Miasto słońca i zielonego wina, gdzie wszędzie jest pod górkę. W stolicy Portugalii ogrzejemy się nawet w grudniu. Co lepszego od weekendu w Lizbonie?

To nie jest miasto dla rodziców z wózkiem dziecięcym, ani dla osób, które nie lubią chodzić – Lizbona wymaga od odwiedzających nie lada wysiłku. Owszem, można korzystać z rozległej komunikacji, ale te najciekawsze środki transportu – zwłaszcza legendarne linie tramwajowe, funicular – windy miejskie (np. Elevador de Santa Justa albo Elevator da Glória pochodzące jeszcze z XIX wieku) oraz tzw. bica, czyli ni to windy, ni to tramwaje – jednak nie należy to do przyjemności, odkąd każdy wagonik szczelnie wypełniają turyści. By poznać Lizbonę, najlepiej założyć najwygodniejsze buty i przygotować się na długi spacer. Nie dajcie się zwieść mapie – odległości może wyglądają na niewielkie, ale często trzeba wspinać się po stromych uliczkach.

4

Wycieczka do stolicy Portugalii będzie nie lada wyzwaniem dla osób nietolerujących gluten. Wszechobecne pastelarie, które zapraszają aromatem słodkich wypieków i widokiem piętrzących się ciastek w witrynach skuszą każdego. Oto nasze wskazówki, by dwa dni w tym mieście wykorzystać jak najprzyjemniej.

2

Przede wszystkim: zapomnijcie o samochodach. Najlepiej wykupić Viva Card, załadować ją na parę przejazdów i pozwolić sobie na tour de pastelarias. Jeśli przyjechaliście tu na weekend, zapewne nie starczy wam czasu, by wypróbować wszystkich frykasów i alkoholi serwowanych w tych piekarnio-ciastkarnio-barach. Polecamy te, w których przesiadują miejscowi – wiekowi przyjaciele przy kieliszku porto, urocze babcie z wdziękiem zajadające pastel de nata. Jedno ostrzeżenie: dostosujcie się do obowiązujących na Południu godzin posiłków: obiad je się od 12 do ok. 15, a następnie większość restauracji jest zamknięta aż do godziny 19 lub 20. Dopiero wtedy możecie liczyć na porządną kolację. Nie zbliżajcie się też do knajp, które zatrudniają naganiacza, a menu mają przygotowane w 5 językach. Warto poświęcić trochę czasu na spacer z dala od głównych ulic. A jeśli do dorsza przygrywa tutejsza kapela (niekoniecznie fado), to jeszcze lepiej. Zazwyczaj to miejsca klimatyczne i zbyt ciemne, by robić w nich zdjęcia. I dobrze – rzadko zobaczycie tu, by ktoś próbował uwiecznić posiłek, drinka czy wyjątkowo udaną piankę na cappuccino. Po pierwsze dlatego, że wszyscy wychylają tu espresso przy barowej ladzie, po drugie – każdy po prostu żyje codziennością i nigdzie się nie spieszy. Chyba, że jest turystą i próbuje zwiedzić miasto w weekend.

9

Gdzie spać? Polecamy Inspira Santa Marta Hotel, w którym odpoczniecie po dniu pełnym atrakcji. Harmonijne wnętrza przygotowane w myśl zasad Feng Shui, napędzany zieloną energią hotel ze SPA w centrum miasta – o tej oazie spokoju mówił nam Nicolas Roucos, manager Inspira Santa Marta Hotel. Jeśli macie w planach imprezową noc i nie straszny wam nocleg w towarzystwie dopiero co poznanych osób, wypróbujcie opcję low-budget i hostel The Independente z punktem widokowym Miradouro de São Pedro tuż naprzeciwko.

6

Na śniadanie najlepiej zadowolić się pastel de nata. O nim powinny powstawać ballady. Chrupka „skórka”, budyniowe wnętrze, najlepiej podawany na ciepło, z cynamonową posypką. W Lizbonie natkniemy się na wiele szyldów reklamujących „najlepsze pastel de nata na świecie”, ale lepiej zaufać tradycji. Na przykład odwiedzić Confeitarię Nacional, która funkcjonuje od 1829 roku. Czas przy Praça da Figueira 18B się chyba zatrzymał. Jedna z najstarszych w Europie cukierni wciąż posiada bardzo porządny tearoom. Tu czekają na nas ciastka z mąki ryżowej, bola de Berlim, czyli portugalska wersja Pfannkocher, Almendrados, czyli migdałowe ciasteczka, Ovos de Alentejo (tradycyjne „jajka” z cukru, żółtek i opłatka – przepis pochodzi z klasztorów w Alentejo, oryginalna receptura datowana jest na XVIII wiek) o wariacjach na temat pączków, eklerów, trufli i innych rolad nie wspominając. Innym godnym polecenia miejscem jest Aloma Pastelaria przy Rua Francisco Metrass 67, która działa od 1943 roku.

1

Posileni? Czas na spacer. We wtorki i soboty czynny jest targ staroci na Campo de Santa Clara. Warto go odwiedzić, chociaż wygląda naprawdę parszywie. Tutejsi kieszonkowcy ponoć podnieśli swój fach do rangi sztuki. Lepiej poprzestać tylko na patrzeniu – nie można być pewnym, że sztuka, którą chcemy tu kupić, nie jest właśnie ukradziona… Campo de Santa Clara znajduje się niedaleko obrzeży najstarszej dzielnicy Lizbony – Alfamy. To okolica pełna urokliwych zaułków, wielu wzniesień i murów z czasów arabskiej dominacji na Półwyspie Iberyjskim. Na Largo da Sé jest najstarszy kościół w mieście – Katedra Najświętszej Maryi Panny. W tych okolicach musicie być przygotowani, że zapłacicie 7 euro za chleb tostowy z sardynkami, ale wspaniały widok na Tag też ma swoją cenę. Jeszcze trochę wzwyż i dojdziecie do Castelo de São Jorge, Zamku św. Jerzego, który góruje nad całym miastem. Zbudowany przez Maurów w XII wieku jest gratką dla rodzin z dziećmi i wielbicieli architektury, przyjemniej jednak wybrać się aż na sam szczyt jednego z 7 legendarnych wzgórz, na których leży Lizbona. Przy tarasie widokowym Miradouro da Graça znajduje się kościół, ale i kiosk z vinho verde, kawą i innymi smakołykami.

5

Stąd możemy wypróbować turystyczny tramwaj E28, kursujący pomiędzy cmentarzem Prazerez a coraz ciekawszą dzielnicą Martin-Moniz. Przejedziemy na drugi koniec miasta, na kolejne wzgórze, do kolejnego kościoła i kolejnej przyjemnej knajpki. Mowa o Jardim da Estrela. W środku parku, nad jeziorkiem, z widokiem na Bazylikę, znajduje się jedna z najsympatyczniejszych kawiarni świata. Portugalczycy dbają o każdy skrawek zieleni – trzeba to docenić. Kolejnym parkiem, który trzeba odwiedzić, jest Jardim do Príncipe Real. Tu dzieci wchodzą na rozłożyste cedry, w knajpie Esplanada, przy kioskach z kawą i alkoholem Lizbończycy popijają małe piwa – imperials – przy lekturze gazet codziennych. W parku bywają też targi rękodzieła i ekologicznych produktów, ale największe wrażenia robią sklepy z antykami – kafelkami, biżuterią, meblami. Czasem to wypełnione po brzegi, zakurzone dziuple, a czasem – designerskie butiki, takie jak Embaixada przy Praça do Príncipe Real, pod numerem 26. Niedaleko znajduje się też Ribeiro da Cunha, budynek z 1857 roku, na dwóch jego piętrach można zakupić ubrania od niszowych projektantów. Wyżej, na Rua da Escola Politécnica – polecamy np. X SPORTS LAB (ta sportowa marka oficjalnie nie wysyła zamówień do Polski, ale wystarczy wysłać maila – bardzo dbają o klienta!). Tuż obok jest Jardim Botânico, ale z ulicy widać jedynie czubki palm.

7

W okolicy Rua D. Pedro znajdują się miejsca warte polecenia: Solar do Vinho do Porto z ponad 300 rodzajami porto do wypróbowania, Pavilhão Chinês, które jest trochę barem, a trochę galerią antyków, Pub Lisboeta – malutka knajpa, gdzie można spróbować smakowitych drinków i prawdziwie portugalskiego tapas. Pewnym adresem na Bairro Alto jest Rua da Alalaia, gdzie impreza trwa w najlepsze niezależnie od dnia tygodnia. To też enklawa szczególnie przyjazna dla gejów i lesbijek. Macie już dosyć sangrii, porto albo vinho verde? Czas na gin i koktajle w O Bom o Mau e o Vilão na Rua do Alecrim 21. Tutejszy Dobry, Zły i Brzydki serwują fantastyczny miks alkoholu w urzekającej atmosferze. Nie wychodźcie stamtąd, dopóki nie spróbujecie tytułowych shotów. I jeszcze ostatnie z alkoholowych poleceń: ginjal, czyli nalewka z wiśni. Uwaga na owoce – są mocno nasączone alkoholem, wystarczy jeden plastikowy kubeczek, żeby zgubić orientację w terenie! Przyjemnie jest napić się jej w okolicach Praça da Figueira, gdzie zwykle wieczorami przygrywają młodzi muzycy.

8

Po rozrywkowej nocy – trochę kultury. MUDE – Museu do Design e da Moda znajduje się przy Rue Augusta w dzielnicy Baixa. Tzw. Dolne Miasto zostało odbudowane po trzęsieniu miasta w 1755 roku. Teraz czekają tam na nas banki, sieciówki i zawrotne ceny w restauracjach. Jest tu jeden sklepik warty polecenia – Typographia z oryginalnymi tiszertami. Z miejsc kulturalnych polecamy też Chiado Museum (Rua Serpa Pinto 4) oraz muzealną kawiarnię.

12

Stąd już blisko do kultowego Time Out Mercado da Ribeira, czyli hali targowej przy Cais do Sodré, tuż nad rzeką Tag. Oprócz tradycyjnej części handlowej znajduje się tu też ok. 30 kuchni znanych restaratorów, 500 miejsc do siedzenia, nie licząc tarasu i sklepów np. Conserveira Nacional (puszka sardynek lub dorsza to najlepszy prezent, jeśli podróżujecie tylko z bagażem podręcznym), Garrafeira Nacional albo Arcádia, która produkuje czekoladki od 1930 roku. Na tyłach Mercado koniecznie znajdźcie Café Tati, gdzie spotyka się lizbońska bohema, by napić się herbaty i dziergać szaliki przy wtórze jazzujących kapeli. Chcecie usłyszeć tradycyjne fado? Polecamy retro-knajpę Lisboa Vadia przy Rua de São Mamede ao Caldas 33. Szukacie tradycyjnej portugalskiej kuchni? Najlepszym miejscem na spróbowanie dań z owoców morza będzie Zapata na Rua Poço dos Negros 47.

3

Tym sposobem zawędrowaliście w najciekawszą sklepową okolicę – trójkąt wyznaczany przez ulice: Calçada do Combro, Rua Poiais de São Bento, Rua Poço dos Nedros, Rua de São Bento, Rua das Gaivotas. Tutejsze butiki, galerie, restauracje, kawiarnie, księgarnie, pracownie meblarskie czy fryzjerskie skupia organizacja TRIANGULO. Sprawdźcie np. Letra Livre, Atelier, Casa Raphael Baldaya, Pastelaria Alva, Velharias Vasco, Matchbox, Saloia (polecamy zwłaszcza sałatkę ze świeżym serem, migdałami i miodem!), Oficina 37, Oficina Coletiva… A najlepiej po prostu zgubić się między uliczkami.

14

Niezapomniane przeżycia zapewni Oceanário. Osiem tysięcy wodnych stworzeń, cztery środowiska (Antarktyda, Atlantyk, Pacyfik i Morze Indyjskie), jedna wystawa czasowa, którą trzeba zobaczyć. Zaprojektował ją Takashi Amano, ekolog-wizjoner, który zmarł w tym roku. Jego podwodny ogród ma w sobie japońską wrażliwość i umiłowanie do nietrwałego piękna – zmienia się z dnia na dzień, zupełnie jak środowisko naturalne. Lizbońskie oceanarium zachwyca rozmachem i dbałością o dobro przebywających tu zwierząt.

13

Jeśli macie więcej czasu, koniecznie wsiądźcie w tramwaj E15 i wybierzcie się do odległego od centrum Alcântra, gdzie znajduje się Lx Factory – industrialna przestrzeń zaadaptowana przez designerskie butiki, dziuple z perełkami vintage, nowoczesne restauracje. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na MF Ceramics, czyli pracownię Margaridy Melof. Jej prace są urzekające, proste, lecz z lizbońskim sznytem. Zakupy u niej to o wiele lepszy pomysł niż inwestowanie w pamiątki pod postacią legendarnych kafelków, które chciwi sprzedawcy po prostu skuwają z przestrzeni miasta. W Lx znajdziemy także Muito Muito, butik z wyselekcjonowanymi ubraniami i dodatkami vintage. 

11

Lizbona to nie tylko kafelki, cukiernie i fado. W obraz miasta wpisuje się (niekoniecznie na stałe) szeroko pojęte graffiti: APAURB, czyli Portugalskie Stowarzyszenie Sztuki Ulicy stworzyło ogólnodostępne galerie street-artu. Oprócz rozsianych po Lizbonie muralach zobaczcie na przykład stację Alcântara-Mar albo trasę przy Calçada da Glória. A jeśli wam mało, to na całodzienną wycieczkę czeka magiczna Sintra, Cascais i Setúbal.

10

Fot. Marta Mitek, Triangulo: Buddhy, opracowanie graficzne Małgorzata Stolińska dla enter the ROOM

Wybór Enter The Room

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data