Jest taka gra we wspomnienia. Zagrajmy: pamiętam, że w podstawówce koleżanka w toalecie skrzywiła się i wyszeptała „śmierdzi miesiączką”, a ja nic nie czułam.

Pamiętam, że całą swoją wiedzę o dorastaniu czerpałam z zielonego kalendarza „Dla nastolatki”. Pamiętam, że podczas pierwszego okresu bardzo się bałam, czy założę podpaskę dobrą stroną. Pamiętam, że nie rozmawiałam o tym z nikim. Teraz bywa, że temat kubeczków menstruacyjnych dominuje konwersację. Jest o czym mówić, bo do wyboru są najróżniejsze: duże, średnie, małe, różowe, zielone, brokatowe. Ale zacznijmy od początku i uporządkujmy sobie parę dat.

Pierwszy kubeczek menstruacyjny zaprojektowano w roku 1867. Zaś pierwsze podpaski jednorazowego użytku zaczęto produkować w Niemczech w 1890 roku, zajęła się tym firma Hartmann Mulpa. W 1896 roku swoje jednorazowe podpaski wprowadziła na rynek amerykańska firma Johnson & Johnson. I chociaż były to produkty wręcz rewolucyjne, reklamowanie tak niestosownej rzeczy nie wchodziło w grę. Podpaski zniknęły z rynku, bo niewiele kobiet w ogóle wiedziało o ich istnieniu. Dopiero w 1920 roku w „Vogue’u” pojawiła się pierwsza reklama podpasek – były to produkty amerykańskiej firmy Curads. A rok później w magazynie „The Ladies Home Journal” pojawiła się reklama podpasek Kotex. To był prawdziwy przełom. W czasie wojny, w 1940 roku, niemiecka ginekolog Judith Esser Mittag zaprojektowała tampon o.b. („ohne Binde” znaczy po niemiecku „bez podpaski”). Symbolem XX-wiecznej reklamy menstruacyjnej stały się prospekty przygotowywane dla wspomnianej już marki  Kotex (pierwszy w 1928 roku) i opatrzone zdjęciem modelki Lee Miller. We fryzurze na chłopczycę i w sukni wieczorowej przypomina kobietom, by nie zaniedbywały wyglądu swego krocza i sięgnęły po „dyskretną podpaskę, niewidoczną nawet pod najdelikatniejszą bielizną”. Jak pisze Diane Ducret w książce „Zakazane ciało”: „Reklama szokuje Amerykę. Sama modelka zaś opuszcza Nowy Jork, wybierając Paryż, gdzie jej kochankiem i mistrzem stanie się Ray May” – surrealistyczny twórca, a ona robi karierę jako fotografka i korespondentka wojenna. W latach 90. XX wieku marka Libresse próbowała w reklamach zmienić kolor płynu z niebieskiego na czerwony… I musiała spróbować ponownie w 2017. Czy już jesteśmy gotowe i gotowi zobaczyć na ekranie krwistą barwę? I dlaczego tak wielkie poruszenie wywołał hasztag #bloodnormal? Naprawdę to takie kuriozum? Podczas Igrzysk Olimpijskich w 2016 roku chińska pływaczka Fu Yuanhui przyznała, że ma okres. Tym „wyznaniem” zelektryzowała świat. Co to mówi o czasach, w których żyjemy?

„Historia zabezpieczania się w czasie menstruacji to również lekcja historii współczesnej kobiety”. To słowa Marie Oskarsson, autorki „Małej książki o miesiączce”. W skrócie: gdy kobiety były skazane na zostanie w domu, nie potrzebowały podpasek czy kubeczków. Wraz z postępującą emancypacją niezbędne stały się środki higieniczne, dzięki którym możemy funkcjonować bez ściekającej krwi pomiędzy nogami. My, dziewczyny z tego bogatszego, bardziej uprzywilejowanego świata – bo założenie, że dziś każda z nas ma dostęp i do toalety z bieżącą wodą, i opakowania tamponów, jest błędne. O tym pisze Jennifer Weiss-Wolf w niedawno wydanej książce „Periods Gone Public. Taking a Stand for Menstrual Equity”, którą sama Gloria Steinem promuje słowami: „Ta książka może być początkiem wyzwolenia nas wszystkich”. Mowa w niej m.in. o (nie)dostępności środków higienicznych, tzw. nierówności menstruacyjnej oraz o niemoralnym podatku na tampony. Brak tanich środków higienicznych nadal zmusza kobiety do używania w roli podpasek papieru toaletowego, gazet, kawałków materiału, nieczyszczonej bawełny, mchu, a nawet kory drzew. Tak próbowały sobie radzić także nasze babcie i prababcie. Jakże inne metody znały starożytne Egipcjanki, które zwijały tampony z miękkiego papirusu, czy Greczynki stosujące owinięty lnianym płótnem niewielki kawałek drewna. Nasze przodkinie ze słowiańskich terenów raczej nie używały podobnych wynalazków. Zapewne większość z nich w ogóle nie stosowała czegoś, co wchłaniałoby krew. Jak pisze Oskarsson, w krajach rolniczych kobiety pod tradycyjnymi długimi spódnicami nie nosiły bielizny. „Pozwalały krwi swobodnie się lać i obmywały się, na ile to było możliwe”. Jeszcze w XIX-wiecznych przędzalniach bawełny na podłogę rzucało się słomę, by wsiąkała w nią krew menstruacyjna robotnic godzinami stojących przy maszynach.

System edukacji nie zakłada wspierania dziewczynek – często nie wiedzą, o czym świadczy miesiączkowanie i czemu służy. Efektem tego jest rozszczepienie kobiecości i cielesności, bo mało dziewczyn wie, jak działa ich ciało, a już zdążyły mieć do czynienia z seksualizacją.

Nie wydaje się to szczególnie higieniczne, jednak w tamtym czasie naukowcy martwili się raczej innymi sprawami. Jeszcze w roku 1878, kiedy to brytyjskie środowisko lekarskie miało zająć stanowisko w sprawie pozwolenia kobietom na studiowanie medycyny, magazyn „British Medical Journal” zastanawiał się nad tym, czy miesiączkujące kobiety, które dotkną mięsa, mogą spowodować jego zepsucie. W latach 20. XX wieku pewni badacze oznajmili, że odkryli menotoksynę – trującą substancję, która sączy się ze skóry miesiączkujących kobiet. To wszystko jest spuścizną patriarchalnych społeczności: wiele pierwotnych ludów sądziło, że krew kobiet może zagrażać mężczyznom. Indianie Tinneh znad Jukonu w Kanadzie wierzyli, że w krwi menstruacyjnej kryje się istota kobiety, co może doprowadzić do „zarażenia” kobiecością. Arystoteles twierdził, że menstruacja to gorsza, bo kobieca, wersja spermy. W biblijnej Księdze Kapłańskiej słowo „nieczystość” odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Inga Nowak-Dusza, psychoterapeutka, która prowadzi warsztaty „Królestwo? Jest Moje!” dla matek i dorastających córek, dodaje: „Stary Testament mówi o tym, że kobieta musi dosłownie zapłacić, by wrócić do uczestniczenia w obrządkach religijnych i społecznych. Musi przynieść dwie synogarlice, które mają wynagrodzić jej zbrukanie”. Opowiedziała nam również o powiązaniu księżyca z miesiączką: „Do księżyca kobiety zanosiły życzenia i miały wówczas moc sprawczą. W afrykańskich wierzeniach księżyc był utożsamiany z przyczyną krwawienia. Mówiono: jesteś w księżycu. Maorysi mówili o księżycowej chorobie. Fazy rozwoju kobiety można porównać do faz rozwoju księżyca: Bogini Nowego i Wzrastającego księżyca, Bogini w Pełni. Bogini w Nowiu”.

Krew kobiety mogła służyć również do odprawiania białej magii i przyrządzania mikstur, które miały moc wzniecania miłości, odpędzania złych duchów oraz przebłagania bogów. Piętnastowieczny lekarz i alchemik Henryk Korneliusz Agrypa z Nettesheim pisał tak: „Owa danina, którą kobieta co miesiąc płaci Księżycowi, a która zasługiwałaby na mowę pochwalną, leczy z zimnicy, wścieklizny, padaczki, napadów melancholii, szaleństwa”. Większość mężczyzn bała się miesiączki, bo nie potrafili zrozumieć, jak to działa. Inga Nowak-Dusza opowiada, że na warsztatach zaczynają „od pozytywnych historii, żeby dziewczyny uświadomiły sobie, że to, co w sobie noszą, to wdrukowana historia. Trauma jest dziedziczona w komórkach i DNA – więc my, kobiety, mamy tej traumy w sobie sporo. To jest niezwykle otwierające, gdy uświadomimy sobie, że możemy być zwolnione z bycia winną za zawstydzanie się – bo powstało systemowo. Ważne, by zacząć nowe pokolenia uwalniać z osobistej odpowiedzialności za nie swoje poczucie wstydu. Początkowo mężczyźni nie chcieli źle dla kobiet. Chcieli zrozumieć, jak to jest, że kobieta może przeżyć powtarzające się krwawienie, co doprowadziło ich do wniosku, że musi być to magia. Chciałabym odbarczyć wrogość, którą wiele kobiet rozwija wobec mężczyzn. Nie da się dobrze żyć z wrogiem”.

„Są takie rzeczy, których nie da się w pełni i do końca wyjaśnić. Aby je zrozumieć, trzeba ich po prostu samemu doświadczyć. Na przykład jak to jest się zakochać. Albo jak to jest, gdy dostaje się miesiączkę”. To znów Marie Oskarsson. Jej książka pomaga dziewczynkom oswoić się z tematem comiesięcznego krwawienia, pokazuje, co jest „normalne”, a co powinno martwić. Próbuje odczarować temat okresu. Jest inna publikacja, której udało się menstruację wręcz zaczarować: „Królestwo dziewczynki” Iwony Chmielewskiej. Opowieść o królewnie, która wreszcie staje się Królową i poznaje, że jest najważniejszą figurą na swojej szachownicy, przedstawia dorastanie jako przygodę i wyzwanie dla samoakceptacji.

A to jest niełatwe w czasach, w których np. produkuje się zapachowe podpaski – jakby praktycznie niewyczuwalna woń krwawienia miała być czymś wstydliwym. Idąc do toalety, ze skrępowaniem chowamy tampony do kieszeni, żeby tylko nikt nie zauważył, że mamy „te dni”. Z rozrzewnieniem oglądamy filmiki, na których dwóch rosłych facetów bez skrępowania pokazuje, jakie podpaski kupili dla żon, i rozmawia o ich okresach tak, jakby to było normalne. Tylko że nadal nie jest. A gdy za wszelką cenę chcemy funkcjonować wciąż na wysokich obrotach, nie zważając na to, jak reagują nasze ciała, możemy tylko wpakować się w pułapkę. Ignorowanie cyklu miesięcznego doprowadza do dosłownego cierpienia – do takiego wniosku dochodzi Natalia Miłuńska, autorka poradnika „Siedem skutecznych sposobów na bolesne miesiączki, czyli jak przemienić ból w przyjemność”. I chociaż ja nigdy nie musiałam sięgać po koktajl z tramalu i ketonalu, to dialog między Miłuńską i współautorką Vocą Ilnicką ujmuje holistycznym podejściem. Cykl obejmuje psychikę, cykl jest tempem naszego życia. „Jeśli porównasz jajeczkowanie do lata, a czas po nim do jesieni, to łatwiej będzie ci zrozumieć, dlaczego późną jesienią i zimą (tuż przed krwią i w czasie krwi) twoje ciało może cię prowadzić do wewnątrz – do spotkania z emocjami, przeżyciami i do wyhamowania”. Książka odwołuje się do idei Czerwonego Namiotu – starożytnej tradycji kobiecych spotkań podczas nowiu księżyca. Kobiety, wtedy jeszcze zsynchronizowane z fazami księżyca (nieprzypadkowo mówimy o miesiączce i księżycu-miesiączku), spotykały się razem, by wspólnie celebrować kobiecość. Tańczyły, bawiły się, wspierały, przekazywały sobie wiedzę.

Krew kobiety mogła służyć również do odprawiania białej magii i przyrządzania mikstur, które miały moc wzniecania miłości, odpędzania złych duchów oraz przebłagania bogów.

Podobne funkcje mogą spełniać warsztaty organizowane przez Ingę Nowak-Duszę: „Opowiadamy o ceremoniach, ale też zabobonach. Próbujemy je zrozumieć. Zapraszam kobiety do malowania i nazywania swoich miejsc intymnych. Oswajamy się z krwią za pomocą czerwieni, w tym kolorze malujemy, zdobimy, haftujemy. Dziewczynki dostają od mam białe prześcieradła z namalowaną czerwoną kropką (sercem, mandalą) – to dar na nową drogę, który pokazuje, że zaczyna się coś fajnego, normalnego. Przecież każdej z nas kiedyś przeciekło. Rozmawiamy o tradycjach, np. dotyczących samotni, do których udawały się kobiety w czasie okresu. Martyna Wojciechowska ostatnio zrobiła program o plemieniu w Pakistanie, gdzie rządzą kobiety. Mają osobny dom, gdzie przebywają, gdy są nieczyste – tak, pada to słowo. I choć ta tradycja miała je wykluczyć, one bardzo sobie chwalą ten moment odosobnienia i wręcz odpoczynku. W słowiańskiej tradycji jest wiele pozytywnych ceremonii związanych z menstruacją, np. wiązano warkocze i zaplatano je czerwoną wstążką. Dla swojej córki przygotowałam kosz prezentowy z okazji pierwszego okresu, m.in. właśnie czerwoną szczotkę do włosów, czerwoną spinkę do włosów, naklejki do oznaczania dat menstruacji, kosmetyczkę z akcesoriami higienicznymi… Niestety rytuały przejścia zanikły w naszej cywilizacji. Nie ma już ceremonii, by świętować pierwszą miesiączkę. Dzisiaj system edukacji nie zakłada wspierania dziewczynek – często nie wiedzą, o czym świadczy miesiączkowanie i czemu służy. Efektem tego jest rozszczepienie kobiecości i cielesności, bo mało dziewczyn wie, jak działa ich ciało, a już zdążyły mieć do czynienia z seksualizacją”.

Miłuńska zaś zadała sobie pytanie: „Czy mogę zrozumieć ten ból?”, i zachęca nas do znalezienia odpowiedzi. Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że uciszanie bólu (a raczej całego cyklu miesięcznego) za pomocą tabletek hormonalnych może być ślepą uliczką. Oczywiście zdarzają się przypadki, kiedy nie ma już innych pomysłów na ból niż zahamowanie owulacji. Zanim jednak się na to zdecydujemy, warto zadbać o siebie i spróbować zmienić optykę ze „znoszenia” okresu na „radzenie sobie” bądź „ukojenie”. Może okazać się, że parę poprawek w stylu życia skutecznie uwolni od comiesięcznego bólu – cierpienie podczas menstruacji często jest sygnałem od ciała, że potrzebujemy odpoczynku i wsłuchania się w siebie. Co robić? Christiane Northrup w książce „Ciało kobiety, mądrość kobiety” podaje konkretne zmiany żywieniowe. Przede wszystkim radzi ograniczyć w diecie słodki nabiał, biały cukier, białą mąkę, czasem czerwone mięso i żółtka jaj. Ma to na celu uregulowanie poziomu cukru we krwi, gdyż „dieta uboga w składniki odżywcze, zawierająca dużą ilość wysoko przetworzonych produktów, które błyskawicznie podnoszą poziom cukru we krwi, wzmaga produkcję związków wywołujących stan zapalny w ciele”. Te czynniki zapalne to prostaglandyny – stąd powszechnie znana, nieprzeparta podczas okresu chęć na czekoladę. Wysokie stężenie hormonu prostaglandyna F2 alfa sprawia, że macica mocniej się kurczy, a w efekcie – boli. Warto do swojej diety wprowadzić też adaptogenny proszek z korzenia macy, zadbać o obecność kwasów omega-3 (są w szprotkach, świeżo zmielonym siemieniu lnianym), witamin B6 oraz E, magnezu… W poradniku Miłuńskiej i Ilnickiej znajdziecie przydatne przepisy! Zioła, które wspomogą w tym czasie, to m.in. krwawnik, jasnota biała, nagietek. Do okresowego zestawu dołączymy jeszcze rozgrzewający termofor i wszystko to, co nas zrelaksuje: taniec, który uwalnia biodra i pozwala oddychać torem brzusznym, konkretne menstruacyjne asany jogi (bez pozycji odwróconych), masaż, seks (FYI: orgazm rozluźnia macicę). I nie wpadajmy w obsesję wciągania brzucha. Lepiej poczytać Eve Ensler, odetchnąć i poczuć, jak przyjemnie jest mieć miękki brzuch. Autorki „Siedmiu skutecznych sposobów…” omawiają efekt wychowania i „propagandy wklęsłego brzucha” przy temacie, jak psychika i więzy rodzinne wpływają na czucie swojego ciała oraz zaistniałe w nim napięcia. Zadają sobie też pytanie: czy nie powinnyśmy przeorganizować swojej pracy? Pomysł urlopu menstruacyjnego nie jest zbyt popularny, bo nie chcemy uchodzić za słabszą płeć, ale obecny czas pracy jest dopasowany do męskiego ciała. Na razie zatem zadbajmy o nieco więcej odpoczynku, ruchu, snu i dobrego jedzenia.

--

Korzystałam z książek:Natalia Miłuńska i Voca Ilnicka „Siedem skutecznych sposobów na bolesne miesiączki”; Diane Ducret „Zakazane ciało”; Marie Oskarsson „Mała książka o miesiączce”; Iwona Chmielewska „Królestwo dziewczynki”; Christiane Northrup „Ciało kobiety, mądrość kobiety”. Rozmawiałam z Ingą Nowak-Duszą, psychoterapeutką prowadzącą gabinet Psychoterapia z Duszą.

 

Tekst pochodzi z piątego numeru magazynu "G'rls ROOM" poświęconego miesiączce.

Ilustracje: Joanna Mudrowska 

Instagram enter The Room

object(stdClass)#933 (3) { ["error_type"]=> string(23) "OAuthRateLimitException" ["code"]=> int(429) ["error_message"]=> string(178) "You have exceeded the maximum number of requests per hour. You have performed a total of 869 requests in the last hour. Our general maximum limit is set at 500 requests per hour." }

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items