Do kogo należy kobiece ciało? Z pewnością usłyszymy tyle odpowiedzi, ilu ujawni się jego potencjalnych „właścicieli”. Na małym ekranie historia kobiecego ciała pisana jest od samego początku, czyli pierwszych seriali zrodzonych z potrzeby skutecznego reklamowania rozmaitych środków higienicznych i czyszczących, jak mydło, pasta do zębów itp.

Ciało pełniło rolę wielonarzędziowego robota kuchennego – gotowało, sprzątało, prało, czekało na powrót męża z pracy. Czasem coś knuło. Nie sposób nie wspomnieć przy tej okazji przełomowego w historii telewizji sitcomu Kocham Lucy, którego bohaterka z jednej strony była więźniem wizerunku kobiet tamtego czasu (serial emitowała amerykańska stacja CBS w latach 1951-1957), z drugiej cały czas próbowała ten wizerunek zanegować. Równocześnie, opery mydlane (Inny świat, Dni naszego życia, Wszystkie moje dzieci) rozwijały wizerunek opiekunki rodzinnego ogniska, żony trofeum albo intrygantki zmieniającej mężczyzn częściej niż rękawiczki. Wszystkim tym bohaterkom wiele zawdzięczamy, przede wszystkim to, że dzisiaj najmłodsze pokolenie twórczyń seriali telewizyjnych może mówić o sprawach kobiet w rozmaity sposób, uwalniając się spod męskiego spojrzenia i spod męskiego buta.

Stalking, czyli rzecz o pewnej chorobliwej odmianie miłości

Rachel Bloom, twórczyni serialu Crazy Ex-Girlfriend, nie mogła umieścić w odcinku All Signs Point to Josh…Or is it Josh’s friend? klipu do jednej z napisanych przez siebie piosenek, ponieważ stacja CW podjęła decyzję o konieczności jej ocenzurowania. Chodzi o utwór Period Sex mający stanowić ilustrację rozmowy prowadzonej przez Rebeccę, tytułową bohaterkę, i Josha, słynnego byłego chłopaka, wokół którego zbudowana jest sytuacja wyjściowa serialu. Co ciekawe, jak mówi sama Bloom, w serialu dwa razy dopuszczono użycie słowa shit”, ale już historia seksu uprawianego w czasie menstruacji okazała się zbyt obrazoburcza. Z tego powodu pełna wersja klipu pojawiła się w serwisie YouTube. Okazało się bowiem, że nawet dla wydawać by się mogło postępowej stacji wyśpiewywanie peanów na rzecz period sex to trochę za dużo.

Serial Bloom opowiada o pewnej młodej i dobrze zapowiadającej się nowojorskiej prawniczce Rebecce Bunch, która przeżywszy załamanie nerwowe porzuca pracę, wyjeżdża do małego miasteczka w Kalifornii gdzie mieszka chłopak poznany na jednym ze szkolnych obozów. Rebecca od zawsze żyła w przekonaniu, że to był ten właściwy mężczyzna dla niej. Historia romansowa jest jednak drugorzędna. To przede wszystkim opowieść o zaburzonej dziewczynie zdecydowanej na stalking, byle tylko zdobyć to, co według jej toku rozumowania należy się właśnie jej. Serial spotykał się z różnymi opiniami, nie każdy lubi musicale, nie każdy lubi niełatwe w odbiorze bohaterki, dalekie od wzbudzania sympatii od pierwszego obejrzenia. Jednego z pewnością nie można mu odmówić: odważnie opowiada o wyemancypowanej kobiecości, długo nieobecnej na małym ekranie. Bohaterka jest bowiem zaprzeczeniem skromności, uległości i pogodzenia z miejscem wyznaczanym jej przez patriarchalny porządek. Równocześnie jej emancypacja nie dokonała się w pełni. Gdy tylko na horyzoncie pojawia się ojciec bohaterki, ta traci cały rozsądek i zapomina o swoim feministycznym credo, tylko po to, aby zaskarbić sobie jego uczucia. Na powrót staje się dzieckiem niepogodzonym z tym, że nigdy nie mogło liczyć na wsparcie rodzica i minimalną choćby dawkę jego miłości.

Rebecca jest skomplikowaną, złożoną z miliona sprzeczności postacią. Wiele stacji telewizyjnych wciąż boi się takich bohaterek. Dowodem na to może być choćby decyzja stacji Showtime, dla której serial początkowo powstawał, aby ostatecznie wycofać się z projektu. Ten sam Showtime 8 lat emitował serial o mordercy Dexterze, ale tym razem wystraszył się opowieści o współczesnych kobietach i piosenek takich jak Heavy Boobs, Period Sex, czy Sexy Getting Ready Song

1

Caryca dziewczyńskości

Leny Dunham nie trzeba nikomu przedstawiać. Podobnie jak Rachel Bloom stworzyła jeden z najgłośniejszych seriali dziewczyńskich ostatnich lat. Dziewczyny z graną przez Dunham Hannah Horvath na czele sprawiły, że rozmowa o powinnościach i ciele kobiet powróciła na pierwsze strony opiniotwórczych tytułów. Mimo aktywnej działalności Dunham w zakresie promowania rzeczywistych wizerunków kobiet, media wciąż nie zdają egzaminu z respektowania naszego prawa do tego, aby nie być obiektem szalonej działalności redakcyjnego grafika zdającego się wiedzieć lepiej, jak powinna wyglądać kobieta. W styczniu amerykański Glamour ukazał się z okładką, na której zagościły bohaterki serialu Dziewczyny, a sama Dunham podziękowała redakcji za to, że cellulit na jej udach nie został wyretuszowany. To samo zdjęcia wylądowało na okładce polskiego wydania magazynu, ale zostało wcześniej poddane znaczącemu retuszowi, po czym polska redakcja niezdarnie tłumaczyła się ze swojej decyzji. Jak widać, rynek polskich czasopism kolorowych wciąż nie pozwala kobietom decydować o tym, w jaki sposób chcą pokazywać światu swoje ciało i ma wiele lekcji do odrobienia.

Dunham słynie z tego, że przełamuje wiele mitów na temat różnych powinności kobiet w mediach i przestrzeni publicznej. Jej serial nie tylko regularnie odkłamuje wizerunki kobiecych ciał, ale i pokazuje, że granice, które ustalił patriarchalny porządek na małym ekranie najwyższy czas już pożegnać. Dziewczyny podzieliły widownię telewizyjną nie tylko dlatego, że Dunham ośmieliła się pokazać swoje ciało nie raz i nie dwa w sytuacjach dalekich od pościelowych wygibasów rodem z opery mydlanej, ale również dlatego, że telewizyjna norma to dla wielu widzów wciąż rozmiar 36 i wszystko powyżej po prostu nie istnieje. Pranie mózgu, przez dekady uskuteczniane przez telewizyjne reklamy i kolorowe czasopisma wraz z serialami nie mającymi wiele wspólnego z realizmem społecznym, sprawiły że przyglądanie się bohaterkom serialu HBO, zwłaszcza młodym ludziom, przychodziło z wielkim trudem. Wraz z emisją Dziewczyn, okrzykniętych następczyniami przyjaciółek z Seksu w wielkim mieście, pojawiło się kilka pytań o seriale dla kobiet. Okazało się bowiem, że dzisiaj SATC zdaje się nieco trącić myszką w obliczu produkcji usiłujących pokazać kawałek codziennego życia milenialsów i ich realnych problemów. Nie znaczy to jednak, że historia Carrie Bradshaw z uwagi na to, że skoro była bajką o życiu na Manhattanie (bohaterka utrzymywała się z pisania jednego felietonu tygodniowo i była w stanie z wierszówki wynajmować obszerne mieszkanie, kupować buty od najlepszych projektantów oraz codziennie jadać na mieście), nie nauczyła niczego milionów kobiet na całym świecie. Wręcz przeciwnie, serial Darrena Stara w ciekawy sposób opowiadał o relacjach damsko-męskich (zdecydowanie dominowały wątki heteronormatywne, bohater homoseksualny zdawał się być jedynie listkiem figowym, ale pamiętajmy że premiera SATC odbyła się w 1998, od tego czasu przez telewizję przeszła neoserialowa rewolucja), sporo mówił też o ambicjach kobiet, ich pracy, realizacji ról społecznych. Na tamten moment był potrzebny i niewątpliwie odważny obyczajowo. Dzisiaj Hannah Horvath na pewno bije Carrie na głowę w kwestii swobody obyczajowej i doświadczeń życiowych, mimo że jest od niej znacznie młodsza. Zdaje się również, że naprawia błędy popełniane przez starszą koleżankę.

3

W najnowszym, finałowym już sezonie Dziewczyn, szczególnie godny uwagi jest odcinek trzeci. Opowiada o tym, jak pewien wpływowy pisarz, latami pracujący na szacunek opinii publicznej, równocześnie manipuluje młodymi kobietami ceniącymi jego dorobek tak, aby móc wykorzystywać je seksualnie. To kolejna odsłona debaty o tym, czym jest niewidzialna granica między wykorzystywaniem seksualnym a niezrozumieniem intencji. Różnica między zaufaniem wizerunkowi publicznemu, wspieranemu filarami humanistycznych wartości a wykorzystywaniem zaufania, empatii i wiary w te wartości. I jak zawsze jest to myśl o tym, ile jeszcze usłyszymy wymówek i usprawiedliwień dla sytuacji, w której wpływowy mężczyzna wykorzystuje kogoś mniej wpływowego. Dunham (wbrew głosom jej oponentów) nie mówi jedynie o problemach znudzonych i uprzywilejowanych dziewczyn z klasy średniej, ale o każdej kobiecie. Ta smutna historia o naiwności dziewczyn i uprzywilejowaniu białych mężczyzn zdaje się nie mieć końca. Dunham opowiada to nie tylko dlatego, że sama padła ofiarą molestowania seksualnego w branży telewizyjnej, ale głównie z powodu tego, że stała się głosem pokolenia młodych kobiet i wykorzystuje go w słusznym celu.

Hipsterki z przymusu?

Podobnie czynią Ilana Glazer i Abbi Jacobson, twórczynie serialu Broad City, opowiadającego o dwóch mieszkankach Brooklynu, które zupełnie wbrew oczekiwaniom wobec współczesnych młodych kobiet nie mają wielkich ambicji, nie planują kariery, związków, dzieci. Ilana i Abbi zwyczajnie cieszą się dniem codziennym, imprezują, wrzucają posty na FB i zdjęcia na Instagram, eksplorują miasto, nie myśląc za wiele o przyszłości. W końcu mogą same o sobie decydować i taka jest właśnie ich decyzja – żyją chwilą. Mówią do siebie per dude i to wydaje się najciekawsze – w końcu dotychczas tylko młodzi mężczyźni mieli prawo się wyszumieć. Na szczęście „Broad City” odzyskuje dla współczesnych dziewcząt i kobiet prawo do samo decydowania i nicnierobienia, o ile właśnie tego chcą.

Wisienką na torcie wśród nowych seriali dla kobiet jest rola Chrissy Metz Tacy jesteśmy. Chrissy wciela się tam w postać ekstremalnie otyłej 36-latki, walczącej o i ze swoim ciałem, próbującej je zmieniać i opowiadać o nim ciągle nową historię. Kate, nie jest, jak to w przeszłości bywało, jedynie grubą i wesołą koleżanką głównej bohaterki telenoweli, ale pełnoprawną, fascynującą postacią, której równie często do śmiechu, jak i do płaczu. Gdy dodać do tego nowy serial Ryana Murphy'ego, opowiadający losy wielkich aktorek starego Hollywood, Joan Crawford i Bette Davis, czyli Feud: Bette and Joan, widzimy jak tytaniczną pracę musiały wykonywać zabiegając o twórczą autonomię. Dzisiaj możemy uznać, że bitwa o nasze ciało trwała długo, wciąż się nie skończyła, ale stary dobry seksizmzdaje się odchodzić do lamusa, podobnie jak jego twórcy, czyli mężczyźni nienawidzący kobiet.

2

Fot. materiały prasowe

Instagram enter The Room

object(stdClass)#954 (3) { ["error_type"]=> string(23) "OAuthRateLimitException" ["code"]=> int(429) ["error_message"]=> string(179) "You have exceeded the maximum number of requests per hour. You have performed a total of 1626 requests in the last hour. Our general maximum limit is set at 500 requests per hour." }

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items