„Wierzył w uzdrawiającą moc zmiany miejsca: byle dalej od tych ludzi, dalej od tych warunków, byleby uciec z tego przeklętego miasta, a wszystko się odrodzi i potoczy inaczej!” – pisał o swoim bohaterze Fiodor Dostojewski w Braciach Karamazow pod koniec XIX wieku. A jak dziś wygląda ucieczka od życia? I czy zawsze powinna być traktowana jako coś złego? 

Młoda dziewczyna o jasnej, promiennej cerze. Bez makijażu, ze schowanymi pod warstwą materiału włosami. Śmieje się, patrząc w stronę pozostałych siedzących przy stole, wspólnie pracujących kobiet. Na drewnianym blacie leżą mydła – wykonywane z naturalnych składników, z poszanowaniem dla dawnych tradycji. Miejsce akcji? New Jersey, stary, ceglany budynek, w którym można oderwać się od zgiełku pobliskiego Nowego Jorku. Kobiecy klasztor.

To zdjęcie zostało we wrześniu zamieszczone w artykule w The New York Times, zwiastującym krystalizowanie się nowego trendu – coraz więcej młodych, dobrze wykształconych kobiet wybiera życie zakonnicy. Oczywiście nie ma mowy o olbrzymich liczbach. W samych Stanach Zjednoczonych, zgodnie ze statystykami Center for Applied Research in the Apostolate, obecnie życie w klasztorze wybrało niecałe 50 000 kobiet, w roku 1966 było ich ponad 181 000. Siostry zakonne przyznają jednak, że zgłoszeń od młodych dziewczyn jest coraz więcej. Dlaczego tak się dzieje? Powodów jest kilka. Kilkadziesiąt lat temu pójście do klasztoru było okazją do odbycia edukacji, piastowania stanowisk kierowniczych, ale i ucieczką od przymusu życia, w którym stereotypowo rola kobiety ograniczała się do bycia żoną, matką i gospodynią domową. A co może być pociągającego w takim odcięciu od świata dziś? 

Przede wszystkim obietnica stabilności. W dynamicznym, chaotycznym świecie, w którym nie można być pewnym jutra, stałość wydaje się utraconą, utopijną wręcz wartością. Jak przyznaje jedna z sióstr wypowiadających się w tekście we wspomnianym artykule, wiele młodych kobiet  wybierających klasztorne życie pochodzi z rozbitych rodzin. Dziewczyny wiedzą, że rozwodów statystycznie jest coraz więcej, związki międzyludzkie stają się słabsze, krótsze i bardziej powierzchowne. Odwracają się więc w stronę Boga, bo oferuje im miłość, która rzeczywiście ma szansę przetrwać do grobowej deski; zapewnić im poczucie bezpieczeństwa i cel w życiu.

Bezpieczeństwo nie dotyczy jednak samej sfery emocjonalnej i stałości poglądów. Pobyt w klasztorze to również bezpieczeństwo w wymiarze socjalnympewne mieszkanie, jedzenie, ubezpieczenie zdrowotne, brak troski o rachunki, kredyt w banku, przedłużające się bezrobocie albo kłopoty ze znalezieniem mieszkania. Z pewnością pewien procent kobiet i mężczyzn wstępujących do klasztoru decyduje się na ten radykalny krok właśnie ze względu na gwarancję komfortowego, stosunkowo bezproblemowego życia. Wtedy jest to ucieczka od życia w pejoratywnym rozumieniu, dość samolubna i naznaczona hipokryzją; po prostu pójście na łatwiznę. Jedna z bohaterek wspominanego artykułu opowiada o znajomym zakonniku, który zdecydował się na życie dedykowane Bogu, bo chciał mieć własną sypialnię. Wychowywał się w wielodzietnej rodzinie i zawsze dzielił pokój z kilkoma braćmi. Później jego podejście do życia w zakonie wyewoluowało, dopiero na miejscu zaczął odkrywać, jakie jest jego powołanie. Podobno.

Kadr z filmu Za wzgórzami 

Powodów wzrastającej popularności klasztorów jest jeszcze kilka. Jednym z nich, rozumianym dwojako, jest rozwój technologii. Po pierwsze, świat wirtualny zaczyna coraz bardziej dominować nad realnym, wiele osób czuje się tym zmęczonych, przytłoczonych przez wszech dominujący internet, przez poruszających się po mieście ludzi wpatrzonych w ekrany smartfonów. Dobrą alternatywą wydaje się świat bardziej namacalny, plastyczny, w którym liczy się kontakt z drugim człowiekiem i koncentracja na chwili. Świat bardziej ascetyczny, hołdujący wartościom, również tym dziś przebrzmiałym, które trzeba zredefiniować. Wizja prostszego życia wypełnionego codzienną rutyną pracy, modlitw, śpiewów, funkcjonowania w zgodzie z zegarem biologicznym, a często i w bliskości z naturą, ma w sobie coś sielskiego. Przywodzi na myśl utracony raj, w którym ludzie żyją prościej, ale są szczęśliwsi. Z drugiej strony internet zdecydowanie przysłużył się wzrastającemu zainteresowaniu zakonnym życiem. Blogi takie jak A Nun’s Life obdzierają klasztory z negatywnej mitologii – nie pokazują miejsc zamkniętych, ponurych, cichych. Otwierają szczelne dotychczas mury przed potencjalnymi kandydatami i kandydatkami. Dodatkowo często zachwycają wizualnie – prezentują młode adeptki zbierające owoce w przyklasztornym sadzie, plewiące grządki, czytające w klimatycznych bibliotekach.

Klasztor to jednak nie jedyny sposób na powrót do prostszego, bliższego naturze życia. Od miejskiego zgiełku i wyścigu szczurów można odciąć się, zaczynając podróżować, jak absolwent prestiżowej uczelni z filmu Wszystko za życie czy bohaterka kasowego hitu Jedz, módl się i kochaj. Wszystko dobrze, póki nie przecenimy własnych możliwości i nie zbagatelizujemy destrukcyjnej strony natury. Mało ludzi potrafi naprawdę znieść samotność, ale wielu marzy o niej jak o ostatniej ucieczce – pisał Gustaw Herling-Grudziński. Christopher z Wszystko za życie” odkrywa, że nawet wymarzona podróż nie znaczy wiele, gdy nie możesz dzielić swoich doznań z innymi ludźmi oraz że tęsknota za utraconą więzią naturą potrafi być naiwna, a sama przyroda niebezpieczna, wręcz śmiercionośna. Filmowa historia powstała na bazie faktów. Przedstawiony na ekranie Chris jest jednym z wielu, którzy zdecydowali się na życie z dala od świata.

Kadr z filmu Jedz, módl się i kochaj 

Współcześni Robinsonowie Crusoe łączą w sobie cechy postaci wykreowanej przez Daniela Defoe z potrzebą wolności i podróży godnej bohaterów W drodze  Jacka Kerouca. Dzisiejsi nomadzi nie tylko traktują podróż jako wyprawę w głąb własnego umysłu, ale często potrafią też na życiu w ruchu dobrze zarabiać. Foster Huntington w 2011 roku zrezygnował z pracy u Ralpha Laurena, opuścił Nowy Jork i rozpoczął podróż w towarzystwie swojego vana, kamery i desek wszelkiego rodzaju (od surfingowych po snowboardowe). Home is where you park it głosi nazwa albumu ze zdjęciami Huntingtona odnosząca się do vana, którym podróżuje. Zdjęcia sprzedają się wyśmienicie, a marki takie jak Urban Outfitters, Patagonia czy Free People marzą o tym, by Foster występował w ich kampaniach. Podobny styl życia na swoich Instagramach promują dziewczyny z Our Wild Abandon czy fotografowie tacy jak Alex StrohlJulia Chaplin, autorka książki Gypset Travel” idzie o krok dalej w określaniu nowego trendu. Lansuje termin gypset odnoszący się do cygańskiego życia w wyrafinowanym stylu. Gypstterzy to dobrze sytuowani ludzie, głównie z branży kreatywnej, którzy choć nie wybierają stałego odcięcia od wielkomiejskiego życia, dużo podróżują, szukają kontaktu z naturą, odkrywają nietypowe miejsca. Sama Chaplin funkcjonuje w podobny sposób – pół roku spędza w Nowym Jorku, pisząc dla Vogue’a, Elle czy The New York Timesa, a pozostałe miesiące przeznacza na podróże. Nie znajdziecie jej jednak w typowych kurortach, takich jak St. Tropez.

Nie każdy może jednak pozwolić sobie na taką swobodę finansową jak Chaplin. Ale nawet ci, którzy nie są w stanie zafundować sobie dłuższych wakacji od prozy życia, coraz częściej krótkie urlopy spędzają z dala od turystycznego zgiełku; odcięci od pośpiechu i technologii. Kolejne magazyny lifestylowe i podróżnicze doradzają, gdzie szukać ciszy, jakie małe, spokojne miasteczka odwiedzić lub gdzie rozbić namiot. Wakacje z biurem podróży są już passé. Dziś wypada odciąć się od świata w jakimś niesztampowym miejscu. Nawet, jeżeli to „odcięcie” jest systematycznie przerywane dodawaniem zdjęć na profile w mediach społecznościowych i okazuje się droższe, niż standardowa wycieczka do nadmorskiego hotelu z pełnym wyżywieniem i open barem w cenie.

Kadr z filmu „Wszystko za życie”

Ucieczka do natury nie musi mieć wcale charakteru mobilnego. Niektórzy po prostu stwarzają sobie miejsca pracy w małych miejscowościach, rzucają posady w dużych firmach i korporacjach, by oddać się jakiejś formie rzemieślnictwa, działalności artystycznej czy agroturystycznej. Zwyczajne miasteczko lub wieś będą do tego dobre, ale najlepiej, gdy można zamieszkać w miejscu, w którym wszyscy mają te same upodobania. Na przykład w jednej z największych ekowiosek w Hiszpanii, czyli w Matavenero. Wśród monumentalnych górskich szczytów widać drewniane chaty. Matavenero, kiedyś opuszczone przez górników po pożarze lasu, dziś znów żyje. Jego mieszkańcy są całkowicie odizolowani – gdy chcą zatelefonować, muszą być przygotowani na ponad półgodzinny spacer pod górę. Rezygnują z technologicznych udogodnień w imię spokoju ducha. Dlaczego wybierają takie życie? 56-letni Niemiec, Jürn, podobno chciał kontaktu z naturą, 28-letnia ilustratorka Dani uznała, że w takim miejscu będzie mogła skoncentrować się na sztuce; inni uciekali przed niepowodzeniami związkowymi, jeszcze inni już urodzili się w tej położonej na odludziu, rustykalnej wiosce. Takich ekomiejscowości zarówno na świecie, jak i w Polsce jest więcej. Oferują mieszkańcom możliwość harmonijnego życia w zgodzie z naturą. Oby w tej chęci powrotu do korzeni tylko nie przesadzić. Ciemną stronę takiego odcięcia od świata za wszelką cenę pokazał thriller Osada.

Kadr z filmu Osada 

Ucieczka od życia i narzucanych przez społeczeństwo schematów nie musi mieć jednak z naturą nic wspólnego. Uciekać można w alkohol, narkotyki, wszelkiego rodzaju używki. Unikać odpowiedzialności i dorosłych obowiązków można również prowadząc życie wiecznych nastolatków lub studentów i regularnie pobierając pieniężne zapomogi od rodziców. Tak robił Van Wilder aka Wieczny student, tak robią dziś niektórzy milenialsi, którzy nie mogą znaleźć dla siebie pewnego miejsca na specyficznym, pokryzysowym rynku pracy. Żyją na koszt rodziców, kształcą się, ale z szukaniem pracy się nie spieszą. Zapisują się na kolejne studia, podyplomówki, doktoraty, ale odwlekają moment, gdy rozpoczną niezależne, dorosłe życie wypełnione obowiązkami i odpowiedzialnością. Generalizacja pokolenia jest krzywdząca i szkodliwa, ale nie można nie zauważyć, że ilość przypadków pasujących do opisu jest duża. Rzeczywistości unikać da się, wracając do rodzinnego domu – nie tylko po to, by zrezygnować ze stale rosnących opłat za wynajem mieszkania, ale również po to, by przewartościować niektóre sprawy, przemyśleć sens niektórych zachowań i przyzwyczajeń, zrozumieć popełniane błędy. Taki powrót do podstaw może mieć pozytywne skutki, jak dla bohaterów filmów Powrót do Garden State lub „W świecie kobiet”. Obydwoje wracają do rodzinnych stron w czasie emocjonalnego kryzysu i obydwojgu z nich udaje się ten kryzys życiowy czy twórczy zażegnać. Gorzej, gdy powrót równa się kapitulacji, brakowi perspektyw na zatrudnienie albo po prostu lenistwu.

Kadr z filmu Wieczny student

Różnorodne sposoby ucieczki, choć specyficzne dla danych czasów, nie są tak naprawdę niczym nowym, jeżeli spojrzeć na nie z szerszej perspektywy. To fakt, że trwa moda choćby na współczesny nomadyzm, ale podobne podejście było również udziałem osób żyjących w poprzednich dekadach, a nawet wiekach. Uniwersalny pozostaje również rozdźwięk między jasną a ciemną stroną ucieczki. Pozorna ucieczka może okazać się początkiem prawdziwego, pełniejszego, szczęśliwszego życia. Może być też po prostu pójściem na łatwiznę i odcięciem się od problemów i odpowiedzialności. Są rzeczy, od których nie można uciec, jeśli nawet odejdzie się od nich bardzo daleko pisał Haruki Murakami w Kronice ptaka nakręcacza. To prawda stara jak świat i zawsze aktualna.

Kadry z filmu Powrót do Garden State

Kadr z filmu „W świecie kobiet”

Fot. youtube.com, materiały prasowe

Wybór Enter The Room

Instagram enter The Room

object(stdClass)#926 (3) { ["error_type"]=> string(23) "OAuthRateLimitException" ["code"]=> int(429) ["error_message"]=> string(179) "You have exceeded the maximum number of requests per hour. You have performed a total of 1171 requests in the last hour. Our general maximum limit is set at 500 requests per hour." }

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items