Miłość to tylko złudzenie, wyobrażenie, nagromadzenie słów zapisanych na kartce. Przynajmniej dla Franza Kafki, który uwielbiał kochać swoje narzeczone, a może ich wyobrażenia, korespondencyjnie. Listy słał kompulsywnie, domagał się natychmiastowych odpowiedzi. Pierwszą wybranką (lub ofiarą) została Felicja Bauer.

Odległość dzieliła tę parę odpowiednia. On w swojej Pradze, ona w swoim Berlinie. Poznali się w pierwszym z miast, gdzie Felicję rzucił los, a raczej obowiązki służbowe. Krótka delegacja, podczas której poznała Kafkę za pośrednictwem jego przyjaciela Maxa Broda. Dziewczyna nie zrobiła na pisarzu najlepszego pierwszego wrażenia. Tak utrwalił je w swoim dzienniku: Panna F.B. [Felicja Bauer]. Gdym dnia 13 sierpnia przyszedł do Broda, siedziała przy stole, a mimo to sprawiała na mnie wrażenie służącej. Nie byłem też ani trochę ciekawy, kim jest, lecz pogodziłem się z nią od razu. Koścista, pusta twarz, wystawiająca na jaw swą pustkę. Odsłonięta szyja. Wyrzucona na wierzch bluzka. Wyglądała na ubraną zupełnie po domowemu, choć, jak się później okazało, wcale tak nie było.

Nieciekawa aparycja nie przeszkodziła jednak Kafce w rozpoczęciu pięcioletniej korespondencyjnej znajomości z kilkoma zaledwie spotkaniami, w tym podwójnymi oświadczynami, z których i tak nic nie wyszło. Przede wszystkim Kafka miał problem ze zbliżeniem się do wybranki, proponował więc białe małżeństwo, choć w listach pisał, że na myśl o niej się masturbował. Na żywo jednak były jej złote zęby, plamista cera… W międzyczasie Felicja zalewana listami korespondencyjnego ukochanego, gubiąca się w przedstawionym w nich świecie i w innych niuansach znajomości, poprosiła o pomoc przyjaciółkę Gretę. Kafce było w to graj, znalazł sobie nową ofiarę, którą zalewał tonami listowego papieru. Znajdująca się między młotem i kowadłem Greta powiedziała co nie co Felicji, odbył się sąd nad biednym Kafką, co być może miało wpływ na powstanie „Procesu”. Nastąpiły kolejne oświadczyny, a po nich znowu lęk przede wszystkim przed utratą wolności, zabraniem tak cennego czasu na pisanie, którego wciąż Kafce było mało, a on żył niemal wyłącznie literaturą, pisanie było dla niego niczym oddychanie. Na szczęście po drodze pojawiła się gruźlica, wreszcie koszmary i lęki przed chorobami zmieniły się w jawę. Mógł zerwać z Felicją, mógł oddać się literaturze i innym niewiastom. Julii, Milenie. Do nich oczywiście też pisał. Bez względu na dzielącą ich odległość. 

 Franz Kafka i Felicja Bauer 

13 XI 12

Najdroższa, Najdroższa! Jeśli tyle jest dobroci na świecie, to nie trzeba się bać, nie trzeba być niespokojnym. Twój list nadszedł – siedziałem u swego szefa i rozmawialiśmy o ubezpieczeniach w kopalniach skaleni – wtedy chwyciłem ten list znowu z tym samym, co przedtem drżeniem rąk i patrzyłem na szefa jak na jakąś zjawę. Ale zaledwie przeczytałem go dwa lub trzy razy, byłem już tak spokojny, jak sobie tego od dawna życzyłem i o co się trzy dni temu modliłem w nocy. Twoja koperta – (to jest nieprawidłowo, powinno być napisane: koperta, ale „Ty” i „Twój” chcą być wciąż na widoku) – koperta ze swoimi słowami uspokajającymi nie mogła tego sprawić, odczytałem je bowiem dopiero później, a to, co było w liście, powinno było wszakże mną wstrząsnąć, bo im więcej się otrzymuje, tym bardziej trzeba się bać na tej nieustannie obracającej się ziemi – a więc tylko owo „Ty” mogło być tym, co mnie uwięziło, owo „Ty”, za które dziękuję Ci na klęczkach, bo na mnie je wymusił niepokój o Ciebie, a teraz Ty mi je spokojnie oddajesz.

Moja Ty najukochańsza! Czy mogę być teraz Ciebie pewny? Słowo „Pani” ślizga się jak na łyżwach, w przerwie między dwoma listami może zniknąć, trzeba je ścigać listami i myślami rano, wieczorem, w nocy, natomiast słowo „Ty” wszakże trwa, jest tutaj, tak jak Twój list, który się nie rusza i pozwala, bym go całował, raz i drugi, i jeszcze. Cóż to za słowo! Nic innego nie mogłoby spajać dwojga ludzi tak bez żadnej szczeliny, zwłaszcza gdy nie mają oni nic, prócz słów, tak jak my dwoje.

Byłem dziś człowiekiem najspokojniejszym w całym biurze, tak spokojnym, jak tylko może od siebie wymagać ktoś najbardziej surowy po takim tygodniu jak ten ostatni. Jeszcze Ci o nim opowiem. I wyobraź sobie, dobrze nawet wyglądam, w biurze jest zawsze kilka osób, dla których codzienne badanie mojego wyglądu stało się zawodem. One więc to powiedziały. Nie spieszyłem się, żeby Ci odpisać (zresztą dziś było to zupełnie niemożliwe), ale nie było we mnie ani jednego drgnienia, które by bez przerwy nie odpowiadało Ci i nie dziękowało.

Najdroższa, Najdroższa! To słowo najchętniej bym wypisywał raz za razem przez całe stronice, gdybym się nie bał, że nie dałoby się ukryć to, co czytasz, jeśliby ktoś wszedł do Twego pokoju w momencie, gdy byłabyś zajęta studiowaniem stronic jednostajnie zapisanych. Wczoraj napisałem do Ciebie tylko kilka linijek, otrzymasz je dopiero w niedzielę. Byłoby uciążliwe, gdybym chciał je teraz wycofać, ale nie jest to też potrzebne; wspominam o tym tylko dlatego, żebyś się niepotrzebnie nie zdziwiła – wprawiać Cię w zdziwienie, tego rzeczywiście dotychczas nie zaniedbywałem  jest to kilka linijek bez daty, nagłówka i podpisu, a chciały one w tej żałosnej niepewności próbować Ciebie odzyskać. Spójrz na nie życzliwie!

Franz

wikipedia.org

Grudzień 1913

Źle mnie zrozumiałaś, jeśli sądzisz, że od małżeństwa powstrzymuje mnie myśl o tym, iż ja, otrzymując Ciebie, mniej bym zyskał, niż musiałbym stracić, wyrzekając się życia samotnego. Wiem, że tak myślisz, także w rozmowie tak to sformułowałaś, ja zaś od razu zaprzeczyłem, ale, jak widzę, nie dość radykalnie. Nie o to mi szło, że musiałbym się czegoś wyrzec, bo ja także po ślubie pozostałbym tym, kim jestem, i to jest właśnie to złe, co Cię czeka, gdybyś się zdecydowała. Tym, co mnie powstrzymywało, było wydumane uczucie, że całkowita samotność jest moją wyższą powinnością, wcale nie zyskiem, wcale nie przyjemnością (w każdym razie nie w takim znaczeniu, jak Ty to rozumiesz), lecz moim obowiązkiem i moją męką. Teraz już ani trochę w to nie wierzę, to była sztuczna konstrukcja, nic więcej (może uświadomienie sobie tego będzie i nadal pomagać), i została ona obalona po prostu przez to, że ja bez Ciebie nie mogę żyć. Właśnie taką, jaką jesteś, z tym okropnym ustępem w Twoim liście, taką chcę Ciebie mieć. I znowu nie jako pociechę i nie dla mojej przyjemności, lecz żebyś jako człowiek samodzielny żyła tutaj ze mną.

Franz

 

2 I 14

(...) Ja Ciebie kocham, Felice, tym wszystkim, co jest we mnie po ludzku dobre, wszystkim, co jest we mnie godne tego, bym przebywał wśród żywych. To jest niewiele, tak niewiele ja sobą przedstawiam. Kocham Cię dokładnie taką, jaką jesteś, za to, co wydaje mi się w Tobie dobre, i za to, co nie wydaje mi się dobre, za wszystko, wszystko (...).

Franz

Wybór Enter The Room

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data