Truman Capote

Musisz koniecznie posprzątać mieszkanie, nakarmić kota (to akurat może mieć sens), odpisać na wszystkie wiadomości czy wyjść z kolegą do kina. Dopiero wtedy możesz wreszcie zabrać się do pracy. Problem w tym, że ilość czynności, które „musisz” wykonać mnoży się z niebezpieczną prędkością, a biurko wydaje się być oddzielone od świata polem minowym, na które nie daj boże spróbować nastąpić. Znajomy schemat? Prokrastynacja, czyli wieczne odciąganie czynności w czasie, to specjalność pisarzy. Także tych najlepszych, z Victorem Hugo, Charlesem Dickensem i Trumanem Capote na czele.

Każdy z nas, niezależnie od tego, czym się zajmuje, narażony jest na uleganie słodko-gorzkiej pokusie prokrastynacji. W końcu odkładać można właściwie wszystko – nie tylko pracę, ale i wykonanie ważnego telefonu, pójście do lekarza, rozmówienie się z partnerem, z którym już nie chcemy być, wysłanie CV albo umycie okien, które po raz ostatni zetknęły się z środkiem czyszczącym poprzedniej wiosny. Konsekwentne unikanie określonej czynności jest nieraz ryzykowne i wzbudza w nas rosnące, gnieżdżące się gdzieś w żołądku i klatce piersiowej poczucie winy. Chroni jednak przed małą lub większą apokalipsą, bo jak długo zwlekamy, tak długo nie usłyszymy złych wieści od lekarza czy nie zetkniemy się z odstręczającym brudem na szybach.

Choć o tytuł „mistrza” prokrastynacji mogłoby się pewnie ubiegać wielu z nas, a każdy, nawet jeżeli nie siebie, znalazłby z łatwością pretendenta do tego miana w swoim otoczeniu, za najwybitniejszych reprezentantów „dziedziny” nie bez powodu uchodzą pisarze. Zarówno ci znani wszystkim, jak i ci, którzy może i pisarzami chcieli i mogli zostać, ale zawsze coś im w tym przeszkadzało – najpewniej któreś z zadań z długiej listy czynności światowej wagi. Dlaczego akurat osoby trudniące się pisaniem mają tendencję do odkładania ważnych rzeczy na później i czego można się nauczyć na ich błędach?

Jaco Van Dormael: Jeżeli chcesz pisać, musisz nauczyć się siedzieć przy biurku przynajmniej dwie godziny dziennie i nie robić nic innego poza pisaniem. Wyłączyć komputer, wyłączyć telefon.

Powodów, dla których trudno zabrać się do pisania, jest wiele i sama coś o tym wiem. Po pierwsze: pisanie to dość długi proces. Jeżeli musisz napisać krótkiego maila czy średniej długości tekst informacyjny, wiesz, że zanim się obejrzysz, będzie po sprawie. Natomiast kiedy w grę wchodzą dłuższe formy, wiesz, że będziesz musiał lub musiała przeznaczyć na ich realizację cały dzień, a nieraz całe tygodnie, miesiące lub nawet lata. Im dłuższy proces przed tobą i im bardziej wymagająca forma, tym bardziej abstrakcyjna wydaje się idea, że w ogóle skończysz pisać. Tym częściej w trakcie może wkraść się zwątpienie.

2 truman capote hugo dickens pisarz writer colette miller tart sontag gorey

Alan Gorey, Donna Tartt

Po drugie: największą przeszkodą może być po prostu strach. Carol Dweck, jedna z najbardziej znanych specjalistek od psychologii motywacji uważa, że pisarzom (czy to potencjalnym, czy już doświadczonym) przeszkadza przede wszystkim obawa przed tym, że to, co napiszą, nie będzie wystarczająco dobre. W końcu póki nie zabiorą się do pisania, nic nie ryzykują. Wciąż mogą mniej lub bardziej naiwnie wierzyć, że kiedyś okażą się równie utalentowani, co Joyce, Kafka i Huxley razem wzięci. A kiedy już coś napiszą, rzeczywistość, niekoniecznie już tak kolorowa, da o sobie znać. Problem w tym, że aby pisać dobrze czy świetnie, trzeba też napisać coś złego. Jak podkreśla Dweck: uczymy się przede wszystkim na własnych błędach, a jeśli żadnych błędów nie popełnimy, nie nauczymy się niczego.

Akt tworzenia często zaczyna się dopiero, gdy strach przed zrobieniem czegoś średnio dobrego zastąpi strach przed niezrobieniem absolutnie niczego. Dlatego tak przydatny w branży kreatywnej jest deadline. Kiedy wiesz, że musisz coś zrobić i obawiasz się, jakie konsekwencje spotkają cię, jeżeli nie wykonasz swojego zadania, po prostu bierzesz się do pracy.

Obawa przed zrobieniem czegoś nie tak jest jednak u osób wykonujących artystyczne zawody bardzo silna. Badania Dweck dowodzą, że wśród ludzi, odnoszących nawet spektakularne sukcesy, powszechna jest fobia, że w każdej chwili ktoś może ich „zdemaskować” jako niekompetentnych. Osoby te często boją się nowych wyzwań i przeciągają rozpoczęcie pracy nad wymagającymi zadaniami, bo obawiają się, że im nie sprostają.

Megan McArdle z „The Atlantic” uważa, że ważnym powodem opóźniania pracy przez pisarzy mogą być też doświadczenia nabyte jeszcze w szkole. Według amerykańskiej dziennikarki sporo osób parających się pisaniem już jako dzieci mogło pochwalić się inteligencją, pewnym oczytaniem i błyskotliwością. To sprawiało, że spora część tych młodych humanistów świetnie radziła sobie w szkole lub na studiach, przynajmniej na części przedmiotów. Ludzie ci mogli przyzwyczaić się do tego, że są w stanie ekspresowo napisać wypracowanie i nie muszą zabierać się do tego odpowiednio wcześniej, tak jak reszta uczniów. Mogli przygotowywać się do egzaminu w ostatniej chwili, bo wiedzieli, że i tak nie będą mieć wielkiego problemu ze zdaniem testu. W ten sposób nie nauczyli się regularności i ciężkiej pracy. Wyrośli na osoby zdolne, ale mniej lub bardziej leniwe, które zaczęły przegrywać w starciu z bardziej obowiązkowymi rówieśnikami. I tak niezachwiane przekonanie o własnym talencie mogło zaprowadzić ich na manowce, a zderzenie z rynkową konkurencją, pozbawić pewności siebie. A bez pewności siebie jeszcze trudniej zabrać się za pisanie i uwierzyć, że napisze się coś godnego uwagi. I tak błędne koło się zamyka.

1 truman capote hugo dickens pisarz writer colette miller tart sontag gorey

Sidonie-Gabrielle Colette, Agatha Christie

Kolejny powód, dla którego akurat pisarze mają problemy z prokrastynacją ma związek z tak zwanym mechanizmem szybkiej nagrody. Im dłuższy proces pracy, tym później możemy liczyć na nagrodę – przede wszystkim własną satysfakcję, ale i uznanie czy pieniądze. A jako ludzie jesteśmy z natury dość leniwi, czekanie nam nie odpowiada. Nagradzamy się więc za byle co – idziemy na lody albo wino ze znajomymi, bo już przecież tak się przemęczyliśmy, siedząc kilka godzin przy biurku. Nie ma nic złego w tym, by czasem się rozpieszczać, ale notoryczne wybieranie przyjemności zamiast obowiązków to już co innego. Takie zachowanie powszechnie określane jest jako dziecinne i rzeczywiście właśnie z czasów dzieciństwa się wywodzi. Skłonność do korzystania z mechanizmu szybkiej nagrody mają przede wszystkim osoby, które jako dzieci bywały rozpieszczane.

A co jeżeli całe pokolenie to w pewnym sensie duże, rozpieszczone dzieci? Tak mówi się o milenialsach (urodzonych według większości klasyfikacji między rokiem 1980 a 1995), nazywając ich najbardziej egoistyczną, leniwą i rozkapryszoną generacją. Może to klasyfikacja trochę na wyrost, krzywdząca, ale jednak jakąś prawdę w sobie zawiera. Czy w związku z tym wśród milenialsów, według psychologów szczególnie skłonnych do prokrastynacji, znajdą się wybitni pisarze, którym uda się dokończyć swoje wielkie dzieła?

Są spore szanse, że tak. Literacki Armagedon raczej nam nie grozi, w końcu prokrastynacja i wielki talent nierzadko idą w parze. Przykładów jest na to bez liku. Pierwszy z brzegu – Victor Hugo. Autor słynnego „Dzwonnika z Notre Dame” czy „Nędzników” do tego stopnia nie mógł zabrać się za pisanie, że w końcu pokusił się o zastosowanie ekstremalnych środków. Narzucił sobie areszt domowy, zamknął wszystkie swoje ubrania i pozbył się klucza, by w żadnym razie nie kusiły go wyjścia do miasta. Efekt? Wieczny prokrastynator skończył „Dzwonnika…” przed narzuconym przez wydawcę terminem. Podobnych problemów pisanie nastręczało Sidonie-Gabrielle Colette. Francuska autorka nie potrafiła zacząć tworzyć, póki nie wyłapała wszystkich pcheł gnieżdżących się w sierści jej buldoga o imieniu Souci. A pcheł oczywiście stale przybywało i Colette co dzień wykonywała syzyfową pracę, zanim ewentualnie udawało jej się usiąść nad notatkami.

3 truman capote hugo dickens pisarz writer colette miller tart sontag gorey

Henry Miller

Jeszcze inni pisarze wyczekiwali mitologizowanej przez nich weny, a bez niej – ani rusz. Ekstremalnym przykładem może być tu Graham Greene, który wyglądał znaku od wszechświata, że pora już tworzyć. Jak pisze Celia Blue Johnson w książce „Pisarze starej daty”, Greene miał obsesję na punkcie liczb. Angielski powieściopisarz i dramaturg musiał dostrzec gdzieś w swoim otoczeniu ich określoną kombinację, by zdecydować, że czas napisać choć słowo. Podobno Greene potrafił całymi tygodniami wpatrywać się tablice rejestracyjne nadjeżdżających samochodów. Na szczęście kosmos był dla niego łaskawy i czasami wyczekiwane liczby się pojawiały, a w takim momencie Greene czuł się już zobligowany do pisania. W ten sposób stworzył blisko 30 powieści.

Nie tylko Greene potrzebował określonych okoliczności, by zacząć pisać. Fryderyk Schiller mógł tworzyć tylko przy zapachu gnijących jabłek, a Edith Sitwell przed pracą potrzebowała dłuższej chwili wyciszenia w… trumnie. O zdecydowanie niestandardowych miejscach pracy literatów pisaliśmy już jakiś czas temu, pokazując, że siedzenie przy biurku do ich ulubionych czynności przeważnie nie należało. Sposoby pracy (a raczej jej odwlekania), którymi mogą się „pochwalić” słynni literaci, bywały jednak równie ekscentryczne, co same miejsca pracy. Kolejnym potwierdzeniem tej tezy może być przykład Trumana Capote.

Autor „Śniadania u Tiffany’ego” stosował cały szereg usprawiedliwień, by nie pracować. Obsesyjnie bał się liczby 13, dlatego, gdy tylko pojawiała się ona w pobliżu (na przykład w numerze hotelowego pokoju), nie tylko nie mógł tworzyć, ale i musiał natychmiast opuścić dane miejsce. Przesądny Capote nie pisał też w piątki ani nigdy w momencie, gdy w popielniczce znajdowało się więcej niż 3 niedopałki. Palący w zatrważających ilościach Capote raczej daleko w ten sposób by nie zaszedł, gdyby nie fakt, że nie przeszkadzało mu chowanie zużytych papierosów do kieszeni marynarki. Amerykanin tworzył w łóżku lub na kanapie, spędzając nieraz całe godziny na paleniu i piciu kawy, herbaty lub czegoś mocniejszego, zanim rozpoczynał pisanie. Z blokadą twórczą notorycznie zmagał się również Charles Dickens. Wymyślił jednak sposób, który pomagał mu się przełamać. Gdziekolwiek nie podróżował, zabierał ze sobą 9 przedmiotów, patrząc na nie, relaksował się. Wśród nich była między innymi żaba z brązu i dziwna statuetka sprzedawcy psów otoczonego przez szczenięta.

5 truman capote hugo dickens pisarz writer colette miller tart sontag gorey

Charles Dickens

Choć prokrastynacja najwyraźniej nie uniemożliwia stworzenia wybitnego dzieła, do dobrych praktyk z pewnością nie należy. Badania przeprowadzone na Case Western University jeszcze w latach 90. dowodzą, że prokrastynacja prowadzi do podwyższenia hormonu stresu, a sam stres do wielu poważnych chorób. Odwlekanie, nie tylko pisania, na zdrowie nam nie wyjdzie. Jak więc zmusić się do wykonania czynności, którą notorycznie odkładamy na później? Sposobów jest kilka i wcale nie trzeba działać tak drastycznie jak Victor Hugo. Psychologowie radzą, by nie obwiniać się za dotychczasowe zwlekanie, bo wywoła to w nas jeszcze większe napięcie. Prokrastynację trzeba sobie wybaczyć, ale i zrozumieć, że nam szkodzi i że nie chcemy w nią brnąc. Pomaga również dzielenie pracy na mniejsze części, ale nie nagradzanie się za wykonanie każdej pojedynczej czynności. I co najważniejsze: największym sprzymierzeńcem w walce z prokrastynacją są dobre przyzwyczajenia. Ernest Hemingway pisał codziennie, zawsze wstawał skoro świt i zabierał się do pracy, niezależnie od tego, czy wcześniejszej nocy pił na umór, czy znajdował się właśnie w podróży, na froncie, na sawannie, czy w paryskiej kawiarni. To przyzwyczajenie nabył jeszcze kiedy pracował jako dziennikarz i do końca życia pozostał wierny swojej rutynie.

Ernest Hemingway pisał codziennie, zawsze wstawał skoro świt i zabierał się do pracy, niezależnie od tego, czy wcześniejszej nocy pił na umór, czy znajdował się właśnie w podróży, na froncie, na sawannie, czy w paryskiej kawiarni. 

„Miałem naprawdę świetnego nauczyciela scenopisarstwa, który powiedział mi kiedyś, że prawdziwego scenarzystę można poznać po tyle jego spodni. Muszą być wymięte od siedzenia. Jeżeli chcesz pisać, musisz nauczyć się siedzieć przy biurku przynajmniej dwie godziny dziennie i nie robić nic innego poza pisaniem. Wyłączyć komputer, wyłączyć telefon. Nie zawsze będzie to łatwe, szczególnie na początku. Czasem będziesz po prostu się nudzić. Pisanie nie zawsze jest ekstremalnie przyjemne. Ale jest przyjemne czasami i dla tych momentów warto pisać. Im bardziej się przyzwyczaisz do tej czynności, tym będzie ci łatwiej” – powiedział kiedyś w udzielonym mi wywiadzie Jaco Van Dormael, ceniony belgijski reżyser i scenarzysta. I tego się trzymam. W końcu znienawidzone przyzwyczajenie, kojarzone z nudą i stagnacją, ma też swoje zalety. 

 6 truman capote hugo dickens pisarz writer colette miller tart sontag gorey

Susan Sontag

Fot. wikipedia.org, reddit.com, rd.com, pinterest.com

Wybór Enter The Room

Instagram enter The Room

object(stdClass)#927 (3) { ["error_type"]=> string(23) "OAuthRateLimitException" ["code"]=> int(429) ["error_message"]=> string(178) "You have exceeded the maximum number of requests per hour. You have performed a total of 743 requests in the last hour. Our general maximum limit is set at 500 requests per hour." }

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items