„Te kolacje u was to jak podróż wehikułem czasu” – usłyszałam kiedyś i, przyznam szczerze, dość solidnie mnie wmurowało w podłogę. Kiedy po dość długiej chwili niezręcznego milczenia, udało mi się wydukać pytanie dlaczego?!, usłyszałam, że takie perfekcyjne, że aż jak z innej epoki.

Perfekcyjną nie nazwałabym siebie w żadnym razie. Owszem, lubię ładnie podać jedzenie, gotować też lubię, ale daleko mi do mojej babci, niczym lokaj z „Downton Abbey” mierzącej odległość sztućców od talerza czy krochmalącej płócienne serwetki. Nie kroję marchewki od linijki, nie szoruję fug szczoteczką do zębów, po prostu lubię estetycznie nakryty stół, a ponieważ uważam, że jemy też oczami, staram się, żeby dania ładnie się prezentowały. Nie uważam wcale, żeby dla dwóch dorosłych osób (bo w kuchni mamy równouprawnienie), którym gotowanie sprawia przyjemność, przygotowanie dwudaniowej kolacji z deserem czy kilku prostych przekąsek stanowiło jakiś wyczyn. Ale wygląda na to, że się mylę, bo najwyraźniej fakt, że sama robię hummus, zamiast kupić go w dyskoncie, stawia mnie w oczach niektórych na równi z Marthą Stewart. A to, że staram się nie dopuścić do tego, by goście przedzierali się przez tabuny psiej sierści gwarantuje mi koronę Perfekcyjnej Pani Domu.

O tym, że perfekcjonizm, czy nawet wszystko, co o niego zahacza, jest passe, świadczy dobitnie fakt, że fanpage Chujowa Pani Domu ma grubo ponad pół miliona fanów. I w sumie nic dziwnego, bo jego ironii i humoru nie sposób nie docenić. Popularność CHPD przyciąga rzesze kobiet, które chętnie dzielą się przykładami na to, jak bardzo są niedoskonałe. Ale nawet tu, gdzie wydawać by się mogło, że można znaleźć wsparcie, okazuje się, że człowiek człowiekowi wilkiem. Do głębszej refleksji skłoniła mnie słowna przepychanka, która wywiązała się między dwoma internautkami. Jedna z nich zrobiła dla dziecka ze starej pościeli bardzo pomysłowy hamaczek. I ta pomysłowość okazała się dla niej zgubna. Dlaczego? „Ty nie jesteś chujowa, jesteś perfekcyjna!” – oskarżała jedna. „Wcale nie, bo ja tego nie kupiłam, tylko zrobiłam z niczego, jestem chujową matką!” – broniła się autorka posta. Przecierając oczy, obserwowałam nowe komentarze. Oto kilka dziewczyn licytuje się, która z nich jest bardziej „chujowa”, a określenie „wzorowa matka” traktują jak najgorszą obelgę. I choć bardzo daleka jestem od wartościowania kobiety przez jej umiejętność prowadzenia domu, nie mogłam się opędzić od myśli: „do czego to doszło?!” OK,, sama wrzuciłam kiedyś na fanpage CHPD zdjęcie kaczki, która zamiast złotego koloru osiągnęła odcień smolistej czerni, ale nie uważam faktu przypalenia kolacji za największe osiągnięcie życia i nie obrażę się, jeśli ktoś mi powie, że zdarzyło mi się to raz, a najczęściej mi wychodzi. Choć programy kulinarne osiągają coraz większą popularność, a gotowanie na powrót staje się „cool”, wiele dziewczyn uważa, że niezależnym kobietom sukcesu ono po prostu nie przystoi. I jeśli chodzi o to, że nie lubią gotować, robi to za nie ich partner albo jedzą na mieście, bo lubią, to wszystko jest w jak najlepszym porządku. Problem pojawia się wtedy, kiedy czegoś nie robimy tylko po to, żeby sobie albo innym coś udowodnić.

3 natalia jeziorek felieton perfekcyjna pani domu chujowa pani domu

Perfekcjonizm nie jest też, szczególnie w pewnych kręgach, pożądany w wyglądzie zewnętrznym. Oczywiście, jesteśmy zewsząd bombardowane zdjęciami idealnych modelek i w tej kwestii niewiele się zmieniło, bo choć co jakiś czas pojawiają się kampanie z udziałem dziewczyn plus size, to wydaje się, że świat mody nigdy nie zrezygnuje z chudości. Za to coraz bardziej trendy staje się podkreślanie swoich niedoskonałości. Aparat na zębach, grube szkła okularów – wszystko to z obciachu urosło do rangi modnego. I super, bo samoakceptacja jest bardzo ważna. Co prawda trochę zdziwił mnie pokaz jednego z prezentujących się na New York Fashion Week projektantów, gdzie modele mieli tłuste włosy i pryszcze, no ale cóż, McQueen kiedyś obłożył modelki błotem i krwią, więc do kontrowersji na wybiegach każda interesująca się tematem osoba jest już przyzwyczajona. Jakiś czas temu zaczęła się też moda na niegolenie nóg czy pach – i z tym mam szczerze mówiąc pewien problem. Zbyt dobrze chyba pamiętam czasy, gdy włosy na nogach w pakiecie z transparentnymi rajstopami w kolorze „opalonym” jeszcze nie były modne i nie świadczyły o byciu postępową, a wręcz przeciwnie. Oczywiście, każda kobieta ma prawo sama decydować o sobie i robić ze swoim ciałem, co tylko jej się podoba. Ciężko mi natomiast zrozumieć, dlaczego z prywatnej sprawy robi się manifest pod tytułem: „jestem trendy, mam włosy pod pachami!”. Jeśli chodzi o pokazanie kobietom, że są wolne i mogą o sobie decydować, to OK, ale prawda jest taka, że jest wiele takich, dla których owłosienie na ciele jest najmniejszym problemem. To właśnie na nie miała zwrócić uwagę akcja „Get Hairy February”, zachęcająca kobiety, by w lutym nie usuwały włosów na ciele, a zaoszczędzone na akcesoriach do golenia pieniądze wpłaciły na konto fundacji pomagającej ofiarom przemocy domowej. W przypadku, kiedy możemy własne ciało wykorzystać, żeby pomóc innym – super, gorzej, jeśli nieogolone nogi stają się kolejnym trendem, sposobem, żeby się wyróżnić czy zaistnieć. A jeszcze gorzej, jeśli w szale naturalności zatracimy się tak bardzo, że na te, które lubią być gładkie zaczniemy patrzeć kosym okiem. O sile i niezależności świadczą przecież nasze czyny, a nie to, jak wyglądamy. Przypisywanie określeniu „silna i niezależna” jakiegokolwiek wyglądu jest złe, niezależnie od tego, czy miałyby o tych przymiotach świadczyć 20-centymetrowe obcasy, czy nieogolone pachy.

Kobiety bardzo się od siebie różnią. Są takie, które jako dziewczynki wchodziły na drzewa i te, które szyły ubranka dla lalek. W dorosłym życiu też nie jesteśmy takie same – jedne lubią gotować, stroić się i spędzać godziny w łazience, robiąc makijaż, inne najlepiej czują się w rozciągniętym dresie a do szczęścia wystarcza im pizza na telefon. Jest też cała masa tych, które stoją pośrodku. Żadne z nich nie są lepsze czy gorsze, a każda różnorodność sprawia, że świat staje się ciekawszy. Problem pojawia się wtedy, kiedy jedna z opcji zaczyna być lansowana tak silnie, że prezentującym odmienny światopogląd zaczyna być ze sobą źle. W latach 50. jedyną słuszną opcją był dom jak z katalogu i gromadka dzieci w starannie wyprasowanych ubrankach. Czy dziś będzie nią bycie CHPD, z tłustymi włosami, robiącą niemowlakowi czapkę ze starej skarpetki, żywiącą się jedzeniem na wynos? 

4 natalia jeziorek felieton perfekcyjna pani domu chujowa pani domu

Fot. wikipedia.org, flickr.com

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items