Jak dowodził amerykański psycholog Paul Ekman, ekspresje emocji podstawowych – takich jak radość, zaskoczenie, złość, smutek, strach i wstręt – są niezależne od tego, z jakiego rejonu świata pochodzimy. Język emocji jest tym samym najbardziej uniwersalny, rozumiany bez problemu pod każdą szerokością geograficzną. Jednocześnie właściwie każdy język może pochwalić się nazwami całego spektrum uczuć, które w innych częściach świata nie mają swojego bezpośredniego lingwistycznego odpowiednika. Co może dać nam ich poznanie?

Doznaliście kiedyś spokoju wypływającego z faktu, że znajdujecie się wewnątrz budynku podczas burzy? Anglicy mają na to osobne określenie – chrysalism. Czuliście ostatnio, że do działania popycha was obawa przed tym, że coś was ominie? Chińczycy nazywają ten stan ducha kiasu. A może mieliście kiedyś nieodpartą chęć uszczypnięcia kogoś, kogo kochaliście, czy też zrzucenia z siebie wszystkich ubrań podczas tańca? I pewnie znacie lepiej niż dobrze ten przyjemny moment oszołomienia, który towarzyszy odwiedzaniu nowego miejsca. Te wszystkie emocje mają swoje nazwy w wielu językach, ale nie we wszystkich. Bo choć opisane stany emocjonalne są znane nie tylko mieszkańcom danego obszaru, nie wszędzie zostały konkretnie nazwane.

Języki różnią się między sobą nie tylko brzmieniem. I podobnie jak kultura, w której funkcjonujemy, warunki społeczne, polityczne, klimatyczne, historyczne, mentalność ma to wpływ na sposób, w jaki doświadczamy rzeczywistości, a co za tym idzie: jak i czy w ogóle wyrażamy pewne emocje. Warto przywołać tu badania przeprowadzone w roku 2012 przez naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego, Uniwersytetu w Berkeley i Bard College. Badacze sprawdzali, jak z mówieniem o emocjach radzą sobie rodziny dwujęzyczne. Okazało się, że w zależności od emocji, którą chcieli wyrazić rodzice, używali oni bardziej przydatnego do tego celu języka. Np. matki czy ojcowie z Finlandii woleli deklarować miłość swoim dzieciom po angielsku. Okazało się to łatwiejsze, niż wyrażanie tego uczucia w rodzimym języku, gdyż skandynawska kultura promuje powściągliwość.

Języki różnią się między sobą nie tylko brzmieniem. I podobnie jak kultura, w której funkcjonujemy, warunki społeczne, polityczne, klimatyczne, historyczne, mentalność ma to wpływ na sposób, w jaki doświadczamy rzeczywistości, a co za tym idzie: jak i czy w ogóle wyrażamy pewne emocje.

Nie sposób nie odnieść się tu również do hipotezy Sapira-Whorfa, nazywanej prawem relatywizmu językowego. Teoria ta głosi, że używany przez nas język w mniejszym lub większym stopniu wpływa na sposób myślenia. Pokrewny zamysł bardzo obrazowo opisał w swojej słynnej antyutopii „Rok 1984” George Orwell: „(…) słowo »wolny« wciąż istniało w nowomowie, lecz występowało tylko w takich zdaniach jak: »Pies jest wolny od pcheł« lub »Pole jest wolne od chwastów«. Nie sposób było się nim posłużyć, aby stwierdzić, iż ktoś jest »wolny politycznie« albo »wolny intelektualnie«, gdyż takie pojęcia jak wolności obywatelskie czy wolnomyślność dawno wypleniono, a odpowiadające im określenia zlikwidowano. (…) Nowomowę skonstruowano nie po to, żeby zwiększyć, a wręcz przeciwnie, żeby zawęzić zakres myślenia”.

U Orwella eliminacja pewnych słów i wprowadzanie nowych miało służyć Partii do przemodelowania umysłów mieszkańców powieściowej Oceanii – doprowadzić do tego, że określone potrzeby czy stany emocjonalne przestaną być odczuwalne, skoro nikt nie będzie umiał ich zdefiniować. A jeśli to właśnie umiejętność nazwania pewnych uczuć pozwala nam je sobie uświadomić, to doskonałym sposobem na poszerzanie horyzontów i pełniejsze doświadczanie tego, co nas spotyka, jest nauka języków obcych. Tego zdania jest m.in. antropolożka kultury Tiffany Watt Smith, autorka „Księgi ludzkich uczuć”. Smith pisze o różnicach między nazewnictwem emocji w rozmaitych językach i korzyściach, jakie może nam zapewnić lingwistyczna wędrówka. W skrócie: inny język gwarantuje inny punkt widzenia, zaś ucząc się nieznanego nam wcześniej słownictwa, część spraw możemy przewartościować, inne w ogóle dostrzec czy zwrócić na nie większą uwagę.

Osób zafascynowanych nieprzetłumaczalnymi słowami jest znacznie więcej. W Polsce pisze o nich Grażyna Plebanek w swoim cyklu „Słownik wyrazów obcych” na łamach „Wysokich Obcasów Extra”. „Zbiera” je również Tim Lomas, psycholog z Londynu, który stworzył stronę Positive Lexicography Project i wydał dwie książki na ten temat: „Translating Happiness. A Cross-Cultural Lexicon of Well-Being” oraz „The Happiness Dictionary”. Wyrazy selekcjonowane przez Lomasa mają opisywać różne odcienie uczuć. Wszystko po to, byśmy mogli dostrzec, że nie ma jednej definicji szczęścia, a z życia można czerpać na najróżniejsze sposoby. Korzystając ze zbiorów słów opracowanych przez Lomasa, przygotowaliśmy dla was specjalny „Krótki Słownik Emocji”. Znajdziecie w nim przede wszystkim określenia uczuć pochodzące z języków, w których śpiewają artyści tegorocznej edycji Festiwalu Skrzyżowanie Kultur. Ale do tego się nie ograniczyliśmy, do słownika trafiły też hasła z wielu innych stron świata – wszystko po to, by celebrować różnorodność. Gotowi na lingwistyczną podróż w nieznane?

 01 pejper skrzyzowanie kultury podroz szlakiem emocji

Materiały prasowe Skrzyżowanie Kultur 2018 / ilustracje Julia Mirny

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items