Ostatnie 12 miesięcy nie należało do najłatwiejszych. To był rok Trumpa obiecującego mur odgradzający Stany Zjednoczonego od Meksyku i innych populistycznych polityków. Rok, w którym w siłę rosły nacjonalizm, seksizm, ksenofobia i nienawiść. Ale i rok wielkiego oporu i protestów na gigantyczną skalę. Kino od zawsze było doskonałym odbiciem społecznych niepokojów i politycznych zawirowań, a bunt jest wpisany w jego DNA – wydają się przypominać organizatorzy Nowych Horyzontów. Dlatego na najnowszej edycji wydarzenia poza najświeższymi przebojami zagranicznych festiwali znalazło dla siebie miejsce kino protestu, feministyczna sekcja Good Girls Gone Bad czy nowe kino Izraela, pokazujące pełne kontrastów społeczeństwo.

Przed nami kolejna edycja festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty. Między 3 a 13 sierpnia Wrocław zamieni się w tymczasową, światową stolicę kina. Po raz kolejny widzowie będą mieli okazję zobaczyć setki filmów autorstwa bezkompromisowych twórców przekraczających granice tego, co konwencjonalne na ekranie. W programie znalazły się zarówno klasyki cieszące się od lat uznaniem, jak i całkiem nowe pozycje, które zaskarbiły już sobie uznanie publiczności i krytyków na międzynarodowych festiwalach. Sporo miejsca poświęcono twórczości kobiet i obrazom reżyserek i reżyserów, którzy komentują sytuację społeczno-polityczną, nie boją się ostrych słów i gorzkich przesłań. Czego nie można ominąć we Wrocławiu?

 

PROSTO Z FESTIWALI

Jak zwykle polskiej publiczności zostaną pokazane premierowo filmy, które zaistniały już na zagranicznych festiwalach. W programie znalazła się między innymi „Niemiłość” Andrieja Zwiagincewa (Nagroda Specjalna Jury w Cannes), opowiadająca o żyjącym na przedmieściach Moskwy małżeństwie, z którego miłość dawno wyparowała – o ile kiedykolwiek tam była. Zwiagincew skupia się przede wszystkim na dziecku pary – Aleksieju, któremu przyszło żyć w ponurym, pozbawionym czułości domu, którego mieszkańcy nie potrafią się ze sobą komunikować. Znając wcześniejsze dzieła twórcy „Lewiatana”, możemy zakładać, że historia erozji rodzinnych relacji jest też błyskotliwym odwołaniem do kondycji współczesnego rosyjskiego społeczeństwa.

We Wrocławiu zobaczymy też nowy, długo wyczekiwany film Michaela Hanekego „Happy End”, w którym również na pierwszy plan wysuwa się dysfunkcyjna rodzina, tylko że tym razem zamieszkująca rajskie, francuskie Calais. U austriackiego reżysera od początku wyczuwamy zagnieżdżoną pod skórą, nadciągająca katastrofę. Nie brak też nawiązań do bieżącej sytuacji – w końcu bohaterowie mieszkają nad morzem, które we Francji równie co z wakacyjnym wypoczynkiem może się już kojarzyć z przedostającymi się do kraju uchodźcami i bezsilnością Europy niepotrafiącej wypracować rozwiązań, które byłyby zarówno etyczne, jak i efektywne.

Prosto z Cannes do Wrocławia trafi także laureat Złotej Palmy, czyli „The Square” Rubena Östlunda. To czarna komedia pokazująca dysonans między pełnym sztuczności, napuszonym, narcystycznym, często na siłę poprawnym politycznie współczesnym światem, a dzikimi, zwierzęcymi instynktami drzemiącymi w każdym z nas. Będzie i nagrodzony za najlepszą reżyserię film Sofii Coppoli, czyli zmysłowe, niepokojące „Na pokuszenie”. Tym razem Coppola wzięła na warsztat powieść „Malowany diabeł” Thomasa P. Cullinana i ponownie, jak w „Przekleństwach niewinności”, uczyniła głównymi bohaterkami swojego filmu dorastające dziewczyny, których seksualność dopiero się budzi.

Nie można też ominąć pokazu „Fantastycznej kobiety” Sebastiána Lelio (Srebrny Niedźwiedź za najlepszy scenariusz). Główna bohaterka, Marina, będzie musiała zmierzyć się z wrogo nastawioną do niej służbą zdrowia, policją i rodziną starszego od niej partnera, który trafia do szpitala. Koniecznie na uwagę zasługuje też film „Nie jestem czarownicą” Rungano Nyoni, po którego pokazie w Cannes miała miejsce kilkunastominutowa owacja na stojąco. Reżyserka opowiada o dorastającej w Zambii dziewczynce, która zostaje wysłana do obozu dla wiedźm, a tam dołącza do pozostałych, wykluczonych ze wspólnoty, zmuszanych do codziennej ciężkiej pracy kobiet, które mają być atrakcją dla turystów.

Bardzo ważną pozycją na liście jest też „120 uderzeń serca” Robina Campillo – film o walce z AIDS w latach 90., o młodości i pokoleniu, które wierzyło, że o zmianę trzeba zabiegać na ulicach. Warto też zobaczyć odsyłający nas do lat 70. obraz „20th Century Women” z Gretą Gerwig, Elle Fanning i Annette Benning, przejmujący film „Una” Benedicta Andrewsa z Rooney Marą o molestowanej seksualnie kobiecie, która po latach spotyka swojego oprawcę czy „Morderstwo w Hotelu Hilton” Tarika Saleha, które przenosi nas do Kairu w przeddzień Arabskiej Wiosny. A to tylko niektóre z bardzo licznych festiwalowych przebojów, które znalazły się w programie Nowych Horyzontów.

 

CZAS NA ZŁE DZIEWCZYNKI

Są wściekłe – i bardzo dobrze. Reżyserki skupione w ramach feministycznej sekcji „Good Girls Gone Bad” bombardują swoim kinem patriarchalny system, wywlekają na wierzch całą jego opresyjność i obłudę, a przy tym nie boją się radykalnych artystycznych środków. „Prawda cię wyzwoli, ale najpierw bardzo wkurzy” – pisała Gloria Steinem. Sekcja „Good Girls Gone Bad” udowadnia, że nastał czas złych dziewczynek, a może nie tyle dziewczynek, co dojrzałych kobiet, które są dumne ze swojego wkurzenia; nie uważają, że złość to domena histerycznych panienek i że z emocji trzeba wyrosnąć – wiedzą, że gniew to również wstęp do działania. „Nie wstydzę się złościć. Brzmi to punkowo, ale mocno w to wierzę, że żeby być twórczym, trzeba pozostać gniewnym. A kobiety mają wiele powodów do gniewu” – komentowała reżyserka „Raw” Julia Ducournau. Bohaterka jej nieszablonowego horroru to wegetarianka, która przeszła na kanibalizm. U Ducournau pełno jest krwi, niewygodnej fizyczności i bólu, ale młoda reżyserka wcale nie uważa, że wyjątkowo szokuje, bo przecież nie trzeba horroru, by te składniki stały się istotną częścią życia dostających dziewczyn – tak twórczyni sama argumentuje.

We Wrocławiu zobaczymy też „Sukę” Marianny Palki. Pełną absurdu współczesną przypowieść o wzorowej pani domu, która pewnego dnia po prostu porzuca wszystkie swoje obowiązki i zaczyna zachowywać się jak rozsierdzona suka. Dosłownie. W tej zwierzęcej naturze introwertyczna perfekcjonistka definiuje się na nowo. Czarna komedia Palki zasłużenie zachwyciła publiczność na festiwalu w Sundance.

Jeszcze inną propozycję zaprezentuje we Wrocławiu Lucile Hadzihalilovic. „Ewolucja” to kolejna filmowa wariacja na temat tego, jak wyglądałby świat bez mężczyzn. Ta matriarchalna utopia u francuskiej reżyserki i scenarzystki o bośniackich korzeniach, a prywatnie żony Gaspara Noégo, wraz z odkrywaniem kolejnych kart, przeobraża się w dystopię. Hadzihalilovic nie podaje nam jednak na tacy wszystkich odpowiedzi, raczej zachęca do snucia samodzielnych rozważań, jak mógłby wyglądać świat, gdyby został zorganizowany inaczej.

Co ciekawe, wśród reżyserek znalazło się w sekcji i miejsce dla jednego reżysera. Na Nowych Horyzontach będzie można obejrzeć „Misandrystki” Bruce'a La Bruce'a. Tutaj też mamy do czynienia z feministyczną rewolucją, z tym że dokonaną gdzieś w Ger(wo)many, w internacie, gdzie przebywają dziewczyny, które z różnych względów nie radziły sobie w normalnych szkołach. Ojciec queercore'u nie boi się sporej dawki pornografii połączonej z wątkami politycznymi i w jak zwykle śmiały sposób opowiada o tożsamości seksualnej.

 

ZE SZTANDAREM W DŁONI I KRZYKIEM NA USTACH

Czym jest kino protestu i czy może mieć realny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość? Przeciwko czemu i z pomocą jakich środków protestują twórcy? To pytania, które stawiane w nowo horyzontowej sekcji „Kino protestu”. A w niej między innymi „Brexitannia”. Timothy George Kelly pokazuje w swoim filmie tych, którzy chcieli wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Kelly zdecydował się nakręcić swój dokument w czerni i bieli, aby dodatkowo zaakcentować płaskie, zero-jedynkowo postrzeganie rzeczywistości będące udziałem wielu współczesnych Brytyjczyków (i nie tylko). Reżyser nie naśmiewa się jednak ze swoich bohaterów, raczej odkrywa przed widzem całe spektrum lęków, którym ci ludzie ulegli.

O sytuacji kobiet w odważny sposób opowiada Rayhana w filmie „Nadal kryję się z paleniem”. Akcja toczy się Algierii w latach 90., a zebrane w miejskiej łaźni kobiety, odsłaniające na ekranie ciało, wbrew islamskiej religii dyskutują o wszystkim, co niewygodne i ich zdaniem zasługujące na potępienie w kraju. O ślubach dziewczynek, certyfikowanych dziewicach, domach pełnych przemocy, mężczyznach, którzy nie pozwalają nawet na pojedyncze słowo podważające ich dominację. To sugestywny, szczery, przesycony cielesnością obraz, w którym ciepło wytworzone przez kobiety złączone siostrzaną więzią i wspólną frustracją miesza się z prześwitującym ze słów i znaków interpunkcyjnych bólem.

„Uczucie silniejsze niż miłość” Mary Jirmanus Sabaodwołuje zabiera nas natomiast do Libanu z lat 70. XX wieku. Na pierwszym planie strajki w fabrykach tytoniu i czekolady, obietnica ludowej rewolucji i emancypacji kobiet. Obietnica, która nigdy nie została spełniona. Na ostatnim Berlinale obraz został wyróżniony nagrodą FIPRESCI.

W ramach „Kina Protestu” będzie też można zobaczyć starsze pozycje – na przykład słynny obraz „Daleko od Wietnamu” zrealizowany wspólnie przez Jorisa Ivensa, Williama Kleina, Agnes Vardę, Claude’a Leloucha, Jean-Luca Godarda, Chrisa Markera i Alaina Resnais. A także filmy, których protest wyraża się w subtelny sposób – choćby trwający aż 285 minut poetycki „Pokonać noc” Sylvaina L'Espérance'a. Choć tematem filmu jest polityczne przebudzenie naznaczonej kryzysem Grecji, najbardziej wyrazistym protetsem twórcy jest sama forma i długość filmu, który nie wpisuje się w komercyjne prawidła i nie idzie na kompromisy z kierującym się box office’ową sprzedażą rynkiem.

 

MANIFEST I SZTUKA NA EKRANIE

W postnowoczesnym świecie coraz częściej sztuki doświadczamy na ekranie czy w świecie wirtualnym. Czy musi być to jednak doświadczenie podrzędne? Podczas Nowych Horyzontów, jak co roku, zobaczymy dużo sztuki na ekranie. A wraz z nią kontrowersyjnych, nieraz zdziwaczałych, ale absolutnie fascynujących twórców. Jeśli mowa o sztuce, nie sposób pominąć pokazów specjalnych „Manifesto” Juliana Rosfelda. W obrazie Cate Blanchett wciela się aż w trzynaście postaci, w tym gospodyni domowej, wokalistki punkowego zespołu, bezdomnego mężczyzny czy nauczycielki. A każda z tych postaci ma do wygłoszenia na ekranie fragment z manifestu artystycznego znanych pisarzy, reżyserów, filozofów itd. – między innymi Appollinaire'a, Jarmuscha, Bretona, Malewicza, Marksa, von Triera. „Manifesto” najpierw prezentowany był w galeriach sztuki w formie instalacji rozpisanej na trzynaście ekranów, teraz można go będzie obejrzeć jako film. Rosfeld umieszcza tytułowe manifesty w absurdalnych, czasem komicznych kontekstach, a Blanchett prezentuje najwyższą formę aktorskiego kunsztu.

We Wrocławiu można też będzie zobaczyć produkcje skupione w ramach sekcji „Filmy o sztuce”. A wśród nich na przykład obraz „Gdzie jest Rocky II?” – skojarzenia z filmowym bokserem jak najbardziej zasadne. Clou sprawy jest poszukiwanie stworzonego przez kalifornijskiego artystę kamienia nazwanego właśnie na cześć Sylvestra Stallone. Artefaktu na pustyni szukać będzie Pierre Bismuth – również artysta i współscenarzysta „Zakochanego bez pamięci”.

Ciekawym głosem są również „Chomiki”. Martine Doyen nawiązuje do opętańczego, hipnotycznego zbiorowego tańca, któremu ulegali kiedyś mieszkańcy miast i miasteczek średniowiecznej Europy. Co było jego przyczyną? Zatrute jedzenie, diabeł, religijna ekstaza a może po prostu stres pourazowy związany z paradującą przez kontynent czarną śmiercią, wojną i głodem? Doyen decyduje się przenieść ten taniec do współczesnej  Brukseli, to właśnie w tym mieście w 2014 roku miał miejsce artystyczny happening, będący podstawą „Chomików”, w ramach którego po ataku terrorystycznym na Muzeum Żydów ludzie wyszli na ulice, by wykonać niczym nieskrępowany taniec, zawłaszczając tym samym ponownie przestrzeń publiczną. A poza tym w ramach sekcji zobaczymy też opowieść najsłynniejszej wirtualnej piosenkarce na świecie, czyli Hatsune Miku („The World Is Mine”), komunistyczną baśń z niespełnioną miłością w tle („Samokrytyka burżuazyjnego psa”) czy analizę jednego z najsłynniejszych ekranowych momentów w historii, czyli sceny prysznicowej z „Psychozy” Hitchcocka („78/52”).

 

WITAJCIE W IZRAELU

Istniejące od zaledwie kilkudziesięciu lat państwo Izrael mogłoby służyć za idealny przykład ilustrujący definicję słowa „kontrast”. To kraj sprzeczności z kosmopolitycznym, postnowoczesnym Tel Avivem i pozostającą w stanie wiecznej destrukcji Strefą Gazy. Obszar kluczowy dla kilku największych światowych religii, do dziś pełen pielgrzymów, samozwańczych proroków i tych, którzy za swoją religię z chęcią mogliby zginąć. Kraj, w którym nie ma miejsca dla jednej tylko narodowości czy jednych poglądów, pozostający w stanie permanentnego konfliktu, w ramach którego Izraelczycy ścierają się z Palestyńczykami, a konserwatywni Żydzi z liberalnymi. W Tel Avivie można odpoczywać na plaży dla chasydów, na którą kobiety i mężczyźni nigdy nie mają wstępu w tym samym czasie, albo na plaży dla gejów czy po prostu nagiej plaży. I to trafnie obrazuje olbrzymie rozwarstwienie społeczeństwa, które musiało stać się szalenie atrakcyjne dla filmowców. Młode reżyserki i reżyserzy z Izraela wciąż poszukują tożsamości, sklejają ją z różnych niepasujących (czy też pozornie niepasujących) do siebie kawałków. Może dlatego to kino jest tak fascynujące i zachwyca publiczność najróżniejszych światowych festiwali.

Na Nowych Horyzontach będzie okazja przyjrzeć się lepiej izraelskim twórcom. Z jednej strony zobaczymy filmy o dylematach dziewczyn, których życie nie różni się wiele od tego, które my prowadzimy w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Berlinie czy Nowym Jorku. Takim tytułem jest z pewnością emanująca girl power „Włamywaczka” w reżyserii Hagar Ben Asher  albo obraz „Ludzie, którzy nie są mną” Hadas Ben Aroyi nazywanej izraelską Leną Dunham. Z drugiej strony warto skupić się na takich filmach, jak mocne „Pomiędzy” Maysaloun Hamoud, opowiadające o życiu zamieszkujących Tel Aviv trzech Palestynek, które starają się wpasować w to, co je otacza i są nieustannie zawieszone gdzieś między tradycją a nowoczesnością, czy „Przez ścianę” Ramy Burshtein, będące unikatowym przykładem komedii romantycznej, a jednocześnie ultraortodoksyjnego kina żydowskiego. Z pewnością sekcja „Nowe Kino Izraela” zapewni całą fuzję doznań o najróżniejszych zabarwieniach, dlatego tych filmów nie można ominąć.

 

CO JESZCZE?

Oczywiście to wszystko tylko ułamek programu. Na Nowych Horyzontach będzie można też zobaczyć filmy otwarcia i zamknięcia, a w tym „Podwójnego kochanka” Françoisa Ozona, „Kobietę, która odeszła” Lava Diaza, „Szron” Šarūnasa Bartasa i „A Ghost Story” Davida Lowery'ego. Jak zwykle można liczyć też na retrospektywy, tym razem Jacquesa Rivette, Freda Kelemena, Hong Sang-soo i Gastóna Solnicki. Będą też filmy startujące w Międzynarodowym Konkursie Nowe Horyzonty, klasyki kina, propozycje dla dzieci, a także liczne wydarzenia towarzyszące – debaty, spotkania z twórcami, instalacje artystyczne… I oczywiście koncerty – między innymi Hatti Vatti, Yvesa Tumora, Fisza, Jacka Sienkiewicza czy Mitch & Mitch. Naprawdę jest z czego wybierać. 

Fot. materiały prasowe

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data