Kochamy je za niepowtarzalny zapach, za rozrywkę, mądrość i niezawodne towarzystwo. Książki. Lekkie i te ambitne, do pociągu i na spokojny wieczór. Niekoniecznie nowości, ale zawsze lektury warte polecenia. Zobaczcie, co redakcja enter the ROOM czyta w tym tygodniu!

Sylvia Plath w Nowym Jorku. Lato 1953, Elizabeth Winder. Wydawnictwo Marginesy

Jak człowiek zacznie tylko o czymś marzyć, to nieuchronnie doznaje rozczarowania – pisała Sylvia Plath w Szklanym kloszu. Winder zabiera nas do czasu sprzed wielkich rozczarowań, do momentu, gdy długo pielęgnowane marzenia zaczynają się krystalizować; ukazują swoje jasne i ciemne strony. To nie jest biografia, to wycinek biografii. Jedno lato, a dokładniej miesiąc, spędzony przez Plath w Nowym Jorku w roku 1953. Sylvia, okrzyknięta później poetką wyklętą, ma 20 lat i podejmuje właśnie staż w prestiżowym czasopiśmie o modzie – Mademoiselle. Winder stara się nakreślić dokładny, złożony obraz młodej literatki – ambitnej dziewczyny u progu dorosłości; zakorzenionej w swojej epoce, ale chcącej od życia czegoś więcej. Ta książka to niezły portret kształtującej się artystki, ale jeszcze lepsza kronika z życia ówczesnej nowojorskiej socjety i charakterystyka  uzależnionego od popkultury pokolenia lat 50. Oczami Plath i jej koleżanek z hotelu Barbizon poznajemy wszystko to, co w amerykańskiej metropolii warto było poznać – smaki, zapachy, modne lokale, alkoholowe mieszanki, witryny sklepów, przestrzenie galerii sztuki. Podsłuchujemy plotek o nowojorskich osobistościach, podglądamy dziewczyny, gdy przygotowują się do wielkiego wyjścia i rozmawiają o ubraniach – kaszmirowych swetrach, czółenkach na obcasie czy szerokich spódnicach, oceniamy kochanków młodej Plath. I tak poznajemy też samą Plath, niepodobną do udręczonej poetki, za którą zwykło się ją uważać. Dodatkowym atutem są zdjęcia ilustrujące biografię i wprowadzające w klimat dekady.

Aleksandra Nowak

 

Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna, pod red. Moniki Kozień, Marty Miskowiec i Agaty Pankiewicz. Wydawnictwo Czarne.

Właściwie powinno być w poszukiwaniu egzotyki, wyrażającym się w rozpaczliwych próbach zmiany szarego krajobrazu polskiego, na który nie ma zgody, w coś odległego, kuszącego, teoretycznie luksusowego, rozbijającego przestrzeń, bez względu na ryzyko kiczu, mimo wszystko. Hawaikum to pięknie wydana wspólnie z krakowską Akademią Sztuk Pięknych i Muzeum Historii Fotografii w Krakowie książka-album, która pokazuje próby stworzenia sobie raju tu i teraz, próby urzeczywistnienia marzeń, snów o krajach dalekich, tak bardzo innych, które jednak można (?) oswoić.

Kolory jaskrawe, bo trzeba się wyróżniać i jakoś walczyć z tą wspomnianą szarością. Krasnale, dinozaury, papież, palmy, zamki na piasku, kolumnady. Nowoczesność, starożytność, renesans, oświecenie. Od przybytku głowa nie boli, za to oczy już tak. Co jeszcze? Zagraniczne nazwy, choćby spolszczone, jednak z importowaną proweniencją. Nic dziwnego, że znajdziemy w Hawaikum fragmenty ostatniej powieści Ziemowita Szczerka, który doskonale uchwycił eklektyczność (to być może eufemizm) naszego zagospodarowania przestrzennego wzdłuż krajowej siódemki – od Sasa do Lasa, kto da więcej, kto bardziej zmiksuje, po swojemu, jak kto umie, jak komu inwencja własna i środki finansowe pozwalają.

Tacy jesteśmy. Rozpięci między Wschodem a Zachodem, jak ten Jezus na krzyżu, to przedmurze Europy nieszczęsne, postkomunistyczne, tęskniące do szklanych domów, do słońca, do kolorów. Już nie wiemy sami, w którą stronę podążać, jak ukwiecić, jak umaić. Zaganiamy się, może tworzymy nowy folklor? Może w brzydocie, koślawości, w tym całym niedopasowaniu pragnień do efektów ich realizacji, w tym skłóceniu polskiego i obcego kryje się jakaś ładność, może konieczna jest inna perspektywa, nie wieczne narzekanie i krytyka tego, co swoje, która do tych wszystkich eksperymentów na granicy kiczu doprowadza? Tylko odrobina ciepłego spojrzenia, docenienia starań, o czym pisze we wstępie Filip Springer? Trzeba zobaczyć, trzeba przeczytać.

Paulina Klepacz

 

Od Ibsena do Aho. Filmowe adaptacje literatury skandynawskiej, pod red. Tadeusza Szczepańskiego i Lecha Sokoła. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria

Co jest lepszego na ponury, jesienny wieczór od skandynawskiego kryminału? Albo adaptacji filmowej ulubionej książki z Północy? Wydawnictwo słowo/obraz terytoria kolejny tom serii Literatura na ekranie poświęca właśnie twórczości z Danii, Szwecji, Norwegii, Finlandii i Islandii. Obszerne kompendium prezentuje filmy, które powstały wyłącznie w skandynawskim kręgu kulturowym, dlatego z okładki spogląda na nas Lisbeth Salander o twarzy Noomi Rapace, a nie Rooney Mary. Już pierwsze obrazy, które stanowią podwalinę narodowej szkoły filmowej w Szwecji cechują się charakterystycznym dla Skandynawii klimatem. Mowa o Terje vigen – adaptacji poematu Henrika Ibsena z 1917 roku. Od historycznych klasyków, przez ekranizacje dzieł noblistów (tu trzeba wspomnieć o Selmie Lagerlöf czy Sigrid Undset) po bestsellery wszechczasów autorstwa Astrid Lindgren oraz Stiega Larssona – a wymieniliśmy tylko szwedzką reprezentację... Od Ibsena do Aho... przybliża też mniej znane adaptacje z Norwegii (tu w roli reżyserki zabłysnęła muza Ingmara Bergmana, Liv Ullmann), Finlandii, Islandii, Danii (kto pamięta nagrodzoną Oscarem Ucztę Babette na podstawie opowiadania Karen Blixen?), w tym również z Wysp Owczych. To pozycja dla wszystkich kinomanów i wielbicieli Skandynawii. Każdy z tekstów opatrzony jest mnóstwem przypisów, które podpowiadają nam kolejne tytuły książek i filmów. Nie starczy jesieni ani zimy, by obejrzeć je wszystkie.

Marta Mitek

Fot. Marcos Rodriguez Velo dla enter the ROOM, stylizacja Magdalena Olszewska

podziękowania dla Zorza Bistro

Wybór Enter The Room

Instagram enter The Room