„Dawno nie widziałyśmy takiego wzajemnego dialogu między dziewczynami w różnym wieku. (…) zawodniczki są jak stado koni, żeby »przeżyć«, muszą trzymać się razem” – opowiadają nam reżyserki krótkometrażowego obrazu „Wolta”, który niebawem trafi do kin za sprawą M2Films. Monika Kotecka i Karolina Poryzała postanowiły opowiedzieć o dziewczynkach trenujących mało popularną dziś woltyżerkę, czyli formę gimnastyki artystycznej wykonywanej na koniu. Film skupia się przede wszystkim na 12-letniej Zuzi, która jest zwieńczeniem akrobatycznej piramidy. Gdy zaczyna się nowy sezon, okazuje się jednak, że Zuzia urosła i już nie tak łatwo ją podnieść, w związku z czym jest zmuszona szukać dla siebie nowego miejsca w drużynie. 

Jak to się stało, że zajęłyście się tematem woltyżerki?

Dostałyśmy zlecenie, aby nakręcić teledysk dla niszowego wykonawcy (Enzak). Jego twórczość to bardzo specyficzna elektronika. Wiedziałyśmy, że obraz musi być równie wykręcony, jakby świadomie nie pasujący do utworu. W tamtym czasie bardzo fascynowała nas estetyka sportu okresu przedwojennego. Stamtąd do woltyżerki był już tylko krok. Trzeba było tylko znaleźć drużynę w Polsce. Miałyśmy akurat szczęście, gdyż jedyna (w tamtym czasie) drużyna woltyżerska trenowała pod Warszawą. 

Ten dziwny, bardzo wizualny sport sprawdził się doskonale jako kontrast do ciężkiego, prawie arytmicznego brzmienia. Podczas zdjęć do teledysku okazało się jednak, że w woltyżerce można odnaleźć dużo więcej tematów niż tylko aspekt wizualny. To, co nas najbardziej zafascynowało, to bliskie relacje między zawodniczkami. 

 

No właśnie, mowa ciała przedstawionych dziewczynek sugeruje dużą bliskość, która się między nimi wytworzyła. W końcu muszą polegać na sobie nawzajem, być zespołem. A jednak w przypadku drużyn sportowych często mówi się też o silnej rywalizacji, zawiści, chęci bycia najlepszym. Jak wy widziałyście relacje dziewczynek pokazanych w „Wolcie”?

Woltyżerka to nietypowy sport. Z jednej  strony nawet najmniejszy błąd jednej zawodniczki może wpłynąć na porażkę całej drużyny, z drugiej strony nie ma sensu rywalizować między sobą, bo tylko pełna synchronizacja, zaufanie i zrozumienie mogą doprowadzić do zwycięstwa. Nie warto się skupiać tylko na sobie, bo tutaj samemu nic się nie zdziała. Jeśli inne zawodniczki cię nie zaakceptują, bo myślisz tylko o sobie, odpadasz.

To, co nas właśnie urzekło w dziewczynach, to fakt, iż funkcjonują jak stado. Pełna hierarchia ze względu na wiek, a jednocześnie, bliskość i pełne zaufanie. Dawno nie widziałyśmy takiego wzajemnego dialogu między dziewczynami w różnym wieku. 

 1 wolta m2films

Mam wrażenie, że wasz film mocno eksponował porównania dziewczynek do koni, co szczególnie uwydatniało się w scenie rytmicznego biegu uczestniczek. W jaki sposób chciałyście pokazać zależności między człowiekiem a naturą?

W naszej twórczości lubimy przyglądać się, ile w człowieku jest jeszcze ze zwierzęcia i odwrotnie. Jednak tutaj chodziło nam raczej o to, że koń tak samo jak dziewczynki jest częścią drużyny i one muszą znaleźć z nim wspólny język, wczuć się w jego ruch, poznać jego słabe strony. Tak, aby potem na występie być jak jedność. Czy wiecie, że cały start zaczyna się od tego, że zawodniczka synchronizuje się z koniem, starając się naśladować rytm jego fuli (pełen krok konia w galopie)? Z drugiej strony, im dłużej z nimi przebywałyśmy, tym bardziej wydawało nam się, że zawodniczki są jak stado koni, żeby przeżyć” muszą trzymać się razem. 

 

W „Wolcie” mamy cały na swój sposób egzotyczny anturaż charakterystyczny dla woltyżerki, ale ostatecznie dostajemy też po prostu uniwersalną historię inicjacyjną o dziewczynie, która dorasta, obserwuje zmiany w swoim ciele i musi znaleźć dla siebie nowe miejsce. A jak wy wspominacie swój okres dojrzewania i czy podczas pracy nad „Woltą” odzywały się w was jakieś wspomnienia z nim związane, które pomogły wam lepiej zrozumieć bohaterki?

Za naszych czasów nikt nie chciał dorastać sam. Chciało się siedzieć na podwórku i koniecznie należeć do jakiejś bandy. Miało się w niej określoną rolę, każdy musiał się wykazać. W wakacje często było się samowystarczalnym, rodzice prawie nie istnieli. Dokładnie to samo znalazłyśmy w dziewczynach. Przez intensywne treningi dziewczyny non stop są razem. Zawodniczki stają się dla siebie mamami, siostrami, koleżankami jednocześnie. Nie musiałyśmy się starać, żeby zrozumieć bohaterki, każda z nas przechodziła to samo. Nowe ciało, nowe obowiązki… i lekki niepokój przed nieznanym. 

 2 wolta m2films

3 wolta m2films

Dlaczego zdecydowałyście się pracować razem, co daje wam Kurkot Kollektiv i jakie są wasze artystyczne plany na najbliższy czas?

Poznałyśmy się w Szkole Filmowej, ale w tamtym okresie tylko razem „balowałyśmy". Potem narodziła się przyjaźń, a na jej bazie fascynacja tym, jak patrzymy na świat. Okazało się, że w wielu punktach nasze poglądy się przecinają. To dało nam siłę na stworzenie kolektywu, tym bardziej, że jedna z nas pisze a druga zajmuje się obrazem. Razem reżyserujemy. Wydaje nam się, że to idealne połączenie. Podczas realizacji krótkiego dokumentu temat rozrósł się i teraz pracujemy nad pełnym metrażem, a w zasadzie wchodzimy zaraz do montażowni. Oczywiście mamy też w planach inne tematy niż woltyżerka, ale o tym opowiemy już następnym razem (śmiech).

Fot. materiały prasowe

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items