W momencie, gdy oczy świata zwrócone są w stronę Korei, na ekrany polskich kin wchodzi film „W sieci”, który opowiada o dramacie jednostki uwikłanej w międzypaństwowe rozgrywki. Obraz południowokoreańskiego reżysera Kim Ki-duka szczególnie teraz warto zobaczyć.

Nam Chul-Woo, bohater „W sieci” jest ubogim rybakiem mieszkającym w północnej Korei niedaleko granicy oddzielającej dwa wrogie sobie państwa. Choć mężczyzna ledwo łączy koniec z końcem, w jego szarym, trudnym życiu, są i pozytywne aspekty. To przede wszystkim rodzina – żona i córka – które Chul-Woo darzy szczerym uczuciem i jest do nich bardzo przywiązany. Jego codzienność, choć przewidywalna i nieoferująca nadziei na cudowną odmianę losu, jest też na swój sposób bezpieczna, pełna drobnych rytuałów. Nagle Nam Chul-Woo zostaje wytrącony z tej rutyny. W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności łódź rybaka przekracza granicę znajdującą się na rzece i Chul-Woo trafia w ręce południowokoreańskich służb, które oskarżają go o szpiegostwo. Czy powrót do domu będzie jeszcze możliwy? A jeśli tak, to jaka będzie jego cena?

Atmosfera filmu Kim Ki-duka jest gęsta. Bohater zostaje poddawany kolejnym próbom, jego wytrzymałość jest cały czas testowana. Niewinność lub wina nie ma tu w zasadzie nic do rzeczy; ważne, jaka wersja zdarzeń jest korzystniejsza dla wizerunku danego państwa. „W sieci” ma coś z klimatu książek Orwella i Kafki, ale przypomina też greckie mity, w których nad bohaterem ciąży fatum, a ludzie są tylko pionkami w rozgrywkach bogów. Dla Chul-Woo żaden wybór nie będzie dobry, każdy ściągnie na niego przykre konsekwencje, a siły wyższe (w tym współczesnym przypadku związane po prostu z aparatem państwowym) skażą go na potępienie.

1 w sieci aurora film

Reżyser „W sieci” podkreśla, że żadna ze stron – ani Korea Północna ani Południowa – nie jest wolna od grzechów i hipokryzji. Kim Ki-duk pokazuje specyfikę mentalności ludzi pochodzących z krajów tak sobie bliskich, a jednocześnie pogrążonych w głębokiej nienawiści. Odmalowuje specyficzny koloryt obydwu państw i na żadnym z nich nie pozostawia suchej nitki, choć ostrze jego krytyki jest zdecydowanie mocniej wymierzone w jego rodzimą Koreę Południową. Momentami ma się nawet wrażenie, że reżyser trochę wybiela komunistyczny reżim, co  może razić. Wydaje mi się jednak, że twórca chciał przede wszystkim zburzyć obraz idyllicznego, bogatego południa.

Filmowi zarzucić można to, że niektóre sceny czy reakcje bohaterów wydają się przerysowane i nie do końca realistyczne. Jednocześnie „W sieci” broni się przede wszystkim ogromnym ładunkiem emocjonalnym i uniwersalnymi dylematami przedstawionymi na bardzo ciekawym i egzotycznym dla nas tle. „W sieci” to nie dokument, ale za jego sprawą mamy szansę przyjrzeć się z bliska państwom pogrążonym od lat w nieustannym konflikcie.

2 w sieci aurora film

5 w sieci aurora film

„W sieci” w polskich kinach można oglądać od 21 kwietnia. Redakcja „enter the ROOM” objęła patronat medialny nad tytułem. 

Fot. materiały prasowe