Większość z nas na pytanie o królową popu czy gwiazdę rocka nie miałaby z pewnością problemu z szybką odpowiedzią. Ale co w sytuacji, gdyby zapytano o godną przedstawicielkę folk rocka? Od dziś to już nie problem, bo niekwestionowanie jest nią Joni Mitchell.

Na stronie Rock&Roll Hall of Fame przeczytamy, że Joni Mitchell to „wytrawna artystka”. Jest kobietą wielu talentów, przede wszystkim w sferze muzycznej, jako wokalistka, kompozytorka i autorka tekstów, lecz także malarstwa oraz poezji. Zacznijmy jednak od początku. Urodziła się jako Roberta Joan Anderson w Albercie – prowincji Kanady  a jej pseudonim to wynik krótkiego małżeństwa z folkowym piosenkarzem Chuckiem Mitchellem. Joni jako nastolatka samodzielnie nauczyła się gry na gitarze, która stała się nieodzownym elementem jej wizerunku scenicznego. Korzystała przy tym z samouczka Pete’a Seegera – autora tekstu, który w Polsce wykonywała Sława Przybylska „Gdzie są kwiaty tamtych lat”. Zaczynała swoją karierę, grając w kameralnych klubach nocnych, następnie na ulicach Toronto, a w wieku dwudziestu pięciu lat, kilka lat po tym, jak przeprowadziła się do Kalifornii, wydała swój pierwszy album, o którym w wywiadzie dla „Billboard” powiedziała, że „był po prostu naturalny”. Niemniej jednak to drugi „Ladies of the Canyon” okazał się znaczący dla jej pokolenia słuchaczy, a przeboje takie jak: „Big Yellow Taxi” i „Woodstock” stały się znakiem tamtych czasów.

1.shopping muza JONI MITCHELL

1. książka Pete Seeger Banjo Play-Along Volume 5/bestsellerbooks.pl ok. 65 zł, 2. sukienka z falbankami/Zara 139 zł, 3. czteropłytowy box Love Has Many Faces Joni Mitchell/Empik 170,99 zł 4. Płyta Turbulent Indigo Joni Mitchell/Empik ok. 43 zł

W swojej długiej karierze muzycznej, bo od 1968 do 2007 roku cały czas tworzyła, eksperymentując przy tym z różnymi gatunkami muzycznymi, od jazzu czy jazz rocka przez bardziej popowe brzmienia, jak w albumie „Court and Spark”. Jednak swoich największych sukcesów dokonała w folk rocku. Została nawet uznana za jedną z najważniejszych gwiazd tego gatunku. W tekstach śpiewała oczywiście o miłości, ale podjęła również pewne społeczno–polityczne kwestie, jak w albumie „Dog Eat Dog”, nawiązując do klęski głodu w Etiopii czy w ostatnim „Shine” do wojny w Iraku. Mitchell w trakcie trwania swojej kariery muzycznej zdobyła osiem nagród Grammy, w tym za całokształt twórczości. Co więcej, w 1981 roku została wprowadzona do Rock & Roll Music Hall of Fame, które w ten sposób honoruje artystów zasłużonych za wkład w rozwój tego gatunku. Z kolei niedawno, bo w 2014 roku, po dwuletniej pracy, premierę miał album „Love Has Many Faces: A Quartet, a Ballet, Waiting to Be Danced” składający się zestawu czterech płyt, zawierających 53 piosenki z ostatnich czterdziestu lat jej kariery, ułożone w odpowiedniej kolejności tak, by stworzyć czteroaktowy balet.

W ciągu ostatnich lat artystka jedynie sporadycznie bierze udział w koncertach, a swoją energię przenosi na dwie pozostałe pasje: malarstwo i poezję. Doskonałym świadectwem malarskich zdolności Joni był już jej autoportret wykorzystany jako okładka płyty „Turbulent Indigo”. Mitchell jest także niekwestionowaną ikoną stylu, odzwierciedlającą ducha lat 70-tych. To ceniona za naturalność przedstawicielka pokolenia „dzieci kwiatów” i inspiracja dla wielu domów mody po dziś dzień. „Trudno nie zauważyć wpływu Joni Mitchell na wybiegach we wrześniu – Chloé, Dries Van Noten, Valentino, Louis Vuitton i nawet zwykle oszczędny Céline zdają się czerpać inspiracje” – relacjonował „Vogue” w 2014 roku. Młoda Joni, w długich blond włosach, o eterycznej urodzie i często w zwiewnych strojach w pełni odzwierciedla ducha hippie, zachowując przy tym autentyczność i świeżość. W ubiegłym roku, w wieku 72 lat wzięła również udział w kampanii „Saint Lauren Music Project”, gdzie w folkowej tunice – pochodzącej z jej garderoby sprzed kilku lat – ze znamienną gitarą została sfotografowana przez Hedi Slimane'a w swoim domu, w Kalifornii. To dowód na to, że z jednej strony moda zatacza koła, a z drugiej, co istotniejsze, że prawdziwy styl trwa nieprzerwanie, niezależnie od czasu i miejsca. Tak też jest z muzyką Mitchell, jest po prostu stylowa, nie znudzi się i nie przeminie, jak hit jednego sezonu, bo dryfuje gdzieś ponad ograniczającymi ramami.

Opracowanie graficzne Małgorzata Stolińska na podstawie materiałów prasowych

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user profile items