Mary Putnam Jacobi, Virginia Apgar, Ellen Swallow Richards, Marguerite Perey, Maria Mitchell… Te nazwiska pewnie niewiele wam mówią, choć chodzi o kobiety, które dokonały przełomowych odkryć. Historia nauki zapamiętała mężczyzn, ale i dziś kobiety, które zajmują się fizyką, chemią czy matematyką mają pod górkę. Dr Heather Ellis w swojej najnowszej książce „Męskość i nauka w Wielkiej Brytanii. Od roku 1831 do 1918” przekonuje, że to właśnie w erze wiktoriańskiej rozprzestrzeniło się wiele krzywdzących stereotypów wykluczających ze świata nauki kobiety czy osoby nieheteronormatywne.

Mogłoby się wydawać, że czasy, gdy to mężczyźni dominowali w świecie nauki mamy dawno za sobą. A jednak i dziś nierówności między płciami mają się dobrze, a funkcjonujące od wieków stereotypy wcale nie umarły śmiercią naturalną. Jeszcze w roku 2005 Larry Summers, stojący wtedy na czele Uniwersytetu Harvarda tłumaczył, że mniejsza ilość kobiet będących profesorkami nauk ścisłych to efekt mniejszych predyspozycji kobiet do owych nauk właśnie. To oburzające podejście wciąż daje o sobie znać.

Kobiety starano się wykluczać z nauki od wieków. Jak pisze Marek Młodożeniec i Anna Knapińska z PAN w raporcie „Czy nauka wciąż ma męską płeć? Udział kobiet w nauce”:  „Cała zachodnia kultura opiera się na dychotomiach: racjonalne – emocjonalne, obiektywne – subiektywne, nauka – natura, mężczyzna – kobieta. Jane Gilbert (2001) stwierdziła, że właśnie te przeciwieństwa wspierają pozycję męskości nauki. Czasy oświecenia, które były czasem rozkwitu nauki, nauczyły cenić to, co racjonalne, obiektywne, naukowe, a więc – także to, co męskie”.

Autorzy pracy przypominają, że dopuszczenie kobiet do świata nauki to zdobycz ostatniego wieku, ale wcale nie oznacza to, że panuje już pełna równość. „W 1910 roku w Oksfordzie i Cambridge studiowało prawie tysiąc kobiet, jednak potrzebowały one pozwolenia na uczestnictwo w wykładach i nie mogły uzyskiwać stopni naukowych. W Polsce po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku żaden uniwersytet nie zamknął kobietom drogi do studiowania, ale trudno im było wstąpić na wyższe szczeble akademickiej drabiny: na Uniwersytecie Jagiellońskim pierwsza kobieta habilitowała się w 1919 roku (Perkowska 1996)” – opowiadaJĄ Marek Młodożeniec i Anna Knapińska.

2 BYC KOBIETA W DAWNEJ POLSCE MIEDZYWOJNIE

„Po wojnie rosła liczba kobiet doktorów, ale przyrost wśród wyższych stopni i tytułów nie następował – w 1980 roku tylko 21% osób ze stopniem doktora habilitowanego i 13% z tytułem profesora stanowiły kobiety (GUS 1975). Po raz pierwszy kobieta została w Polsce rektorem dopiero w latach 80. XX wieku; była nią prof. Maria Joanna Radomska, która w latach 1981-1987 kierowała Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego. Przez minione lata wiele się zmieniło, np. udział kobiet wśród nauczycieli akademickich wzrósł z 39% w 1999 do 44% w 2011 roku. Od równej proporcji płci w tej grupie dzieli nas zatem niewiele – dystans tylko nieco większy od tego, jaki został pokonany w ciągu pierwszej dekady obecnego stulecia. Wróży to rychłe wyrównanie proporcji. Czy jednak na pewno tracą na aktualności słowa Virginii Woolf o męskiej płci nauki?” – pytają autorzy.

Niestety trzeba przyznać, że w słowach Woolf wciąż jest dużo racji. Przywołane w raporcie statystyki pokazują, że o ile grupie osób ze stopniem doktora proporcje płci są prawie wyrównane, to już wśród doktorów habilitowanych mężczyźni dwukrotnie przeważają liczebnie nad kobietami, a wśród osób z tytułem naukowym profesora – ponad trzykrotnie.

Ten stan rzeczy można tłumaczyć na kilka sposobów. Jednym z nich jest fakt, że kobiety, które poza pracą naukową decydują się też skupić na macierzyństwie „wypadają z obiegu” na jakiś czas, w związku z czym wolniej zdobywają stopnie naukowe. Innym powodem mogą być wciąż drzemiące w społeczeństwie stereotypy, które sprawiają, że kobietom rzadziej powierza się wysokie stanowiska w świecie nauki, ale i od najmłodszych lat rzadziej zachęca się dziewczynki do rozwijania zainteresowań związanych z naukami ścisłymi. 

Choć te stereotypy mogą sięgać dość zamierzchłych wieków, dr Heather Ellis przekonuje, że to właśnie w epoce wiktoriańskiej wiele z nich przybrało na sile. Zdaniem Ellis to w XIX wieku, gdy nauka ruszyła znacząco do przodu, pozostawiono w tyle wszystkich tych, którzy nie przystawali do standardowego wzoru męskości. Dotyczyło to zresztą nie tylko kobiet. Brytyjka opisuje na przykład historię Humphry’ego Davy’ego – badacza, który między innymi wyodrębnił sód, potas, wapń, stront, bor i magnez. Rywale zazdrośni o Davy’ego, chcąc zniszczyć jego reputację, zaczęli rozprzestrzeniać plotki o jego homoseksualizmie. Przesłankami do uznania Davy’ego za homoseksualistę miała być noszona przez niego w laboratorium szata przypominająca damską, przyjaźnie z kobietami zauroczonymi jego wykładami, bliskie relacje z poetami czy zachwyt nad rzeźbą przedstawiającą kochanka cesarza Hadriana podczas wizyty w Luwrze.

W książce „Męskość i nauka w Wielkiej Brytanii. Od roku 1831 do 1918” Ellis dowodzi, że mężczyźni starający się utrzymać wysokie pozycje w świecie nauki nader często rozprzestrzeniali stereotypy, które miały dyskredytować zdolne kobiety i nie tylko. To właśnie w XIX wieku wykształcił się i utrwalił wizerunek naukowca jako samotnika, nieraz dziwaka, ale zawsze mężczyzny. Od schyłku epoki wiktoriańskiej minął już wiek, więc chyba czas najwyższy, by wykreowane wtedy stereotypy stały się reliktem przeszłości. Ale żeby tak się stało, potrzebna jest realna dyskusja. Mówienie dziewczynkom i chłopcom od najmłodszych lat, że płeć nie definiuje tego, w czym są dobrzy, ale i powtórzenie tego, może po raz setny, osobom, które dzieciństwo mają już dawno za sobą.

 

Warto przeczytać:

„Upór i przekora. 52 kobiety, które odmieniły naukę i świat” Rachel Swaby

„Czy nauka wciąż ma męską płeć? Udział kobiet w nauce” Marek Młodożeniec i Anna Knapińska

„Męskość i nauka w Wielkiej Brytanii. Od roku 1831 do 1918” Heather Ellis

1 BYC KOBIETA W DAWNEJ POLSCE MIEDZYWOJNIE

Fot. materiały prasowe