Tętniąca życiem metropolia, pełne społecznych i kulturowych sprzeczności miasto, które nigdy nie śpi. W Bangkoku można spędzić kilka lat i dalej nie móc powiedzieć, że poznało się go naprawdę. Ociekające złotem pałace i świątynie sąsiadują z nowoczesnymi centrami handlowymi a pomiędzy szklanymi drapaczami chmur centrum biznesowego uliczni sprzedawcy serwują z rozklekotanych wózków najlepszy na świecie street food. Wszystko to sprawia, że w Bangkoku po prostu nie sposób się nie zakochać. Choć wielu traktuje miasto jako krótki przystanek przed dalszą podróżą przez Azję, warto się tu zatrzymać na dłużej, by choć trochę zasmakować jedynego w swoim rodzaju klimatu nazywanej Miastem Aniołów metropolii.

Każdy, kto przylatuje do Bangkoku, zwróci na pewno w pierwszej kolejności uwagę na to, że zjeść coś można tu dosłownie na każdym kroku i o każdej porze. Nawet jeśli samolot wylądował o drugiej w nocy, a hotel nie znajduje się w centrum, z pewnością w jednej z pobliskich uliczek uda się znaleźć wózek z Pad Thai (smażonym, aromatycznym makaronem ryżowym z dodatkiem sosu z tamaryndowca, warzyw, tofu i owoców morza albo kurczaka), sałatką z papai albo zupą kokosową. Uliczne jedzenie w Bangkoku jest naprawdę fenomenalne: nie tylko pyszne, ale też tanie, bo smażony ryż z dodatkami można zjeść już za równowartość pięciu złotych. Większość sprzedawców specjalizuje się w jednej, góra dwóch potrawach, a „restauracja” składa się zwykle z wózka na kółkach i gazowego palnika z jednym wokiem lub, jeśli serwuje satay albo inne mięso, prowizorycznego grilla zrobionego najczęściej z beczki po oleju. W wersji ekskluzywnej posiłek można zjeść, siedząc przy plastikowym stoliczku, ale często jedzenie sprzedaje się tylko na wynos. Bardziej obyci z europejskimi gustami „szefowie kuchni” zapytają, czy danie ma być ostre. Super, bo nie każdy chce, żeby już pierwszego dnia lokalna kuchnia dosłownie przepaliła mu spodnie. Niestety dla naszych wydelikaconych przewodów pokarmowych „not spicy” w Tajlandii oznacza, że pani zamiast dziesięciu ostrych papryczek, wrzuci nam do potrawy tylko pięć. Wszelkie protesty, wymachiwanie rękami itp. skwituje szerokim uśmiechem od ucha do ucha i słowami: „yes, no spicy, very good”. Cóż, Tajowie ostre potrawy jedzą od dziecka, a tolerancję na chilli dosłownie wysysają z mlekiem matki –moja znajoma karmiła 6-miesięczne dziecko piersią tuż po zjedzeniu diabelnie ostrej zupy Tom Yum, a na pytanie, czy lekarz nie zalecił jej delikatniejszej diety wybuchnęła szczerym śmiechem. Warto wiedzieć, że ostrość, oprócz walorów smakowych, ma też zastosowanie praktyczne – wbrew powszechnemu przekonaniu pikantne jedzenie wychładza organizm, co w klimacie tropikalnym jest nie do przecenienia, a dodatkowo działa antybakteryjnie. Kto jednak zdecydowanie nie lubi ostrych potraw, może spokojnie zamówić wspomniany wcześniej Pad Thai, który jako danie śniadaniowe jest zwykle bardzo łagodny, czy do woli raczyć się przygotowywanymi na bazie świeżych owoców smoothies. Jedno jest pewne  nie da się poznać Bangkoku i tajskiej kultury nie jedząc na ulicy. Przy straganach spotyka się prawdziwy przekrój społeczeństwa: panowie w garniturach, kierowcy tuk-tuków, policjanci i wracające ze szkoły uczennice w mundurkach. Oprócz rozrzuconych po całym mieście pojedynczych straganów na kółkach, street foodem można się raczyć też na skupiających ulicznych sprzedawców targach, takich jak Ratchawat Market, Nang Loeng Market czy Wang Lang Market. Znakomite uliczne jedzenie można też naleźć w Chinatown, gdzie wiele straganów specjalizuje się w rybach i owocach morza, takich jak kalmary, langusty, ostrygi, a nawet jeżowce.

1 chinatown bangkok podroze travel thaichinatown pad thai street food

4 pad tai bangkok podroze travel thaichinatown pad thai street food

9 street food bangkok podroze travel thaichinatown pad thai street food

5 restauracja uliczna chinatown bangkok podroze travel thaichinatown pad thai street food

12 chinatown bangkok podroze travel thaichinatown pad thai street food

Oczywiście Bangkok oprócz street foodu ma też do zaoferowania wiele restauracji, w tym sporo ekskluzywnych miejsc na światowym poziomie, proponujących specjały kuchni tajskiej, azjatyckiej i europejskiej. Oczywiście, jeśli jesteście w Bangkoku tylko na parę dni, odpuśćcie sobie miejsca serwujące „najlepszą pizzę w Azji”, bo w każdej przeciętnej pizzerii we Włoszech zjecie lepszy placek, czy „best burger in town” (serio, można przeżyć 2 tygodnie, a nawet miesiąc bez tego, co w Warszawie można dostać na każdym rogu). Zamiast tego lepiej odkrywać kuchnię tajską, a kiedy ta wam już się znudzi, co jest raczej mało prawdopodobne, przerzucić się na bardzo silnie reprezentowaną kuchnię wietnamską, kambodżańską, chińską, japońską czy malezyjską.

Tajlandia pod względem jedzenia przypomina trochę Włochy, i nie chodzi tu tylko o miłość do makaronów. Podobnie jak w słonecznej Italii, tak tu, ciężko mówić o jednej kuchni w całym kraju, bo każdy region ma lokalne przysmaki: zupełnie co innego podadzą nam na wyspach, a co innego w górskim Chiang Mai. Za to w Bangkoku można znaleźć wszystko. I tak, Baan Padthai serwuje tajskie specjały takie jak suszone na miejscu krewetki, sałatkę z mięsem niebieskiego kraba, wrapy z owocami morza zawijanymi w liście jarmużu czy sztandarowe danie – Pad Thai z 18 sekretnymi składnikami. Z kolei w Chef Man zjemy obłędne dim sumy (ponoć najlepsze w mieście) czy kaczkę po pekińsku serwowaną z plastrami soczystego mango. Wszystkie dania powstają w otwartej kuchni, można więc podziwiać uwijających się z prędkością światła kucharzy. Kto ma ochotę na luksus w prawdziwie kolonialnym stylu, powinien wybrać się do Blue Elephant, gdzie meble z drzewa tekowego i ratanu i prawdziwe autentyczna, tajska kuchnia (tutejszy kucharz gotował dla rodziny królewskiej) przeniesie was w czasie do początków ubiegłego stulecia.

2 bangkok bangkok podroze travel thaichinatown pad thai street food

10 switynia bangkok podroze travel thaichinatown pad thai street food

8 kalmary bangkok podroze travel thaichinatown pad thai street food

Posileni specjałami syjamskiej kuchni, możemy już wybrać się na zakupy. Tu również, tak jak w kwestii jedzenia, panuje godna podziwu różnorodność. W luksusowych centrach handlowych, takich jak Siam Paragon czy Siam Discovery, znajdziemy butiki śmietanki światowej sławy projektantów. Niestety, większość z nich jest droższa niż w Europie ze względu na nakładane przez rząd podatki. Można się tam jednak wybrać ze względu na piękny design wnętrz czy odwiedzić jeden z barów i poobserwować życie wyższych sfer Bangkoku. Zakupy lepiej zrobić w sklepach tajskich projektantów, takich jak Statement, multibrand zrzeszający creme de la creme tutejszego krawiectwa, czy Roseman, gdzie znajdziemy okulary projektowane w Tajlandii, ale produkowane w 100% w Japonii. Indigo to Indian oferuje z kolei ubrania i akcesoria do domu powstające z tradycyjnych tkanin z północy kraju. Ale prawdziwą radość sprawią wszystkim na pewno zakupy na jednym z targów. W weekend trzeba się koniecznie wybrać na Chatuchak Market  to jeden z największych targów na świecie, gdzie na powierzchni prawie 11 hektarów znajduje się ponad 15 000 straganów sprzedających produkty z całej Tajlandii. Ten prawdziwy zakupowy raj ma do zaoferowania 27 sekcji, gdzie znaleźć można wszystko od ubrań i akcesoriów, biżuterii, przedmiotów do domu, przez kosmetyki, jedzenie, obrazy, kwiaty i rośliny aż po nawet żywe zwierzęta. Można tu zaopatrzyć się w prezenty dla rodziny i znajomych, ceny są najczęściej bardzo niskie- za zakupy „hurtowe” (od 2 sztuk wzwyż) dostaniemy rabat, a kto się nie targuje, ten trąba.

7 siam discovery bangkok podroze travel thaichinatown pad thai street food

Ponieważ Bangkok nigdy nie śpi, bardzo popularne są tu targi nocne. Jednym z nich jest Ratchada Train Night Market. Podobnie jak Chatuchak, Ratchada podzielony jest na różne sekcje, gdzie znaleźć można ubrania, akcesoria czy pamiątki, a także dużo antyków. Jest tu też świetna sekcja jedzeniowa, więc market jest popularnym miejscem na weekendowe wypady na kolację czy drinka, w wielu barach grana jest muzyka na żywo, więc cały obszar dosłownie tętni życiem. Z kolei niedaleko Chatuchak znajduje się Green Vintage Night Market, gdzie obok ubrań i akcesoriów z lat 70. i 80. znaleźć można takie kolekcjonerskie perełki jak oldskulowe Nintendo czy Tamagotchi.

6 siam discovery bangkok podroze travel thaichinatown pad thai street food

3 chatuchak market bangkok podroze travel thaichinatown pad thai street food

Tajowie są bardzo imprezowymi ludźmi: kochają spotykać się ze znajomymi, jeść, pić i słuchać muzyki na żywo, którą oferuje większość barów. Taki koncert może być dla gości z Europy bardzo ciekawym doświadczeniem – obok tradycyjnej, tajskiej muzyki, która, szczególnie w pierwszym kontakcie może się okazać dla waszych uszu równie niestawna, jak dla brzuchów solidnie doprawiona chilli sałatka z papai, często wykonywane są tajskie covery europejskich przebojów. Plus jest taki, że w barach panuje zwykle iście szampańska atmosfera, a po kilku butelkach Changa, tutejszego piwa, nawet Madonna po tajsku staje się znośna. Skoro już o piwie mowa, to Tajowie są prawdziwymi koneserami złocistego trunku. Jednym z lepszych miejsc na degustację dokonań tutejszych browarów jest Let the Boy Die. Serwuje się tu piwa od małych lokalnych producentów, wszystko w otoczeniu zwisających z sufitu roślin i ścian z obsypującym się tynkiem. Kto zamiast piwa woli coś mocniejszego, powinien udać się do mieszczącego się w intensywnie różowym, ponad 100-letnim domu Namasaah Bottling Trust. Tutejsze menu koktajli jest imponujące, a do klasyków, takich jak Whisky Sour, barman dodaje zawsze coś, co sprawia, że drink nabiera lokalnego charakteru. Dodatkowo serwują tu obłędne, azjatyckie tapasy. Jeśli szukacie czegoś trendy, musicie koniecznie odwiedzić Tep Bar, najgorętszą miejscówkę sezonu. Mieszczący się  w ciemnej uliczce na przedmieściach Chinatown bar ciężko znaleźć, w dodatku z zewnątrz wygląda lekko odstraszająco, ale wnętrze i karta drinków zdecydowanie wynagradzają wszelkie niedogodności. Jedyny minus jest taki, że ceny są tu zdecydowanie bardziej europejskie niż azjatyckie. Ale kto powiedział, że bycie trendy jest tanie? Kto zamiast błądzić po ciemnych uliczkach woli podziwiać miasto z góry, musi koniecznie wybrać się do jednego ze sky barów. Bangkok ma do zaoferowania sporo usytuowanych na najwyższych piętrach drapaczy chmur lokali, gdzie można wypić drinka, podziwiając jednocześnie imponującą panoramę miasta. Mieszczący się na 61. piętrze hotelu Banyan Tree Vertigo and Moon Bar oprócz widoku na całe miasto oferuje wybór najlepszych szampanów, egzotyczne koktajle, a także kolacje na bazie owoców morza. Z kolei z baru na dachu Lebua Sky Tower jest  najlepszy widok na rzekę i zachody słońca, a w Three Sixty na dachu hotelu Millenium Hilton co wieczór odbywają się koncerty jazzowe.

W barach panuje zwykle iście szampańska atmosfera, a po kilku butelkach Changa, tutejszego piwa, nawet Madonna po tajsku staje się znośna.

Bangkok ma tyle obliczy, że nie sposób będąc turystą poznać je wszystkie. Warto jednak spróbować choć trochę zrozumieć to miasto i zamiast serwować sobie turystyczną papkę, postarać się żyć tak jak Tajowie: zjeść na ulicy, a potem wybrać się na lokalny market. Z pewnością sprawdzi się tu zasada „kto pyta, nie błądzi”, bo Tajowie to jedni z najmilszych i najbardziej pomocnych ludzi na świecie. Zanim więc udacie się wygrzewać na jednej z rajskich wysp, warto spędzić kilka dni w tym hipnotyzująco różnorodnym mieście.

13 tep bar bangkok podroze travel thaichinatown pad thai street food

11 rzeka river bangkok podroze travel thaichinatown pad thai street food

Fot. Natalia Jeziorek dla enter the ROOM

Wybór Enter The Room

Instagram enter The Room

object(stdClass)#7350 (3) { ["error_type"]=> string(23) "OAuthRateLimitException" ["code"]=> int(429) ["error_message"]=> string(179) "You have exceeded the maximum number of requests per hour. You have performed a total of 1257 requests in the last hour. Our general maximum limit is set at 500 requests per hour." }

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items