Już 28 lipca na ekrany polskich kin trafi długo wyczekiwany film „Kedi – sekretne życie kotów”. Bilety na polskie pokazy przedpremierowe wyprzedawały się w zawrotnym tempie, ale nie jesteśmy tu wyjątkiem – w Stanach Zjednoczonych obraz tureckiej reżyserki zyskał status trzeciego najlepiej zarabiającego nieanglojęzycznego dokumentu w historii. Podobne zdanie co widzowie mieli krytycy – na branżowym portalu Rotten Tomatoes „Kedi” zdobył aż 97% pozytywnych recenzji. Dlaczego koty zdołały przyciągnąć przed ekran aż tylu widzów? Co w nich tak bardzo fascynuje? Postanowiliśmy zapytać samych kociarzy.

Turecka reżyserka Ceyda Torun wybrała kilku bohaterów swojego filmu. Przylepa, Spryciara, Sułtan, Bestia, Flirciarz, Szajba i Cwaniak, zamieszkujące Stambuł koty, zdecydowanie grają tu pierwsze skrzypce, choć i samo miasto staje się pełnoprawnym bohaterem. Torun sama jest wielką wielbicielką kotów i to wyraźnie w dokumencie widać. Okiem kamery obserwuje je z czułością i podziwem. Pokazuje, jak różne mogą być ich charaktery, jak wielkimi indywidualistami potrafią być koty, jak wiele czasu trzeba poświęcić, by je rozgryźć. Z okazji wejścia filmu do kin, postanowiliśmy zapytać was, co cenicie w swoich kotach, od jak dawna się znacie i jak spędzacie wspólnie czas, a także jakie nawyki swoich kotów z chęcią zobaczylibyście u siebie, jakie cechy nawzajem od siebie przejęliście i kto rządzi u was w domu. Oto, co odpowiedzieliście.   

 

Mamy z Mateuszem, moim mężem, dwa koty, rosyjskie niebieskie. Farysię i Klusię. Farysia jest lękliwym, uczuciowym neurotykiem, niesłychanie gadatliwym i spragnionym miłości najczęściej wtedy, kiedy coś ważnego piszę. Twierdzi, że mam w życiu zbyt łatwo i siada idealnie tak, żebym nie mogła ruszać rękoma i widzieć klawiatury. Jego ulubionym sposobem okazywania miłości jest robienie baranka. Często budzi nas tym rano. Farysia jest też kotem, który posiada gender  jesteśmy z Mateuszem przekonani, że gdyby mógł nam powiedzieć, że jest gejem, już by to zrobił. Patrzymy uważnie, w jaki sposób wychodzi do nas z szafy. Czy jest to znaczące? Farysia osiągnęła wiek kota dwuletniego, już lata nastoletnie za nią. Klusia z kolei to młody kotek, bardzo buńczuczny, ciekawski, rozbiegany i straszna przylepa. Cały czas za nami chodzi. Siedzi na blacie kuchennym, kiedy gotuję i przy wannie, kiedy się kąpię. Kiedy piszę, leży na nogach. Jest też strasznym lizusem  – liże po twarzy, budzi buziakiem i lizaniem po nosie, oczach. Kiedy miauczy, to burczy, jak poirytowany tetryk. Jest też amatorem absolutnie każdej potrawy – uwielbia faworki, pizzę, chętnie zje też sernik od cioci.

Na pewno przejęłam od moich kotów zamiłowanie do hedonizmu, zadowolenie ze spania i nastawienie, że w życiu chodzi też o moje własne zdanie, nieśpieszność, uważność. W moich kotach denerwuje mnie właściwie tylko to, że nie mogę ich ze sobą zabierać do redakcji Wysokich Obcasów. Mam świra na ich punkcie, bo nie miałam zwierząt całe lata rodzice nie chcieli kupować uczuleniowcowi. Postanowiłam jednak, że umysł panuje nad materią i pokonam uczulenie siłą woli – i rzeczywiście nie kicham na moje koty i mam wobec nich uczucia matczyne i metafizyczne. Niestety mój ukochany pierwszy kotek, Szarak, odszedł ode nas nagle rok temu, w ciągu zaledwie doby. Zmarł mi na rękach. To było dla mnie straszne przeżycie, długo się obwiniałam. Klusia została kupiona po kilku miesiącach, żeby Farys miał brata, a my kolejnego przyjaciela. Nic jednak nie zastąpi dla mnie tego pierwszego futrzaka, który był mądrzejszy niż wielu ludzi, których w życiu spotkałam i zawsze potrafił mnie pocieszyć, kiedy płakałam. Koty uczą ludzi tego, że świat jest piękny. Oraz jeśli cokolwiek ma świadczyć o istnieniu boga czy jakiekolwiek opatrzności – to właśnie one. Są idealnie zaprojektowane. Aha  – miejsca! Wysoko na kaloryferze w łazience, wysoko na szafie w sypialni, wysoko na najwyższej polce z książkami w pokoju, najwyższej półce w szafie – to wszystko Farysia. Klusia jest przydenna – najbardziej lubi spać na łóżku albo na dywaniku w łazience.

Karolina Sulej/ Wysokie Obcasy

12 reading room karolina sulej 

Fot. Marcos Rodriguez Velo

 

Z Rudolfem znamy się od pięciu lat. W momencie, w którym go zobaczyłam, wiedziałam, że będziemy razem. Wprowadził się bez oporów i bez problemów, kocie dzieciństwo przespał w moich swetrach i do dziś z sentymentem ugniata je rudymi łapkami. W wolnych chwilach czytamy razem książki albo oglądamy filmy – każda dobra literatura i wybitny film usypia go w ciągu kilku minut. Jego ulubionym miejscem do spania są jednak nogi łóżka. Dziwny psi nawyk. Zresztą Rudolf często zachowuje się jak pies. Wita mnie przy drzwiach merdając ogonem. Zdarza mu się też chodzić za mną z kąta w kąt. I jest wierny. Chętnie biega za piłką, choć nigdy nie nauczył się aportować. Nie ciągnie go też do obejmowania rządów w domu. Wie, że dzień zaczyna się wtedy, kiedy ja się budzę, a nie kiedy on liże mnie po twarzy na dzień dobry. Nie chce tylko przyjąć do wiadomości, że nie ma sensu o północy drapać w drzwi. Choćby nie wiem co, nie pójdziemy na łowy. Cieszę się za to, że nauczył się ze mną podróżować w niedalekie miejsca, nie obraża się, kiedy wyjeżdżam w długie podróże i że nauczył mnie, że wszystkie trudne chwile można... po prostu przespać.

Ana Bielak  

 

Rysia zamieszkała u nas po śmierci poprzedniego, wieloletniego rezydenta księgarni – Rudolfa. Sposób, w jaki do nas trafiła, zasługuje na długie opowiadanie. Być może kiedyś takie napiszę. Liczba zbiegów okoliczności, które sprawiły, że znalazła dom w księgarni, jest nieprawdopodobnie duża i ciekawa. Krótko mówiąc – kot z miasta Łodzi pochodzi (cytując klasyka). Znaleziono ją na ulicy, a z domu tymczasowego poprzez adopcję przeprowadziła się do Warszawy. Po krótkim czasie adaptacji, szybko przywiązała się do księgarni i do nas. Jest niezwykle miłą kotką. Obdarzyła nas ogromnym zaufaniem. Mamy wrażenie, że swoim przemiłym, przytulaśnym usposobieniem chce się odwdzięczyć za dom, który tu znalazła. Codziennie wita się z nami tym samym, gadającym rytuałem, wita również wszystkich klientów. Czasami, gdy ktoś siedzi na kanapie, by przejrzeć książkę, Rysia namolnie mości się na kolanach. Często domaga się zabawy, dostaje prezenty od klientów i przyjaciół księgarni. Lubi dzieci i jest patronką zajęć „Poczytanki z kotką Rysią”, organizowanych przez nas regularnie. Chętnie w nich uczestniczy, nie boi się dzieci, daje się głaskać. Kontakt z człowiekiem sprawia jej wyraźną radość. To kot kochający ludzi. Mimo że często drzwi księgarni są otwarte, w ogóle nie kuszą jej wycieczki na zewnątrz. Nawet gdy wyjeżdża na zieloną działkę pod Warszawą (przecież jej też należy się relaks na łonie natury), trzyma się blisko domu i człowieka. To wierna i oczytana towarzyszka księgarek.

Kasia Daniluk/ Księgarnia Bagatela na Pięterku

2 reading room book store ksiegarnia na pieterku kot cat ksiazki wywiad

Rysia, fot. Marcos Rodriguez Velo 

 

Posiadanie kota zawsze było moim marzeniem. Jako dziecko wizualizowałam sobie synonim szczęścia – siebie w otoczeniu stu kotów, bo dla mnie – pięcioletniej może wtedy dziewczynki liczbę sto od nieskończoności dzieliło doprawdy niewiele. Marzenie się spełniło  dostałam kota, czarnego i dość charakternego Maciusia. Mogłam mu wybaczyć jednak wszystkie wady, bo przecież był moim upragnionym i wyczekanym KOTEM. A gdy wiele lat później rozpoczęłam pracę w schronisku dla zwierząt i 100 (słownie: sto) kotów znalazło się pod moją (liczba mnie: 1) opieką, stwierdziłam, że marzyć trzeba jednak ostrożnie.

Missi jest pamiątką ze schroniska właśnie. Zanim trafiła do mojego domu, internetowa strona azylu reklamowała ją jako idealnego towarzysza dla osób starszych i dzieci. Sama zresztą stworzyłam ten opis, bo Missi naprawdę była cierpliwa, spokojna i opanowana. Może nawet nieco nieśmiała i wycofana. Gdy zamieszkałyśmy razem, okazała się nadzwyczaj otwartą i przebojową kocicą. Ma więcej charyzmy ode mnie (choć o to pewnie nietrudno) i gdyby była człowiekiem, trafiłaby pewnie do showbiznesu. Missi nie wie, co to wstyd i zażenowanie, potrafi władować się sąsiadowi do mieszkania, a nieprzepadającej za kotami ciotce – na kolana. Kradnie jedzenie, chociażby jej łupem miała paść nędzna fasolka szparagowa. Uwielbia gości, a szczególnie ich zachwyty nad jej własną osobą. Jest po postu moją kochaną Missunią.

Jagoda Kowalska

 

Z moim kotem Kiciałem poznałem się ponad 2 lata temu, gdy trafił do nas jako prawie roczny kotek z domu tymczasowego w Mińsku Mazowieckim (pozdrowienia dla dziewczyn, które wykonują wspaniałą i profesjonalną pracę na rzecz porzuconych zwierząt!). Mój kot to domator (w odróżnieniu ode mnie), więc wspólny czas spędzamy na zajęciach typowo domowych – wspólne spożywanie posiłków, oglądanie filmów, czytanie książek oraz co najważniejsze – odpoczynek, od krótkich drzemek w ciągu dnia po głębokie sny nocą! Pytanie o to, kto rządzi w domu, delikatnie sugeruje, że mógłby to być on, ale myślę że to typowy układ partnerski, w którym każdy spełnia swoje role i ma własne obowiązki. Panuje demokracja w klasycznym jej rozumieniu.

W tym momencie nie potrafię wskazać negatywnych zachowań mojego kota, ale pamiętam doskonale wcześniejszy okres naszego wspólnego mieszkania, gdy codziennie o godzinie 5 rano urządzał sobie polowanie na moje stopy, nie dając mi spokojnie dospać do godziny ustawionej w budziku. Jeżeli chodzi o cechy Kiciała, które chciałbym przejąć, to bez wahania wskazałbym wyluzowane podejście do życia, umiejętność relaksu i coś co nazwałbym życiem w stylu nieustającej sjesty. Jakie cechy już od siebie przejęliśmy? Uważam, że udało mi się wychować przykładem mojego kota na pewnego siebie osobnika poprzez zachęcanie do polowania na muchy i inne owady. Natomiast on z pewnością nauczył mnie łagodności i oddawania ciepła wokół!

Piotr Sławik

 

Na pewno chciałabym mieć pewność siebie i słodką bezczelność mojego kota. Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych. Jak czegoś chce, to to dostaje (OK, najczęściej wymusza) i nie ma dyskusji. To cechy, które bardzo się przydają, nie tylko w kocim życiu. Jakie cechy od siebie przejęliśmy? Ja – możliwość zasypiania w każdym miejscu i dowolnym czasie. Czasem wydaje mi się, że mój kot przejął ode mnie bycie „serialomaniakiem” – chyba nie odpuścił żadnego odcinka „Gry o Tron i Homeland”.  Ale tak na serio, rozpoczynanie wspólnego życia z kotem, czy każdym innym zwierzęciem, przypomina początki wspólnego mieszkania z partnerem. Musicie się dotrzeć, poznać swoje przyzwyczajenia i pójść na kompromisy.

Asia Przyjałkowska, https://www.instagram.com/kiciolthecat/

 1 koty kedi

Koty często były tematyzowane w kinie, stając się wręcz katalizatorami zdarzeń, których uczestnikami byli ludzie, by wspomnieć w tym miejscu Co jest grane, Davis? braci Coen i goszczący obecnie na ekranach kin szwedzki obraz Mężczyzna imieniem Ove. Film Kedi – sekretne życie kotów” pod tym względem zapowiada się na dzieło totalne. Myślę, że jednak także moja kotka mogłaby stać się bohaterką pełnometrażowego, kameralnego filmu. Znaleźna, mała, biała, puchata kulka nastręcza tyleż problemów, co niejedno dziecko. Mając już około 6 lat, potrafi w dalszym ciągu budzić mnie bez wyraźnego powodu nawet 5 razy w ciągu jednej nocy, ożywiać się  na dźwięk tłuczka do mięsa, niszczyć wszystkie meble (sposób na komunikację zastępujący miauczenie), podrzucać osobliwe podarki w postaci myszy celem sporządzenia jak mniemam potrawki z mysiny, ale została też wyposażona w umiejętność otwierania sobie drzwi za pomocą klamki. Z uwagi jednak na fakt, że mój umysł jest przesiąknięty filmowymi kliszami, mając na uwadze wspomniane wyżej przypadki, zaczynam się zastanawiać, czy ten kot swoimi nieintencjonalnymi działaniami nie wpływa w jakiejś mierze na moje życie, którego to magicznego związku przyczyno-skutkowego trudno się na pierwszy rzut oka doszukiwać. 

Michał Mielnik

 

Mój kot to Kicia. Po co wymyślać imię skoro i tak wszyscy na nią tak właśnie wołają. Jest starszawa, ma 16 lat, od początku jest ze mną. Zapewne jak większość kotów uważa, że jestem od karmienia i płacenia czynszu. Ale potrafi rozczulić. Kiedy poleguję z jakąkolwiek osobą na kanapie w celu obejrzenia jakiegoś filmu, Kicia rozkłada się między nami w taki sposób, żeby dotykać każdej z nas. Nieraz musi się mocno rozciągnąć, nieraz tylko tylną łapką dotyka drugą osobę, ale musi czuć kontakt z dwiema. Słodka jest.

Aneta

 

Relacja z moim kotem jest typową relacją matki z dzieckiem. Jako wieloletnia kociara w końcu doczekałam się tego jedynego – Klopsa. A konkretnie Sullivan Herni Percival Klops White. Klops jest kotem z hodowli kotów syberyjskich. Mimo wielkiej chęci adoptowania milionów kotów ze schroniska zdecydowałam się na syberyjczyka ze względu na alergie i astmę członka rodziny. Była to fantastyczna decyzja, gdyż koty syberyjskie są bardzo towarzyskie. Gdy jestem w domu, on zawsze musi być obok, czy to leżąc na mnie, czy chociaż stykając się jedną łapką. Klops jest kotem na diecie barf. Nauczyła mnie tego właścicielka hodowli i postanowiłam kontynuować tę dietę ze względów zdrowotnych, aby Klops żywił się jak najbardziej naturalnie. No co tu dużo pisać – kocham go jak syna i nie wyobrażam sobie, jak mogłam żyć, jakby go nie było.

Kasia

Fot. materiały prasowe

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data