Moje ciało i ja stanowimy zgraną drużynę. Działamy razem. Lubimy się i słuchamy. To sprawia, że czasem gubię gdzieś po drodze pokorę i wdzięczność za ten oczywisty i tak pożądany przeze mnie stan.

Bo oczywiście zdarzały się też gorsze momenty.

Kiedy z biciem serca czekałam kilka lat temu na telefon z wynikiem biopsji. Pamiętam, jak stałam z zadartą głową na gliwickim rynku – patrzyłam w niebo i liczyłam chmury a ludzie mijali mnie obojętnie.

Albo jak kilka lat temu w samym środku swoich sportowych wyzwań złamałam nogę. Chodząc o kulach, starałam się normalnie funkcjonować, ale pamiętam moment, kiedy przerosła mnie ilość zakupów, które zrobiłam w Lidlu. Z kulami nie mogłam pchać sklepowego wózka a pełna torba rozsypała się przed sklepem i musiałam grzecznie czekać aż ktoś mi pomoże. To oczywiście żadne tam tragiczne wydarzenia! Każdy z nas takie przeżył lub przeżyje w swoim życiu. Nic wielkiego przecież!

Jestem joginką, ale ćwiczę też z ciężarami, bo wiem jak bardzo jako kobieta potrzebuję fizycznej siły. Marzę o tym, żebyśmy – moje ciało i ja – już zawsze stanowili taki zgodny i sprawny team.

Podczas tegorocznego Łódź Design Festival uczestniczyłam w niezwykłej wystawie.

Niepełno/ sprawność Pełna/ dostępność Czyli przekraczając bariery fizyczne

„Prezentowaną wystawę można streścić jednym słowem – godność. Prawo do godnego życia bez względu na niepełnosprawność zostało zapewnione w Konwencji ONZ o Prawach Osób Niepełnosprawnych. Walka o równe traktowanie jeszcze nie została wygrana. Jednak danie każdemu szansy na bycie wysłuchanym i dostrzeżonym stanowi ważny krok naprzód. Czternaście osób ukazanych na powyższych fotografiach i ich historie nie są finałem opowieści – stanowią zapis pewnego momentu w pewnym miejscu – w Szwecji” (Łódź Design Fesival 2017)

Tak, oczywiście, ponieważ zgłębiam od dłuższego czasu temat kobiecej siły, to zainteresowały mnie głównie portrety kobiet (zatem poniższe cytaty pochodzą z podpisu fotografii na wyżej wymienionej wystawie).

 

Sahar Mosleh

Sahar jest kierowniczką w firmie zajmującej się świadczeniem pomocy opiekuńczej osobom znajdującym się w trudnej sytuacji (sama jest niepełnosprawna). Dawniej miała problemy ze znalezieniem zatrudnienia. Istniało kilka powodów takiego stanu rzeczy:

– To, że jestem imigrantką, że mam takie a nie inne imię i taką a nie inną orientację seksualną.

Sahar uważa, że osoby z niepełnosprawnościami mają takie same prawa, ale i takie same obowiązki, jak osoby pełnosprawne. Niedługo Sahar zostanie matką – jej żona Myryam, którą poślubiła cztery lata temu, jest w ciąży.

 

Anna Kain Wyatt

Dwudziestopięcioletnia Anna jest głęboko zaangażowana w zagadnienia związane z ułatwianiem dostępu dla osób niepełnosprawnych. Anna ma upośledzenie słuchu, które odkryto u niej gdy miała trzy lata. Podczas wydarzeń o charakterze publicznym, takich jak wykłady czy wydarzenia kulturalne, zdana jest na pętle indukcyjne dla osób niedosłyszących bądź tłumacza migowego. Niestety takie udogodnienia nie zawsze są dostępne. Anna ma dyplom z makroekonomii a od niedawna uprawia drużynową grę wrotkarską o nazwie roller derby. Nigdy wcześniej nie uprawiała sportu i choć przyznaje, że czasem walka jest ostra, to uważa ten rodzaj aktywności za świetny sposób na spędzanie wolnego czasu.

 

Sara Shamloo

W wieku dwudziestu jeden lat Sara opublikowała swoją pierwszą powieść zatytułowaną „Gloria”, utrzymaną w stylistyce gotycko-romantycznej. Sara działa w feministycznym kolektywie specjalizującym się w wydawaniu książek. Częściowo utrzymuje się z prowadzenia kursów kreatywnego pisania. Sara dzieli swoje mieszkanie z psem przewodnikiem. Czuje się sfrustrowana tym, że nigdy nie wie, czy zostanie wpuszczona do teatru, na koncert czy do kawiarni, ponieważ szwedzkie prawo antydyskryminacyjne nie uwzględnia właścicieli psów przewodników. Swoją dysfunkcją wzroku nie zaprząta sobie jednak głowy – uważa, ze w życiu jest wiele ciekawszych rzeczy.

 

To tylko trzy postacie – silnych, niepełnosprawnych kobiet.

A mnie po raz kolejny przypominają się warsztaty na temat przeciwdziałania dyskryminacji, które już dwukrotnie podczas naszych wyjazdów jogowych przeprowadziła bliska mi kobieta – społeczniczka, feministka – Małgosia Tkacz.

Prowadząca rozdała nam wszystkim karteczki, których nie można było pokazywać współuczestniczkom. Stanęłyśmy na jednej linii a pytania zadawane przez prowadzącą cofały nas albo przesuwały do przodu. Ja za pierwszym razem wylosowałam rolę córki amerykańskiego ambasadora w Polsce (ach, ten mój życiowy fart!). Za drugim razem też nie było źle, bo trafiła mi się rola modelki o afrykańskich korzeniach, wychowującej dwójkę nieślubnych dzieci. Szybko wyprzedziłam resztę uczestniczek i znalazłam się na prowadzeniu. Po zadaniu kilkunastu pytań ujawniłyśmy swoje role.

Wszystkie role łączyło miejsce zamieszkania – tu i teraz w Polsce. Za pierwszym razem na ,,prowadzeniu’’ znalazłam się z uczestniczką warsztatów, która wylosowała rolę znanej modelki. Wymieniłyśmy ze sobą zadowolone spojrzenia. Daleko, daleko za nami została kobieta chora na Aids, uciekinierka z Syrii, czterdziestoletnia prostytutka, która z powodów zdrowotnych nie może już pracować. A także niepełnosprawny poruszający się na wózku Ukrainiec, który właśnie stracił pracę jedyne swoje źródło utrzymania.

Proste pytania, na które odpowiadałyśmy: czy masz dostęp do opieki zdrowotnej? internetu? czy możesz wyjechać raz na dwa lata na wakacje? kupić sobie nowe ubranie raz na rok? czy możesz wybrać sobie sama partnera życiowego? – doprowadziły do powstania między nami niewiarygodnej przepaści.

Patrząc na dziewczyny, które zostały z tyłu, przyłapałam się na niepokojącej myśli (to był krótki i zawstydzający błysk). My – oni, czyli podział. I to, że ja jestem po tej, hmm, lepszej stronie. I to uczucie, którego zaraz się zawstydziłam, ale pozostał niepokój.

Jestem póki co zdrowa, moje ciało na razie świetnie się sprawuje – ach! A przecież tak łatwo jest utknąć w umysłowym lenistwie osób uprzywilejowanych i przyzwyczajonych do tego, że ich perspektywa zawsze uchodzi za uniwersalną.

Genialna i cytowana często przez mnie Audre Lorde w „Siosrze outsiderce” wspomina o tym, jak prowadziła kurs dla białych studentów – policjantów – na temat rasizmu. Audre Lorde – feministka, poetka, czarna lesbijka.

Poprowadziłam ten kurs tak samo jak inne, to znaczy ucząc się w trakcie, zadając trudne pytania, nie wiedząc, co będzie dalej. Żałuję, że nie nagrałam niektórych zajęć. Na przykład jak młody biały glina mówi: No tak, ale każdy potrzebuje patrzeć na kogoś z góry, no nie?”  

W Szwecji od 2009 roku przy rządzie działa pełnomocnik ds. dyskryminacji – urzędnik odpowiedzialny za równe traktowanie obywateli i przeciwdziałanie wszelkim formom dyskryminacji. Jego działalność ma wzmacniać ochronę prawną osób dyskryminowanych ze względu na płeć, tożsamość transpłciową, przynależność etniczną, wyznanie i przekonania, niepełnosprawność, orientację seksualną bądź wiek.

Różnica nie musi być zagrożeniem. Różnica może być niezwykle inspirująca i prowadzić do mądrego dialogu. Wystarczy tylko trochę wyjść poza ciasne ramy swojego umysłu. Rozmawiać. Pytać. Dyskutować. Nie bać się!

Producentem wystawy ,,Niepełno/ sprawność Pełna/ dostępność. Czyli przekraczając bariery fizyczne’’ jest Instytut Szwedzki (SI) – państwowa agencja mająca na celu umacnianie współpracy i trwałych stosunków pomiędzy Szwecją i innymi państwami.

 

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data