Oddychanie mało komu na pierwszy rzut oka wyda się tematem na tyle fascynującym, żeby poświęcić mu więcej uwagi. Mnie na pewno nie zaprzątał zbyt mocno myśli – do czasu. Oddychanie było dla mnie konieczną, nie wymagającą skupienia czynnością fizjologiczną. Czasem przy okazji ćwiczeń lub wizyty u lekarza zdarzało mi się głębiej odetchnąć, ale to wszystko. Traf chciał, że w efekcie kłopotów z kręgosłupem oddech stał się moim sprzymierzeńcem i jako jedyny przynosi ulgę. Nigdy nie podejrzewałam, że może leczyć. I że cokolwiek jest w stanie zmienić moje sceptyczne nastawienie do tego typu praktyk. Ale zacznijmy od początku naszej trudnej znajomości.

Nie tak dawno temu schyliłam się po coś i już nie wyprostowałam. Byłam przyzwyczajona do tego, że od czasu do czasu plecy mnie bolą. Tych wysokich prawie zawsze bolą. Zazwyczaj ignoruje się sprawę i po kilku dniach mniejszego lub większego cierpienia wszystko wraca do w miarę akceptowalnego stanu. Przez kilka dni, jak na kacu, obiecuje się sobie poprawę – że już nie będziemy dźwigać, garbić się, zbyt długo siedzieć. Pamięć jest świetna, ale zazwyczaj bardzo krótka. Prędzej czy później nadchodzi jednak TEN DZIEŃ. Okazuje się, że mimo leków przeciwbólowych, raczej tych mocniejszych, ból co prawda słabnie, ale nadal jest. Pole magnetyczne, prądy elektryczne i inne wynalazki stosowane w czasie rehabilitacji, może nie szkodzą, ale specjalnej ulgi również nie przynoszą. Fizjoterapia wyzwala więcej emocji. Podczas sesji byłam w stanie wyznać miłość prawie każdemu, kto przyniósł mi odrobinę ulgi. Na pytanie, które pojawiło się po kilku sesjach, co myślę o ćwiczeniach, momentalnie wyobraziłam sobie siebie w sportowym stroju, zwartą i gotową do teleportacji na siłownię. Wszystko, byleby tylko zacząć się jakoś ruszać i żeby tak strasznie nie bolało. Wyobrażenia mają jednak zazwyczaj mało wspólnego z rzeczywistością. Ćwiczenia okazały się zdecydowanie bardziej gimnastyką, a ta zamiast z ponętnym ciałem, które wzmocni się przy okazji kontuzji i w magiczny sposób wysmukli przy minimum wysiłku, raczej kojarzy się z ćwiczeniami dla seniorów, a nie młodych bogów. Pominę fakt, że nie wiem, jak wizja intensywnych ćwiczeń znalazła się w mojej głowie, podczas gdy moje możliwości ruchowe ograniczały się do sturlania z łóżka i ruchów (na pewno nie kocich) w stylu Quasimodo. Postanowiłam jednak zapałać entuzjazmem nawet do gimnastyki, jeżeli miała cokolwiek zmienić. Kolejne zdziwienie nastąpiło, gdy odkryłam, że w zestawie ćwiczeń, większość z nich związana jest z oddychaniem.

1 oddychanie tlen 

Trudne początki

Praca z oddechem to nie jest jakiś magiczny proces, który rozpoczynamy po pełni księżyca, czekając na specjalny znak z niebios. Nie działa to również tak, że zmiany nadejdą same i bez wysiłku (niestety). Patrząc na temat z bardziej fizjologicznej strony – są szczęśliwcy, którzy mają prawidłowy i niezmieniony od urodzenia wzorzec oddechu. Zazdroszczę im. Większość z nas, jak tłumaczy Marcin Uciński, fizjoterapeuta z Centrum Rehabilitacji Funkcjonalnej Orthos – „doświadcza tego, że właściwy, naturalny wzorzec oddechu został zaburzony. Z nauką prawidłowego oddechu jest tak jak z każdą inną umiejętnością, którą nabywamy w życiu. Wymaga wielkiego skupienia na początku, wielu powtórzeń, zanim wejdzie nam w krew. Im lepiej jednak znamy i kontrolujemy swoje ciało, tym chętniej ono współpracuje i łatwiej uczy się nowych rzeczy. Prawidłowy oddech przepływa przez cały organizm – głowę i tułów. W ruchu tym biorą udział przepona, dno miednicy, mięśnie szyi a nawet kości czaszki. Od strony fizjologicznej zapewnia to naszemu ciału właściwe odżywienie tkanek, masaż wnętrzności i podporę dla kręgosłupa, co w znacznym stopniu zmniejsza napięcie mięśni w jego obrębie”.

 

Trzeba się wyluzować

Słyszeliście kiedyś taki zwrot: „trzeba się wyluzować?”. Jako osoba cierpiąca na ból pleców przyznaję rację – trzeba się wyluzować. Wtedy faktycznie mniej boli i żyje się zdecydowanie przyjemniej. Łatwiej jednak powiedzieć niż zrobić, bo kiedy mięśnie spinają się tak, że miażdżą twój własny kręgosłup, to znak, że nie jesteś fajny i wyluzowany. Ani (dodałabym tu coś bardziej soczystego, sami możecie zgadnąć co takiego) trochę. No i nie tak łatwo to zmienić. Bo ta „spinka” to efekt tego, że nie umiesz sobie radzić z emocjami, bo może wydaje ci się, że ich nie czujesz, ale najwyraźniej twoje ciało jest innego zdania. Więc, zamiast dalej się oszukiwać i twierdzić, że panujesz nad sytuacją, dobrze, że już jesteś na czworaka, bo już niżej upaść się właściwie nie da i można zacząć pracę u podstaw. Bo jak już przestaniesz się szamotać i skupisz na oddychaniu, na tym, żeby nauczyć się prawidłowo siedzieć i chodzić, to nagle okaże się, że mniej boli, energii jest jakoś tak więcej i myśli również są spokojniejsze. Wreszcie masz też naprawdę dobry pretekst, żeby znaleźć chwilę w ciągu dnia dla siebie. I tak właśnie rozpoczął się mój nowy związek. Związek zdecydowanie z rozsądku. Na początku pozbawiony był jakichkolwiek ciepłych uczuć. Ćwiczenia oddechowe, joga, pilates i basen zamiast gier zespołowych i jazdy konnej. Wydawało się to bardzo nudne, a ja jednak cenię sobie dreszczyk emocji. Małe torebki i plecaki (?!!!) zamiast ukochanych przepastnych worków i toreb, do których mogłam zmieścić pół mieszkania. Ale jak trzeba, to trzeba. I wiecie co? To faktycznie pomaga. Trudno zachować uważność, kusi, żeby nie ćwiczyć i wrócić do dawnych przyzwyczajeń, ale kiedy już się zacznie dopuszczać do głosu ciało i traktować je odrobinę partnersko, to naprawdę widać różnicę.

 2 oddychanie tlen

Czas twoim sprzymierzeńcem

Istnieje taki mit, że wystarczy 21 dni, żeby zmienić przyzwyczajenie. Prawdopodobnie to bujda, ale faktycznie czas i cierpliwość sprzyjają wprowadzeniu w życie nawet najbardziej szalonych pomysłów. Pomaga też zmiana nastawienia. Może magia trzech tygodni polega na tym, że po upływie 21 dni człowiek przestaje już walczyć? Kwestionować nowe zobowiązania, konfrontować się z nimi i zamiast widzieć szklankę do połowy pustą, dostrzega to, że pod pewnymi względami jest do połowy pełna? Michał Godlewski, breathworker, coach i trener biznesu, który od lat prowadzi treningi związane z oddychaniem opowiada o tym, jak ludzie zwracają uwagę na oddech. „U mnie zaczęło się od tańca – szukałem środka, który pomógłby mi w mojej karierze tanecznej. Zafascynowało mnie to. W efekcie skończyłem dwa trzyletnie treningi pracy z oddechem u dr Joy Manne i Nemi Nath. Aktualnie sam prowadzę warsztaty stacjonarne oraz wyjazdowe w ramach Instytutu Oddechu. Praca z oddechem pozwala rozluźnić się, obniżyć poziom stresu, znaleźć sposób na wyciszenie goniącego umysłu, pozyskać więcej energii do działania i większą klarowność myśli. Techniki te pozwalają uzyskać natychmiastowe efekty. To rodzaj codziennej inwestycji w dobre samopoczucie. Podczas pracy z oddechem uczymy się też, jak z jego pomocą uwolnić napięcie – emocjonalne, fizyczne, psychiczne. Czasami zalegające w nas przez dłuższy czas. Te napięcia tkwiące w nas latami, zabierają mnóstwo energii, zostaje nam jej coraz mniej na codzienne aktywności i relacje. Prowadzą do debetu energetycznego. To tak jak na komputerze, kiedy mamy zbyt wiele pootwieranych okienek i działających programów. Komputer wiesza się, jest mniej wydajny, zwalnia. To frustruje. Skupienie na oddechu pozwala to uporządkować. Czasami stan poprawia się już po jednej sesji, a czasem trwa to o wiele dłużej. Warto jednak nad tym pracować”.

 

Partnerskie relacje z ciałem

Nie wiem, czy w moim wypadku zmiana dotyczy bardziej tego, że wreszcie zaczęłam mieć czas dla siebie bez wyrzutów sumienia, czy tego, że faktycznie zaczęłam inaczej oddychać. Trudno jednak nie zauważyć, że jestem spokojniejsza i bardziej świadoma tego, co czuję i jak  się z tym czuję. To prawdziwy luksus i jednocześnie wyzwanie, żeby ciało traktować po partnersku. Zdaniem Michała Godlewskiego: „uczestnicy moich warsztatów często doświadczają nowych uczuć, czasem na światło dzienne wypływa tłumiony smutek lub gniew, a czasem ujawnia się dawno zapomniana radość i wdzięczność. W warsztatach biorą udział najróżniejsi ludzie z najróżniejszych powodów. Osoby, które muszą odreagować stres po latach pracy, ktoś kto traci zdrowie bez jednoznacznej diagnozy i efektów wynikających z konwencjonalnego leczenia, osoby które chcą pracować nad relacjami z bliskimi i samym sobą”.

Każdy zaczyna pracę z oddechem na swój sposób i kiedy sam do tego dojdzie. Może to być efektem kontuzji – tak jak w moim przypadku i poszukiwaniem ulgi. Może być spowodowane ciekawością i chęcią poprawy jakości życia. Warto jednak pozbyć się uprzedzeń i po prostu spróbować, a po jakimś czasie ocenić, czy to coś co nam odpowiada i daje coś dobrego, czy po prostu nie jest to dla nas w tym momencie.

„Pracę nad oddechem warto zacząć pod okiem specjalisty – spotkań indywidualnych albo warsztatów. Jeżeli nie jest to możliwe, można również próbować zrobić to w domu. W takiej sytuacji wyobraźcie sobie, że ciało dzieli się na dwie części: klatkę piersiową (która ma przód, boki i tył) oraz brzuch. Wdech powinien równomiernie wpompować powietrze w nasze ciało i wypełnić całą klatkę piersiową oraz brzuch. Natomiast wydech to praca głównie mięśni dna miednicy oraz mięśni brzucha, które powinny skierować powietrze z powrotem w górę. Najpierw warto skoncentrować się na wdechu i tym jak wypełnia nasze ciało od góry do dołu (warto sobie to wyobrazić) a potem obserwować jak brzuch pracuje i zaciska się podczas wydechu. Oddech wpływa również na nasze samopoczucie. Szybki oddech nas ożywia, a spokojny uspokaja. Ponieważ oddychanie jest jednym z podstawowych procesów w organizmie człowieka, warto poświęcić mu trochę uwagi. Życie przez cały czas kształtuje nasze ciało, część zmian wychodzi nam na dobre, inne wprost przeciwnie. Efekty naszego stylu życia (kontuzje, sposób odżywiania, ilość stresu i silnych wrażeń, operacje, choroby, treningi) mają swoje odzwierciedlenie w kondycji organizmu i tym jak układ nerwowy nami steruje” – tłumaczy Marcin Uciński.

3 oddychanie tlen

Od jakiegoś czasu próbuję codziennie znaleźć chociaż pół godziny na ćwiczenia kręgosłupa, zmieniam mieszkanie, żeby mieć chociaż jedno sensowne miejsce do pracy, zasuwam na basen jak na spotkania anonimowych alkoholików, usiłuję przekonać się do plecaka albo chociaż zmniejszyć rozmiar torby z XXL na S, zaprzyjaźniłam się nawet z piłką dla psów, która okazuje się całkiem niezłym przyrządem do masażu i przede wszystkim oddycham. I nawet jeżeli brzmię trochę jak nawiedzona, to wynika to tylko z tego, że uważam, że to pomaga i myślę, że warto spróbować.  Mniej siedzenia przed komputerem, a chociaż kilka chwil w ciągu dla dnia siebie. Bo w końcu od czasu do czasu powinniśmy zafundować sobie odrobinę „luksusu” i po prostu odetchnąć. Zobaczymy, czy ten związek przetrwa próbę czasu. 

 Fot. unsplash.com