Choć wcale się tego nie spodziewałam, Palermo okazało się jednym z miast, które najszybciej zaskarbiło sobie moje uczucia. Już w drodze taksówką z lotniska na widok ustawionych równo w ceramicznych donicach kaktusów, podniszczonych barokowych willi i wysokich kamienic przywodzących na myśl Hawanę, o bogato zdobionych fasadach skąpanych w słońcu tak różnym od tego, które czasem pojawia się na moment w poszarzałej, jesiennej Warszawie, wpadłam w stan podróżniczej ekstazy. Teraz mogłam chcieć jeszcze tylko jednego – któregoś z tych licznych balkonów zawieszonych nad ulicą. Niewielkich, ale wystarczających by postawić na nich dwa krzesła, mały stolik i butelkę wina. Swój znalazłam w pobliżu słynnej Via Roma, na tyłach placu San Domenico.

Francuzi używają słowa dépayser, by opisać przyjemne uczucie płynące z dezorientacji i natłoku nowych bodźców odczuwane w miejscu, w którym jeszcze nie byliśmy. W moich pierwszych krokach w Palermo sporo było ekscytacji, ale wyjątkowo mało dezorientacji. Choć przed wyjazdem przeczytałam i usłyszałam swoje o niebezpiecznych zaułkach w stolicy mafii, brudzie i ogólnie licznych nieprzyjemnościach, które mogą spotkać przyjeżdżających, przez cały czas czułam się bardzo bezpiecznie i nie miałam problemu z poruszaniem się po mieście. A to – choć niemałe – okazało się zbudowane w ten sposób, że można je przemierzać dość instynktownie i nawet klucząc w małych uliczkach, w końcu znajdzie się właściwą drogę. A może to po prostu efekt tego, że chwilowe zgubienie się w wąskich przejściach między kamienicami można potraktować jako przyjemność i element pozbawionego trosk i stresów dolce vita? Zresztą moim naczelnym planem na Sycylii było zrealizowanie swojej prywatnej wersji dolce vita. Wino, kawa, książka, papieros, dobre jedzenie, niekończące się rozmowy o życiu, snucie się po mieście – chciałam dokładnie takiego kompletu składników i taki też sobie zagwarantowałam. Planem miało być nieposiadanie planu. W związku z tym nie polecę wam długiej listy muzeów i turystycznych atrakcji. Mogę co najwyżej polecić, gdzie się zgubić, jeśli będziecie któregoś dnia w Palermo.

2 palermo italy sycylia

Po pierwsze: zbliżenie na jedzenie. Dobre jedzenie. A o to we Włoszech nietrudno. Właściwie trzeba mieć wyjątkowego pecha, by po wybraniu losowej kawiarni nie trafić na świetną kawę czy świetną pizzę w przypadkowej pizzerii itd. Palermo słynie jednak przede wszystkim ze street foodu. Właściwie gdziekolwiek traficie – wśród monumentalnych kamienic w ciepłych barwach, wyjadających resztki kotów i pędzących przez ulice skuterów, które dostarczają tyle spalin, że po ich przejeździe gardło zaczyna wysychać a do oczu napływają łzy – znajdziecie jakieś stoisko z lokalnymi przysmakami. Najpopularniejsza jest tu kanapka ze śledzioną aka pane con la milza. Jeśli jednak dawno zrezygnowaliście z mięsa lub jego tłuste, kaloryczne kawałki was nie pociągają, nie ma obawy – miejscowi kucharze mają i inne rzeczy w zanadrzu. A wśród nich arancini, czyli risotto uformowane w kulki i smażone w głębokim oleju i wszelkie owoce morza, jakie sobie zażyczycie – od świeżo złowionych jeżowców skropionych cytryną przez kalmary po krewetki i małże.

Dla wegetarian i wegan najlepszym miejscem okażą się jednak miejscowe targi – w tym najsłynniejszy, czyli Ballarò. A tam królują bakłażany w najróżniejszych odcieniach i kształtach (od przypominających kule po bardzo długie i smukłe), świeże karczochy, pomidory wszelkich maści, cukinie, kalafiory, bataty i mnóstwo innych warzyw i owoców – część z nich oczywiście zasila także polskie stragany, wiele jest jednak takich, których z pewnością nie znajdziecie nad Wisłą. Ale to nie koniec atrakcji na Ballarò. Z pojemników wyłaniają się oliwki faszerowane anchois czy papryką, suszone w słońcu pomidory, parmezan, mozzarella di bufala, pecorino. Na sznurach wisi mortadela czy szynka parmeńska, zamknięte w słoikach czekają na kupujących pesto z pistacji i konfitury z pomarańczy. A obok mężczyźni z pomocą olbrzymich noży kroją gigantyczne mieczniki i tuńczyki oraz ekspresyjnie zachęcają do spróbowania złowionych niedaleko ryb i owoców morza. W skrócie: jest z czego wybierać.


7 palermo italy sycylia

3 palermo italy sycylia

Jeśli już zaspokoicie kulinarne żądze, możecie zacząć w spokoju eksplorować miasto. Na pewno warto przejść się głównymi ulicami – Via Roma i Corso Vittorio Emanuele. Przyjrzeć się tak zwanej Wesołej Katedrze, najsłynniejszemu sakralnemu budynkowi miasta pochodzącego jeszcze z okresu normandzkiego. Dojść do Piazza Bellini i obejrzeć z bliska dostojne kościoły. Odnaleźć Fontannę Wstydu i Teatro Massimo – obie budowle odegrały swoją rolę w słynnej filmowej trylogii o Ojcu Chrzestnym. A gdzieś w trakcie spaceru wśród nich wstąpić na kawę i gałkę lodów zamkniętą w bułce (brioche con gelato). I wypatrywać małych, ekskluzywnych vintage shopów, bo aż szkoda nie zobaczyć tych pięknych, starych opraw okularów z lat 50. i 60., skórzanych torebek czy wzorzystych jedwabnych apaszek od Missoni.

Dobrze jednak oddalić się trochę od najbardziej turystycznej części miasta i zawitać na Kalsę. To w tej dzielnicy znajdziecie graffiti tworzone przez lokalnych i znanych artystów, alternatywne bary i kawiarnie, sklepy z winylami, stoiska ze starymi książkami i poblakłymi fotografiami. Wieczorem place zapełniają się młodymi ludźmi pijącymi wino. W tym gąszczu miejsc znajdziecie niepozornie wyglądający, ale otoczony tłumem odpowiednik warszawskiego Planu B – Taverna Azurra. A także równie niepozorny i popularny Bar Garibaldi czy Botteghe Colletti, który kusi także francuskimi akcentami w menu. Więcej podpowiedzi nie będzie, bo mam nadzieję, że polubicie to nieoszlifowane, pełne kontrastów, miejscami dostojne, a za moment kompletnie zdezelowane Palermo tak jak ja. I zaczniecie odkrywać je na własną rękę. Warto.

5 palermo italy sycylia

4 palermo italy sycylia

6 palermo italy sycylia

Fot. Joanna Kochańska & Aleksandra Nowak