przecież to on jest politykiem a ja tylko udaję, że jestem polityczką” – mówi Barbara.

Działalność polityczna nie jest łatwa dla nikogo. Jednak nie brakuje silnych i inteligentnych kobiet, które chcą zmieniać Polskę na lepsze. I choć wielu stara się je zakrzyczeć, one wierzą, że ich głos w końcu zostanie usłyszany. I dobrze, bo dziewczyny mają moc!

Fot. materiały prasowe 

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data