Filmy o nastolatkach często bywają karykaturą dorastania. Na szczęście Marinie Person udało się uniknąć przerysowania. Jej bohaterowie nie są infantylizowani, podkolorowani czy sztuczni. „Kalifornia” to bezpretensjonalna, pełna naturalności opowieść o czasie styku dzieciństwa i dorosłości podana w świetnej wizualnej i muzycznej oprawie. 

Wszystko zaczyna się od pierwszej miesiączki – poplamionych krwią białych majtek, wielkiej ulgi, że ten dzień wreszcie nadszedł i tajemnego podbierania podpaski z pokoju mamy. I oczywiście od marzeń o podróży do Kalifornii – ojczyzny wolności wypełnionej dźwiękami punku i rocka. Marina Person w swoim debiutanckim filmie zabiera nas do Brazylii lat 80., do São Paulo, by pokazać dojrzewanie Esteli. Ale to czasy, w których przyszło dorastać też reżyserce. Widać, że Person wciąż żywo pamięta ten okres, potrafi uchwycić jego esencję i opowiedzieć w przekonujący sposób o dylematach nastolatków.

Siedemnastoletnia Estela, bohaterka „Kalifornii”, będzie musiała zmierzyć się z różnorodnymi doświadczenia składającymi się na dorastanie. Właściwie już zanim zaczynamy oglądać film, możemy domyślać się, co będzie składało się na tę mieszankę – pierwsze zauroczenia i rozczarowania, miłość, seks, dziewczęca przyjaźń, spory z rodzicami, imprezy, ale i pierwsze bardzo dorosłe problemy. I mimo tego, że znamy ten scenariusz bardzo dobrze, choćby z własnych doświadczeń, „Kalifornia” w żadnym momencie nie nuży. Kolejne sceny chłonie się z wielką przyjemnością. I z sentymentem, bo choć Person umiejscowiła akcję filmu w Brazylii lat 80., pokazane przez nią doświadczenia są na tyle uniwersalne, że osoby w różnym wieku, patrząc na ekran, z łatwością mogą poczuć się jakby znów miały kilkanaście lat.

Olbrzymim plusem jest na pewno koloryt filmu. Architektura São Paulo, ciągnące się kilometrami plaże, dzieciaki zainspirowane subkulturą surferską czy gotycką, do tego Joy Division, The Cure, Cocteau Twins i David Bowie w tle. Z kolejnych kadrów wyłania się mieszanka buntu oraz młodzieńczej zachłanności i nieśmiałości jednocześnie. Na ekranie buzują emocje, ale debiutująca reżyserka opowiada historię Esteli z dystansem, lekkością i humorem, choć w „Kalifornii” nie brak poważniejszych tonów. To jeden z tych filmów o wchodzeniu w dorosłość, który zdecydowanie warto zobaczyć.

3 kalifornia

1 kalifornia

5 kalifornia

Kalifornia” na ekranach polskich kin pojawi się już 21 kwietnia. Redakcja „enter the ROOM” objęła patronat medialny nad tytułem. 

Fot. materiały prasowe

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data