Błogosławieństwo czy przekleństwo? Postępowość czy zwykła deprawacja? Moda? A może wszelkie etykiety tylko ograniczają nasz seksualny potencjał?

Temat seksu wciąż nas rozpala. Niezależnie od tego, czy mieści się w teoretycznie powszechnej heteronormie, czy dotyczy zjawisk marginalnych. Niby jest to osobista sprawa z kim sypiamy, ale w naszym zachodnim społeczeństwie istnieje silna tendencja do określania się przez seksualną tożsamość. Chcemy wiedzieć, czy ktoś jest homoseksualistą czy nie jest, mimo że wiele to przecież nie powinno zmieniać w naszych stosunkach, bo przede wszystkim liczy się to, jakim jest się człowiekiem. Największy problem mamy jednak ze wszystkim, co nieokreślone. Z jednej strony część osób urodzonych w okolicach lat 90. zdaje się przywiązywać coraz mniejszą wagę do etykiet, nie chce się sztywno określać, bo uważa to za ograniczającą ich seksualny potencjał, niepotrzebną stratę czasu i ustanawianie sztucznych wartości i granic, bo przecież ktoś może nas pociągać ze względu na swoją inteligencję, a nie to, co ma w majtkach. Ta elastyczność wynika pewnie z wychowania na MTV i zapatrzenia na takie gwiazdki jak Miley Cyrus, która otwarcie deklaruje, że jest panseksualna (czyli ma potencjał seksualny, który może być skierowany na każdego i na wszystko). I jeśli nawet postawa milenialsów i kolejnych po nich pokoleń nie ma dużego przełożenia na ich postępowanie, to jest otwierająca i pokazuje, jak bardzo kultura, środowisko, w którym się wychowujemy wpływają na to, jak postrzegamy siebie i innych, jak podchodzimy do spraw seksu i inności. Dzieci wychowujące się w zróżnicowanych grupach rasowych lub stykające się na co dzień z niepełnoprawnością, są bardziej tolerancyjne na wszystkich polach. Inność w ich rozumieniu nie konotuje strachu, a ciekawość. Wracając jednak do seksualności, to z drugiej strony tworzymy kolejne szczegółowe pojęcia na określenie nawet rzadkich preferencji seksualnych. Skala Kinseya dawno okazała się niewystarczająca. Chcemy tę naszą seksualność drobiazgowo opisać. 

1

Kadr z filmu Pomieszanie płci, którego bohaterem jest 40-letni biseksualny prawnik Alain  materiały prasowe

Wygląda to tak, że albo chcemy swobodnie rozwijać swój seksualny potencjał, nie oglądając się na sztucznie wykreowane normy i przywiązując tym samym małą wagę do terminologii, albo usilnie dążymy do określenia swojej tożsamości, tak jak wciąż zadajemy pytania, o cel życia, o to kim jesteśmy. Od zawsze tak było, tylko dziś się o tym mówi i to też w określonych kręgach. Niektórzy się określają, inni po prostu praktykują. W tym wszystkim znajduje się biseksualizm, który przeżywa medialny renesans. Choć to też nic nowego, jego przykłady znajdziemy już w starożytność, kiedy kontakty z kobietami i mężczyznami były na porządku dziennym, choć niekoniecznie traktowano je równorzędnie. W antycznej Grecji na przykład miłość homoseksualna bywała wyżej ceniona niż heteroseksualna. 

Chcemy wiedzieć, czy ktoś jest homoseksualistą czy nie jest, mimo że wiele to przecież nie powinno zmieniać w naszych stosunkach, bo przede wszystkim liczy się to, jakim jest się człowiekiem. Największy problem mamy jednak ze wszystkim, co nieokreślone.

Biseksualność występowała więc od zawsze. Ale czy to naturalna predyspozycja? Czy sami naginamy się zależnie od sytuacji, z konieczności, ciekawości? Czy mówienie o biseksualności jest nam potrzebne? A może w pewnych kręgach po prostu wypada być biseksualnym? Dla odpowiedniej autokreacji, dla otworzenia sobie różnych drzwi – bo nie ma się co czarować, seks uprawiamy z różnych powodów: od przyjemności, przez nowe doświadczenia, po interesy. Kolejność tych przyczyny może być dowolnie przestawiana i trudno to jednoznacznie oceniać. Seksualność jest procesem, a nie czymś raz na zawsze danym. Możemy całe życie (w tym to seksualne) spędzić z jednym partnerem, co nie oznacza, że w naszej głowie nie pojawią się pragnienia o różnych odcieniach. W psychologii nazywa się to teorią kontinuum seksualnego. Według amerykańskiego psychiatry Fritza Kleina orientacja psychoseksualna jest dynamicznym, wieloosiowym procesem, w który zaangażowane są zainteresowania seksualne, zachowanie, fantazje erotyczne, czynniki emocjonalne, samoidentyfikacja i styl życia.

Mimo wszystko można się zastanawiać, czy biseksualiści to nie jedna z mniejszości, która ma najgorzej. Trochę niewidoczna, bo przecież dostrzegamy konkretne realizacje seksualności takich osób, czyli homo- lub heteroseksualne, a zakodowane w niej niedookreślenie konfuduje innych. Biseksualność bywa bagatelizowana lub demonizowana – bo skoro mogę wszystko, to chcę wszystkiego, w tym samym czasie, podnieca mnie każdy mężczyzna, i każda kobieta. Strzeżcie się! Biseksualność to dość nieostra preferencja, często indywidualnie interpretowana, zarówno przez tych, którzy ją odczuwają, jak i wszystkich innych. Jeśli ktoś teoretycznie czuje pociąg do obu płci, ale nie realizuje go, to może wcale nie jest bi? Może boi się przyznać do homoseksualności po prostu? Do tego dochodzi mnogość biseksualnych konfiguracji, faktyczne wchodzenie w tym samym czasie w związki czy jakieś seksrelacje zarówno z kobietami, jak i mężczyznami, które mogą być równorzędne albo mniej i bardziej ważne. Dla innych będzie to tylko świadomość biseksualnego potencjału. Ale też w całym tym rozchwianiu, niezdecydowaniu lub rozpasaniu, które się zarzuca osobom bi, jest przecież, w przeciwieństwie na przykład do totalnej elastyczności, jakieś określenie się, świadomość swoich potrzeb, możliwości.

Dzieci wychowujące się w zróżnicowanych grupach rasowych lub stykające się na co dzień z niepełnoprawnością, są bardziej tolerancyjne na wszystkich polach.

Mówiąc o biseksualizmie często podkreśla się, że dotyczy on raczej kobiet niż mężczyzn, że to one są bardziej otwarte, elastyczne seksualnie. Może to wpływ kina, a zwłaszcza produkcji porno, z których można wnioskować, że każda kobieta to trochę lesbijka. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Notre Dame w stanie Indiana w USA wprawdzie pokazują, że kobiety częściej wykazują preferencje biseksualne, ale różnica jest niewielka, zaledwie kilka procent. Badacze podkreślają, że ogromne znaczenie mają tu czynniku środowiskowe i doświadczenia przy konstruowaniu tożsamości seksualnej. Wobec kobiet jest mniej kulturowych obostrzeń, a prawdziwym mężczyzną można się stać tylko poprzez zaprzeczenie, że nie jest się kobietą ani gejem. Kobiecy homoseksualizm uznawany jest za podniecający, a ten męski zalicza się do kategorii „fu”.

5

Kadr z filmu Miejsca intymne  materiały prasowe

Do lat 70. XX wieku biseksualność nie była ogólnie uznawana za odrębną tożsamość płciową. Dopiero wtedy w mediach znani ludzie zaczęli przyznawać się do biseksualizmu, wśród nich była pisarka Kate Millett, David Bowie, Margaret Mead, która twierdziła, że jest to normalny i powszechny przejaw ludzkiej seksualności. Wtedy też rozpoczęła się walka ze społeczną niewidocznością i marginalizacją biseksualności, z kulturą opartą na dualistycznym myśleniu, która piętnuje osoby bi jako niewiarygodne. Biseksualność postrzegano jako istotny element każdej koncepcji wolności seksualnej i społecznej, pozytywne nastawienie do seksu, pojawiły się organizacje na podobieństwo tych walczących o prawa gejów i lesbijek. 

Albo chcemy swobodnie rozwijać swój seksualny potencjał, nie oglądając się na sztucznie wykreowane normy, albo usilnie dążymy do określenia swojej tożsamości. Niektórzy się określają, inni po prostu praktykują. W tym wszystkim znajduje się biseksualizm, który przeżywa medialny renesans.

Więc co z tą biseksualnością? Może nie ma się faktycznie czym podniecać, tylko raczej przyznać osobom, które ją odczuwają pełne prawo do tego, a nie na siłę dążyć do ich opowiedzenia się po którejś stronie, co jest wygodne dla otoczenia, ale nie dla nich. Biseksualny pociąg, który nie odnosi się do płci, a do konkretnej osoby jest w pewien sposób romantyczny. Może oparty jest na idealistycznych założeniach, ale do takich ideałów wpisujących się w wielowymiarowość seksualności warto dążyć. Biseksualność, choć oznacza mało konkretne, ale jednak określenie się, wskazuje na ambiwalencję seksualności, jej ogromny, nieograniczony potencjał i to, że sama w sobie powinna być podniecająca, a nie to kto z kim aktualnie sypia i dlaczego.

6

 Kadr z filmu Wilgote miejsca materiały prasowe

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items