Fot. Jan Lewczuk

Dziś mamy dla Was rozmowę z Leną i Jankiem, twórcami biżuteryjnej marki SOTE. Będziecie mogły i mogli spotkać ich osobiście już 15 września na Niech Żyje Rzemiosło! organizowanym przez „Zwykłe Życie”. Tym razem będzie to święto rzemieślniczek i rzemieślników, którzy pokazują nowe oblicze rzemiosła. Polecamy gorąco!

„Biżuteria wykonywana dawniej była wieczna. Można było ją nosić latami, a w razie potrzeby naprawić. Powszechny był zwyczaj przekazywania kosztowności z pokolenia na pokolenie” – mówi twórczyni marki Sote. Dziś biżuteria wykonana od początku do końca ręcznie, tradycyjnymi technikami to rzadkość. Taką biżuterię wykonują Elena i Janek Lewczukowie, którzy ponad rok temu założyli własną firmę i od tamtej pory ciągle uczą się rzemiosła, bo jak sami podkreślają, jubilerstwo polega na znajomości tysiąca trików.

 

Ewelina Klećkowska: Na początek opowiedzcie, jak powstało Sote. Oboje studiowaliście wzornictwo na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, czy to tam zainteresowaliście się projektowaniem biżuterii? I dlaczego wybraliście właśnie ją? Wydaje mi się, że konkurencja jest dość duża.

Janek Lewczuk: Najlepiej zacząć od nakreślenia kontekstu. Zeszłej wiosny, kiedy się poznaliśmy, ja najwięcej pracowałem przy projektowaniu mebli, miałem właśnie za sobą pierwsze wdrożenie projektu krzeseł dla Paged Collection, i przy innym meblu z eksperymentalnym gięciem litego drewna. Większość czasu spędzałem w warsztacie stolarskim. Elena, która po dziekance dołączyła do mojego roku, też bardzo interesowała się pracą z materiałem.

Elena Lewczuk: Kilka razy w tygodniu z samego rana jeździłam do podwarszawskiej pracowni ceramiki. Wielką przyjemność sprawiało mi powoływanie do życia przedmiotów. To, że jadę do warsztatu ze szkicami naczynia i następnym razem mogę wrócić z gotowymi, materialnymi obiektami.

A w wolnych chwilach robiłam biżuterię, głównie dla siebie. Były to najprostsze rozwiązania, jakich nigdzie nie mogłam kupić. Kiedy spotykaliśmy się z Jankiem, dużo rozmawialiśmy o formie przedmiotów i okazało się, że w dziedzinach na pozór od siebie odległych znajdujemy wspólny mianownik i mówimy o nich spójnym językiem. Z początkiem wakacji w wolnych chwilach zaczęliśmy razem pracować nad wzorami biżuterii. Powstało wtedy kilka ciekawych obiektów, które cieszyły się dużym zainteresowaniem znajomych, pojawiły się pierwsze zamówienia. Poczuliśmy, że korzystając z naszej wiedzy dotyczącej projektowania, możemy wnieść wiele do świata biżuterii. Zwiększyło to naszą motywację, żeby zająć się tym na poważnie. 

 1 sote niech zyje rzemiso zwyke zycie

3 sote niech zyje rzemiso zwyke zycie

Fot. Martyna Galla

EK: A skąd wzięła się nazwa?

JL: Sote to fonetyczny zapis francuskiego słowa saute, którego używa się do opisywania naturalnej urody, braku stylizacji i naddatków. Chcieliśmy jednym słowem jak najtrafniej określić kierunek naszych działań. Kiedy padła ta nazwa, nie mieliśmy wątpliwości. Często w naszych rozmowach pojawia się określenie, że coś jest takie po prostu – sote. 

 

EK: Wasza biżuteria jest bardzo delikatna i prosta, ale ma w sobie coś tradycyjnego, ponadczasowego. Skąd czerpiecie inspiracje?

JL: Przede wszystkim inspiruje nas materiał i ciało, to, jak biżuteria może z nim korespondować. Lubimy tworzyć odważne, działające na emocje formy, a jednocześnie najbardziej cieszy nas, kiedy nasze pomysły są również wygodnymi elementami ubioru, nie tylko na specjalne okazje. Poszukiwania zawsze zaczynamy od najprostszych form, starając się przy tym nie popadać w manierę.  

EL: Myślę, że to, co uznajesz w naszej biżuterii za tradycyjne i ponadczasowe, wynika z doboru materiałów i sposobu, w jaki jest wykonana. Bardzo mocnym komunikatem są kolory srebra, złota i kamieni. Jest ogromna różnica pomiędzy ręcznie wykonaną biżuterią a tą produkowaną masowo lub wytwarzaną numerycznie i składaną z gotowych elementów. Dziś większość marek produkuje w taki sposób, co znacząco wpływa na formę i sposób wykończenia obiektów. My trzymamy się tradycyjnych technik.

 

EK: Właśnie, ciekawi mnie, jak wygląda wasza praca, od pomysłu do realizacji. Gdzie nauczyliście się rzemiosła?

EL: Podczas mojego urlopu dziekańskiego, chcąc mieć odskocznię od innych zajęć, zapisałam się na kurs tworzenia biżuterii. Zobaczyłam wtedy, jak działają specjalistyczne narzędzia jubilerskie, poznałam podstawy lutowania i oprawiania kamieni. To rzemiosło nie jest łatwe, aby stać się w nim biegłym, trzeba nabywać doświadczenia we własnym zakresie. Przeczytałam kiedyś, że ta dziedzina polega na poznaniu tysiąca trików. Uważam, że to bardzo trafne.

Naszą biżuterię wykonujemy sami i świetnie sobie radzimy, oboje jesteśmy dobrzy pod względem warsztatowym, ale przyznam, że praktyka u mistrza to dla mnie coś w rodzaju małego marzenia, które być może kiedyś, w jakichś wyjątkowych okolicznościach wspólnie zrealizujemy. 

JL: Nasze wzory swój zaczyn często mają podczas codziennych prozaicznych czynności, jak spacer czy obiad. Zawsze zaczyna się od jakiejś wizji, początkowo bardzo mglistej, którą rozwijamy, rozmawiając, i zastanawiamy się, czym może się stać. Kiedy pomysł jest już bardziej konkretny, powstają pierwsze szkice, które sprawdzamy w modelach, dobieramy proporcje i określamy skalę. Każdy z tych etapów jest równie ważny i staramy się płynnie przechodzić od jednego do drugiego, stopniowo zbliżając się do właściwych rozwiązań. Wiele pomysłów zamykamy na którymś z etapów i odkładamy na później, bo na przykład nie współgrają z innymi naszymi wzorami. Myślę, że na kilka z nich przyjdzie odpowiednia pora. Bardzo dbamy o spójność naszej kolekcji.

 

EK: Jak wybieracie materiały? Macie jakieś ulubione metale i kamienie lub takie, z którymi nie chcecie pracować?

EL: Korzystamy tylko ze szlachetnych materiałów, a zamawiane przez nas kamienie pochodzą z różnych zakątków świata i są charakterystyczne dla konkretnych regionów. Kamienie oprawiamy, nie używając kleju, nie idziemy na skróty, wszystko wykonujemy bardzo solidnie, aby nasze wyroby były trwałe. Większość biżuterii produkowanej obecnie ma bardzo krótki termin żywotności, co dotyczy współczesnej produkcji w ogóle. Biżuteria wykonywana dawniej była wieczna, można było ją nosić latami, a w razie potrzeby naprawić. Powszechny był zwyczaj przekazywania kosztowności z pokolenia na pokolenie. To jakość wykonania, do jakiej dążymy.

JL: Ostatnio naszym ulubionym kamieniem jest czerwony jaspis, który pewnego razu zobaczyliśmy w wersji wypolerowanej. Wtedy wpadliśmy na pomysł, żeby nadać mu nieoczywiste, matowe wykończenie. Kiedy powiedzieliśmy o tym naszemu szlifierzowi, nie chciał się z tym pogodzić, twierdził, że kamienie muszą błyszczeć, i już. Postawiliśmy na swoim i efekt był rewelacyjny. Kamień cieszy się dużym zainteresowaniem. Są też materiały, z których z czasem zrezygnowaliśmy. Tak było w przypadku masy perłowej, której hodowli nie popieramy. 

 

EK: Jak wygląda wasz dzień pracy i podział obowiązków? Wszystko robicie razem, czy dzielicie się zadaniami?

JL: Lubimy pracować razem. Dzielimy się obowiązkami, jeśli jedno z nas jest zdecydowanie lepsze w jakiejś dziedzinie lub kiedy mamy mnóstwo rzeczy do zrobienia i musimy być dobrze zorganizowani, żeby ze wszystkim zdążyć. Żyjemy i pracujemy razem, więc obowiązki domowe przeplatają się z tymi zawodowymi. 

EL: Janek załatwia sprawy wczesnym rankiem, odpowiada na mejle i przygotowuje śniadania, ciągle ma nowe pomysły i popycha sprawy do przodu. Ja segreguję faktury i pamiętam o zamówieniach, dbam o detale, podlewam kwiaty, doprawiam posiłki. Razem jeździmy na rowerach, gotujemy, rozmawiamy, projektujemy, robimy biżuterię i wiele innych rzeczy. 

 2 sote niech zyje rzemiso zwyke zycie

Fot. Martyna Galla 

EK: Jesteście małżeństwem. Ciekawi mnie, czy pierścionek zaręczynowy i obrączki zrobił Janek.

EL: Mój pierścionek zaręczynowy to dzieło Janka, zrobił go w tajemnicy przede mną. To maleńki srebrny pierścionek z czerwonym koralem. Skradł moje serce i wzbudził duże zainteresowanie, ponieważ wyróżnia się niespotykaną delikatnością. Dlatego posłużył jako pierwowzór modelu tiny ring, który jest teraz jednym z naszych najpopularniejszych wzorów. Obrączki oczywiście zaprojektowaliśmy sami, jesteśmy do nich bardzo przywiązani.

 

EK: Chciałabym jeszcze zapytać, jakie macie plany i marzenia związane z Sote. Szykują się nowe projekty?

JL: W ostatnim roku intensywnie pracowaliśmy nad naszymi projektami dyplomowymi, więc na wszystko było bardzo mało czasu. Mimo to Sote mocno się rozwinęło, a my zgromadziliśmy mnóstwo pomysłów, które dopiero teraz wprowadzamy w życie. Jesienią i zimą szykujemy się na targi w Warszawie i całej Polsce, a z początkiem przyszłego roku pojawi się kolekcja tematyczna, której motyw przewodni niech na razie pozostanie tajemnicą. Zaczynamy współpracować z coraz to nowymi, ciekawymi ludźmi, to bardzo pobudza nas do działania i stwarza nowe możliwości. Dopracowujemy też sposób sprzedaży naszych rzeczy, aby był wygodny i czytelny dla odbiorców. Niedługo też pojawi się kilka przedmiotów związanych z naszą biżuterią, uzupełniających kolekcję i identyfikację marki.

4 sote niech zyje rzemiso zwyke zycie

Fot. Martyna Galla

http://www.sotejewellery.com

Wywiad ukazał się pierwotnie w magazynie „Zwykłe Życie”. Publikujemy go dzięki uprzejmości redakcji.

 5 sote niech zyje rzemiso zwyke zycie

6 sote niech zyje rzemiso zwyke zycie

7 sote niech zyje rzemiso zwyke zycie

Fot. Jan Lewczuk

Niech Żyje Rzemiosło! już 15 września w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie (Kredytowa 1). A my z radością patronujemy. Do zobaczenia!

Szczegóły na Facebooku!

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items