Czy w nowym roku zostałaś już nazwana „dziwką”? Cóż, jest dopiero połowa stycznia. To nie będzie kieszonkowa historia prostytucji. Nie powiem ci też, co robić, by uniknąć stygmatyzacji. Możesz natomiast przeczytać „Kobiety i ducha inności” Marii Janion, by sformułować solilokwium - że jeśli dziwka to tylko rewolucji.  

W listopadzie arte.tv udostępniło na platformie niemiecki dokument „Pieszczoty” (2016, reż. Machthild Gaßner) podejmujący problem seksualności osób z niepełnosprawnościami. Fizyczne dysfunkcje bohaterów (wrodzone lub nabyte) uniemożliwiają im czynną aktywność seksualną i ukierunkowane na nią inicjatywy. Rozwiązanie przychodzi w postaci osób trzecich. Ciało A opłaca ciało B, żeby uzyskać satysfakcję poprzez kontakt cielesny, uwzględniający penetrację. Czy ciało A zatrudnia prostytutkę? Robiłoby to, gdyby było kulturowo normatywne. Ale ciało A, ciało z niepełnosprawnością, zatrudnia seksterapeutkę.  

„Encyklopedia gender” sugeruje, że różnica tkwi głównie na poziomie języka. Medykalizacja nazwy powszechnej praktyki jeszcze silniej podkreśla odseparowanie jednostek, które i tak postanowiono wrzucić do worka z napisem „specjalnej troski”. Wyrachowana ironia, płynąca z tej wypowiedzi jest świadomym i celowym zabiegiem. Kwestia stygmatyzacji tzw. osób niepełnosprawnych to temat szeroki i niejednowymiarowy, ale niezwykle ważny. O ile ustosunkowanie się względem mniejszości narodowych bądź seksualnych przychodzi dość łatwo, o tyle relacja między ciałem tzw. normatywnym i tzw. nienormatywnym jest uwikłana w kulturowe schematy i zawoalowana. Nie dotyczy jedynie poglądów, ale przede wszystkim wkracza na poziom wrażliwości. Żąda przyjęcia postawy, udzielenia odpowiedzi oczekiwaniom społeczeństwa, które działa jak naoliwiona maszyna. Głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć etc. Lęk, wynikający z wątpliwości związanych z właściwym sposobem zachowania względem osób z niepełnosprawnościami, jest przyczyną wielu niewygodnych sytuacji, które w konsekwencji powodują wzajemną alienację, spuszczanie wzroku i unikanie kontaktu. 

Seksterapeutki prowadzą sesje, podczas których pacjenci uczą się swojego ciała, jego stref erogennych i erotycznych taktyk, które docelowo mogliby powtórzyć z potencjalną partnerką lub partnerem w przyszłości. Nie są to jednak lekcje teoretyczne. Obie strony obcują z wzajemną nagością, wymieniają pocałunki, wygrywają miłosne preludium, prowadzące do stosunku: bywa, że zwieńczonego orgazmem. Nie ma tu jednak mowy o nadużyciu. Zostaje zawarta niepisana umowa, nie przekracza się niewygodnych granic.

Jakie jest podobieństwo między prostytutką a seksterapeutką? Obie pracują fizycznie, a bezpośrednim instrumentem działania jest ich ciało. Jednak Cheryl (Helen Hunt) w „Sesjach” Bena Lewina zdecydowanie zaznacza: nie jestem prostytutką, nie musisz mi płacić z góry. Na czym polega różnica? Przede wszystkim na docelowej grupie odbiorców, choć lista na pewno nie kończy się na tym jednym punkcie. Niemniej jest to kwestia dyskusyjna i pozbawiona jednoznacznej odpowiedzi. Należy jednak zaznaczyć, że podobieństwo leży u źródła. Obie praktyki wynikają z potrzeby bliskości - cielesnej i seksualnej

Dlatego zamiast dowodzić, czy seksterapia jest prostytucją czy nie, warto raczej zwrócić uwagę na społeczne napiętnowanie tej drugiej. Wydawałoby się, że współcześnie jesteśmy świadome/świadomi, iż zdrowie seksualne odpowiada za jakość życia. Nie od dziś wiadomo, że samopoczucie jednostki przekłada się na jej funkcjonowanie w społeczeństwie. Jednym z czynników oddziałujących na poprawę owego samopoczucia jest oksytocyna, nazywana hormonem miłości. Uwalniana podczas porodu ułatwia jego przebieg, ale jej właściwości są znaczące dla obu płci (odpowiada np. za osiągnięcie orgazmu). Oksytocyna wpływa na rozwój więzi międzyludzkich, a także zwiększa empatię. Jej działanie implikuje każda czynność sprawiająca przyjemność. W idealnym świecie dawałaby ją bliskość partnerki lub partnera, ale rzeczywistości, w której żyjemy, jest daleko do ideału. 

Powszechne wyobrażenie o prostytucji zakorzenione jest w twórczości pozytywistów, omawianej podczas lekcji języka polskiego. Dostojewski i Prus portretują kobiety, które przebyły drogę od dziwki do świętej. Wybór tego konkretnego zawodu był koniecznością dla młodych, niewykształconych dziewcząt z nizin społecznych, pozwalał zapewnić byt całej rodzinie, a dehumanizacja związana z jego wykonywaniem była bodźcem do resocjalizacji. Prostytucja, którą dano nam poznać w szkole, kościele i mediach, to praktyka kobiet upadłych lub przymuszonych. Nie dziwi zatem jej demonizowanie, związane z apoteozą cierpienia. Owa narracja ma jednak swój rewers: „W starożytnej Grecji prostytucja była dla kobiety jedyną szansą, by wyjść z oikos i funkcjonować na agorze. Aktywne publicznie były wyłącznie hetery, niektóre, jak Aspazja, cieszyły się poważaniem społecznym. Podobnie zresztą jak gejsze, których wykształcenie znacznie przewyższało kompetencje przeciętnych Japonek, bo pracując w kategorii lux musiały sprostać oczekiwaniom najbardziej wymagających klientów. Wielkie europejskie kurtyzany lansowały mody i miewały wpływ na politykę. Dla słynnych prostytutek XIX wieku (jak te opisane w „Damie kameliowej” przez Dumasa czy w „Nanie” przez Zolę) mężczyźni byli gotowi zaprzepaścić niebotyczne majątki. Prostytucja większość kobiet przywiodła oczywiście do upadku, ale dla wybranych stanowiła drogę do emancypacji” - sugeruje dr Justyna Jaworska, kulturoznawczyni zajmująca się historią kultury polskiej XIX i XX wieku w ujęciu obrazu.

Dowody na poparcie tej tezy można znaleźć również w sztuce: u Buñuela („Piękność dnia”), Ozona („Młoda i piękna”)*, Chutnik („W krainie czarów”) czy Piaskowskiego („Puppenhaus.Kuracja”). Wymienieni twórcy kina i pisarka portretują kobiety, których seksualność jest składową podmiotowości, a wybór profesji to najmocniejszy dowód świadomej autonomizacji. Bohaterki decydują się na prostytucję z różnych względów: powodowane fetyszem, ciekawością, łechtane pożądliwymi spojrzeniami klientów lub wysokością wynagrodzenia. Punktem wspólnym jest geneza: kobiety chcą uprawiać seks. Chociaż stwierdzenie to wydaje się być oczywistością, praktyka pokazuje, że otwarte mówienie o potrzebach seksualnych nie jest równym prawem dla obu płci. Seksualność kobiety wciąż stanowi temat tabu, a każdy akt seksualny, który nie służy prokreacji, jest piętnowany i marginalizowany. „Gdybyśmy mieli możność poznać szczerze uczucia kobiety, dowiedzielibyśmy się, że i u niej, jak u mężczyzny, potomstwo jest skutkiem, nawet celem erotyzmu, ale nie jego jedynym motywem” - przekonywała Zofia Nałkowska podczas Zjazdu Kobiet w 1907 roku

karola2

Karola Sulińska

 

Pisarka zaznaczała ponadto, że to my - kobiety - wyznaczamy sobie wzajemnie cenzus cnoty. Spychamy prostytutki poza margines, by przejrzeć się w ich odbiciu i nazwać siebie moralnymi na zasadzie kontrastu, w duchu słów Simone de Beauvoir: „Ścieki potrzebne są po to, by zapewnić zdrowotność pałacom”**. Obie cytowane feministki twierdzą, że za bezpośredni odpowiednik prostytucji należy uznać małżeństwo, w którym towarem przetargowym jest nie tylko ciało, ale kobieta jako całość. Dochowywanie wierności mężczyźnie nie jest zdaniem Nałkowskiej kwestią moralności, lecz przystosowania do „warunków niewoli”. Według pisarki nie można mówić o prawdziwym równouprawnieniu i pełnej obywatelskości kobiet, jeżeli uzależnia się ich pozycję społeczną od praktyk miłosnych i rozlicza z życia erotycznego. Niestety mechanizm ten jest nadal aktualny. „Seksualność kobieca jest takim aspektem naszego doświadczenia, które podlega silnym regulacjom, ponieważ wpływa destrukcyjnie bądź stabilizująco na istniejący system społeczny. Wszelkie działania seksualne - poza wyznaczonymi kulturowo ramami akceptowalności - wzbudzają protest, bo nadgryzają normy, grożą stabilności całej struktury społecznej” - stwierdza dr Agata Łuksza, historyczka teatru, badająca kwestię kontroli i emancypacji cielesności oraz kobiecej seksualności od połowy XIX wieku. „Ucieczka od cielesności i jednoznaczna krytyka prostytucji czy pornografii ani nie stanowi rozwiązania problemu, ani nie poprawia sytuacji środowisk feministycznych” - dodaje kulturoznawczyni.

Na początku stycznia w jednym z programów śniadaniowych pojawił się reportaż o Oliwii Misiak***, noszący sugestywny tytuł: „Polska Pretty Woman”****. Oliwia rzuciła studia na Uniwersytecie Jagiellońskim i wyjechała do Danii. Tam zakochała się w prawie trzydzieści lat starszym pisarzu i dała się ponieść uczuciu. „Odkryłam w sobie już bardzo dawno, że starsi mężczyźni bardziej mnie interesują. Wiedzą czego chcą, są ukierunkowani, mają ciekawe poglądy na świat. To zawsze mi imponowało. Ich wiedza przekłada się na status społeczny i zajmowane przez nich stanowiska” - mówi. Wyemitowany materiał był niezwykle tendencyjny, tak samo zresztą, jak dyskusja z ekspertką, która mu towarzyszyła. Bezpośrednie pytanie o seks zadano bohaterce kilkakrotnie, a rozmowę skwitowano sugestią, że może jednak znalazłaby sobie młodego, bogatego chłopaka. Pani psycholog po apelu, by nie oceniać bohaterki, stwierdza, że jej osobistym zdaniem sugardating to zeufemizowana prostytucja. Zatem może sprostujmy: Oliwia nie umawia się z mężczyznami, by uprawiać seks. „To normalne randkowanie. Poznaję starszego, atrakcyjnego mężczyznę, spotykamy się, rozmawiamy, budujemy relację. Kiedy ludzie są ze sobą blisko, pojawia się napięcie seksualne, ale w moim przypadku to nigdy nie była forma transakcji finansowej. Płacenie za kolację albo wspólny wyjazd to jeszcze nie sponsoring. Mam po prostu inne preferencje, jeśli chodzi o wiek i to wywołuje w społeczeństwie zgorszenie”. Za chwilę dodaje: „W polskim społeczeństwie”. Wywiady, których udzieliła w Belgii i Danii, nie wywołały skandalu. Zalała ją natomiast fala polskiego hejtu: „Złamane przeze mnie tabu poruszyło katolickie wartości Polaków i zostałam oskarżona o promowanie prostytucji. Osoby, które wychodzą poza schematy z góry ocenia się negatywnie. Sukces, jaki odniosło „50 twarzy Grey’a” udowadnia, że ludzi podnieca ten inny, zakazany świat, ale sami nigdy się na niego nie odważą. Stąd zawiść i zgnuśniałość”. Oliwia planuje zorganizowanie wykładu w Krakowie, który miałby poszerzyć przestrzeń dialogu i dowieść, że tabu można nie tylko łamać, ale także dyskutować o nim i zmianach, które złamanie powinno przynieść. 

Słowo „dziwka” zajmuje wysoką rangę w rezerwuarze obelg, choć nie zdefiniowano wszystkich kryteriów, jakie należy spełniać, by zostać nim napiętnowaną. Można wyglądać jak dziwka, zachowywać się jak dziwka, brać udział w czarnym proteście, chcieć zalegalizowania aborcji albo oskarżyć przełożonego o molestowanie. Dotyka najmocniej, gdy pada na płaszczyźnie kobieta-kobieta i tu wracamy do punktu wyjścia. „My, kobiety nowe, nową moralność wprowadzić mamy obowiązek na miejsce moralności niewolnic kochających” - wzywa Nałkowska. Więc skoro Time’s Up****: przestańmy nazywać się dziwkami. 

 

*tekst o filmowych portretach prostytutek: http://www.entertheroom.pl/life/5865-chwala-dziwkom-na-ekranie

** Simone de Beauvoir „Druga płeć”

*** http://blog.sugardaters.pl

****https://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/polska-pretty-woman-spotyka-sie-tylko-ze-starszymi-i-majetnymi-mezczyznami,249846.html

*****https://www.timesupnow.com

Fot. zdjęcia autorstwa Sylwii Królak

Instagram enter The Room

object(stdClass)#929 (3) { ["error_type"]=> string(23) "OAuthRateLimitException" ["code"]=> int(429) ["error_message"]=> string(178) "You have exceeded the maximum number of requests per hour. You have performed a total of 629 requests in the last hour. Our general maximum limit is set at 500 requests per hour." }

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items