Książka „Tam” Nataszy Goerke powiewa świeżością. Ale nie świeżością jak z reklamy proszku do prania, tylko – co zabrzmi bardzo coelhowsko – świeżością wiatru; może być to wiatr wprost z Himalajów, ale to już czytelnik czy czytelniczka, muszą sami sobie wyobrazić. 

Znacznie trudniej wyobrazić jest sobie to, że Natasza Goerke opublikowała ostatnią książkę piętnaście lat temu i właściwie zniknęła z literackiej mapy Polski. Dla niektórych był to cios. Na szczęście właśnie powróciła, a jest tak wyczekane, jak powrót dawno niewidzianej gwiazdy do serialu, który niegdyś oglądało się głównie dla niej.

Rozmiarowo niewielka książeczka o wielkiej sile rażenia. Takie jest „Tam”, opowieść o Nepalu z punktu widzenia pisarki, która spędziła (i nadal spędza) w nim lata. „Tam” nie jest reportażem, nie jest też zbiorem opowiadań, a już na pewno nie jest książką podróżniczą. Nie jest też uduchowioną historią w stylu: „teraz siadamy w pozycji kwiatu lotosu i rozmyślamy nad losem biednych Nepalczyków”. W „Tam” uduchowienie oczywiście istnieje; wydaje mi się, że trudno byłoby od niego uciec. Mamy więc ośnieżone szczyty Himalajów, roślinność, wraz z kolejnym kilometrem górskiej wędrówki, zmieniającą się z takiej pięknej i rozłożystej na taką piękną, acz mniejszą; w końcu są też duchy gór, jak babinka z chaty nieopodal klasztoru, której nikt prócz narratorki (i towarzysza podróży) na swojej drodze nie spotkał. Na szczęście Goerke przybliża nam takie opowieści z dystansem, bardzo często z ironią, na przykład tak: „Nepalskie poranki pachną kardamonem i jałowcem, strużki dymu snują się nad dachami jak duchy, psy ujadają jak zwykle. Mgła powoli opada. Mam jet lag, jest piąta rano, styczeń. Z ust leci mi para, prądu nie ma, śniła mi się wojna, bateria w komputerze dogorywa. Zimnej wody starcza akurat na umycie zębów – kran nagle charczy, wypluwa ostatnią kroplę i zamiera. Zdejmuję wełnianą czapę, która robiła za szlafmycę, myję twarz w mineralnej i w kurtce wychodzę na balkon. Małp nie ma”.

„Tam” to książka niezwykła. Niezwykła z tego względu, że jednocześnie afirmująca – znowu Coelho – życie, a z drugiej strony pokazująca rządzące nimi absurdalne dysproporcje w zależności od miejsca, w którym się znajdujemy. Natasza Goerke pokazuje też, że nasze, zachodnie myślenie o świecie jest złudne, jednak nie gani nas za to, tylko pokazuje tego świata zupełnie inny obraz.

Nie tylko plastyczne opisy sprawiają, że opowieści z „Tam” pozostają z nami na długo po skończeniu książki. Główną przyczyną tego zakorzenienia Nepalu w czytelniku jest nie tyle wiedza Goerke o kraju, ile jej sympatia do niego. Sympatia wydaje się prawdziwa, niezapośredniczona, wykreowana przez zlecenie wydawnicze. Pisarka pomieszkuje w Nepalu, ma tam swój dom, przyjaciół... To wszystko sprawia, że moja wiara w autentyczność historii wzrasta, a przez całą opowieść ani razu nie zastanowiłem się, czy aby Goerke trochę nie koloryzuje (tak, przyznaję – w duchy gór również uwierzyłem). Z drugiej strony nie jest to zachwyt bezmyślny, rzekłbym – turystyczny. Pisarka nigdy nie stawia się w miejscu stereotypowego człowieka Zachodu, który z obrzydzeniem patrzy na biedę, ale jak już tu przyjechał, to chociaż przeżyje „ekstremalną przygodę”. Nie. Sympatia Goerke do Nepalu przeszywana jest ogromną dozą zrozumienia lokalnej sytuacji, często ze spojrzeniem na nią krytycznie, ale nie z wyższością. Autorka nie podaje gotowych rozwiązań, bo wie, że pokonanie biedy to nie takie hop-siup i nie wystarczy wpłacenie złotówek na konta pomocowych fundacji. Nie wystarczy, ale też nie zaszkodzi.

Goerke pisze: „Liczby, za pomocą których opisuje się biedę, są zwodnicze i zmienne, nie będę ich więc tu przytaczać, może poza jednym wyjątkiem – ponad 80% mieszkańców naszego świata, jeśli w ogóle zarabia, to tyle, że ich dniówka nie starczyłaby na przejazd taksówką z Okęcia do podwarszawskiego Konstancina, a dniówka połowy tejże populacji starczyłaby na przejazd miejskim autobusem. Żeby wejść na koncert Cecilii Bartoli, rolnik z Nepalu musiałby pracować przez dwa miesiące, nic przy tym nie jedząc, a  żeby spędzić dwa tygodnie w Jelitkowie, pracować musiałby najpewniej kilka lat”. W „Tam” piękna, wręcz hipnotyzująca przyroda i bieda to krajobrazowa jedność.

„Tam” to książka niezwykła. Niezwykła z tego względu, że jednocześnie afirmująca – znowu Coelho – życie, a z drugiej strony pokazująca rządzące nimi absurdalne dysproporcje w zależności od miejsca, w którym się znajdujemy. Natasza Goerke pokazuje też, że nasze, zachodnie myślenie o świecie jest złudne, jednak nie gani nas za to, tylko pokazuje tego świata zupełnie inny obraz.

1 felieton kuba wojtaszczyk natasza goerke tam 

Kuba Wojtaszczyk – rocznik '86, pisarz, kulturoznawca, absolwent Gender Studies UAM. Publikował i publikuje m.in. w „enter the ROOM”, „Czasie Kultury”, „Blizie”, „Lampie”, antologii „Nowe Marzy” 10. MFO. W 2014 r. debiutował powieścią „Portret trumienny”. W 2016 r. ukazała się jego druga książka „Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć”. Tłumaczony na niemiecki, węgierski i ukraiński. Stypendysta Prezydent m.st. Warszawy, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego. W kwietniu 2017 r. ukaże się jego najnowsza powieść „Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?”.

Fot. Marcos Rodriguez Velo, materiały prasowe

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data