Tu przychodzi się po książki i do rudej kotki. Tu można napić się kawy, porozmawiać o książkach i o życiu, poczytać na czerwonej kanapie. Tym razem w naszym książkowym cyklu o swoich czytelniczych przyzwyczajeniach i pracy wśród książek opowiada nam Iwona Tomaszewska z warszawskiej księgarni Bagatela na Pięterku. 

Codziennie przed pracą, wyskakując na kawę lub obiad i wychodząc już z redakcji na koniec dnia, mijamy znajdującą się po sąsiedzku księgarnię Bagatela na Pięterku. Często przystajemy wtedy koło witryny pełnej książek i kwiatów, bo wspomniana księgarnia mieści się na piętrze nad kwiaciarnią. Więc najpierw zapach kwiatów, potem zapach farby drukarskiej i jeszcze do tego dobra muzyka, bo księgarnia dzieli się przestrzenią ze sklepem muzycznym. Tak kultura i przyroda pozostają w doskonałej symbiozie na placu Unii Lubelskiej. Ale zanim trafimy na piętro do dwóch przesympatycznych pań księgarek, Iwony Tomaszewskiej i Kasi Daniluk-Molskiej z którymi można porozmawiać nie tylko o książkach starych i nowych, ale także o każdym w zasadzie aspekcie życia – jest wspomniana witryna. Więc stoimy zapatrzeni pojedynczo lub grupowo na to, co warto przeczytać, co przeoczyliśmy, co może nas nie szczególnie zainteresowało, kiedy pisano o tej czy innej właśnie pozycji w zapowiedziach wydawniczych. Tymczasem rekomendację pań z Bagateli cenimy. I kotki Rysi, która siedzi czy też częściej leży w wystawowym oknie, tym bardziej zachęcając do wejścia. Bo tu przychodzi się po książki i do rudej kotki. Tu można napić się kawy, porozmawiać, poczytać na czerwonej kanapie.

Dlatego prędzej czy później musiało to nastąpić, trafiliśmy na pięterko, aby porozmawiać o książkach do naszego cyklu Reading ROOM. Siadamy na kanapie, wdychamy zapach książek, kotka ociera się o nasze nogi i daje drapać za uszami.

2 reading room book store ksiegarnia na pieterku kot cat ksiazki wywiad

Jak to się stało, że związała pani swoje życie z książkami?

Całe moje życie jest związane z książkami. Wychowałam się w domu, w którym było dużo książek, więc czytałam od zawsze, od kiedy pamiętam. Później, kiedy byłam już nastolatką, nastąpiła taka sytuacja w moim życiu, że mój o 10 lat starszy brat ożenił się z dziewczyną, która skończyła liceum księgarskie i pracowała w księgarni. Lubiłam zaglądać tam do niej, a kiedy chodziłam już do szkoły średniej, to nawet trochę pomagałam jej w tej pracy i bardzo mi się to spodobało. Więc kiedy skończyłam szkołę i nie za bardzo wiedziałam, co mam ze sobą dalej zrobić, to postanowiłam zatrudnić się w Domu Książki. To było kiedyś praktycznie jedyne przedsiębiorstwo tego typu. Nie było niezależnych księgarń. Zaczynały się pojawiać tylko pojedyncze, prywatne antykwariaty. Natomiast księgarnie nie. Później, w latach 90., w wyniku transformacji Dom Książki jako przedsiębiorstwo upadł, a pojedyncze księgarnie zaczęły się prywatyzować. Pracownicy księgarń zaczęli przejmować sprawy w swoje ręce. To był ich zawód, pasja, ich klienci i życie. Ja, jako już paroletni pracownik księgarski, też zostałam w branży. Pracowałam w nieistniejącej już księgarni na Pradze, na Targowej, w której był też antykwariat i dział reprintów. Kiedy została zamknięta, przeszłam do Odeonu, a jedną z jego filii była księgarnia przy ulicy Bagatela. Później z przyczyn czynszowych ten Odeon został zamknięty, więc wróciłam do głównej bazy, która znajdowała się na Hożej. Po jakimś czasie okazało się, że tutaj na dole, na Bagateli, wydawnictwo Prószyński otwiera swoją księgarnię. Uznałam więc, że wracam, bo człowiek przyzwyczaja się nie tylko do książek, lecz także do miejsca i do klientów. I tak, po różnych kolejach losu tego lokalu na dole, wylądowałam na górze już jako współwłaścicielka księgarni. Pracuję tu 17 lat. Większość ludzi, którzy tu przychodzą to moi stali klienci, a ja wiem, po co oni przychodzą, wiem, jakie mają oczekiwania. I to nie jest tylko kwestia umiejętności sprzedania książki. To kwestia podejścia do drugiego człowieka, rozmowy, a rozmawiać można o wszystkim: o tym, że ząb boli i tak dalej. Pod tym względem jesteśmy bardzo otwarte – ja i moja wspólniczka. Myślę, że wielu ludzi odczuwa potrzebę, aby przychodzić do takich miejsc jak nasza księgarnia, a nie do jakiejś sieciowej.

 

Sieciowe księgarnie wydają się bezduszne, nastawione wyłącznie na sprzedaż.

Myślę, że ta bezduszność wynika z formy, w jakiej działają takie miejsca. Oni oczywiście też chcą, żeby ten kontakt z klientem był jak najlepszy, tylko myślę, że ich polityka kadrowa do tego tematu nie dochodzi. Tam pracują ludzie bardzo młodzi. Pracują rok, dwa, a potem idą dalej. Szukają czegoś innego. Pomijając już względy finansowe, to nie jest łatwa praca, trzeba to lubić, trzeba się temu oddać. Według mnie w ciągu roku lub dwóch lat nie da się nauczyć księgarstwa. Ja jestem w tym fachu już 30 lat i ciągle dochodzę do wniosku, że jeszcze mało nie umiem. Poza tym takie księgarnie jak nasza mają jeszcze jeden plus. Tutaj mogą zaistnieć wydawnictwa, które w sieciówkach nie mają szans, niszowe, które wydają stosunkowo niewiele, debiuty literackie, rzeczy, które nie są należycie promowane, a powinny. Mainstreamowe media powinny bardziej promować niszowe wydawnictwa, które wydają masę fantastycznej literatury, która gdzieś umyka. I po to są takie miejsca jak nasze. Żeby klient mógł odnaleźć tego typu książki.

 

Tym bardziej, że z ogromu nowości czasem ciężko wyłowić perełki. W redakcji codziennie dostajemy informacje prasowe o nowych książkach. Mamy wrażenie, że nowości jest naprawdę dużo w stosunku do małej liczby czytających.

Niestety, nie jesteśmy czytającym społeczeństwem. I to nie dotyczy tylko książek, lecz także prasy. Gdzie jest przyczyna? Ciężko powiedzieć. Na pewno część osób poszła w e-booki, czyta w sieci. Ludzie niekoniecznie kupują w księgarni. W Warszawie nie ma problemu z dostępem do księgarń, ale w małej miejscowości pozostają w zasadzie tylko zakupy przez internet, nie ma kontaktu z książką, możliwości przejrzenia jej.

4 reading room book store ksiegarnia na pieterku kot cat ksiazki wywiad

Skoro jest tak dużo nowości, to jak tu wybrać asortyment? Celuje się w sprawdzone wydawnictwa, nazwiska?

Są takie nazwiska, mniej lub bardziej znane, jak i wydawnictwa mające nosa, literackie wyczucie, że wiadomo, że od nich będą dobre książki. Warto też zwracać uwagę na opinie krytyków literackich. Na przykład Paweł Dunin-Wąsowicz ma świetne wyczucie literatury. On też stara się szukać nazwisk dopiero wschodzących. Bardzo mu za to dziękuję, bo myślę, że robi bardzo dobrą robotę. Nie jest łatwo. Ja też dostaję codziennie od wydawnictw, od hurtowni masę nowości. Ale my nie jesteśmy Empikiem. Chociażby ze względu na powierzchnię. Więc zaważa tu gust, nasze wyczucie i potrzeby naszych odbiorców, klientów. Dla nich musimy to bardzo selekcjonować. Ale myślę, że to dobrze dla literatury i naszej księgarni. Nie chwaląc się, uważam, że nasze gusta, moje i mojej koleżanki, działają. Bo ludzie przychodzą i pytają, co ostatnio czytałyśmy. Mam paru takich klientów, którym w ciemno daję jakieś pozycje. I nie zdarza się, żeby przyszli i powiedzieli, że to było nie to. Więc to ta bliskość, z księgarnią i klientem. Nie na wszystkim się jednak znam. Są dziedziny literatury, którymi się nie zajmowałam, ale to nie znaczy, że nie mogę znaleźć czy ściągnąć dla klienta książki, której akurat potrzebuje.

 

Ma pani długie doświadczenie w branży, widziała pani jak na przestrzeni lat zmieniają się preferencje czytelników. Po jakie książki sięgało się kiedyś, a po jakie teraz? Może z tej perspektywy da się ocenić, skąd wziął się ten nasz problem z czytelnictwem?

Zaczęłam pracę w 1987 roku. Nie było wtedy książek. Żyliśmy w specyficznych czasach, byliśmy trochę oderwani od rzeczywistości. Tak jak w sklepach nie było mięsa, tak w księgarniach nie było książek. Były więc kolejki po kalendarze, encyklopedie, po wszystko. Była potrzeba posiadania książek. Tak jak w XX-leciu przed wojną posiadanie domowej biblioteki świadczyło o statusie rodziny, tak wtedy być może posiadanie książek, książek-legend, za co można było mieć nieprzyjemności, kłopoty z władzą, to było coś! Książka była bardzo wartościowa. Bo jej nie było. Dopiero w latach 90. zaczynały się ukazywać wszystkie rzeczy wydane na emigracji i polskie wydania literatury zagranicznej. Na to był boom. Książki-legendy nagle był dostępne. Dobra literatura. W czasach komuny też się ukazywało sporo dobrej literatury, redaktorzy, ludzie zajmujący się książką mieli jeszcze ten przedwojenny smak, gust literacki, więc kiedy wydawali zagranicznych autorów, to tych najlepszych. Ale jednak działała cenzura, co miało swoje znaczenie. Pod koniec lat 90. książki zaczęły być zbędne, ważniejsze stało się posiadanie gadżetów, samochodów, mieszkań. I tak jest do dziś. Choć oczywiście jest część ludzi, którzy czytają i to czytanie jest dla nich zawsze na pierwszym miejscu. Mam jeszcze takie spostrzeżenie, że jest cała masa przepięknie wydawanych książek dla dzieci, polskich i zagranicznych, a potem zaczyna się przerwa. Mam wrażenie, że dla dzieci między 12. a 15. rokiem życia jest stosunkowo mało literatury.

 

Która mogłaby dzieci przy książkach zatrzymać?

Tak. Pięknie sprzedaje się książka dla małych dzieci. Czyli jest dobry początek, ale potem to gdzieś ginie. I mam wrażenie, że chodzi właśnie o ten okres dojrzewania. Człowiek wychodzi ze szkoły podstawowej i nawyk, i przyjemność czytania giną. Poza tym na czytanie trzeba też mieć czas.

 

A jak pani go znajduje?

W pracy spędzam 8 godzin, jeszcze dojazdy, życie prywatne. Stosunkowo czasu na czytanie dużo nie ma, ale się udaje. Księgarz jednak czyta w trochę inny sposób. Czasami nie czytam książki od deski do deski. Znam autora, znam styl, czytam recenzje, przeglądam. W inny sposób myślę o literaturze, bo ja ją jeszcze muszę sprzedać i polecić. Praktycznie nie bywam klientem księgarni. Może to straszne, ale dostępność książek tutaj i forma w jakiej pracuję nie stwarzają mi takiej potrzeby. Jednak paradoksalnie księgarnia jest jednym z niewielu miejsc, gdzie nie czytam. Nie nauczyłam się tego. Nawet gdy nic się nie dzieje, nie potrafię skupić uwagi na książce. Moje myśli są gdzie indziej. Natomiast bardzo chętnie czytam w środkach transportu, potrafię się bardzo skutecznie odizolować. Czasem potrafię przegapić swój przystanek.

5 reading room book store ksiegarnia na pieterku kot cat ksiazki wywiad

Powiedziała pani, że patrzy inaczej na książki. Którzy autorzy dalej do pani docierają, a którzy przez to, że czytało się już ileś ich książek, niekoniecznie robią takie wrażenie jak kiedyś?

Bywa tak, że czuję przesyt. W pewnym momencie poczułam to do prozy Jerzego Pilcha. Ale z reguły potem i tak wracam. Gdy coś mnie nuży, to zaczynam zajmować się inną częścią. Z literatury polskiej przesiadam się na kryminały, biografie, reportaż. Ale potem ukazuje się coś nowego i czuję, że trzeba to sprawdzić. Nowa książka Pilcha pozwoliła mi do niego wrócić. To się tak nawarstwia. Rzadko wracam do klasyki, ale myślę, że to jest jeszcze przede mną. Mamy rok Sienkiewiczowski. Nie czytam jednak Sienkiewicza od deski do deski. Biorę powieść i czytam jakiś fragment, żeby sobie przypomnieć. Potrafię znaleźć taki fragment, bo znam te książki dość dobrze. I to są moje powroty do literatury. Ostatnio z dużą przyjemnością czytam literaturę dziecięcą. Być może przez mój wiek zaczynam odczuwać taką chęć powrotu. I zawsze znajduję coś dla siebie. Robię to także ze względów zawodowych, bo chcę wiedzieć, jak się teraz dla dzieci pisze. Są ludzie zakochani w pewnych autorach, gatunkach. Są tacy, którzy czytają tylko fantastykę, której ja w tej chwili zupełnie nie czytam. Kiedyś mnie fascynowała, natomiast teraz niekoniecznie. Żyję obecnie w bardziej realnym świecie. Być może przyjdzie potrzeba ucieczki, oderwania się od realności ziemskiej literatury, to pewnie wtedy wrócę do fantastyki. Czytając beletrystykę, mam dosyć dużą tendencję do utożsamienia się z bohaterem i dlatego niektóre książki mi się podobają, a niektóre nie. Bo czasami postać jest mi tak różna psychicznie, że nie jestem w stanie się w nią wczuć, nie rozumiem jej. A kiedy postaci są mi bliskie, wtedy czyta mi się znakomicie.

 

Często kiedy rozmawiamy w ramach cyklu Reading ROOM, pojawia się wątek, że ktoś odnalazł w książce samego siebie.

Tak to działa. To kwestia naszych uczuć, podświadomości, charakteru, nastroju. Ja na przykład strasznie nie lubię czytać smutnych książek jesienią. Ciemno, mało słońca i jak jeszcze czytam coś przygnębiającego, to to bardzo źle na mnie działa. Więc staram się tego unikać, bo to uczucie nie jest mi bliskie, a potrafi dać w kość.

 

Bo chyba ważne, żeby trafić na odpowiednią książkę w odpowiednim momencie życia.

Czasami jest książka jakiegoś autora, na którą bardzo czekam, w końcu trafia do moich rąk i okazuje się, że to nie to. Ale potem zmienia się sytuacja życiowa i postanawiam do tego tytułu wrócić. Nastrój ma znaczenie. Mam też w moim życiu cykliczne zmęczenie literaturą. Staram się jednak, żeby nie trwało za długo. Nie mam wtedy nastroju na czytanie. To jest tydzień, może z 10 dni, kiedy nie biorę książki do ręki. Te przerwy bardzo mi pomagają. One są potrzebne. Dają oddech i wracam do czytania ze zdwojoną chęcią.

1 reading room book store ksiegarnia na pieterku kot cat ksiazki wywiad

A co czyta pani w tym momencie?

W tym momencie czytam „Płyń z tonącymi” Larsa Myttinga. To druga książka tego norweskiego autora. Pierwsza to „Porąb i spal”, czyli książka o drewnie, ubarwiona anegdotami. Natomiast druga to powieść, zresztą bardzo fajna, o człowieku poszukującym historii swojej rodziny. Autor jednak stara się przemycać tę swoją pasję do drewna i tutaj. I robi to w bardzo uroczy sposób. Tytuł dostał nagrodę norweskich księgarzy, a wydało to u nas takie nieduże wydawnictwo „Smak słowa”. Wydają naprawdę ciekawą literaturę. Bardzo polecam. Książka Myttinga do najweselszych nie należy, bo w tle jest trudna historia, ale niesie bardzo pozytywne przesłanie. Zresztą miałam też bardzo pozytywny odzew od klientów, którym ją poleciłam. To jest moja lektura na teraz.

 

A są jakieś perełki, które w tym momencie pani ma i szczególnie poleca? O, Cabre? [Pani Iwona pokazuje nam „Cień eunucha” Jaume Cabré.]

Uważam, że to jest naprawdę znakomity autor, dla wymagających czytelników. Ci, którzy lubią lekką literaturę, może nie zaliczą go do ulubionych. Ale rzeczywiście jest to bardzo, bardzo dobre. Niezwykle przyjemną i dobrze napisaną książką, którą też ostatnio polecam jest kryminał z kulinariami w tle, czyli „Przepisy na miłość i zbrodnię”. Nie mam w tym momencie „Dzienników” Rosenberga, czekamy na nie, ale jest to na pewno lektura obowiązkowa dla ludzi zainteresowanych historią. Z nieco starszych pozycji są „Excentrycy” Włodzimierza Kowalewskiego, książka, którą fantastycznie się czyta, a na jej podstawie Jerzy Majewski nakręcił kapitalny film. A miłośnikom literatury amerykańskiej polecam mojego ukochanego Steinbecka. Jego „Tortilla Flat” to książka, do której często wracam, zwłaszcza kiedy jest mi smutno, choć nie jest o łatwych tematach. Jestem też wielką miłośniczką literatury czeskiej. Uwielbiam tę formę, te zdania! Po latach przypomniałam sobie na przykład „Śmierć pięknych saren” Oty Pavla, bo niedawno ukazało się wznowienie.

 

Skoro na co dzień w pracy jest pani otoczona taką ilością książek, to czy jest w pani potrzeba gromadzenia ich?

Kiedy mam potrzebę posiadania w domu danej książki, to ją kupuję. Jednak przez moje życie trochę tych książek się nagromadziło, więc na ogół jednak pożyczam, czytam i oddaję. Niektóre jednak trzeba mieć na półce, zwłaszcza takie, do których się wraca. To się dobrze sprawdza zwłaszcza w przypadku poezji czy literatury klasycznej.

 

Księgarnia Bagatela na Pięterku, ul. Bagatela 14, plac Unii Lubelskiej

6 reading room book store ksiegarnia na pieterku kot cat ksiazki wywiad

Fot. Marcos Rodriguez Velo dla enter the ROOM

Wybór Enter The Room

300 x 250

Instagram enter The Room