Zurych jest mniejszy od Budapesztu, Warszawy, Pragi czy Wiednia, a mimo to potrzeba trochę czasu, żeby nasiąknąć jego klimatem i wczuć się w specyficzny rytm. Dwie rzeki – Limmat i Sihl – przecinające miasto, usytuowanie nad Jeziorem Zuryskim oraz u podnóża góry Uetliberg, niedalekie sąsiedztwo Alp, skupisko największych szwajcarskich banków, a także wielu luksusowych butików sprawiają, że Zurych od lat przyciąga rzesze turystów różnego autoramentu.

Pierwszy raz doświadczyłem Zurychu na własnej skórze, gdy następnego dnia po organizowanej tu Street Parade – jednej z największych techno-parad na świecie i największej w Europie od momentu krwawego zakończenia berlińskiej Love Parade – z samego rana przeszedłem się po najdroższej ulicy Zurychu, Bahnhofstrasse, na której nie było śladu po całonocnym fetowaniu, a kilku pracowników tamtejszego MPO szorowało ulicę szczotkami, jakby sprzątali podłogę własnego mieszkania po hucznym przyjęciu. I nie dziwi to, że główna ulica miasta błyszczała, bo przecież w każdym większym mieście jest ona wyjątkowo zadbana, ale z czasem oddalania się od niej podobne efekty można było dostrzec właściwie w całym mieście. Przechodząc mostem nad rzeką Limmat na przejrzystej wodzie zamiast wczorajszych butelek – i nie jest to tania próba poetyzacji  unosiły się łabędzie, jakby przed chwilą zostały przez kogoś specjalnie wypuszczone, aby swym białym upierzeniem podkreślić nienaganny porządek.

Podczas gdy większe szwajcarskie miasta są do siebie podobne, Zurych jest zupełnie inny – z jednej strony bardzo szwajcarski, z drugiej mocno odstaje od reszty. Spotyka się w nim wiele kultur, tradycji i zwyczajów. Znajdziemy tu wiele kościołów protestanckich, zabytkowych kamienic, idealnie przystrzyżonych trawników i żywopłotów oraz obostrzeń prawnych dotyczących m.in. zakazu koszenia trawy w niedzielę czy odpowiedniego segregowania śmieci. W ciągu dnia na lunch będziemy mogli udać się do najstarszej wegetariańskiej knajpy, a wieczorem wypić piwo na ulicy, odwiedzić modny klub, spędzić trochę czasu w alternatywnych knajpach i barach pełnych multikulturowej klienteli. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że odnajdzie się tu osoba zarówno szukająca ciszy i spokoju, jak i chcąca korzystać z rozmaitych uroków życia, jakie oferuje to miasto.

Fraumunster i Koscio sw. Piotra

Kościół Fraumünster

Zwiedzanie, a raczej nieśpieszną przechadzkę, proponuję zacząć od Paradeplatz, wokół którego swoje siedziby ulokowały największe szwajcarskie banki, i lekkiego śniadania albo kawy w pobliskiej Confiserie Sprüngli, należącej do najstarszych i najbardziej popularnych kawiarni w Zurychu. Oferują tu najlepszą szwajcarską czekoladę i równie dobrą, zagraniczną kawę. Gdy już się rozbudzimy, warto powędrować wspomnianą Bahnhofstrasse w kierunku dworca głównego, Hauptbahnhof. Po drodze naszą uwagę z pewnością przykuwać będę liczne wystawy sklepowe, eksponujące najdroższe marki zegarków, ubrań, gadżetów i dodatków. Ceny rzeczywiście mogą przyprawić o zawrót głowy, ale w zamian dostajemy wyselekcjonowane towary najwyższej jakości. Przy dworcu, jeżeli nie mamy ochoty zwiedzić głównej hali, możemy udać się na przejażdżkę charakterystycznym, czerwonym Polybahnem, podobnie jak główny bohater polskiego filmu „Vabank”, Kwinto, wjeżdżający wagonikiem na górę. W ten sposób znajdziemy się na wzgórzu u bram Uniwersytetu Zuryskiego. Stąd rozciąga się piękny widok na panoramę miasta. Schodząc nieco niżej, znajdziemy się na starówce, z której jednym z mostów dostaniemy się z powrotem na lewy brzeg rzeki. Przy okazji warto odwiedzić kościół Fraumünster z witrażami wykonanymi przez samego Marca Chagalla. Osobom stroniącym od zwiedzania podobnych przybytków chwilę wytchnienia zapewni krótki rejs tramwajem wodnym. W godzinach szczytu może okazać się to dobrym rozwiązaniem na dostanie się z jednego końca miasta na drugi.

Po długim spacerze na posiłek warto wybrać się do figurującej na liście rekordów Guinnessa jako najstarsza na świecie, działająca nieprzerwanie od 1898 roku, wegetariańskiej restauracji Hiltl. Ceny nie odbiegają od okolicznych knajp, a znajdziemy tutaj niezobowiązującą atmosferę i szwedzki stół, który zaspokoi nawet największy apetyt. Alternatywą dla mięsożerców może być okoliczny przysmak  Bratwurst, czyli różne rodzaje kiełbasy serwowane z bułką lub innymi dodatkami. Najlepsza przyrządzana jest od 1963 w Sternen Grill, niedaleko Bellevue Platz. Charakterem miejsce to przypomina kiosk z przekąskami, w którym zarówno zamówimy coś do stolika, jak i zjemy na szybko. Na krótki odpoczynek po obiedzie warto udać się na jeden z większych zuryskich placów, rozciągający się przed Operą, Sechseläutenplatz. Na całej powierzchni rozstawione są krzesełka, na których chętnie przysiadają w przerwie na lunch okoliczni pracownicy biur lub przypadkowi przechodnie oddający się lekturze książek. W porze lunchowej dobrze jest wybrać się na kawę. A jeżeli na kawę, to szerokim łukiem omijamy wszelkie sieciówki i idziemy prosto do Cafe Odeon. Pomimo tego, że kawa smakuje tutaj po prostu przeciętnie, to z pewnością jej smak podkręci fakt, iż kilkadziesiąt lat temu, w tym samym miejscu pił ją ze swoimi studentami Albert Einstein, bywał tu anarchizujący wówczas Benito Mussolini, legendarny dyrygent Arturo Toscanini – który kilka lat później odmówi wykonywania faszystowskiego hymnu we Włoszech i będzie zmuszony je opuścić – zaczytujący się gazetami Lenin czy Trocki. Inną kawiarnią godną uwagi jest Gran Cafe Motta, co prawda nie ma ona tak bogatej historii jak Odeon, ale kawa w tym miejscu ma swój niepowtarzalny włoski aromat. Gdy pogoda nie dopisuje, Motta ma do zaoferowania duże, przeszklone wnętrze z licznymi modernistycznymi wstawkami. W słoneczne popołudnie warto skorzystać ze stolików wystawionych na zewnątrz i obserwować życie toczące się nad brzegiem rzeki Limmat.

Cafe Odeon

Cafe Odeon

Popołudniem spragnionego typowych turystycznych wrażeń wypada skierować na starówkę, zwaną Altstadt. Tam czekają nań typowe zabytkowe kamienice, piwne bary i restauracje, podobne do tych, jakie oferuje każda z europejskich starówek. Z małym wyjątkiem. W jednej z bocznych uliczek znajduje się Cabaret Voltaire, gdzie w 1916 narodził się ruch „dada”, znany szerzej jako dadaizm. Szwajcaria od dawna słynęła ze swej neutralność, z tego powodu również podczas I wojny światowej przyciągała do siebie wielu artystów szukających azylu (wśród nich znalazł się m.in. James Joyce). Tutaj wokół postaci Hugo Balla i Emmy Hennings zbierała się cała awangardowa śmietanka towarzyska, z której następnie uformował się ruch dadaistyczny.

Dodatkowo wszystkim melomanom warto polecić letnie koncerty w cieniu kamienic Altstadu. Małe comba jazzowe czy zespoły soulowe grają najczęściej po zmroku. Nie skasują nas tutaj za wejście, tylko po kilku utworach skiną uprzejmie kapeluszem na „co łaska”. A nieraz grają naprawdę dobrze, przyciągając tłumy ludzi. Muzyków tych próżno szukać na miastowych afiszach czy wydarzeniach na Facebooku. Trzeba dobrze trafić. Niby otwarte dla wszystkich, a dostępne tylko dla szczęśliwców.

Altstadt

Altstadt

W pobliżu znajduje się również duży sklep muzyczny, „Musik Hug”, solidnie zaopatrzony w płyty winylowe, kompakty i sprzęty muzyczne. Ceny nie należą do najniższych, ale wyjście stąd bez płyty Marvina Gaye’a, Raya Charlesa czy Niny Simone jest trudne, a miłośnikom muzyki takie zachowanie wręcz nie przystoi. Zapuszczając się dalej w miasto, można trafić na muzyczne antykwariaty oferujące szeroki wybór winyli. Jest ich tu kilka, lecz dokładnych adresów nie zdradzę – niech będą nagrodą dla wytrwałych poszukiwaczy i tych, którzy lubią zgubić się w obcym mieście.

W Zurychu popularne są wieczorne wyjścia do restauracji, ale w piątek i sobotę o wolny stolik może być ciężko. Wiele alternatywnych knajpek, barów i kawiarni znajdziemy na ulicy Niederdorfstrasse, ciągnącej się od stacji Central w kierunku południowym. Prawdziwą mekką nocnego życia jest jednak Langstrasse. Wzdłuż niej usytuowane są liczne kluby i puby. Znajdziemy tu także wiele domów publicznych i klubów ze striptizem nastawionych na zaspokojenie najbardziej kapryśnej klienteli. W tym miejscu warto dodać, że prostytucja w Szwajcarii jest legalna, więc niech nie zdziwi nas nasilenie się tego zjawiska w tej okolicy. Większość interesów związanych z przemysłem erotycznym jest regulowana przez przepisy prawne i musi spełniać odpowiednie wymogi. Na Langstrasse bawi się zarówno młodzież, jak i osoby dużo starsze. Wszelkie podziały płciowe czy kulturowe zostają zniwelowane, liczy się jedynie bachiczny trans weekendowej zabawy.

Jezioro Zuryskie 2

Jezioro Zuryskie

O ile zbyt hucznie nie świętowaliśmy dnia poprzedniego, o tyle kolejny dzień w Zurychu proponuję spędzić na świeżym powietrzu. Parki i duże powierzchnie zielonej trawy znajdziemy idąc bulwarem ulicy Utoquai, a następnie kontynuując przechadzkę brzegiem jeziora. Ciepłe dni sprzyjają wylegiwaniu się na kocach, czytaniu książki pod gołym niebem, graniu w bule czy rzucaniu frisbee, lecz wtedy bywa tu tłoczno – mieszkańcy uwielbiają spędzać czas na zewnątrz i w pełni wykorzystują to, co ma im do zaoferowania miejska przestrzeń. Dla spragnionych niezapomnianych widoków atrakcyjny może okazać się wyjazd w góry, oddalone zaledwie o 1,5 godziny drogi. Wycieczkę warto zaplanować z samego rana, by móc spędzić cały dzień na miejscu. Jeżeli nie chcemy opuszczać miasta, a mamy ochotę na chwilę kontemplacji i sportu, alternatywą może okazać się niewielka góra, o łagodnym podejściu – Uetliberg u podnóża której usytuowany jest Zurych. Trasa w sam raz na popularny tutaj „hike”, czyli wędrówkę z plecakiem, niewymagająca większego przygotowania czy specjalistycznego sprzętu. Na szczycie znajduje się hotel i restauracja z dużym tarasem widokowym. Przy stolikach, na świeżym powietrzu siedzą starsi szwajcarzy delektując się świeżym powietrzem i podziwiając malownicze widoki.

Niewielu turystów wie, że Zurych oferuje nam bezpłatny dostęp do rowerów miejskich. Wypełniając krótki formularz i zostawiając w zastaw 20 franków, będziemy mogli wypożyczyć rower na cały dzień. Ułatwi nam to sprawne przemieszczanie się między zaplanowanymi do odwiedzenia miejscami. Zurych może pochwalić się także licznymi mostami, na których warto na chwilę przystanąć, poobserwować przepływające łódki, obejrzeć zachód słońca lub zrobić pamiątkowe zdjęcie ośnieżonych szczytów górskich w oddali. A te najlepiej widać z Quaibrücke, z którego rozciąga się szeroka panorama na jezioro i Alpy.

Na koniec pozostaje jedynie życzyć pięknej pogody a o taką tutaj akurat nie trudno  i zachęcić do odwiedzenia tego wyjątkowego miejsca. Powyższe uwagi na pewno mogą się przydać przy pierwszym kontakcie z miastem, jednak osobiście zachęcam do zgubienia się w nim, bez mapy i telefonu, mając za przewodnika własną ciekawość i chęć przygody.

brzeg rzeki Limmat

Brzeg rzeki Limmat

gmach Uniwersytetu Zuryskiego

Gmach Uniwersytetu Zuryskiego

Opernhaus

Operhaus

Fot. Piotr Cyran

Instagram enter The Room

object(stdClass)#7423 (3) { ["error_type"]=> string(23) "OAuthRateLimitException" ["code"]=> int(429) ["error_message"]=> string(179) "You have exceeded the maximum number of requests per hour. You have performed a total of 1281 requests in the last hour. Our general maximum limit is set at 500 requests per hour." }

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items