Rzygać mi się chce na te całe Muminki! – to słowa Tove Jansson, autorki opowieści o fińskich trollach. Stworzony przez nią świat to nie zawsze sympatyczna bajka. Z okazji setnych urodzin pisarki wracamy do Doliny Muminków.

Z pozoru pocieszna, urocza opowieść o Muminkach tak naprawdę ma swoją mroczną stronę. Sama Tove Jansson, nazywana Mamą Muminków, w pewnym momencie miała ich dosyć. Czy to możliwe, żeby te słodkie istoty wzbudzały tak negatywne emocje? Tove Jansson rozpoczęła swoją muminkową przygodę trochę z przypadku, a trochę z powodu eskapistycznych skłonności. Chociaż znana jest głównie z baśniowych opowiadań, to urodzona 9 sierpnia 1914 roku w artystycznej rodzinie, Jansson spełniała się jako malarka.

Wraz z popularnością stworzonych przez nią trolli, Muminki kradły jej cenny czas – z uznanej ilustratorki i rysowniczki karykatur politycznych stała się niewolnikiem swojej bajki. Zaczęło się wcale nie niewinnie – prototyp Muminka, Niuchacz, pojawił się w społeczno-politycznym magazynie na początku lat 30., na marginesie antyhitlerowskiej satyry. Jansson pracowała od 14. roku życia, można powiedzieć, że była prawdziwą pracoholiczką. W przygnębiających okresach II wojny światowej uciekła właśnie w pracę i rozwinęła świat Muminków. To miała być kraina szczęśliwości, w której schroni się przed nalotami, bombardowaniem i ciągłym strachem o bliskich. Stało się jednak inaczej.

Tove Jansson wraz z bratem Larsem, który współtworzył komiksy o Muminkach

Tove do Doliny Muminków przeniosła cały swój bagaż emocjonalny. Zmusiła rodzinę Muminków do opuszczenia Doliny, tak jak ona musiała uciekać z wojennych Helsinek. Bohaterowie jej bajek to postaci czasem złośliwe, niesprawiedliwe, nieznośne, a nawet okrutne. Na kartach każdego tomu znajdziemy katastrofy, tragiczne rozstania, samotność i śmierć. Każdy z mieszkańców Doliny zmienia się, przeżywa rozczarowania, dojrzewa. Jansson czerpała pomysły ze swojego życia – o ile Mama Muminka, która po przymusowej ewakuacji z Doliny tęskni za domem i z psychoanalitycznym zacięciem radzi sobie ze stratą, przypomina osamotnioną matkę Jansson – Signe, tak chociażby Too-tiki to kompletne odwzorowanie graficzki Tuulikki „Tooti” Pietilä, z którą biseksualna Tove spędziła dosłownie pół życia.

Samą siebie autorka przemyciła w postaci Włóczykija, wycofanego indywidualisty, który nieraz nawołuje do anarchii (chociażby we fragmencie, gdy pali znaki z zakazem palenia – a Jansson uwielbiała palić). Jego piosenka została przytoczona w nekrologu zmarłej w 2001 roku Tove:

To jest wieczór na piosenkę – pomyślał Włóczykij. – Na nową piosenkę, która składać się będzie w jednej części z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty, a jej resztę stanowić będzie niewypowiedziany zachwyt, że mogę wędrować, że mogę być sam i że jest mi ze sobą dobrze.

A Topik i Topcia? To Tove i Vivika Bandler, z którą romansowała Mama Muminków. Ich zakazane uczucie (homoseksualizm do lat 70. był nielegalny w Finlandii) było przedstawione pod postacią Królewskiego Rubinu, skarbu Topika i Topci, o którym nie mówili wprost, lecz określali jako „ta rzecz”. Miłości tej pragnął zarówno złowrogi Czarodziej, jak i Buka – symbol zagrożenia, destrukcji i nigdy nie zaspokojonej potrzeby ciepła. Jej postać to zapewne koszmar wielu z nas, do tego chyba każdy kiedyś też spotkał w swoim życiu takiego wampira energetycznego. Niekochana, bez szans na odwzajemnioną miłość, mrozi wszystko, czego się dotknie. A Muminki wcale jej nie współczują. Podobnie z Hatifnatami, którzy przez swoją odmienność są obcy i przerażający – Muminki nie chcą ich poznać, Paszczak nie szanuje ich własności i kradnie ich barometr. Hatifnatowie, zrodzeni z ziaren zasianych w Noc Świętojańską, przywodzą na myśl magiczne, pogańskie dziedzictwo Skandynawii, o którym protestanckie społeczeństwo wolałoby zapomnieć.

Jansson, choć napisała również zbiory opowiadań i powieści dla dorosłych (w Polsce zostały wydane książki m.in. Podróż z małym bagażem, Uczciwa oszustka oraz Córka rzeźbiarza), wykorzystywała świat Muminków do przepracowania własnych traum. Perypetie Muminków rozpoczynają się od książki Małe trolle i wielka powódź, która powstała w 1939 roku, w czasie gdy ZSRR dokonało agresji zbrojnej na Finlandię. Kolejny tom i kolejna katastrofa – Kometa nad Doliną Muminków obfituje w mrożące krew w żyłach opisy wyschniętego morza i martwych stworzonek. Jeszcze jedna powódź nawiedziła Dolinę podczas Lata Muminków. Fabuła książki Tatuś Muminka i morze to opowieść o klasycznym kryzysie męskości. To w tym tomie Mama Muminka poszukuje swojej tożsamości i, jak Tove, ucieka w malarstwo. Ostatnia książka poświęcona fińskim trollom, Dolina Muminków w listopadzie z 1970 roku, przesiąknięta jest żalem i tęsknotą po śmierci matki. Tove wcieliła się tu w trochę rozgoryczoną bohaterkę Toft, która przyjeżdżając do Domu Muminków, nikogo nie zastaje.

Jansson była samotniczką, mieszkała głównie w swoim atelier na wyspie Klovharu w Zatoce Fińskiej. Nie przepadała za dziećmi, stroniła od ludzi. Opowieści o Muminkach napisała bez moralizatorstwa czy wydawania sądów. Jej książki przełożono na ponad 30 języków, na ich podstawie stworzono niezliczone komiksy, spektakle, filmy, audycje radiowe i telewizyjne. Istnieje Muzeum Muminków w Tampere, muminkowy park rozrywki nieopodal Turku, a w 2015 roku powstał kolejny w Japonii. Muminki goszczą na koszulkach, torebkach, zeszytach i kubkach, Mała Mi miała nawet reklamować podpaski. Celebrując setne urodziny Tove Jansson, mimo komercyjnego zalewu Muminków, nie zapominajmy, jak mądre to książki. Przykład? Chociażby jedna z mądrości Tatusia Muminka – Mówienie tak bardzo przeszkadza w myśleniu.

Fot. tove100.com

Wybór Enter The Room

300 x 250

Instagram enter The Room