Choć od XVI-XVIII wieku zainteresowanie kobietą – jej naturą, zaletami i wadami oraz miejscem w rodzinie – było wyjątkowo intensywne, to jego skutki były dla wolności kobiecej raczej mizerne. W staropolskim wydaniu kobieta miała być uległa i bierna, a jej życiową aspiracją miała być wyłącznie rola posłusznej żony, zapobiegliwej gospodyni i opiekuńczej matki. 

Fundamentem staropolskiego światopoglądu były zasady patriarchalne. Podstawową komórką społeczną była rodzina z ojcem na czele. Model ten był obecny we wszystkich aspektach życia. Patriarchalny schemat dominował w kwestiach religijnych – Bóg jako ojciec; państwowych – król na podobieństwo boskie spełniał opiekę ojcowską nad Rzeczpospolitą, a szlachcic nad swymi poddanymi. Nic więc dziwnego, że w takich realiach stosunek do kobiety przesiąknięty był mizoginizmem. Mimo że w całej Europie dokonywał się renesansowy ruch emancypacyjny, to w Polsce był on ledwie zauważalny. Chwalebny wyjątek stanowił wielkopolski pisarz Andrzej Glaber, który domagał się dostępu do nauki dla płci pięknej i dowodził, że kobiety nie są niższe intelektualnie od mężczyzn: „Składność płci panieńskiej jest bardzo subtelna, a rozum ich ku nauce i wyrozumieniu wszelkiej rzeczy ostry i prędki”. Jednak zdecydowanie bardziej powszechne były poglądy Andrzeja Frycza Modrzewskiego, który stwierdzał dosadnie: „To także trzeba sprawić, by nie dopuszczano do spraw publicznych niewiast, które Bóg dał pod władzę mężów. Niechże się tedy wstydzą ci, co sami uważając się za godnych publicznych dostojeństw, nigdy niczego nie uczynią inaczej, jak za podszeptem niewiast”. Można sobie więc wyobrazić jaką „miłością” poddanych cieszyły się w XVI w. królowa Bona, a w XVII Ludwika Maria, które próbowały przeprowadzić dobroczynne dla kraju reformy i mieszały się do rządów...

Nic więc dziwnego, że poglądy antyfeministyczne znajdowały swój wyraz nawet w satyrach. Jedną z ciekawszych jest Sejm białogłowski, utwór anonimowych autorów, stworzony przed 1617 rokiem. Opisuje on posiedzenie sejmu, na którym zebrały się kobiety wszystkich stanów, pokrzywdzone przez mężczyzn. Niewiasty, po przedstawieniu doznanych krzywd, podjęły uchwałę, która miała im zapewnić dominującą pozycję i przywileje, będące dotychczas jedynie udziałem mężczyzn. Artykuły owej uchwały mówiły m.in. że mężczyzna ma być we wszystkim posłusznym żonie, mówić jej o wszystkim czy powinien żonie oddawać wszelkie zarobione pieniądze. Za sprzeciwianie się choć jednemu z dwudziestu artykułów groziła mężczyźnie surowa kara – tygodniowy brak ciepłych posiłków, brak czystych koszul przez trzy niedziele, spanie na gołej ziemi i cokolwiek żonie przyjdzie do głowy. Sprzeciw małżonek był aktem tak niewyobrażalnym, że mógł zdarzyć się jedynie w prześmiewczym utworze.

Jak widać, rola kobiety była jasno określona, prześledźmy więc jak sprawy miały się w rzeczywistości. Najsmutniej przedstawiała się sytuacja panien. Rodzice, aby mieć pewność, że odpowiednio sprawdzą się w przeznaczonej dla nich roli, zawsze starali się mieć córki na oku i do minimum ograniczyć ich samotne wyjścia z domu. Jak radził na początku XVII w. mieszczanin Sebastian Petrycy: „Panny mają być nie próżnujące, ale robotne; nie próżnujące, aby się mogły doma łacno osiedzieć, ponieważ powiedzieliśmy być ich tę powinność: w domu zawżdy być, przechadzek nie stroić próżnych, a nie mogą się osiedzieć, ażby się czym zabawiły przystojnym. Przystojnym, mówię, iż insze są zabawy męskie, jako uczyć, rządzić, kupczyć, żołnierką służyć, a insze białogłowskie, jako prząść, szyć, wyszywać, haftować”. Kiedy dziewczyna osiągała odpowiedni wiek (zwykle od 14 do 20 lat) miała do wyboru albo małżeństwo, albo przywdzianie zakonnego habitu. Trzecie wyjście było możliwe w zasadzie tylko w kręgach najuboższych, w których na przykład zawód służącej pozwalał na pozostanie w stanie staropanieńskim do późnego wieku, a nawet do śmierci. Panny nie mogły decydować o wyborze swojego męża, także i w tej kwestii pozostając zależne od woli rodziców lub prawnego opiekuna. Przy czym, jeśli te same ideały wychowawcze utrzymywały się w XVI i XVII w., to w tej kwestii w połowie XVII stulecia sytuacja zaczęła ulegać zmianie. Zdanie panny przy wyborze kandydata na męża zaczynało być brane pod uwagę, choć jeszcze nie na mocy regulacji prawnych. Sytuacja kobiety ulegała zasadniczej zmianie w momencie zamążpójścia i zależała w dużej mierze od tego, jaki posag wniosła w dom męża, a także z jakiej rodziny pochodziła (oczywiście preferowano małżeństwa w obrębie tego samego stanu). O tym, jak istotną rolę odgrywał pieniądz, niech świadczy choćby fakt, że w wielu ówczesnych utworach przestrzegano przed postrzeganiem panien jedynie przez pryzmat posagu. Doradzano natomiast zwracanie uwagi na charakter, pracowitość i bogobojność przyszłej małżonki. Oczywiście, sytuacja panny zależała nie tylko od posiadanych dóbr, ale również od charakteru męża i jej własnych przymiotów. Rezultaty były zróżnicowane, niektóre małżeństwa okazywały się całkiem udane, inne wręcz przeciwnie – w takim przypadku rodzina mogła przywołać do porządku mężczyznę, który źle traktował oddaną mu uprzednio kobietę. Jednak warto podkreślić, że małżeństwo było nierozerwalne i oboje małżonkowie musieli wytrwać razem do końca życia. Wszelkie animozje rozwiązywały sądy wyznaczając kary – np. chłostę lub grzywnę.

Najważniejszą rolą kobiety była rola matki. Jak głosiło stare porzekadło: „Gdy na kobietę zawołają żono! Już ją żywcem pogrzebiono!… Macierzyństwo zmartwychwstaniem”. Dzieci podnosiły pozycję kobiety w rodzinie, ale gdy brakowało potomstwa, to właśnie ją obarczano winą, a nie męża. Matka łagodziła surowe obyczaje panujące w rodzinie. Przygotowywała codzienne wyżywienie, szyła odzież oraz dbała o zdrowie domowników. Tego samego uczyła swoje córki. Nawet wśród szlachty zdarzały się przypadki samodzielnego przygotowywania posiłków przez matki. Ponadto zakres obowiązków, ale też samodzielności kobiet zawsze zwiększały się w momencie, gdy mężczyzna wyruszał na sejmy, sejmiki, trybunały, wojnę lub w interesie. To wtedy pod ich pieczą znajdowały się dobra czy interesy, które nierzadko bardzo sprawnie prowadziły. Największą swobodą cieszyły się wdowy, ich znakomita pozycja wynikała z zabezpieczenia finansowego. Jednak bogatsze wdowy, rzadko kiedy mogły dłużej cieszyć się swoim stanem cywilnym, bo szybko stawały się obiektem zainteresowania kolejnych kandydatów na mężów.

Z dzisiejszej perspektywy zadalibyśmy pytanie: a co z miłością? Czy naprawdę nie odgrywała w owym czasie żadnej roli? O ile w Europie Zachodniej można odnaleźć trwałe ślady wielkich porywów  legenda o Tristanie i Izoldzie, miłość Petrarki do Laury czy Dantego do Beatrycze, próżno szukać takich przykładów w Polsce w XVI-XVII w. poza wielką miłością Zygmunta Augusta do Barbary Radziwiłłówny, która spotkała się z wielkim potępieniem i niezrozumieniem otoczenia właśnie ze względu na brak podobnych zachowań. Miłość staropolska sprowadzała się do wzajemnego interesu i poszanowania, a nawet przyjaźni albo utożsamiana była z aspektem erotycznym. 

Podsumowując, w okresie staropolskim kobiety były całkowicie zależne  najpierw od rodziców, a następnie od męża. Gwarancją udanego życia nie była ani wspaniały posag, ani dobre pochodzenie, o czym świadczy choćby historia Halszki Ostrogskiej. Dziedziczka ogromnej fortuny, pochodząca z jednego z najbogatszych rodów, córka księcia wołyńskiego, po śmierci ojca stała się pionkiem w grze matki i możnowładców czyhających na jej majątek. W efekcie po raz pierwszy została wydana za mąż (podobno z miłości) w wieku 14 lat, ale wbrew matce, która zażądała unieważnienia małżeństwa. Następnie sam król Zygmunt August znalazł „odpowiedniego” dla Halszki kandydata – Łukasza Górkę. Mimo kolejnego sprzeciwu matki, a tym razem również córki, król przymusił Halszkę do ślubu. Wesele miało miejsce w Warszawie w 1555 roku. Halszka posłuszna woli matki uciekła wraz z nią do Lwowa, chroniąc się za murami jednego z klasztorów. W tym czasie, matka doprowadziła do ślubu Halszki z kniaziem Symeonem Olelkowiczem Słuckim. Jednak ślub z kniaziem nie przyniósł pożądanych skutków. Górka po zdobyciu klasztoru zabrał żonę do swojego zamku w Szamotułach. Tam, jak głosi legenda, uwięził ją w baszcie, a na twarz założył czarną, metalową maskę. Każdego dnia mogła udawać się podziemnym krużgankiem do pobliskiej kolegiaty, aby wysłuchać mszy i żałować za popełnione grzechy. W wieży przebywała przez 14 lat aż do śmierci Łukasza Górki w 1573 roku. Inna wersja mówi, że po rozdzieleniu z matką zaczęła wypełniać małżeńskie obowiązki przynajmniej w oficjalnych sytuacjach, a na zamku nie była więźniem. Niemniej, gdy w wieku 34 lat została wdową, w wyniku przeżyć nie dane było jej się cieszyć odzyskaną wolnością. Ostatnie lata życia spędziła w osamotnieniu, cierpiąc na stany depresyjne. W tym przypadku nawet chwalony stan wdowi nie przyniósł polepszenia sytuacji.

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data