Przyzwyczailiśmy się, że na dzikich, rozpalonych słońcem wzgórzach, w świecie wprost z westernów, w którym prawo nie ma nic do rzeczy, władza spoczywa w rękach silnych, sprawnych, solidnie zbudowanych, nieugiętych mężczyzn, wpisujących się doskonale w patriarchalny wzorzec. A co jeśli tym razem sprawiedliwość bandytom wymierzy kobieta? A zbrodnie zamiast w XIX-wiecznej Ameryce rozgrywać się będą we dzisiejszej Indonezji?

Współczesne kino ma słabość do gatunkowej hybrydyczności. Rzadko jednak na ekranie mieszają się tak ciekawe składniki, jak w indonezyjskim obrazie „Marlina: zbrodnia w czterech aktach”. Reżyserka, Mouly Surya, łączy elementy westernu i kina drogi z feministycznym manifestem, ujęcia w duchu slow cinema z reportażową precyzją, czarny humor splata ze scenami, których nie powstydziłby się klasyczny dramat społeczny. Niech nie zwiedzie was malowniczy krajobraz. Wyspa Sumba, na której mieszka główna bohaterka filmu – Marlina – nie jest rajem. Dla żyjących na niej kobiet więcej ma wspólnego z piekłem. Zresztą Mouly Surya szybko pozbawia nas złudzeń. Rozpoczyna swoją fabułę od specyficznych „odwiedzin”. Próg domu Marliny przekracza podstarzały Markus, który szybko oznajmia kobiecie, że niedługo przybędzie też kilku jego kolegów. Wspólnie okradną ją z pieniędzy i trzody, a później – jeśli starczy czasu – wszyscy zgwałcą. Zdaniem Marcusa dla samotnej wdowy będzie to najszczęśliwszy dzień życia i Marlina nie ma po co udawać ofiary. Lepiej, gdy zaraz zabierze się za gotowanie kolacji dla oprawców i potraktuje ich jak gości. Kobieta nie odpuści jednak łatwo i zanim noc się skończy, część mężczyzn zdąży pożegnać się z życiem. Wyprawa po sprawiedliwość dopiero się jednak rozpocznie. W końcu, zgodnie z samym tytułem, historia ta ma cztery akty.

1 piec smakow marlina

Surya kreśli przed nami oblicze kobiecej zemsty. I nie jest to nowość na ekranie, bo przecież widzieliśmy już jak szukała jej choćby Panna Młoda z „Kill Bill’a” czy dziewczyny z „Grindhouse: Death Proof” Quentina Tarantino. A jednak Surya wprowadza pewną nową jakość. Owszem, jej bohaterki to silne kobiety, którym może i odcinanie głów idzie całkiem łatwo, ale w przeciwieństwie do jakby przeniesionych z komiksów tarantinowskich postaci, nie funkcjonują one w rzeczywistości wyzbytej realistycznych ram. W uniwersum Marliny nie ma miejsca na spektakularne rozlewanie krwi i prezentację wyuczonych do perfekcji technik walki, które mają służyć przede wszystkim rozrywce widza. Przemoc ma tu swoje konsekwencje. A siła charakteru Marliny (Marsha Timothy) czy jej przyjaciółki Novi (Dea Panendra) nie sprawi, że magicznie znikną problemy, z jakimi zmagają się żyjące na prowincji indonezyjskie kobiety. A te problemy Surya subtelnie nam naświetla i gdy wraz z Marliną przemierzamy kolejne kilometry, stajemy się ich coraz bardziej świadomi.

„Kiedy wydarzy się coś złego, większość z nas, Indonezyjczyków mówi: OK, taka kolej rzeczy, trzeba z tym żyć. Ten film mówi coś odwrotnego. Opowiada o nieakceptowaniu swojego losu i robieniu czegoś, by go zmienić. Jest celebracją sprzeciwu. Niedawny wysyp publicznych oskarżeń o przemoc seksualną sprawił, że przyszedł czas na zastanowienie. Kiedy czytałam historie tych wszystkich kobiet, które zdecydowały się zawalczyć o siebie, przypominała mi się Marlina” – opowiadała reżyserka w wywiadzie dla „Vice’a”, odnosząc się do niedawnej akcji #MeToo.

2 piec smakow marlina

Dramat Marliny jest zresztą oparty na faktach. Mouly Surya w rozmowie z asianfilmvault.com opowiadała, że tę historię poddał jej Garin Nugroho, znany indonezyjski reżyser. Na jednym z festiwali filmowych podszedł do niej i zrelacjonował losy kobiety z wyspy Sumba, która przybyła na posterunek policji z głową oprawcy, którą sama odcięła. Nugroho nie chciał sam zająć się historią, bo uważał, że lepiej opowie ją kobieta. I Surya rzeczywiście znalazła niebanalny sposób na przedstawienie Marliny. Jej brutalność ściera się z delikatnością, bohaterka przestaje być po prostu sobą – ma coś z mitologicznej postaci, której odwagę mogą mieć lub próbować w sobie odnaleźć inne kobiety. Nie tylko z Indonezji.

„Marlina: zbrodnia w czterech aktach” miała swoją premierę na Directors Fortnight w Cannes. Była jedynym pokazywanym na prestiżowym francuskim festiwalu filmem z Azji Południowo-Wschodniej. Obraz został też doceniony na innych festiwalach – zdobył między innymi Grand Prix na Tokyo FILMeX i tytuł najlepszego filmu na QCinema Asian Next Wave Competition. Zresztą i poprzednie filmy reżyserki – „Fiksi” i „What they don’t talk about when they talk about love” – zainteresowały zagranicznych krytyków. Ten drugi pokazywany był między innymi w Sundance, Rotterdamie i Karlovych Varach. Trzymamy kciuki za kolejne produkcje indonezyjskiej twórczyni, a na „Marlinę” zapraszamy do polskich kin od 16 marca. Redakcja „enter the ROOM x G’rls ROOM” objęła patronat medialny nad tytułem.

3 piec smakow marlina

Fot. materiały prasowe

Instagram enter The Room

object(stdClass)#939 (3) { ["error_type"]=> string(23) "OAuthRateLimitException" ["code"]=> int(429) ["error_message"]=> string(178) "You have exceeded the maximum number of requests per hour. You have performed a total of 963 requests in the last hour. Our general maximum limit is set at 500 requests per hour." }

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items