W marcu pochodząca z Salwadoru Maria Teresa otrzymała azyl polityczny. Kobieta była prześladowana w swojej ojczyźnie z uwagi na oskarżenia o rzekome wywołanie aborcji. Przypadek ten jest sytuacją bez precedensu, nie mającą wcześniej miejsca w historii.

W 2011 roku Maria Teresa Rivera była zmuszona do porodu we własnej łazience. Zaraz potem nieprzytomną i wycieńczoną kobietę zabrano do szpitala publicznego. Zamiast słów wsparcia usłyszała jednak zarzuty. Okazało się bowiem, że kobieta poroniła. Tym samym Maria Teresa została oskarżona o umyślne wywołanie aborcji. Sąd w Salwadorze skazał ją na 40 lat więzienia.

Salwador cieszy się niechlubną sławą, jeśli chodzi o najostrzejsze na świecie regulacje prawne dotyczące przeprowadzania aborcji. Od 1997 roku przerwanie ciąży w jakimkolwiek przypadku jest tam niezgodne z prawem. Nie ma znaczenia, czy stan błogosławiony (choć w tym przypadku ciśnie się na usta raczej słowo przeklęty) zagraża życiu kobiety lub czy została zgwałcona. Musi donosić ciążę i urodzić za wszelką cenę. Inaczej powinna się liczyć z tym, że resztę życia spędzi w więzieniu. Jednak nawet utrzymanie ciąży nie gwarantuje kobiecie bezpieczeństwa. Prawo to jest często niewłaściwie i na wyrost stosowane wobec kobiet w nagłych sytuacjach położniczych. Wycieńczone i wykrwawiające się niedoszłe matki cudem docierają do publicznych placówek zdrowia, szukając pomocy. Tam, zamiast otrzymania należytej opieki, muszą stoczyć bój o udowodnienie swojej niewinności. Często trafiają do aresztu. Tak też było w przypadku Marii Teresy. W 2012 roku została skazana za zabójstwo kwalifikowane. Najdłuższy wyrok przewidziany w salwadorskim prawie w sprawach związanych z aborcją i „za zbrodnię, której dokonała Maria Teresa” to 40 lat. Taki też werdykt sądu usłyszała kobieta. Nie pomogły dowody, które wykazały, że śmierć dziecka była tragicznym, jednak naturalnym zjawiskiem niespowodowanym jakimkolwiek działaniem ze strony kobiety.

Maria Teresa miała dużo szczęścia. Ostatecznie 20 maja 2016 roku została uniewinniona i wypuszczona na wolność. W więzieniu spędziła jednak kilka lat, podczas których była przedmiotem szykan i przemocy zarówno ze strony strażników, jak i współwięźniarek. Powodem była oczywiście stygmatyzacja aborcji i traktowanie Marii Teresy w kategoriach morderczyni. Historia kobiety ma jednak swój happy end. Maria Teresa złożyła wniosek o azyl w Szwecji. Szwedzka Agencja Migracyjna (Migrationsverket), rozpatrzywszy sprawę, przyznała kobiecie i jej jedenastoletniemu synowi początkowo trzyletni okres azylu z możliwością ubiegania się o jego przedłużenie.

1 maria teresa amnestyinternational por la vida y la salud de la mujeres 

Fot. Jose Cabezas

Przemoc fizyczna i ekonomiczna

Rzeczywistość w Salwadorze nie oszczędza kobiet. Oprócz drakońskiego prawa antyaborcyjnego stykają się one z szeroką grupą różnych przejawów dyskryminacji. W wielu badaniach więcej niż połowa obywatelek Salwadoru przyznaje, że doświadczyła przemocy. Ponad jedną czwartą określa się jako ofiary przemocy fizycznej na tle seksualnym bądź psychicznej. Salwador sam w sobie jest niestabilnym i dość niebezpiecznym krajem. Formy znęcania się różnią się w zależności od płci. Kobiety są jednak w zdecydowanie gorszej sytuacji niż mężczyźni. To główne ofiary przemoc seksualnej i ekonomicznej. Dane są bezlitosne. W okresie od stycznia do sierpnia 2015 roku policja odnotowała średnio 5 przypadków napastowania seksualnego DZIENNIE. Co gorsza, kobiety otrzymują mizerną gwarancję ochrony od państwa. Ze względu na nieskuteczne instytucje rządowe, korupcję i społeczną akceptację przekraczających normy zachowań, bezkarność cechuje niemal wszystkie przypadki przemocy wobec kobiet.

Notorycznie zdarzają się przykłady dyskryminacji kobiet w pracy. Począwszy od zagarniania pensji, należnych emerytur aż po wszelkie wymuszenia przez gangi. Ponad połowę wszystkich pracujących kobiet w Salwadorze stanowią kobiety zatrudnione „na czarno”, czym narażają się na jeszcze większe ryzyko wyzysku i wymuszenia, ponieważ znajdują się de facto poza kontrolą państwa.

Niestety najczęściej okazuje się, że potwór tkwi tuż za rogiem. Wiele kobiet największych przejawów szykanowania i poniżania doświadcza w swoich domach rodzinnych. Przez pierwsze 9 miesięcy 2015 roku specjalna sekcja ds. kobiet z ramienia prokuratora interweniowała w ponad tysiącu przypadków przemocy domowej. Trzeba pamiętać, że są to tylko te zgłoszone przykłady. Mając doświadczenie na polskim podwórku, wiemy, jakim heroizmem jest ujawnienie prawdy przez maltretowaną kobietę i jaką gehennę musi ona przejść, by koszmar zakończyć.  W Salwadorze, gdzie pozycja kobiet jest wciąż bardzo niska –  to jeszcze trudniejsze.

 

Kultura macho

Salwador nie jest jedynie niechlubnym wyjątkiem na mapie tej części Ameryki Łacińskiej. Prawa kobiet są również solą w oku sąsiedniej Gwatemali. Mimo że w wyborach parlamentarnych startowała z sukcesem zdeklarowana lesbijka walcząca na rzecz praw mniejszości, Gwatemala pozostaje głęboko konserwatywnym i machistycznym społeczeństwem z jednym z najwyższych wskaźników morderstw na świecie. Z wysokim odsetkiem ofiar wśród kobiet. Wciąż popularnym jest chociażby „karanie” lesbijek gwałtem za ich orientację. Jak przyznaje aktywistka i polityczka Sandra Moran, otwarte przyznawanie się do feminizmu nie jest w Gwatemali mile widziane, a coming out może wręcz grozić konsekwencjami na zdrowiu i życiu. Państwo przoduje też w niechlubnej statystyce poziomu i częstotliwości występowania przypadków przemocy. Jakby tego było mało, w 2012 roku był to trzeci kraj pod względem liczby zgonów kobiet na świecie. W wyniku wyniszczającej wojny domowej kobiety były często używane jako tarcze bądź przedmiot negocjacyjny. Choć porozumienie pokojowe podpisano w 1996 roku, to nadal ciężko jest odbudować należny im szacunek. Drugi sąsiad Salwadoru – Honduras – jest określany najbardziej niebezpiecznym krajem dla aktywistów na rzecz praw człowieka. Są oni tam w szczególny sposób narażeni na represje i przemoc. Gladys Lanza, tamtejsza działaczka feministyczna, została skazana za zniesławienie, kiedy oskarżyła honduraskiego urzędnika o molestowanie seksualne. Tą decyzją władze Hondurasu wysłały mocną wiadomość wszystkim obrońcom praw kobiet w tym kraju: „Jeśli nie chcesz mieć kłopotów, lepiej milcz”.

Choć w Ameryce Środkowej jak grzyby po deszczu mnożą się i rozwijają feminicidios (organizacje feministyczne), to jedynym przykładem kobiety na wysokim stanowisku w regionie może pochwalić się Kostaryka. Na czele tego państwa w okresie 2010-2014 stała Laura Chinchilla. Teraz w wyborach w Meksyku wystartuje kobieta z ludności rdzennej wspierana nieformalnie przez zapatystów. Dla porównania na południu mamy przykłady Dilmy Rousseff w Brazylii, Cristiny Kirchner w Argentynie, Michelle Bachelet w Chile. W Gwatemali w wyborach prezydenckich startowały dwie kandydatki (niecodzienny przykład nawet dla Europy), w tym Rigoberte Menchu dwukrotnie.

Region musi też radzić sobie z silnie zakorzenionym w społeczeństwie machizmem, a więc kultem silnej pozycji mężczyzny, prawdziwego macho, traktującego kobietę jak ładne spinki do mankietów koszuli. Machistas z krwi i kości uważają, że miejsce kobiety jest w domu i akcentują przewagę mężczyzn nad kobietami. Postępowanie takie często prowadzi do przemocy domowej i niesprawiedliwego traktowania kobiet. Bywa uzasadnieniem przemocy domowej, a zachowania mieszczące się w pojęciu machista przejawiają się w instrumentalnym traktowaniu płci przeciwnej. W krajach Ameryki Środkowej nazwanie mężczyzny słowem machista ma pozytywne konotacje i jest tam uważane za dowód uznania. To oznaka siły, pozycji i żelaznego charakteru nie do zdarcia. Kultura macho nie tylko jest katalizatorem przemocy wobec kobiet, w znaczący sposób ułatwia też obwinianie o wszystko ofiar. Zdaniem Maríi Machicado Terán, przedstawicielki UN Women w Gwatemali, 80% mężczyzn uważa, że kobiety potrzebują ich pozwolenia na opuszczenie domu, a 70% badanych kobiet zgadza się na to, nie widząc innego wyjścia.

2 maria teresa amnestyinternational por la vida y la salud de la mujeres

Fot. amnestyusa.org

Przed kobietami w Ameryce Środkowej wciąż długa i wyboista droga do normalności. Są jednak pierwsze oznaki przysłowiowego światełka w tunelu: sprawą interesują się organizacje międzynarodowe, aktywiści działający a rzecz praw człowieka, lokalne działaczki nie boją się zabierać głosu (nawet w obliczu ciężkich konsekwencji). Trzeba jednak pamiętać, że do zwycięstwa jeszcze daleko. Choć niewinnie budzi się optymizm i siła kobiecej solidarności buduje (czego apogeum był Międzynarodowy Strajk Kobiet z niezwykłym rozmachem obchodzony w Ameryce Łacińskiej), to trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że bez rewolucyjnych zmian u podstaw w myśleniu i zachowaniu (zarówno społeczeństwa, jak i klasy rządzącej) chwilowe zrywy i pokłady energii szybko zostaną stłumione i zwyczajnie się wypalą.

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items