W Polsce przyjęło się, że o niektórych rzeczach nie mówi się inaczej niż po cichu i za plecami. Miesiączki nie wolno mieć. Choć każdego miesiąca krwawi połowa ludzkości, jest to wciąż temat tabu: wstydliwy i nieprzyjemny. Poruszanie go poza gabinetem ginekologicznym uważane jest za niewłaściwe, niestosowne i krępujące, zwłaszcza dla pewnej grupy mężczyzn, najwyraźniej głęboko wierzących, że jakiekolwiek sprawy fizjologiczne kobiet czy, jak to się przyjęło przez niektórych mówić, „płci pięknej” nie dotyczą.

Tak więc, jeżeli bardzo zależy nam na popełnieniu „gafy” w konserwatywnym, nieświadomym towarzystwie, to warto pamiętać, że w pierwszej trójce tematów, które dotyczą niemalże każdego i każdej z nas, ale do związku z którymi lepiej się nie przyznawać, oprócz okresu, znajdziemy też antykoncepcję awaryjną oraz aborcję. Musimy być jednak przygotowani na to, że po wywołaniu takiej dyskusji, niezależnie od tego, czy skończy się ona na próbie wytłumaczenia, że tabletka „po” nie jest tabletką poronną, czy może rozwinie się i ośmielimy się w pewnym momencie zauważyć, że osoby posiadające macice są czymś więcej niż bezwolnym inkubatorem i powinny mieć możliwość dokonywania wyboru, co się z ich ciałem będzie działo, zostaniemy określeni mianem aborcjonistki albo abortera. W pewnych kręgach uchodzi to za największą zniewagę, której nie zmyje ani woda święcona, ani nawet papieski order.

Na szczęście coś się zaczyna u nas w końcu dziać. Co prawda w Sejmie to projekt „Zatrzymaj aborcję” a nie „Ratujmy kobiety” został ostatnio skierowany do dalszych prac komisji, więc trzeba wciąż walczyć o to, co w cywilizowanych krajach, takich jak Kanada czy Stany Zjednoczone, jest normą od mniej więcej stu lat. Jednak na horyzoncie pojawia się iskierka nadziei. Nadziei na zmianę.

W lutym tego roku na ulicach sześciu polskich miast (Warszawy, Krakowa, Gdańska, Poznania, Wrocławia i Katowic) pojawiły się billboardy środowisk pro-choice. Grafika przedstawia trzy kobiety i jest opatrzona hasłem: „Statystycznie 1 z 3 twoich znajomych miała aborcję. Nie jesteś sama”. Billboardy pozornie nie wywołują większych emocji. Są ładne i estetyczne, trudno porównywać je do tych wystawianych przez pro-liferów, które zmuszeni jesteśmy często mijać w okolicach kościołów czy szpitali, z drastycznymi obrazami wywołującymi wśród dorosłych mdłości, a wśród dzieci koszmary senne. A jednak te różowe, cukierkowe grafiki poruszają. Lakoniczne hasło: „Statystycznie 1 z 3...” długo zostaje w głowie. Przechadzając się ulicą, zaczynamy liczyć mijane kobiety, zastanawiać się, ile naszych znajomych i koleżanek miało aborcję i... dlaczego nic o tym nie wiemy? Albo: dlaczego same nie dzielimy się swoimi doświadczeniami?

Trudno zaprzeczyć temu, że przez wiele lat aborcja była w Polsce stygmatyzowana. Trudno nie zauważyć też, że nawet najbardziej zaangażowane w ruch feministyczny kobiety często mają problem, by mówić o niej głośno w obawie przed potępieniem i wykluczeniem. O aborcji mówiło się do tej pory szeptem w otoczeniu najbardziej zaufanych osób, choć wszystko wskazuje na to, że te poufne rozmowy dotyczyły zjawiska powszechnego i normalnego, ale demonizowanego przez społeczeństwo. Dzisiaj uświadamiamy sobie, że „aborcja” to normalne słowo. Uczymy się wymawiać je głośno i wyraźnie, wychodzimy z „aborcyjnej szafy”, w czym pomagają nam m.in. wspaniałe dziewczyny tworzące Aborcyjny Dream Team, organizatorki Manify oraz Joanna Popińska.

 

Aborcyjny Zespół Marzeń – Aborcyjny Dream Team

Karolina Więckiewicz, Natalia Broniarczyk, Justyna Wydrzyńska i Kinga Jelińska uświadamiają nam, że aborcja jest OK. Że jest czymś normalnym. Że jest naszym prawem. Dzięki nim utwierdzamy się w przekonaniu, że aborcja nie jest czymś, co akceptowane może być tylko (o ile w ogóle) w przypadku gwałtu albo zagrożenia życia czy zdrowia. 96% kobiet decyduje się na przerwanie ciąży z powodów osobistych. ADT mówi i tłumaczy, ale wydziela też przestrzeń dla tych, które do tej pory nie miały okazji podzielić się swoimi doświadczeniami, przeżyciami, wątpliwościami. Kampania „Nie jesteś sama” buduje więc poczucie jedności, solidarności i siostrzeństwa. Dodaje odwagi, bo w społeczeństwie, w którym aborcja postrzegana jest jako jeden z najcięższych grzechów, trudno jest czuć się po niej dobrze, w takiej atmosferze uważamy, że jeśli po aborcji czujemy ulgę, to jest to niewłaściwa reakcja. Przede wszystkim jednak pozwala dojść do głosu tym, których aborcja dotyczy lub może dotyczyć, bo, w przeciwieństwie do polityków i przedstawicieli Kościoła, te osoby mają podstawy, by się na jej temat wypowiadać.

 

Manifa. Aborcja nie policja. Aborcja w obronie życia.

Już za trzy tygodnie w największych miastach Polski odbędą się manifestacje feministyczne z okazji Dnia Kobiet. W Warszawie 4 marca Manifa przejdzie po raz XIX. Tym razem pod hasłem: Aborcja nie policja. Pomoc wzajemna, nie przemoc systemowa. Organizatorki i organizatorzy Manify zwracają tym samym uwagę na ważny problem. Już od 25 lat w Polsce obowiązuje zakaz aborcji, która stała się przez to tematem tabu. Polki w dalszym ciągu przerywają ciąże. Ze względu na obowiązujący zakaz, często w niebezpiecznych warunkach. Zawsze w tajemnicy. Organizatorki i organizatorzy Manify podejmują temat aborcji od wielu lat. Oswajają go w przestrzeni publicznej. Zaprzeczają temu, co starają się wpoić konserwatywni politycy i Kościół, przez co przypominają kobietom, że mają one prawo do decydowania o sobie, o swoim ciele i życiu. Dzięki istnieniu tego feministycznego kolektywu mamy okazję wzięcia udziału w dyskusjach na temat konieczności posiadania prawa do aborcji, na temat normalności przerywania ciąży. Manifa przypomina również, że siostrzeństwo i solidarność to podstawowe, niezbędne narzędzia w walce o lepsze jutro.

 

Aborcja VR

Joanna Popińska mieszka w Kanadzie od kilku lat, ale wciąż żywo interesuje się tym, co dzieje się w Polsce. W rozmowie podkreśla, że na emigracji to, co dzieje się w kraju, przeżywa się jeszcze głębiej i mocniej. Emocje wywołane Czarnym Protestem, ogromna niezgoda na pogwałcenie praw kobiet, miażdżące porównanie polskiej, konserwatywnej rzeczywistości, w której wyrosła, z postępową, lewicowo-liberalną kanadyjską, sprawiły, że właśnie teraz pracuje nad projektem, mającym ogromny potencjał, by zmienić sposób postrzegania aborcji w naszym kraju. „The Choice” jest pracą doktorską Aśki. To film w technologii VR, nad którym Popińska pracuje ze swoim partnerem, Tomem C. Hallem. Po założeniu okularów wirtualnej rzeczywistości, widz będzie miał okazję zmierzyć się ze wszystkimi emocjami, jakich doświadcza kobieta, która dowiaduje się, że jest w ciąży. Niekoniecznie chcianej. Niekoniecznie w takiej, w której akurat może być. Widz, będący jednocześnie uczestnikiem sytuacji, odczuje cały wachlarz emocji: niepewność, strach, lęk, panikę. Zacznie stawiać sobie pytania: „Jak to się mogło stać?”, „Co robić?”. Wokół niego pojawią się postaci, opowiadające swoje historie. Każda z nich będzie inna, tak jak inna i indywidualna jest każda aborcja. „The Choice” skierowany będzie przede wszystkim do widzów o poglądach konserwatywnych. Technologia VR działa na nasze zdolności empatyczne. Mając na nosie specjalne gogle, nie tylko oglądamy wyreżyserowane sytuacje i obrazy. Stajemy się ich aktywnymi uczestnikami. Wirtualna rzeczywistość staje się naszą rzeczywistością. Umożliwienie ludziom odczucia emocji, jakie budzą się w kobiecie, którą zaskakuje informacja o byciu w ciąży, ma być nową formą dialogu z tymi, którzy na jego zwykłą formę są zamknięci.

Asia mieszka w Kanadzie. Dzięki temu ma możliwość realizowania tego projektu, bo tam mówienie o aborcji od dawna jest czymś zwykłym. Czymś, o czym dziewczyny, jeżeli czują taką potrzebę, rozmawiają w kawiarni. Nie szeptem. Nie zastanawiając się, czy siedzący przy sąsiednim stoliku ich nie usłyszą. My na taką wolność i swobodę musimy jeszcze poczekać. Rok 2018 jest czasem zmiany i czasem nauki. Jest lekcją odczarowywania słowa aborcja.

1 porozmawiajmyoaborcji

Fot. materiały prasowe

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items