Z Alex spotykam się w Krakowie przed koncertem i warsztatami z reagowania na seksistowskie teksty, które zawsze chciała poprowadzić. Rozmawiamy o jej podejściu do ciała, trochę o polityce, a przede wszystkim – jaką rewolucję robi Siksa i dlaczego kobiety muszą krzyczeć.

ANNA PAJĘCKA: Jak narodziła się Siksa? Kiedy pomyślałaś, że czas wyjść na scenę i robić rewolucję?

ALEX: Zaczęło się, kiedy poznałam Buriego – to on zachęcał mnie, żebym zrobiła coś z tym, co piszę, a co nie było doceniane dotychczas przez moich najbliższych, w tym mojego byłego chłopaka, który uważał, że jestem zbyt krzykliwa i pretensjonalna. Poszłam na pierwszy wieczorek poetycki – typowe spotkanie dla poetów przy świecach – gdzie wystąpiłam z bardzo osobistym, mocnym tekstem o rodzinie i patriarchacie. I ci poeci od razu zaczęli się mną interesować, proponowali wspólne projekty. Wiem, czego chcę, a nigdy nie chciałam być związana ze środowiskiem poetyckim albo artystycznym. Uważam, że Siksa pasuje wszędzie i nigdzie. Chcemy docierać do tzw. normalsów i tych teoretycznie uświadomionych. 

 

ANIA: A inne impulsy?

ALEX: Siksa jest dziewczyną urwaną ze smyczy. Wzięła się ze zmęczenia i z tego, że przeżyłam rzeczy, o których nikomu nie mówiłam. Formy terapeutyczne nigdy nie dawały żadnego rezultatu, a Siksa i występowanie na scenie jest terapią, nie tylko dla mnie. Często rozmawiam z dziewczynami na Instagramie czy Facebooku, wymieniamy się doświadczeniami. To jest właśnie ważne, a nie dyskusja, czy daję koncert, czy robię performance. Ostatnio graliśmy na imprezie artystycznej, na której pewien artysta powiedział, że muszę się zdecydować. Odpowiedziałam, że nic nie muszę. Dla mnie liczą się osoby, które coś przeżyją, a do odbioru Siksy trzeba empatii i czułości, a nie kompetencji. To jest po prostu historia dziewczyny.

 

ANIA: Czy twój wizerunek prezentowany na scenie jest polityczny?

ALEX: Na scenie kreuję się na bohaterkę, która może ma jakąś wadę i jest trochę źle ubrana. To jest wbrew pozorom podyktowane kompleksami, które zawsze miałam i z tym zmagała się Siksa w pierwszym materiale, gdzie dużo mówiłam o ciele. Ta świadomość dla wielu jest problemem, bo moje ciało jest polityczne.

Sprzeciwiam się temu, że są ludzie, którzy przychodzą w patriotycznych koszulkach i niszczą nam koncerty, jak np. było w Gnieźnie. A dlaczego? Bo usłyszeli, że jesteśmy lewakami.  

ANIA: Masz wrażenie, że na twoje koncerty przychodzą mężczyźni, żeby popatrzeć na fajną laskę, a ty do nich mówisz „też jesteście Siksami” i to zderza się ze ścianą? Nie wypala cię to?

ALEX: Owszem, spalam się na scenie, mówiąc o tym. W nowym secie nie ma dyskusji – mówię wprost, że byłam zgwałcona – przez obcych ludzi i mojego byłego chłopaka. Poza koncertami normalnie pracuję. Nie żyję z Siksy, bo to nie jest praca zarobkowa. Idę do pracy, w której są różni mężczyźni i kobiety, w tym tzw. „agentki patriarchatu”, które nie mają problemu z komentowaniem innych kobiet: „babochłop”, „dupa do wyruchania”. I z bezpiecznej przestrzeni, którą jest dla mnie scena, wracam do takiego świata, z którym też muszę się borykać.

Nie chciałam nigdy robić czegoś, co by bardzo wykluczało mężczyzn. Siksa to jest silny głos dziewczyny, ale chcę, żeby faceci też się poczuli na tych koncertach fajnie. Chcę im pokazać, że owszem, są superbohaterami, mają dużo siły i proszę ich, żeby nie używali jej przeciwko nam. Teraz w TVN-ie jest emitowany taki okropny rasistowski program „Azja Express”. Z Michałem Pirógiem jest jego kolega, który wprowadził do telewizji fajny element, którego wcześniej nie było. Jego postawa to nie jest wyjście z pozycji „jestem rycerzem i tobie pomogę, kobietko”. On pokazuje, raczej cos w stylu „ja jestem chłopakiem, ty jesteś dziewczyną, moją siostrą i mogę ci pomóc na zasadach koleżeńskich”. A wiele osób, które przychodzi na koncerty Siksy, to są rycerze. Niby uświadomieni.

 

ANIA: Czujesz, że twój przekaz trafia do ludzi?

ALEX: Ostatnio czytałam komentarz dziewczyny, która napisała, że „nie musi jej jakaś laska krzyczeć nad głową oczywistych oczywistości”. Myślę, że jest średnio uświadomiona, skoro uważa, że wśród tych stu osób, które zjawiły się na koncercie, wszyscy uważają, że mówię niepotrzebne komunały. Jest też drugi poziom odbioru moich tekstów – traktowanie mnie z góry, bo jestem biedną kobietką. Rozmawiam później z takimi chłopakami, że nie muszą przychodzić i się nade mną użalać, bo to powinna być sztama, powinni słuchać. Jestem zmęczona tym, że jest wiele sytuacji, w których jako dziewczyny nie mamy głosu, przerywa nam się w pracy, w domu, w różnych dyskusjach. Długo się nie odzywałam, więc jestem na to wyczulona. Krzyk na scenie to jest kamuflaż, coś, za czym się chowam, bo nie jestem taka w życiu prywatnym. Na scenie przekrzykuję.

Niedawno występowałam solo w Domu Mody Limanka w Łodzi, przy okazji wystawy „Zdrowie Kobiety”, na której było dużo prac o ciele: cipkach, piersiach, okresie, różnych fajnych i mniej fajnych rzeczach. Pokazałam tam 15-minutowy performans, w którym opowiedziałam historię mojej mamy i moją – występując bez makijażu, w rozpuszczonych włosach, ładnej sukience. Pokazałam zdjęcia z rodzinnego albumu i opisywałam taki patriarchat, jaki znam z domu. Puszczałam z dyktafonu historię z podstawówki, kiedy przez pół roku nie chodziłam do szkoły, bo wymyśliłam sobie historię, że boli mnie brzuch. Była tam taka Paula, która mnie gnębiła, ale nie pamiętam, co dokładnie mi robiła, bo pewnie mocno to wyparłam. Opisuję to, że kiedy wymyślałam tę chorobę, to w domu wszystko było w porządku, rodzice się nie kłócili, bo byli zajęci mną. I zestawiłam to z sytuacją matki, która po wielu latach dowiedziała się, że ojciec ją zdradza i zaczęła udawać omdlenia. Na koniec zaśpiewałam piosenkę Ewy Demarczyk. W ogóle nie krzyczałam i nie przeklinałam. To było coś zupełnie innego. Nie zasłaniałam się makijażem, strojem, nie byłam wykreowaną postacią, tylko pokazywałam swoją historię. To też jest ciekawa forma i może będę ją powtarzała.

 

ANIA: Język, którego używasz, jest bardzo mocny – ostry, osobisty i intymny. I znowu – krzyk kobiety też jest polityczny.

ALEX: Dobrze czuję się w takiej formie ekspresji. Jeśli chodzi np. o filmy feministyczne, to uwielbiam „Death Proof”, gdzie dziewczyny na końcu zabijają mężczyzn albo „Kill Billa”. Tam wszędzie są superbohaterki, które dokopują. Siksa jest też odzyskaniem samego słowa. W jidysz oznacza dziewczynę, która nie przestrzega żydowskich praw, a potocznie siksa to trochę głupia laska z ośki. Ta moja Siksa, mimo że przeklina i jest wulgarna, to tak naprawdę niesie za sobą dobro. Z drugiej strony – irytuje ludzi. W takiej formie czuję się wspaniale i nie będę jej w Siksie zmieniać – nie robię piosenek do radia i na ładny festiwal. A to, że pojawiam się i tu, i tu, świadczy o potrzebie naszej potrzebie wypowiedzenia  osobistych, trudnych historii. I jest nas coraz więcej – tych skrzywdzonych i próbujących się podnieść.

Do odbioru Siksy trzeba empatii i czułości, a nie kompetencji. To jest po prostu historia dziewczyny. 

ANIA: Odzyskujesz język dla feminizmu?

ALEX: Odzyskuję trochę feminizm i performans. Wszystkie performansy, na których byłam, są niezrozumiałe, zbyt akademickie i kuratorskie. A feminizm można porównać do performansu, bo i on dla wielu jest niezrozumiały, akademicki, elitarny. Nigdy nie czułam się wykluczona z feministycznego środowiska, natomiast wiem, że niektórym przeszkadza to, jakim językiem się posługuję. Ale ja chcę mówić wprost – to, że używam przekleństw, uproszczeń itp. oznacza, że widocznie z takiego środowiska pochodzi kreowana przeze mnie Siksa, to jest jej kultura i nie udawajmy, że takiej nie ma. Chcę docierać do prostych ludzi, bo sama jestem prostym człowiekiem. Ostatnio napisał do mnie koleś, że w końcu ktoś go przekonał do feminizmu. Zapytałam, dlaczego w końcu i dopiero teraz? A on mi mówi, że feministki mu się kojarzyły z tym, że mówią trudnym językiem i się między sobą kłócą. A u mnie jest odwrotnie – się nie kłócę z innymi dziewczynami, tylko przybijam z nimi piąteczki na koncertach.

 

ANIA: Mimo wszystko jesteś ostra dla dziewczyn.

ALEX: Jestem ostra dla dziewczyn, z którymi się spotykam na co dzień, które źle mówią o innych kobietach, podoba im się to, że żyją w patriarchacie i się na to godzą. Nie akceptuję tego, ale nie mówię do moich koleżanek z pracy słowami, których używa Siksa. Ostatnio dostałam od Marty Frej koszulkę z memem: „Witamy w Polsce, tutaj każda kobieta jest sama sobie winna”. Widnieje na niej kobieta z podbitym okiem. Koleżanka z pracy mówi do mnie: „Jaką masz okropną koszulkę”. Odpowiedziałam jej, że właśnie tak jest. I jeszcze, że oburza się na moją koszulkę, a nie oburza na takie historie? Musi być świadoma tego, że niektóre kobiety są bite i się je za to później obwinia, a ja jestem tego przykładem. I ona na to: „Chodźmy zapalić”. I wtedy myślę, że tak trzeba – ostro, radykalnie, z buta, szczerze. W ogóle trzeba mówić swoje historie.

680x510 v2 

ANIA: Ludzie nazywają cię lewaczką.

ALEX: My jesteśmy ze środowiska punkowego. Weganizm, antyfaszyzm, feminizm to są jego główne założenia. Jeśli one czynią nas lewakami… Ja się z tego określenia nie cieszę. Moje poglądy są lewicowe, ale nie wiem, czy do kogoś, kto pisze trudne lewicowe artykuły, odezwie się ziomeczek z Legii. A do mnie odezwał się taki, który był na koncercie na OFF-ie i ma na Facebooku zdjęcie Polski Walczącej w tle, żeby powiedzieć, że ja ze sceny sprawiam wrażenie takiej spoko laski, że jemu się w sumie podobało, ale ubodło go, że mówię „mamo, zabiję tę Polskę w tobie” i dlaczego ja tej Polski nie lubię. I wytłumaczyłam mu wszystko: że jestem patriotką, że nie chcę stąd wyjeżdżać, kocham ten kraj i kulturę. Znam historię i literaturę i chcę tu zostać, ale nie na takich warunkach, jakie panują obecnie. Nie chcę pisać artykułów do internetu, które coś zmienią. Nie zrobię nimi najważniejszej rzeczy – nie powiem prostym językiem do wielu osób. Do mnie piszą osoby, które są z prawicy i ja im tłumaczę, o co mi chodzi. Oczywiście, po prawej stronie jest dużo więcej złego niż dobrego, ale jak rozmawiam z człowiekiem to w większości przypadków podchodzę do niego z całą moją miłością, nieważne jakie ma poglądy (oczywiście są wyjątki!). No i nie popieram, a wręcz krytykuję takie flirty z prawicą, jakie czyni np. Adu Karczmarczyk – szkoda mi jej strasznie, bo to środowisko traktuje kobiety (a artystki to już w ogóle) jak przedmioty, atrybuty, ozdoby w dochodzeniu mężczyzn do władzy.

 

ANIA: Ale w swoich tekstach masz takie manifesty polityczne: „Jebać Kukizów”.

ALEX: Sprzeciwiam się temu, że są ludzie, którzy przychodzą w patriotycznych koszulkach i niszczą nam koncerty, jak np. było w Gnieźnie. A dlaczego? Bo usłyszeli, że jesteśmy lewakami. Mają tatuaże 88 na szyi i swastyki. Nie akceptuję tego, że ci ludzie mają na to przyzwolenie i nie ma dla nich żadnej kary. Takie partie jak Kukiz’15 to przyzwolenie dają. Strasznie mnie to irytuje, ale z drugiej, strony irytuje mnie „Łańcuch światła”.

 

ANIA: Dlaczego?

ALEX: Uczestniczyłam w takim wydarzeniu w Gnieźnie. Tam należy uczestniczyć we wszystkich rzeczach, które są robione przeciwko czemuś, bo to małe miasto. Tak samo jak nie znoszę ludzi we wspomnianych koszulkach, tak samo nie znoszę ludzi związanych z KOD-em i dziwną lewicą, której nie rozumiem. Krzyczą „Precz z kaczorem dyktatorem”, a później „Młodzi ludzie, gdzie wy jesteście?”. A ja im mówię: „Młodzi ludzie, proszę państwa, do was nie przyjdą, jak wy z takimi sucharami wyskakujecie”. Bo ja jako człowiek niestary nie chcę utożsamiać się z takimi hasłami, bo to jest nieatrakcyjne. Strasznie lubię to, że się starzeję, czekam na swoją starość. Daleko mi do ageizmu. Ale wydaje mi się, że młodzi ludzie nie chcą po prostu utożsamiać się z komunałami i to tworzy kolejny rozłam. Uważam, że Czarny Protest bardzo ośmielił społeczeństwo i jest to najlepsze, co zdarzyło się w Polsce. Mówię na koncertach, że to kobiety zrobiły w tym kraju rewolucję. W natłoku obecnych protestów i petycji dobrze się czuję, robiąc dwuosobowy protest (mówię o Siksie) – uczestnicy i uczestniczki tego konertu-protestu mogą się bardziej z tym utożsamić, niż z jakimiś bezimiennymi petycjami czy tłumem ludzi ze świeczkami, co krzyczą hymn Polski – no ja nie będę śpiewać hymnu, sorry znam lepsze.

 

ANIA: A co się stanie, kiedy Siksa przestanie być Siksą? Myślałaś już co dalej? I czy w ogóle da się wyjść z Siksy?

ALEX: W nowym secie mówię: „Cześć, jestem Ola i opowiem ci teraz historię, dlaczego zmieniłam swoje imię na Alex”. Wtedy już nie mówię głosem Siksy, wychodzę z tej roli. Jeden koleś zapytał: „Skoro już zdejmujesz tę maskę, to co teraz?”. Nie wiem, może w następnym secie wystąpię w ogóle jako Alex. Wiem na pewno, że przestaniemy grać ten materiał dopiero wtedy, kiedy mi to pomoże i się z tym rozprawię. To jest hardkorowa terapia i jestem wykończona psychicznie.

Wiele osób pisze: „Ciekawe, co będzie, jak będzie miała trzydzieści parę lat i głupio będzie popierdalać z taką ksywą”, czyli w domyśle w naszej kulturze będę starą dupą. A ja naprawdę akceptuję to, co stanie się z moim ciałem, jestem z nim tak związana, że zawsze będę je jakoś wykorzystywać. A poza tym mam wspaniałego chłopaka, który jest doskonałym basistą, twórcą i dzięki któremu mam gdzieś, co powiedzą o mnie, jak będę „stara i brzydka” – mam zamiar wtedy napisać książkę, po tej 70-tce i będzie to WIELKA HISTORIA DZIEWCZYN.

Jestem ostra dla dziewczyn, z którymi spotykam się na co dzień, które źle mówią o innych kobietach, podoba im się to, że żyją w patriarchacie i się na to godzą. Nie akceptuję tego, ale nie mówię do moich koleżanek z pracy słowami, których używa Siksa. 

ANIA: Można założyć, że mówisz przede wszystkim do młodych dziewczyn. A miałaś na koncercie kontakt z kimś, kto by powiedział: „Mam nadzieję, że będziesz trafiała do mojej córki”?

ALEX: Jestem dumna, że przychodzą po koncertach ojcowie, którzy mówią: „Ja też mam córkę”. Oni rozumieją kontekst ojca, którego było dużo w drugim secie. To, jaką ma ważną rolę, jak może zranić i zawstydzić młodą dziewczynę. To jest dla mnie ważne, kiedy podchodzi taki tata i dziękuje, bo wiele mu uświadomiłam i obiecuje, że będzie robił wszystko, aby jego córka się akceptowała. Ostatnio na koncercie była kobieta z córkami – jedenastolatką i czternastolatką. Były poruszone, bo jedna z nich jest gnębiona w szkole, jest outsiderką, nie piękną księżniczką, tylko normalną dziewczyną. Ona wyjęła z Siksy te konteksty poniżenia, dla niej Siksa to jest taka ona w szkole. No i język. Mamy nie mają problemu z tym, że powtarzam przekleństwa, bo wiedzą, że to jest wejście w rolę dziewczyny z osiedla.

 

ANIA: W Siksie kluczową rolę odgrywa ciało, cielesność. Sama obecność ciała dziewczyny na scenie jest manifestem.

ALEX: Mój były chłopak absolutnie nie lubił moich wszystkich odchyleń od normy. Miałam taki okres, że bardzo lubiłam przyklejać do twarzy motyle. On to bardzo krytykował, więc kiedy wychodziłam sama, to mogłam to robić, ale z nim czułam się głupio i odklejałam tego motyla, co było znaczące. W nowym tekście cytuję, co mówił: „Ty to jesteś jednak trochę pojebana, ale spoko, ja lubię takie pojebane dziewczyny”. To jest tego typu chłopak, dla którego jestem piękna, kiedy jestem naturalna, w tej białej sukience, a nie w brokacie, kiedy bawię się ubiorem, makijażem, co zawsze lubiłam. Pierwszy tatuaż zrobiłam po tym, jak poznałam Buriego i miałam odwagę zerwać z moim byłym chłopakiem. Fajnie popatrzeć na kobiety w filmach pornograficznych, które mają tatuaże, bo to jest sexy, ale u swojej dziewczyny absolutnie nie – w domu chce się mieć ostoję spokoju, czystość. I przeciwko temu jest Siksa. Od początku wiedziałam, że moje stroje będą pojebane i będę odkrywała ciało. Myślę, że wiele rzeczy, które robiłam z Siksą było po to, żeby dotrzeć do mojego ex i powiedzieć to, co wtedy bałam się powiedzieć wprost. To jest zemsta na wrogu, taki „Kill Bill” (w tym filmie na początku pada zndanie: „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” – tak właśnie). Chcę, żeby faceci widzieli, że coś im zgrzyta. Że jest „fajna dupa”, stoi sobie na scenie, coś z tym jej ubiorem jest nie tak, trochę nie bardzo, ale jednak mówi o gwałcie. To jest też wizerunek zniekształconej seksowności. Ja rzucam się na kolana i je sobie rozbijam. Mam siniaki na ciele od Siksy. Na scenie jestem w szale i traktuję ciało jako przedmiot pracy.

Uważam, że Czarny Protest bardzo ośmielił społeczeństwo i jest to najlepsze, co zdarzyło się w Polsce. Mówię na koncertach, że to kobiety zrobiły w tym kraju rewolucję. W natłoku obecnych protestów i petycji dobrze się czuję, robiąc dwuosobowy protest (mówię o Siksie) – uczestnicy i uczestniczki tego konertu-protestu mogą się bardziej z tym utożsamić, niż z jakimiś bezimiennymi petycjami czy tłumem ludzi ze świeczkami. 

ANIA: Nie oszczędzasz się.

ALEX: To jest moje ciało i chcę pokazać jak traktowane w kulturze, sztuce, polityce. Krew nie jest udawana. Nie do końca to kontroluję na scenie. Kiedyś bardzo nie lubiłam swojego ciała, traktowałam je źle. To, co dzieje się na scenie – wykorzystywanie bólu i krwi – nawiązuje do nastoletniego etapu życia, kiedy każdy źle traktował swoje ciało. Siksa jest tego pokłosiem. Na początku koncertu wyglądam przecież pięknie, ale w pewnym momencie potrafię ściągnąć sztuczne włosy, pomadka mi się rozmazuje i na koniec już nie jest tak ładnie. Teraz już bardzo lubię moje, ale to dzięki procesom, które przeszłam. Zrezygnowałam z wywiadu dla „Glamour” i napisałam im, że po pierwsze redukują na okładce cellulit u Leny Dunham, a po drugie – są tą gazetą, którą podsyłała mi mama, żebym ją oglądałam, a ja nie mogłam na nią patrzeć, bo tam są zbyt piękne dziewczyny. I Siksa też jest taką dziewczyną z okładki, ale w tym kontekście celowość tego jest jasna i zrozumiała.

 

ANIA: A kiedy schodzisz ze sceny, to zanim wyjdziesz do ludzi, przebierasz się. Dlaczego?

ALEX: Odczuwam wielką potrzebę, żeby zdjąć ten strój, bo w nim nie mogę rozmawiać z ludźmi. Muszę ściągnąć z siebie jakąś skórę. Przebieram się szybko i wtedy jest cisza. W ogóle nie rozmawiamy. Buri pyta tylko „i jak?”, a ja opowiadam „chyba dobrze”. I wtedy się rozdzielamy, a później wymieniamy niektórymi opowieściami. Czuję wdzięczność: że ludzie przyszli na koncert, że chcą ze mną rozmawiać. Dużo słucham. Jest mi przykro, że nie ze wszystkimi rozmawiam i później muszę rozmawiać z nimi w internecie, ale słucham. W ogóle jestem miłą osobą, tylko wydzieram się ze sceny.

680x510 

Fot. Edmund Fraser

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data