Mieli nas okraść, porwać, na naszych oczach miały rozgrywać się sceny jak z „Gomorry”. A przynajmniej miałyśmy utonąć w śmieciach. My mimo to nie wahałyśmy się przed tą podróżą, bo przecież jak to mówią: zobaczyć Neapol i umrzeć. Zresztą okazał się on naprawdę przyjazny, choć to oczywiście wrażenie z zaledwie kilkudniowego pobytu: intensywnego i pełnego wrażeń.

Chłodny polski kwiecień po jakichś dwóch godzinach lotu zmienił się w upalną włoską wiosnę. Z lotniska do centrum z telefonem w ręku doszłyśmy na piechotę, ale prawie u celu, czyli w okolicy, gdzie zarezerwowałyśmy mieszkanie , pojawiły się kłopoty. Nie mogłyśmy zlokalizować naszej ulicy ani kamienic, a Rosario, właścicielka mieszkania, nie odbierała. Kręciłyśmy się więc w kółko, budząc zainteresowanie mężczyzn przesiadujących w barach kawowych, wdychając zapach prania zwisającego niemal z każdego okna czy balkonu, zdobiącego urokliwie eklektyczne kamienice, które czasy świetności mają dawno za sobą. Charakterystyczne okazały się zwłaszcza długie prześcieradła w lawendowym kolorze i innych majtkowych odcieniach. No i od razu podpatrzyłyśmy, jak sobie radzić z ciężkimi zakupami, kiedy nie ma się windy – a mieszkając w rzeczonych kamienicach zwykle się jej nie ma. Co wtedy? Wciągamy zakupy w wiadrze/koszyku na sznurku przez balkon czy okno. Przetestowałyśmy. Sprawdza się. Zanim jednak to nastąpiło, wciąż byłyśmy w kropce, z bagażami, w pełnym słońcu, w samo południe, a do tego głodne. Wszyscy chcieli nam – i owszem – pomóc, ale nikt nie mówił po angielsku, my nie bardzo mówiłyśmy po włosku. W końcu Rosario dojrzała nas z balkonu i przywołała do siebie – trochę słowem, trochę gestem.

Po zjedzeniu najlepszej pizzy margherity na świecie (kolejna najlepsza była w pizzerii znanej z „Jedz, módl się, kochaj”, a w zasadzie w każdym miejscu była pyszna, co zmieniło na zawsze nasze podejście do pizzy serwowanej w Polsce) z pomidorami spod Wezuwiusza w pobliskiej restauracji i solidnej ilości prosecco ruszyłyśmy na zwiedzanie miasta. Zatrzymując się co chwilę przy kolejnych kapliczkach, z których każda zdawała się warta sfotografowania, niespiesznie krążyłyśmy po starych i wąskich brukowanych uliczkach. Zalane popołudniowym słońcem ściany kamienic, choć odrapane i wyblakłe, miały w sobie dużo koloru i życia, co jeszcze podbijały roślinność, uliczny zgiełk, zwłaszcza nieustające trąbienie kierowców skuterów. Neapol okazał się świetnym miejscem do zwiedzania na piechotę, choć wszędzie jest pod górę, bo to miasto usytuowane na wzgórzach. Ale wdrapywanie się na kolejne wzniesienia za każdym razem wynagradza widok, jaki na szczycie rozciąga się przed naszymi oczami: na wspomniany Wezuwiusz, morze i rozsiane po nim wyspy (Capri, Ischia) oraz inne części miasta. 

Wejść można na przykład na wzgórze Capodimonte, gdzie do odwiedzenia koniecznie jest muzeum znajdujące się w pałacu wzniesionym przez Burbonów w XVIII wieku, a znajdziemy tam prace malarskie takich mistrzów jak Tycjan, Lorenzo Lotto, El Greco. Plac przed muzeum z fontanną i palmami to nie tylko świetne miejsce widokowe, lecz także strefa relaksu, gdzie można wyciągnąć się na trawie z książką czy ciastkami z ricottą kupionymi w pobliskiej kawiarni. 

Inne wzniesienie warte wysiłku naszych nóg (choć można tam wjechać też kolejką linową) to wzgórze Vomero. Na szczycie czeka na nas średniowieczny zamek Sant' Elmo, gdzie największy ruch robi się wieczorem. Jest to miejsce oblegane przez młodzież i zakochanych, którzy siedzą na murach i piją wino, patrząc na rozświetlone miasto. Innym miejscem, gdzie tętni nocne życie jest plac Bellini z licznymi barami z ogródkami. 

W Neapolu, oprócz wielu zamków, odkryjemy też kościoły. Zaglądałyśmy do każdego mijanego i żaden nas nie rozczarował. W ogóle miałyśmy idealną bazę do zwiedzani, ponieważ zatrzymałyśmy się w historycznej części miasta, w okolicy Rione Sanità w dzielnicy Materdei, w pobliżu muzeum archeologicznego, a także w sąsiedztwie dwóch barokowych pałaców: Palazzo San Felice i Palazzo dello Spagnuolo. Natknęłyśmy się na nie właściwie przypadkiem, bo kryją się tuż za niepozornymi bramami, jakich w Neapolu nie brakuje. Z pałaców zostały w zasadzie fasady, jednak robią one wrażenie. W tym rejonie co chwilę spotykamy nie tylko piękne kościoły czy kamienice, lecz także stragany pełne najróżniejszych owoców i warzyw. Zamiast cukierków czy innych słodkości można spokojnie zajadać tamtejsze pomidory (te spod Wezuwiusza). Choć oczywiście kawiarnie z gęstym kremowym espresso kuszą nie tylko zapachem kawy, lecz także neapolitańskimi słodkimi przysmakami, ciastkami nasączonymi limoncello i lodami. 

Co jeszcze? Stacje metra chociażby. Nawet jeśli nie planujemy przemieszczania się metrem w Neapolu, to jego stacje zasługują na wizytę, ponieważ znajdują się tam interesujące prace artystów. Poza tym katakumby, podziemne cmentarze, a poza samym Neapolem: wycieczka na Wezuwiusz, do Pompei i Herculaneum, a także do Sorrento lub rejs na pobliskie wyspy. A najlepiej, to schować telefon z mapą i błądzić wąskimi uliczkami, oglądać kapliczki, wdychać zapach prania i kawy.

2 neapol pozdroze trip italy

7 neapol pozdroze trip italy

Palazzo San Felice, Via Sanità 167

 

#dziewczynskiewakacje 🖤🍋🍾

Post udostępniony przez Paulina Klepacz (@paulina_klepacz)

3 neapol pozdroze trip italy

Pomnik Dantego i widok z okna naszego mieszkania 

6 neapol pozdroze trip italy

 4 neapol pozdroze trip italy

9 neapol pozdroze trip italy

13 neapol pozdroze trip italy

12 neapol pozdroze trip italy

5 neapol pozdroze trip italy

Widok z murów zamku dell'Ovo

8 neapol pozdroze trip italy

14 neapol pozdroze trip italy 

10 neapol pozdroze trip italy

Duomo di Santa Maria Assunta

17 neapol pozdroze trip italy

16 neapol pozdroze trip italy

11 neapol pozdroze trip italy

Fontanna koło muzeum sztuki na wzgórzu Capodimonte, Herculaneum

1 neapol pozdroze trip italy

Wulkan Wezuwiusz z okna pociągu

 

wszędzie kapliczki #wloskiewakacje #piazzabellini 🖤🍾✨🌙💫

Post udostępniony przez Paulina Klepacz (@paulina_klepacz)

 

Lokalny plac Zbawiciela #piazzbellini #naples #neapol #zbawix #wloskiewakacje ☀️✨

Post udostępniony przez Paulina Klepacz (@paulina_klepacz)

Fot. Paulina Klepacz, Anna Ścibior

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data