Czerń, biel i krew. Zapomnijcie o „Sin City” Rodrigueza, na najbardziej zdegenerowane i fascynujące jednocześnie miasto awansowało irańskie Bad City, w którym toczy się akcja filmu „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu”.

Słychać odgłos przesuwających się po drodze kół deskorolki. Na desce stoi dziewczyna, ubrana w czarną, zasłaniającą prawie całe ciało tradycyjną muzułmańską szatę. Akcent pada na podkreślone eyelinerem, wielkie oczy. Kocie, hipnotyzujące. Dziewczyna przemierza miasto nocą samotnie i… szuka ofiar. W pierwszej kolejności tych, które na karę zasługują. Przygląda się życiu Irańczyków mieszkających w Bad City i zabija wymierzając sprawiedliwość w mieście pełnym obłudy, drobnych grzeszków i grzechów większych. W mieście zdominowanym przez przestępczość, narkotyki i prostytucję. Zabija w sposób specyficzny, bo jest wampirem.

Bohaterce daleko jednak do zamerykanizowanych krwiopijców, bliżej do postaci z „Tylko kochankowie przeżyją” Jarmuscha. Dziewczyna zakrawa na współczesnego Robin Hooda w spódnicy, a raczej w czadorze, a jednocześnie jest świadoma swej mrocznej strony. Drogi tytułowej wampirzycy i Arasha, chłopaka z miasteczka, przecinają się. Żyjący w mieście zła i tym złem skażeni, a zarazem na swój sposób niewinni, zakochujący się w sobie bohaterowie, szybko zyskują sympatię widza. A historia toczy się nieśpiesznie i kusi przede wszystkim wyśmienitą oprawą wizualną, uzależnia. Tempo narracji jest powolne, kamera co chwilę zatrzymuje się, tworząc fotograficzne kadry podane w czerni i bieli, nie pada zbyt wiele słów. Podobnie, jak choćby w nagrodzonej niedawno polskiej Idzie, choć tematyka jest zupełnie odmienna.

 

Co prawda Ana Lily Amirpour urodziła się w Wielkiej Brytanii, a dorastała w Stanach Zjednoczonych, ale w jej żyłach płynie irańska krew. Debiut reżyserki doskonale łączy specyfikę wschodnią i amerykańską. Akcja toczy się w Iranie i zachowana jest część tamtejszych realiów, ale odwołań do filmów zza oceanu jest wiele. W końcu samo Bad City z nazwy i charakteru przypomina Sin City. Podobieństwo zwiększa zastosowanie tej samej kolorystyki. Ale film Rodrigueza był dla Amirpour tylko jedną z inspiracji. W „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” znajdziemy nawiązania do „Buntownika bez powodu”, do dzieł Davida Lyncha, Wernera Herzoga, Tima Burtona i Quentina Tarantino. Młoda reżyserka wykazuje się świetną znajomością filmowych konwencji, którymi z wprawą szafuje. Klimat horroru splata się z nastrojem westernu i romansu, a przy tym wszystkim Amirpour udaje się przemycić problemy bardzo aktualne, na przykład zagadnienie emancypacji kobiet w społeczeństwach muzułmańskich. Główna bohaterka przypomina też samą Amirpour, która jest nie tylko reżyserką, ale również skateboarderką i DJ-ką.

Ciekawy obraz, o którym trudno zapomnieć. Hipnotyzuje równie mocno, jak oczy nieprzeciętnej Sheili Vand, która wcieliła się w irańską wampirzycę. Dodatkowy plus za świetny, psychodeliczny podkład muzyczny. Po światowej premierze na festiwalu Sundance krytycy okrzyknęli obraz Amirpour jednym z najciekawszych debiutów roku. Na portalu Rotten Tomatoes film zebrał aż 97% pozytywnych recenzji. I nie bez powodu. Siła „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” tkwi w niespieszności, a zarazem konsekwentnym budowaniu napięcia, w wyrazistości i błyskotliwości. To tytuł, którego nie da się zignorować. Polska premiera będzie miała miejsce już 14 sierpnia. Redakcja enter the ROOM objęła patronat medialny nad filmem.

Fot. materiały prasowe

Wybór Enter The Room

Instagram enter The Room

object(stdClass)#949 (3) { ["error_type"]=> string(23) "OAuthRateLimitException" ["code"]=> int(429) ["error_message"]=> string(178) "You have exceeded the maximum number of requests per hour. You have performed a total of 867 requests in the last hour. Our general maximum limit is set at 500 requests per hour." }

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items