Wczorajszy pokaz Vivienne Westwood (i Andreasa Kronthalera – nie można o tym zapomnieć) wzruszył mnie. Wiem od dawna, że Westwood jest królową i jedną z najważniejszych kreatorek mody, ale dziś zrozumiałam jej wielkość.

Ecotricity to spektakl z wieloma elementami baletowymi – i to bardzo dosłownymi – o czym za chwilę, z potwierdzeniem, że „Punk is Not Dead” i ma się całkiem dobrze (mimo zainicjowania głośnego i kontrowersyjnego ruchu Burn Punk London przez Josepha Corre – syna Westwood i McLarena, podczas którego punkowe pamiątki za kilka milionów funtów poszły z dymem), a w końcu z fantastycznym przeglądem brytyjskiej mody, czerpiąc aż z wiktoriańskiej Anglii i pięknych dandysów. 

Westwood podzieliła pokaz na trzy części. Nie mam ulubionej, bo każda jest doskonale równa. Surowa sala gimnastyczna, zimne światło, to dobre tło dla manifestu, o którym od kilku dni na profilach społecznościowych opowiadała projektantka. Ecotricity (nawiązuje do brytyjskiej firmy zajmującej się zieloną energią) to manifest, polityczny akt, który dowodzi, że nie tylko punk jest wieczne żywy, ale i wiecznie żywa jest anarchia płynąca żwawo w żyłach Angielki – to mocne wystąpienie przeciwko monopolowi banków, polityków i biznesmenów. Westwood oddaje władzę, a więc symboliczną koronę w ręce ludu – sama ją nosi, noszą ją modele. W ten sposób mówi: weźmy sprawy w swoje ręce.

1 vivienne westwood 2017 london LFW london fashion week

Ale! 3 części. 3 akty. Gdy niczym światłem przebrzmiałej gwiazdy rozbłysły reflektory, wtórować zaczęła im muzyka. I to nie byle jaka, bo „The Montagues and the Capulets” EZ3kiela – pięknie unowocześniony temat rosyjskiego kompozytora, który dał się poznać, współtworząc muzyczny futuryzm, ekspresjonizm czy neoklasycyzm – Siergieja Prokofjewa i jego kompozycji „Taniec rycerzy” do baletu „Romeo i Julia”, który chyba każdy z nas choć raz w życiu słyszał. Bo tego uniknąć się nie dało. Na szczęście! Wzruszenie. Ten akt jest bardzo nasycony sztuką. Na tkaninach widać twarze przypominające upiorną kreskę Francisco de Goi. Odwaga i nonszalancja, brak obaw w łączeniu tkanin i struktur. I dodatki – czerwone jak płomienie buty i szafirowe kozaki. 

Akt 2, kolejne sylwetki płynnie przekształcają się w punkową rewolucję, oplecioną kratą i zieloną energią. Pięknie skrojone peleryny, doskonałe kapelusze w kilku kolorach. Szczególnie blady róż. Barwy ziemi i stonowanie, chytrze wysmakowane drobnymi elementami ozdobnymi. Jest czaszka, jest peleryna noszona z kominiarką – i chyba nie ma mocniejszego przekazu tego, co mówi tą burgundową szatą Westwood – terroryzm współczesnych przywódców i bunt.

Westwood oddaje władzę, a więc symboliczną koronę w ręce ludu – sama ją nosi, noszą ją modele. W ten sposób mówi: weźmy sprawy w swoje ręce.

Akt 3 – robi się spokojniej, za to eklektycznie bardziej niż do tej pory. Nadruki twarzy to już przeplatane miny projektantki. Wchodzimy w etap historyczny. Oto historia brytyjskiej mody z nową wersją kiltu, genialną zabawą XIX-wiecznym angielskim surdutem i spodniami w pręgi. Złote suknie na szczupłych modelkach, na których głowach spoczywają korony. Zwrot ku monarchii? Tak, ale z hymnem „God Save the Queen” wykrzyczanym przez Sex Pistols. Oto nowy wymiar punkowej mody. Westwood-aktywistka dziś głośno powiedziała: PUNK IS NOT DEAD. Królowa? Jest tylko jedna. A do powiedzenia ma jeszcze bardzo dużo. Bo żeby zrealizować tak wspaniały spektakl, z tyloma odnośnikami do kultury wysokiej i popularnej, trzeba mieć poważne zaplecze intelektualne. I życzyłabym sobie, aby mówiło do mnie w taki sposób więcej projektantów

2 vivienne westwood 2017 london LFW london fashion week

3 vivienne westwood 2017 london LFW london fashion week

4 vivienne westwood 2017 london LFW london fashion week

5 vivienne westwood 2017 london LFW london fashion week

6 vivienne westwood 2017 london LFW london fashion week

Fot. wwd.com 

Instagram enter The Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data